Cisza

  Nie na darmo się mówi, że Bóg przychodzi w ciszy. W ciszy serca, w ciszy duszy. Dla osób, które dużo mówią jest to trudne do wykonania. A że taką osobą jestem ja, cisza jest mi najmniej znana.

 Więc dlaczego o niej piszę? W tym tygodniu potrzebowałam rozmawiać z ludźmi, jak i tylko milczeć. Pierwszy raz poczułam taką obecność Boga właśnie gdy milczałam. Pierwszy raz nie zagadywałam Go, ale oddychając tonęłam w ciszy pokoju.

Czemu mówi się, że Bóg przychodzi w ciszy? Przecież jest w każdym napotkanym człowieku, więc wtedy też przychodzi… Racja. Jednak w ciszy jesteś tylko ty i Pan Bóg. Taka randka, spotkanie na osobności. „Zatrzymanie” czasu. Zostawienie rzeczy materialnych, swoich planów, odetchniecie od życia.

Jak w szkole nieraz nauczyciel prosi o cisze. Czemu to robi? Żeby nam zrobić na złość? Nie. Robi to, bo wie, że w ciszy łatwiej się skupić. Poukładać myśli i potem wypowiedzieć je na głos lub zapisać w zeszycie.

Nie uniknie się grzechu w gadulstwie,
kto ostrożny w języku – jest mądry. (Prz 10, 19)

Cisza powinna towarzyszyć nam w życiu. Nie mówię, że nie jest to trudne, ale należy próbować.

„Nic, nie musisz mówić nic
Odpocznij we mnie
Czuj się bezpiecznie”

Dziękuje Ci Boże, że przychodzisz do mnie w ciszy. Dziękuję, że mnie prowadzisz i stawiasz na mojej drodze towarzyszy. Amen.

Umocniona

Zapal się i spalaj

Gaśnie w twoim mieszkaniu światło. Jest ciemny, mroczny zimowy wieczór. Gdzie się rozglądasz widzisz tylko ciemność. Nie masz przy sobie telefonu do zapalenia „latarki” ani nie możesz znaleźć żadnego domownika. Słyszysz tylko jak mówią i rozpoznajesz dzięki temu, gdzie oni się znajdują. Powoli przyzwyczajasz się do ciemności, ale chciałbyś zobaczyć w końcu otaczający cię świat. Nagle ktoś z twojego domu, mieszkania zapala świece, która rozbłyskuje swoimi promieniami na całe pomieszczenie. Uśmiechasz się, bo w końcu widzisz nie tylko ciemność.

Będąc w ciemności boisz się. To zrozumiałe. Słyszysz głosy, które nie zawsze rozpoznajesz. Boisz się zrobić krok, bo nie wiesz czy się nie potkniesz, czy sobie czegoś nie zrobisz. Właśnie tak samo jest w życiu.

Świeca nie jest po to by stała i ładnie wyglądała. Świeca jest po to by świeciła, dawała jasność. Na co komu świeca, która się nie spala? Która nie pomaga, nie prowadzi? Jesteśmy jak świece. Zapalamy się od żywego ognia, nigdy nie ustającego, by rozświetlać drogę swoją jak i innym. Świeca jest po to, aby się spalała. My jesteśmy po to byśmy się „spalali”. Byli święcą dla kogoś, jak i dla siebie.

Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też światła i nie stawia pod korcem ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu.  Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie. (Mt 5, 14-16)

Nieustającym ogniem jest Jezus Chrystus. Jest tym, od którego powinniśmy się zapalać. To On jest lampą prowadzącą nas przez życie.

Dziękuję Ci Boże za światło jakie mi dajesz. Za to, że mogę być twoim uczniem. Polecam Ci wszystkich, którzy potrzebują modlitwy. Amen.

Umocniona

Powiedzieli „tak”

Czytałam ostatnio w Ewangelii Mateusza o powołaniu apostołów Szymona, zwanego Piotrem i Andrzeja. Nigdy nie zastanawiałam się nad tym na co oni się zgodzili, co ich przekonało by pójść za Jezusem. Była to po prostu, jak dla mnie, normalna decyzja jaką podjęli. Uważałam, że po prostu mieli się zgodzić.

