Posiane

„Musimy dbać o swoje posadzone nasiona. Pielęgnować je by nie zaschły. Mimo obumierania ciała nasz duch pozostaje w takiej postaci w jakim Go zostawimy.”

Żyzna gleba, nawóz, dobre nasłonecznienie, podlewanie i zasianie, a potem zbieranie plonów. To w wielkim skrócie robimy by uzyskać coś pożytecznego, coś do zjedzenia. Człowiek napracuję się przy tym nie mało i oczywiste jest, że jest dumny i szczęśliwy jeśli plon okaże się użyteczny. Wiadomo jest, że będąc w sklepie i patrząc na warzywa, czy owoce, szukamy tych najlepiej wyglądających, tych dużych, nie mizernych. Dlatego człowiek, który uprawia ziemie raduje się z dużych plonów, bo wie, że będzie miał zysk.

Tak samo jest z nami. Uprawiamy ziemie, jaką jest nasza dusza. Kiedy ją nawadniamy i dbamy o nią mamy nadzieję, że przyniesie dobry plon. Na co nam się przyda opuszczona, źle uprawiana gleba?  Nie przyniesie ona spodziewanych plonów.

„I mówił im wiele w przypowieściach tymi słowami:
«Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał, niektóre [ziarna] padły na drogę, nadleciały ptaki i wydziobały je. Inne padły na miejsca skaliste, gdzie niewiele miały ziemi; i wnet powschodziły, bo gleba nie była głęboka. Lecz gdy słońce wzeszło, przypaliły się i uschły, bo nie miały korzenia. Inne znowu padły między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je. Inne w końcu padły na ziemię żyzną i plon wydały, jedno stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny.  Kto ma uszy, niechaj słucha!». ” (Mt 13, 3-9)

„Dzisiaj zasieje ziarno nadzieje. Pora już ruszać na cały świat. Nie jedno padnie na żyzną glebę. Trzeba już wstać i pora je siać!”

Umocniona

Świadectwo… Jak to było

Czuję od paru dni, że chcę coś powiedzieć. Zachęcić młodzież na rekolekcje, które zmieniły bardzo dużo w moim życiu. Więc ten wpis poświęcę świadectwu, opowiedzeniu jak to było.

                Parę lat temu, dokładnie w 2013r. pojechałam na pierwsze moje rekolekcje, które trwały 10 dni. Odbywały się nad morzem i pamiętam, że było fajnie, ale byłam dzieckiem, więc nie przeżywałam ich jakoś szczególnie. Traktowałam to jako zabawę. I moja animatorka może przyznać mi rację, bo odzywałam się tylko na tematy, które w danym momencie nie były ważne. Po prostu wtedy, bałam się jeszcze cokolwiek mówić „mądrego”.  Wspominam je miło i ciepło. Jednak z roku na rok podobało mi się coraz bardziej. W 2014r. pojechałam z innej diecezji, do ludzi których nie znałam. Jestem raczej taka, że wolę wszystkich znać, bo boję się nowych osób. A tam musiałam otworzyć się na ok. 50 nowych ludzi. Niektórzy się dobrze znali, niektórzy byli tak jak ja pierwszy raz wśród nieznajomych twarzy. Po 15 dniach cały ten strach, jak będzie odleciał, jakby go w ogóle nie było. W te wakacje byłam znowu z moją diecezją i na razie widzę najwięcej owoców. Może dlatego, że jestem starsza i więcej rozumiem.

                Każde rekolekcje pokazywały mi co innego. Pomagały odkrywać Boga i funkcjonować wśród ludzi. Po 4 latach jeżdżenia zauważyłam, że dzięki tym wyjazdom nauczyłam się być sobą, tworzyć coś z innymi ludźmi. Kiedyś bałam się mówić co myślę, mówić o Bogu. Wolałam robić z siebie głupka by być śmiesznym. Dzięki oazie także piszę. Umiem zauważać moje zalety, a także wady, które próbuję naprawiać.  