Gdy [Jezus] przechodził obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał dwóch braci: Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich: «Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi». Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim. (Mt 4, 19-20)

Inaczej na to spoglądasz, gdy czytasz sobie to powoli. Jakbyś czytał pierwszy raz…. I wtedy zdajesz sobie sprawę, że nie wiadomo czemu oni poszli. Zastanówmy się. Kto z nas poszedłby, gdyby ktoś mu powiedział, że będzie rybakiem ludzi? Przecież oni pracowali, wiedzieli na czym polega ich zawód. Na łowieniu ryb, nie ludzi. I w tym momencie nie dziwne by było jakby popukali się w głowę. Nie znają totalnie jakiegoś człowieka, a on im mówi, żeby rzucili wszystko jeszcze po to by łowić ludzi. Czy to nie wydaje się bardzo dziwne?

A jednak oni poszli. Czemu? Usłyszeli powołanie sercem, duszą. To zdanie musiało ich tak zdziwić, ale i obudzić chęć powiedzenia „tak”. Ta decyzja wpłynęła na ich dalsze życie. O czym wiemy.

Stali się rybakami ludzi, ale jakby powiedzieli „nie”? Żadnego byśmy z nich nie znali. Żaden nie byłby w tym momencie wzorem powiedzenia „tak” na słowo Boga.

My także dostajemy od Boga zadania. Do pewnych rzeczy nas posyła, czeka na naszą odpowiedź. Być może teraz zmagasz się z jakąś trudną sprawą, nie wiesz jaką decyzję podjąć. Patrz na apostołów. Oni stali się rybakami ludzi. A kim będziemy my? Jaką decyzję podejmiemy?…

Najświętszy Boże pomóż nam widzieć i akceptować powołanie przeznaczone nam. Amen.

Umocniona

Rada dla śpiewaków

Od pewnego czasu działam w mojej parafii jako gitarzysta, a czasami jako solista. Wraz z koleżankami i dwoma kolegami „założyliśmy” diakonie muzyczną bez nazwy. Śpiewamy i gramy zazwyczaj przed spotkaniami naszej wspólnoty. Też nie zawsze, ale zazwyczaj.

Nie obstawiamy całej Mszy, ale zawsze pilnuję tego, by był przynajmniej zaśpiewany, przez którąś z nas, psalm. I tu pojawia się bardzo często problem. Trudno jest je namówić do tego. I tak zastanawiam się dlaczego tak jest…

Z jednej strony bardzo dobrze to rozumiem. Jest stres, nie jesteśmy przekonani, że pięknie śpiewamy itd. Jak to pokonać? Hm… Dużo prościej jest myśleć, że śpiewasz dla Niego. Jak już tak myślisz, nie przejmujesz się tym ile razy się pomylisz, ile razy nie wejdziesz w odpowiedni dźwięk.

„Jak śpiewasz to zawsze nie patrz na to czy się pomylisz, czy nie. Patrz tylko na to co śpiewasz dla Niego, co on ci mówi przez te słowa. Nie ważne ile razy ćwiczę wcześniej psalm dopiero śpiewając na forum ogarnia mnie radość z tego, że te słowa są do mnie i mogę je śpiewać. Mogę przekazać je innym ludziom w innej wersji.”

Dawid wraz z dowódcami wojska przydzielił na służbę [Bożą] tych spośród synów Asafa, Hemana i Jedutuna, którzy prorokowali dźwiękiem harf, cytr i cymbałów. (Krn 25, 1a)

Dziękuję Boże, że mnie wybrałeś. Dziękuję, że mogę śpiewając wielbić Ciebie. Amen.

Umocniona

 

 

Poddajemy się bez walki

Będąc uczestnikiem nie jednego konkursu poddawałam się od razu. Z jednej strony dawałam z siebie wszystko, a z drugiej (tej większej) nie robiłam nic. Tylko marudziłam, że i tak mi się nie uda. Więc po co w ogóle się męczyć?Poddawałam się nie zaczynając walki.