                Poznawanie nowych ludzi na rekolekcjach to zawsze poznawanie nowych przyjaciół. Zdajesz sobie sprawę, że jakkolwiek nie będzie wyglądała twoja droga oni zawsze będą gotowi cię wspomóc. Nie tylko modlitewnie, ale także słowem czy gestem. Poznałam tylu ludzi, z tyloma się związałam. Z niektórymi mam kontakt do dziś. To właśnie oni zachęcali mnie bym pojechała jeszcze raz, bym dała się „zagarnąć”. Już wtedy wiedzieli, że każdemu potrzebny jest taki czas. Teraz ja wiem, że muszę robić co oni wtedy. Zachęcać. Choć po 15 dniach umieliśmy się pokłócić, pokrzyczeć to umieliśmy także sobie wybaczyć. Pewnie każdy się kiedyś męczył, bo widzieliśmy się cały czas. Jednak po tylu dniach płaczemy wręcz żeby nie wyjeżdżać. Nigdy nie zapomnę tych wszystkich świadectw młodzieży, które zawsze podnoszą mnie na duchu. Nie zapomnę podanych rąk pomocy gdy błądziłam, czy zwykłego przytulenia gdy płakałam. Oaza to taka duża rodzina. A za rodziną się tęskni, rodzinę trzeba poznawać.

                Najważniejszy był Bóg. To wśród Niego się poznawaliśmy. To On pomagał nam odkryć naszą wiarę, posługując się kadrą animatorską i każdym innym człowiekiem. Plan zawsze był napięty lecz w każdym można było na inny sposób spotkać Boga. Cisza, którą nie raz szukam w życiu codziennym odnajdywałam właśnie tam. To dzięki wyjazdom i stałej formacji potrafię czytać Pismo Święte. Nie zwlekam ze spowiedzią, bo właśnie na rekolekcjach poczułam miłosierne wybaczenie. Wczoraj była Niedziela Dobrego Pasterza. Owce słuchają Jego głosu. Bóg do mnie dziś mówi: „Dominika, powiedz innym gdzie można Mnie znaleźć.” Jestem pewna, że to mi mówi!

                Kończąc… Chciałabym Was zachęcić, bo naprawdę warto. Dzięki tym rekolekcją zrozumiałam bardzo dużo. Tak naprawdę nie da się tego opowiedzieć. To trzeba przeżyć. Jest MEGA. Nic innego nie umiem powiedzieć.     

 

Tydzień Biblijny

Czytanie Pisma Świętego… Kiedyś już o tym pisałam, ale z racji tego, że od dziś jest Tydzień Biblijny w kościele, chciałabym do tego nawiązać.

Czytanie Pisma Świętego to po prostu rozmawianie z Panem Bogiem. Czytanie tego co On zapisał dla każdego z nas. Wskazówki na życie z Bogiem i odpowiedzi na nasze pytania. Naprawdę czytając Pismo Święte znajdziesz odpowiedź. Tylko należy wcześniej pomodlić się do Ducha Świętego.

Oczywiście nie zawsze jest tak, że od razu zrozumiemy. Czasami potrzeba godziny, a czasami nawet paru dni. Jednak warto jest zagłębiać się w nią. Poznawać i studiować to, co Bóg dla nas zostawił.

W naszej parafii, przez moją wspólnotę, rozprowadzane były sigle listu do Galatów i jeden z Psalmów. Chodziło nam oto by zachęcić ludzi do sięgnięcia Pisma Świętego właśnie dzisiaj. Niektórzy brali, niektórzy nie. Nie wiem, czy ci co wzięli, sięgnął po Biblię, ale mam nadzieję, że tak.

Dlaczego tak  trudno nam sięgnąć po Biblie? Przekonać się by czytać Pismo Święte codziennie?

Trudno nam, bo nieraz ciężko jest zrozumieć dany tekst. Trudno, ponieważ nie chce nam się, dostajemy lenia. Trudno, gdyż mamy za mało czasu. Ciągle za czymś gonimy.

A Bóg chce byśmy zatrzymali się na chwile i mieli także czas dla Niego. Żeby z Nim porozmawiać i przeczytać tekst, który ma coś nam pokazać, uświadomić. Czy w napiętym grafiku tak trudno znaleźć czas dla Boga?…

Słowo Boże
Stanie się dla mnie światłem życia, jeśli będę podejmował stały wysiłek zachowania go, pójścia za Nim i czynienia Go słowem życia; dlatego chcę karmić się Nim jak najczęściej szczególnie poprzez osobiste i wspólne z braćmi studiowanie Pisma Świętego.”  Piąty Drogowskaz Nowego Człowieka

Zachęcam do czytania Biblii codziennie 😉

Dziękuję Boże za Twoje słowo. Amen.

Umocniona

 

Jesteś jedyny

Bardzo często w życiu porównujemy się do innych ludzi. Chcemy uzyskać to co oni, wyglądać tak jak inni, nie wyróżniać się spośród tłumu. Żeby przypadkiem nie zostać wyśmianym, żeby inni liczyli się z naszym zdaniem. Chcemy być kimś ważnym.

Zrozumiałe, że każdy boi się odrzucenia od własnego środowiska, wyśmiania przez innych ludzi. Czasami przez to żeby być tak jak „każdy” wyprawia się głupie rzeczy. Sama widzę po sobie takie niemądre zachowania.

Każdy jest inny, każdy niepowtarzalny. Nawet przyroda nie jest taka sama. Drzewo nie równa się drzewu. Jaskółka- jaskółce. Krowa- krowie.

Musimy się nieraz zmagać ze strachem, że będąc sobą, mogę nie zostać polubiony. Powiedziałabym, nie przejmujcie się tym. Łatwo mówić, gorzej wprowadzać w życie. Wiem, bo sama mam taki problem.

Bóg stworzył nas takimi, jakimi jesteśmy. Mu się podoba kiedy jesteśmy sobą, kiedy potrafimy być inni od innych. On nas Kocha. Czy to nie najważniejsze? Bóg Cię kocha. I z takim nastawieniem idźmy przez życie. Nie bacząc na wyśmianie, ale na bycie takim, jakim On nas stworzył.

 

 

 

Prawdziwie nie ma Go tu!

Za cierpieniem idzie miłość

Rozglądając się wokoło.

Patrzy, luka i tak puka:

Czy nie pragniesz przyjąć Go?

Z krzyża spojrzenie zatrzymane.

Tylko na nas, tylko dla nas.

Jezus przezwyciężył grzech,

Więc nie zadręczajmy się.

Bądźmy świecą, rozbłyskajmy-

Jezusem zmartwychwstałym.

Alleluja! Jezus żyje!

Niech radość od nas bije!

Skaczcie, tańczcie, wodą się psikajcie

Miłość, którą dostaliście, rozdajcie.

  Po czterdziestodniowym poście nareszcie nadeszło to ważne wydarzenie! Zmartwychwstanie Pana Jezusa! Alleluja! 🙂 Jezus żyje, przezwyciężył śmierć!

W tym roku śpiewałam w Wielki Czwartek i Wielki Piątek w „scholii”. Przyjęłam rolę służby. Nie raz wygodniej jest mi być obserwatorem. Więc zawsze się zastanawiam nad tym czy będąc kimś innym dobrze przeżyję np. Msze. Jednak tym razem patrzyłam na to inaczej. Chciałam by tym moim śpiewem sprawić by drugi człowiek lepiej przeżywał te bardzo ważne wydarzenia. Nic nie tracąc, tylko dzięki Bogu, umiałam służyć i przeżywać duchowo, jak i emocjonalnie te dwa dni.

W Wielki Piątek, gdy Jezus umarł i został już przeniesiony do grobu miałam ochotę płakać. Czułam się jakby On w tym momencie ode mnie odszedł. Jakby już nie był obok mnie. Dopiero siedząc w samochodzie, mój starszy brat poruszył bardzo ciekawy aspekt tego dnia. Zauważył on, że Wielki Piątek to nie jest w cale taki smutny dzień. Przecież Adoracja nie kojarzy się ze smutkiem, ale z miłością. A gdy monstrancja została już postawiona, ksiądz nie czytał: „Jezu jak przykro, że umarłeś.”  Lecz Prosi o pomoc w naszych bólach, trudach, aby Jezus pomógł nam nieść krzyż swojego życia.