Tak często jest w naszym życiu. Słyszymy o dobru, o tym jak powinniśmy postępować. Jednak nieraz z góry zakładamy, że jesteśmy ludźmi i po prostu robimy takie, a nie inne rzeczy. Nie walczymy. Nie próbujemy się zmieniać. (Oczywiście nie mówię o wszystkich i  nie zawsze).

Święta nadal trwają. Po 4 tygodniach Adwentu może gotowi, może nie do końca przyjmujemy Jezusa. Narodził się On dla każdego z nas. Bez wyjątków. Czy w takim razie nie powinniśmy nadal walczyć by być dobrym?

Nie wywieszajmy białej flagi. Nie poddawajmy się nawet nie zaczynając. Nie poddawajmy się kiedy nie idzie po naszej myśli. Chciejmy i módlmy się o bycie dobrym człowiekiem.  Nie tylko w Adwent, w święta. Lecz przez całe życie.

Dziękuję Ci Boże za kolejne dni wolnego. Dziękuję Ci za dobro. Dziękuję za każdy uśmiech na twarzy. Amen.

Umocniona

Narodził się

Bóg się narodził

każdy o tym wie.

Wczoraj przy wspólnym stole spotykaliśmy się.

Bezbronny narodził się,

czy w Twoim sercu też?

 No cóż nie wiem dlaczego ten czas tak szybko leci, ale tak to już jest. Przecież dopiero niedawno skończyły się wakacje i marzyłam o świętach. A one już są.

 Pierwszy raz w życiu postanowiłam sobie, że pójdę na pasterkę o północy. Zawsze tak wychodziło, że byłam na tej dla dzieci na 16.00. Tym razem nie chciałam słuchać nawet o tym, że mam iść na dwie. Wiedziałam, znając siebie, że nie będę miała sił iść na tą w nocy, jeśli pójdę też szybciej. Więc uparta jak osioł, postawiłam na swoim. I bardzo dobrze wyszło. Mogłam pomóc przygotować wigilię, zająć się młodszym bratem, a także nie zasnęłam na pasterce. I nie żałuje, ponieważ było jeszcze lepiej niż sobie wyobrażałam. Co z tego, że wcześniej nastraszył mnie straszy brat mówiąc, że pewnie nie będzie mi się podobało. Byłam uparta. I się opłaciło. Uśmiech z mojej twarzy nie zniknął. Chciałam rozdawać wszystkim tę moją energię, radość.

Narodził się Jezus! Bóg wyciągnął ku nam swoje ręce. Jak go przyjęliśmy? Jak go przyjmujemy? Czy nasze ręce są otwarte, jak te pasterskie? Które strudzone, ale szczere i opiekuńcze chciały przytulić Króla Świata.  Czy pełne zazdrości i chęci krwi, jak Heroda?

Jezus narodził się wśród nas. Kolejny raz wypełniając nas pokojem i radością.

W owym czasie wyszło rozporządzenie Cezara Augusta, żeby przeprowadzić spis ludności w całym państwie. Pierwszy ten spis odbył się wówczas, gdy wielkorządcą Syrii był Kwiryniusz. Wybierali się więc wszyscy, aby się dać zapisać, każdy do swego miasta. Udał się także Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei, do miasta Dawidowego, zwanego Betlejem, ponieważ pochodził z domu i rodu Dawida, żeby się dać zapisać z poślubioną sobie Maryją, która była brzemienna.Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie. W tej samej okolicy przebywali w polu pasterze i trzymali straż nocną nad swoją trzodą. Naraz stanął przy nich anioł Pański i chwała Pańska zewsząd ich oświeciła, tak że bardzo się przestraszyli. Lecz anioł rzekł do nich: «Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan. A to będzie znakiem dla was: Znajdziecie Niemowlę, owinięte w pieluszki i leżące w żłobie». I nagle przyłączyło się do anioła mnóstwo zastępów niebieskich, które wielbiły Boga słowami:
«Chwała Bogu na wysokościach,
a na ziemi pokój
ludziom Jego upodobania” (Łk 2, 1-14)

Cieszmy się, bo blisko jest Królestwo Boże. Stąpił na świat by nas zbawić. Jak go przywitaliśmy? Jakie ręce do niego wyciągamy?