No i Wielka Sobota. Od 17 lat jestem podczas niej na czuwaniu całonocnym. Zawsze mi to przeszkadzało, że wracaliśmy do domu o 4, że nie mogłam się wyspać. Do tego następnego dnia byłam zawsze padnięta. Pierwszy raz chciałam zobaczyć jak to wygląda w kościele, będąc z moją wspólnotą. Wiedziałam jednak, że nie mogę opuścić rodziny. Jeszcze nie teraz. Bałam się, że zasnę…. Nic takiego się nie wydarzyło.

Mało tego poczułam, że Jezus NAPRAWDĘ ZMARTWYCHWSTAŁ. W każdej sytuacji mojego życia był i jest. W chwilach trudnych, w tych chwilach w których się poddaje, w tych chwilach których z mojej twarzy nie znika uśmiech. Dziś dosięga mnie taka radość, że nie czuję w ogóle zmęczenia. To On chciał tak działać. Mimo, że ja miałam inny plan. Chciałam być gdzie indziej.

„Idźcie i głoście”. Głoście, że On zmartwychwstał. Przezwyciężył grzech z miłości do nas! Alleluja! Jezus żyje! I to właśnie chcę wam przekazać. On naprawdę ŻYJE!

Życzę Wam wszystkim udanych świąt i by zmartwychwstały Jezus przemieniał wasze serca codziennie. Idźcie i głoście!

Chwała Panu! 😀

Umocniona

We wszystkim widzieć Boga

Trwają ostatnie dni Wielkiego Postu. Więc warto jeszcze na chwilę się zatrzymać i pomyśleć nad swoim życiem. Nad tym jak pewne rzeczy dostrzegamy, jak myślimy, czy wierzymy w zbawienie itd.

Cierpienie. Dla każdego to słowo oznacza co innego; inny wymiar cierpienia. Wyróżniamy dwa rodzaje cierpień: cierpienie fizyczne i cierpienie duchowe. Z każdym możemy napotkać się codziennie. Np. możemy cierpieć z powodu utraty ważnej osoby, ale możemy też cierpieć z powodu jakiegoś kalectwa…

Dlaczego cierpienie najczęściej kojarzy nam się negatywnie? Czemu właśnie zapisujemy to uczucie, jako uczucie złe, przykre? A cierpienie jest po to byśmy wydobyli z siebie więcej, abyśmy potrafili przeżyć doświadczenia innych, abyśmy przez ból stali się mądrzejsi.

Według książki „elementarz ks. Twardowskiego” można wyróżnić trzy postawy w stosunku do cierpienia, które teraz przytoczę, gdyż uważam, że są bardzo trafne.

  1. Buntu. Boże jak mogłeś mi to uczynić? Patrz teraz płaczę, boli mnie. Naprawdę tego chciałeś?
  2. Rezygnacji. No cóż, siła wyższa, muszę się z tym pogodzić. „Trudno na coś trzeba umrzeć”.
  3. Cierpliwości. Nie rozumiem cierpienia, ale staram się zrozumieć, że Pan Bóg czegoś ode mnie chce, oczekuje. „Amen”- zgadzam się na wszystko, na każde cierpienie.

Jezus Chrystus okazał swoją miłość do nas poprzez krzyż. Poprzez nieludzkie cierpienie. Umierając za każdy nasz grzech. Powiedział „Amen”, chociaż przeżywał ogromną trwogę.

Dziękuję Boże za moje cierpienia. Dziękuję za ostatnie dni Postu. Proszę Cię pomóż nam przyjmować postawę cierpliwości. Amen.

Umocniona

 

Codzienne przytulanie

W szkole, w której aktualnie jestem trzeci rok, organizowane są trzydniowe rekolekcje Wielkopostne. W tych dniach nie mamy lekcji, ale bazujemy na Piśmie Świętym, Adoracjach oraz homilii rekolekcjonisty. Przeżywamy rekolekcję nie tylko słuchając, ale też się udzielając. Czy jako animator czy jako uczestnik. Uważam, że to bardzo dobry pomysł 🙂 Wracając do tematu…

Codzienne przytulania… Podczas dzisiejszej homilii księdza rekolekcjonisty usłyszałam bardzo ciekawe słowa. Mianowicie, że do życia potrzebne nam cztery przytulenia dziennie, a do zdrowego i szczęśliwego życia dwanaście. Jak dla mnie norma jest większa, ale to stwierdzenie pokazało, jak bardzo potrzebujemy oznaki miłości.

W moim wieku mało kto się nie przytula. Na same przywitanie czy pożegnanie. W ten sposób pokazujemy, że fajnie jest znowu daną osobę widzieć. Czasami potrzebujemy dłuższego przytulania, gdy jesteśmy smutni lub potrzebujemy miłości. Czasami po prostu minimalna sekunda, ale ten gest sprawia, że się uśmiechamy.

Wiadomo jest, że nie potrafimy przytulić każdego. Dziwne by było jakbyśmy do jakiegoś nieznanego podchodzili na ulicy i go przytulali. Ten gest jest przeznaczony dla tzw. „wybranych”.

Mam takie szczęście, że w mojej wspólnocie, do której należę zawsze gdy się widzimy lecimy się przytulać. Pamiętam jakie to było dziwne, jak na początku nie znałam ludzi, a oni mnie przytulali. Było to miłe, ale bardzo dziwne.

Jezus także nas przytula. Jak możemy się przytulić do Jezusa? Przyjmując np. Ciało i Krew. My mogliśmy przytulić się do Niego podchodząc do krzyża i powierzając mu swoje cierpienia lub po prostu się modląc. Przytulał nas wszystkich, czekał na nas. Jego ramiona są zawsze otwarte.

Czy stać cię na to by przytulić inną osobę? Pokazać, że ją lubisz? Że jest Ci potrzebna? Czy wiesz, że Bóg Cię przytula? Czy czujesz to?

Dziękuję Boże za pierwszy dzień rekolekcji. Za to, że mogę je przeżywać i po raz kolejny naładowywać baterie. Amen.

Umocniona

Szukałam słów…

Ile razy zdaje mi się, że Bóg do mnie nie mówi? Że o mnie zapomniał? Że stał się dla mnie mniej ważny? Ile rzeczy przysłoniło mi Boga w ostatnim czasie?

Dużo pytań. Różne odpowiedzi. W zależności od człowieka. Jeszcze do wczoraj, czekałam na jakieś słowa od Boga. Chyba czekałam na to, aż On w końcu przemówi, tak jak w objawieniach. Może trochę za bardzo pochłonęła mnie nauka Fatimy. Nie wiem… Wiem, że czułam się jakbym traciła z Nim więź. Traciła przyjaciela.

Wiedzcie, że Pan mi okazuje cudownie swą łaskę,
Pan mnie wysłuchuje, ilekroć Go wzywam.
Wlałeś w moje serce więcej radości
niż w czasie obfitego plonu pszenicy i młodego wina.  (Ps 4, 4.8)

Czułam się jakby mi nie odpowiadał. Przeszkadzało mi, że nic mnie nie „dotykało”. Że „nie słuchał” mnie. Tak naprawdę cały czas coś do mnie mówił. Rozmawiał ze mną poprzez ciszę, którą szukałam. Poprzez ludzi, z którymi się widziałam. Zaskakiwał mnie i robi to nadal.

Szukałam słów Jego, a nie patrzyłam wokoło. Nie wyłaniałam głowy spośród swoich spraw. Zanurzałam się w wodzie, zatykałam uszy, ale moja buzia miała cały czas coś do mówienia. Bałam się ciszy. Bałam się „osamotnienia”.

A On mówi do mnie w każdym uśmiechu, w każdej łzie wzruszenia, w każdej odpowiedzi „dzień dobry” czy „do widzenia.” On mówi przez pola, przez słońce, przez każde cierpienie, przez zwątpienie. I przez ludzi, których potrzebowałam, jak plastra na krwawiącą ranę. Rozejrzyj się…

Czy przyglądam się wokoło? Czy jestem zabiegany? Czy potrafię być dla innego człowieka? Czy pokazuję swoją postawą Boga?

Trudne, ale nikt nie obiecywał, że będzie łatwo 😉

Dziękuję Boże za to, że do mnie mówisz. Pomóż nam widzieć Twoje dzieła codziennie. Amen.

Umocniona

Minął rok

„Pisanie”

Czemu piszę?

Bo lubię.

Wystarczy chwila i to co mnie uszczęśliwia

Na kartce znika.

Co daje mi pisanie?

Wytchnienie, moje oddanie.