Kochany Boże, dziękuję, że przyszedłeś na świat, aby nas zbawić. Bądź w każdym domu w tych dniach. Oświetlaj nam drogę, do świętości. Amen.

Umocniona

Przypominajka

Przychodząc powtórnie na nasz świat

Jezus dał nam jeszcze czas,

By się zmienić i poprawić,

Dobro w sercu swym zgromadzić.

W święta Was nie zastaniemy,

Dlatego teraz życzenia piszemy.

Tego dnia na twarzy uśmiechu,

Zawsze pamiętajcie o drugim człowieku.

Ciepłego kościółka na pasterce,

Żeby Wam nie zmarzły ręce.

Opłatkiem się podzielcie

I wszystko ze smakiem zjedzcie.

W Noc Sylwestrową pamiętajcie,

By nie dać się podpalić petardzie.

Życzymy Wam Wesołych Świąt,

Niech wszelkie smutki idą w kąt.

  Wiem, że do narodzin najważniejszego człowieka, jaki chodził po ziemi, zostało jeszcze parę dni, ale ja w tej chwili chciałabym życzyć Wam wszystkim najlepszych świąt. Niech będą one spędzone w gronie rodziny. Bez kłótni, szelestów, plotkowania. Z wielkim uśmiechem na twarzy. Pamiętajmy, że ten dzień jest przede wszystkim przeznaczony dla Boga. 

 Teraz rozwijając temat… Jakoś w październiku, pewnego dnia wpadłam na pomysł przypomnienia całej klasie co mamy zadane na następny dzień. Więc jak pomyślałam, tak zrobiłam. Nie widziałam, że będzie to, aż tak im potrzebne, a także mi. Wymyśliłam przypominajke. Każdego dnia dodawałam na grupie klasowej post z tym co mamy zrobić, jaki jest sprawdzian lub jakie są zmiany na kolejny dzień. Tym sposobem oni nie zapominali, trochę zachęcałam ich do nauki, a także siebie do pamiętania o wszystkim. Taka trochę moja odpowiedzialność.

Teraz pamiętając o innych ludziach chciałabym zrobić dla Was przypominajke. Pewnie nie jedno z Was w tym tygodniu ma więcej wigilii, niż jedną. A nawet jeśli nie, to ten temat tyczy się każdego. Mianowicie chciałabym Wam przypomnieć, że tego dnia nie najważniejsze są prezenty, ślicznie zapakowane, ale drugi człowiek.

Pamiętajcie by w tych ostatnich dniach roku 2016 być przede wszystkim dla innych. Spędzić czas z bliźnim i radować się z narodzin Jezusa Chrystusa.

Niech w Waszych sercach zakwitnie miłość i poczucie bezpieczeństwa. Bóg kolejny raz zaprasza Cię na swoje urodziny. Co mu przyniesiesz?…

Dziękuję Boże za kolejne zaproszenie urodzinowe. Dziękuję za to, że posłałeś na świat Swojego Syna. Amen.

Umocniona

„Rozpocznij walkę!”

„Wakacje 2016r. skończyły się jakiś czas temu, a razem z nimi długo oczekiwane Światowe Dni Młodzieży w Krakowie. Na tym ważnym dla każdego chrześcijanina wydarzeniu, spotkały się miliony młodych ludzi, by słuchać słowa Papieża i kierować się nimi w życiu.

Pojawiło się wiele pięknych, mądrych słów. Do mnie, jako uczestniczki, najbardziej przemówiły słowa: „Bóg liczy na ciebie z powodu tego, kim jesteś, a nie z powodu tego, co masz: w Jego oczach nic nie znaczy, jak jesteś ubrany, czy jakiego używasz telefonu komórkowego.” Dlaczego właśnie te? Przecież było ich zdecydowanie więcej… Rzeczywiście padło wiele słów, mimo to te najbardziej poruszyły moje serce.