Kocham, kocham pisać

To mnie ucisza.

Literka po literce

Tak powstają słowa najpiękniejsze.

Od dużej litery do kropki

Zdania w szyku ułożone.

Czytasz później i snujesz, wędrujesz po moim życiu.

Wyobrażając sobie do woli

Najpiękniejsze wersje własnej historii.

Nie wierzę, że dziś właśnie mija rok od napisania pierwszego wpisu na tym blogu („Umocniona w Panu”). Jak ten czas szybko leci. Pamiętam jakby to było wczoraj… Najpierw zastanawiałam się czy w ogóle zacząć pisać. Na co to komu? Przecież i tak nikt nie będzie czytać. Przecież ja mam za mało czasu. Do pisania namawiała mnie skutecznie, koleżanka, której jestem teraz bardzo wdzięczna. Jednak najpierw mówiłam: „Nie. Panie Boże po co?” Ale zastanawiając się nad tym podczas krótkich rekolekcji doszłam do wniosku, że założę bloga, jeśli Bóg będzie tak chciał. Tylko potrzebowałam znaku, więc powiedziałam Mu, że jak będę miała stały dostęp do komputera albo laptopa to zacznę pisać na blogu. Nie spodziewałam się tak szybkiej odpowiedzi od Boga, bo już tego samego dnia dostałam od Niego jednoznaczną „wiadomość”. On spełnił mój warunek, więc ja wiedziałam, że muszę wywiązać się za swoją część obietnicy. No i tak oto powstał blog „Umocniona.” Pierwszy wpis było mi strasznie trudno zamieścić w Internecie (na Facebook), ponieważ bardzo się bałam reakcji czytających. A jeśli będą się śmiali? Żartowali ze mnie? Ja nie jestem na to gotowa! Jednak Duch Św. coraz bardziej działał i zrobiłam to. Naprawdę byłam zaskoczona. Wy, czytelnicy, przyjęliście mnie otwarcie. Chociaż czasami były żarty, wiedziałam, że tak musi być.

Chciałabym dziś Wam podziękować. Za to, że czytacie tego bloga. I w sumie nie wiem ile Was jest, ale wiem, że zawsze będzie dla kogo pisać. 🙂 Czy to będzie jedna, czy paręnaście osób. Na początku tylko wyczekiwałam na jakieś komentarze, ale teraz moja cierpliwość jest ćwiczona, bo rzadko się pojawiają. Jednak mi to już nie przeszkadza. Nie wiem czy poprawiłam się z pisania, ale będę pisała dalej. Dziękuję, że jesteście <3

Zastanawiam się… Może pomożecie mi z racji, że dzisiaj mija rok i powiedzie co wolicie czytać? W jakiej wersji? Może jakiś pomysł na dalsze pisanie? Jakaś porada? 🙂

Dziękuję Boże, że mogę pisać i Ciebie głosić. Amen.

Umocniona

Znowu wiosna!

Astronomiczna wiosna co prawda się jeszcze nie zaczęła, ale pogoda wskazuje na to, że coraz bliżej nam do niej. Już nie nosimy ciężkich butów na śnieg i zimowych kurtek ochraniających nas przed mrozem. Za dnia uśmiecha się do nas słońce i dłużej trwa dzień :). Widać wkoło, że kwiaty rosną, kwitną pąki. Można spotkać więcej ludzi, wracając do domu, którzy już nie spieszą się tylko spacerują. Rezygnujemy z bliższych przystanków lub pojazdów, a zamiast tego idziemy na spacer. I wtedy możemy podziwiać to, co zostawił nam na ziemi Bóg. Mój uśmiech robi się coraz większy gdy nie marzną mi ręce i nareszcie mogę powoli z refleksją wracać do domu. Warto jest się nad tym wszystkim zastanowić. Nad tym co danego dnia Bóg mi pokazał, czego mnie nauczył. A może gdy będziesz czuł się samotny wyśle pojedynczego ptaszka, który da ci koncert?… I nie ważne ile masz roboty w domu nareszcie możesz powiedzieć: „Dość! Idę na spacer!”

Kochany Boże dziękuję za to, że zbliża się wiosna. Dziękuję, że mogę podziwiać Twoje stworzenia. Amen.

Umocniona