Świat oparty jest teraz na rzeczach materialnych, nieistotnych. Na tym, jaki masz samochód, telefon komórkowy, jak się ubierasz, czy się malujesz itd. Trudno nam w życiu codziennym być po prostu sobą. Nie masz drogiego telefonu? Słabo. Nie wiesz, jaki kosmetyk do czego służy? Nie jesteś wart rozmawiania.  Zaczynamy oceniać, wyśmiewać. Zanim kogoś poznamy, skreślimy go z listy, bo wygląda na takiego, z którym rozmowa to tylko stracony czas. I tu popełniamy błąd!

Bóg liczy na każdego z nas z powodu tego kim jesteśmy. Właśnie… Kim jesteś? Kim ja jestem? Jesteśmy dziećmi Bożymi. Jesteś inną osobą niż każdy człowiek na ziemi. Jesteśmy wyjątkowi, bo każdy z nas jest inny. Bóg chce byśmy wiedzieli, że najlepsze, co może być- to bycie sobą. Kolejny problem: Co jeśli ja siebie nie lubię? Czasami nasuwają nam się takie pytania, takie wątpliwości, chwile smutku. Najlepszym sposobem na pokonanie tego jest powiedzenie sobie: Bóg Mnie kocha, takiego jakim jestem. Jeśli Bóg jest nieomylny, to jak w takiej sprawie miałby się pomylić? Wybrał Cię przed stworzeniem świata. Wybrał Cię, ponieważ Cię kocha. Postawił i nadal stawia Cię przed wielkimi rzeczami, przed trudnymi wyborami, które pokonasz tylko będąc sobą i współpracując z Nim. Bóg na Ciebie liczy.

         Pewien Sługa Boży- ks. Franciszek Blachnicki założyciel Ruchu Światło- Życie powiedział kiedyś: „Każdy z nas jako osoba jest kimś jedynym, niepowtarzalnym.” Ma rację, tak jak papież. Każdy z nas jest osobą, którą nikt nie może zastąpić.

         Te słowa przekonują mnie, że w życiu warto iść pod prąd. Warto być sobą i nie patrzyć na zdanie innych. Ta wypowiedź jest listem od Boga, w którym zapewnia mnie o swojej ogromnej miłości do mnie. Nakłania mnie również do myślenia nad tym, czy ja nie oceniam… Co w moim życiu jest ważniejsze? Jaką mam hierarchię wartości. Bóg powołał  mnie do wielkich rzeczy i liczy na mnie bardziej, niż ja na siebie. Jestem jego Księżniczką, umiłowaną córką, o którą się troszczy i wysyła posłanników, bym mogła wiedzieć, co muszę jeszcze w swoim życiu zmienić.

Praca co prawda dana na konkurs, ale już są wyniki, więc mogę wstawić. Takie trochę przypomnienie Światowych Dni Młodzieży.

Boże dziękuję za te słowa, które do mnie kierujesz. Pomóż mi być posłannikiem dla innych. Amen.

Umocniona

Era Ducha Św.

Miałam kiedyś chęć napisania czegoś o Duchu Świętym, jednak zawsze odkładałam to na czas kiedy otrzymam go podczas bierzmowania. Jednak dziś napiszę o Nim. Chociaż bierzmowanie będę miała za niecałe dwa lata.

Pewien ksiądz powtarza często, że jesteśmy erą Ducha Świętego. Stary Testament był erą Boga Ojca. Poznawał Go sprawiedliwego, czasami surowego. Tego, który trzymał wszystko na właściwym miejscu. Ludzie Nowego Testamentu byli erą Jezusa Chrystusa. Mogli Go poznać i zobaczyć jego mękę. Za to my jesteśmy erą Ducha Świętego. Został On posłany nam, byśmy umieli radować się i uwielbiać Zmartwychwstałego Jezusa. Duch Święty Pocieszyciel.

Trudno mi było być otwartym na Ducha Świętego. Nadal mam z tym problem. W tym miesiącu jednak postanowiłam sobie, nawet nie zdając sobie z tego sprawy, że będę próbowała być na niego otwarta. Zgadzała się na to, by On pomagał mi wybierać dobre ścieżki.

I pierwszy raz w życiu poczułam taki spokój. Modliłam się ja, modlili się ludzie, których oto prosiłam. Mówili słowa, takie które zmieniały moje nastawienie. Pomagali mi przebrnąć przez mój strach. Miałam w tym tygodniu konkurs. Bardzo na nim mi zależało, ale wiedziałam, że ma się dziać Jego wola. Byłam nastawiona na wszystko. Prosiłam znajomych o modlitwę by być spokojnym i napisać jak najlepiej. Nigdy nie czułam się tak spokojna, jak tego dnia. Radość mnie napełniała. Miałam ochotę dzwonić do wszystkich i cieszyć się z nimi. To było takie przeżycie, którego nie da się opisać.

Kiedyś słyszałam porównanie, że Duch Święty to taki zapakowany prezent. Od nas zależy czy Go rozpakujesz, czy nie.

Nie wiem jaką decyzję podjąć. Pewnych rzeczy się boje. To On czasami (nieraz chodzę na własną rękę co jest gorsze)  sprawia, że podnoszę nogi i wybieram ścieżkę. Potem jestem zdziwiona swoim postępowaniem. Bo co ja zrobiłam? Naprawdę wybrałam coś innego niż chciałam? Czasami tylko otwieram buzie ze zdziwienia, że się na coś odważyłam. To On pozwala mi iść i coś powiedzieć do innych ludzi, mówić świadectwa. To On pomaga mi prosić innych o modlitwę. To On sprawia, że rozumiem teksty Pisma Św. On sprawia, że mogę tutaj pisać…

A ty jesteś na Niego otwarty? Odpakowałeś prezent, który dał Ci Bóg?

„Duchu Święty dmuchaj na Nas, nie tyle o ile, ale na całego.”

Umocniona

 

Szczere rozmowy

Nie wiem jak wy, ale często napotykam się z takim stwierdzeniem, że przyjaciel musi być zawsze z nami szczery. Zrozumiałe i wymagające. Jaki to przyjaciel, jak nawet Ci nie umie nic powiedzieć, ale obgaduję Cię za plecami.

I tak samo powinno być z relacją człowiek i Bóg. Prawda jest taka, że On chcę usłyszeć co masz mu do powiedzenia. Nie w wyszukanych słowach, które piszesz na religii by się nikt nie czepiał.  Chce byś mówił szczerze do Niego. On Cię wysłucha i pogłębisz z Nim więź.

Nie da się oszukać Pana Boga, ale to nie znaczy, że nie masz Mu mówić co jest na rzeczy. Co Ci się nie podoba, z czym sobie nie radzisz. To tak jakbyś dowiedział się od innej osobie, że twoja „przyjaciółka” Cię obgaduję. Lepiej jest tak, czy jak dowiesz się od niej co ją denerwuje?

Jak już tak z Nim rozmawiasz to później przyzwyczajasz się do pewnych rzeczy. Zastanawiasz się, denerwujesz się gdy coś Ci nie idzie po Twej myśli. Marudzisz Mu, ale zdajesz sobie sprawę, że zrobi co będzie chciał. Będzie to na pewno lepszy scenariusz niż jak Ty próbujesz go napisać.

Miałam tak niedawno, że potrzebowałam spowiedzi. Siedziałam na roratach dla dzieci, a w konfesjonale żadnego księdza nie było. Msza przebiegała dalej, a ja byłam coraz bardziej smutna i zdenerwowana. W czytaniach było, że tylko dla jednej zagubionej owcy przyjdzie pozostawiając 99 innych. Więc pytałam szczerze Boga, a ja? Chyba sobie ze mnie żartujesz. Nie zapomniałeś może o owcy? Jestem TU, czekam. I przyszedł ksiądz. Zdążyłam się wyspowiadać i od razu do komunii. Byłam dokładnie jedna zagubioną owcą. Jedną, która tego dnia potrzebowała odnalezienia drogi, światła.

Pan skierował do Jonasza, syna Amittaja, te słowa: «Wstań, idź do Niniwy- wielkiego miasta – i upomnij ją, albowiem nieprawość jej dotarła przed moje oblicze». A Jonasz wstał, aby uciec do Tarszisz przed Panem. (Jon 1, 2-3)

Dziękuję Boże, że mogę z Tobą szczerze rozmawiać. Pomóż mi w tych dniach.

Umocniona