Rodzina Boża

Twórcą oazy, założycielem Ruchu i pierwszym moderatorem krajowym był Sługa Boży ks. Franciszek Blachnicki. Ruch Światło-Życie rozwinął się z oaz – rekolekcji zamkniętych prowadzonych metodą przeżyciową.

Tak można opisać oazę wklejając informację z Internetu. Jednak, ja napiszę po swojemu. Z Ruchem Światło- Życie spotkałam się ok. 4 lata temu. Najpierw tego wszystkiego nie pojmowałam. Uczesniczyłam w spotkaniach, bo animatorką była moja ciocia. Dopiero teraz zaczynam coś rozumieć. Czym dla mnie jest oaza? Dużą rodziną, która mieszka w różnych miastach, każdy z nas jest totalnie inny, ale łączy nas jedno- miłość Boża. Dlaczego oaza mnie tak zafascynowała? Bo to był mój wybór, nie muszę być tam z przymusu. Mogę być sobą i uczucie jakie towarzyszy mi zawsze kiedy widzę, że takie osoby w moim wieku też wierzą jest nie do opisania. Ciarki na ciele i drgawki ( w skrócie).

Wczoraj uczestniczyłam w pierwszym tegorocznym spotkaniu Ruchu Światło Życie w mojej parafii. Nawet nie możecie sobie wyobrazić jak cieszę się, że będę miała okazję spotykać się w niewielkiej grupie ludzi, pogłębiając moją wiarę. Poznawać coraz lepiej Boga i przede wszystkichm uczyć się samej siebie, swojego zachowania. Wczoraj, kiedy miałam okazję śpiewania w kościele piosenek, po raz kolejny chciałam płakać. Nie miałam jeździć tylko na krótkie rekolekcję w roku szkolnym, raz w wakacje jechać na dłuższe. Po kilku latach nareszcie będę miała stałą, bliską, formację. Z ludźmi, których znam, ale mogę poznać jeszcze lepiej. Na razie nie jest nas dużo. Jak wczoraj policzyliśmy 12 osób i ksiądz. Od razu porównaliśmy ten symbol do 12 apostołów i Jezusa. Nie było ich na początku dużo. Z czasem pojawiało się coraz więcej… Aż rozprzestrzenili wiarę na cały świat.

Bóg zatroszczył się o naszą, może nie dużą parafię. Dał nam księdza, który chcę poświęcić dla nas czas. Myślę, że nie będzie zmarnowany. „Nie podcinajmy skrzydeł młodzieży”.

Na mojej twarzy gości wielki uśmiech. Wczoraj nie mogłam spać, tak byłam przejęta. Mimo, że kończą się wakacje, mam mobilizację by wytrzymać kolejne 10 miesięcy w szkole. Dzięki wspólnocie. Cieszę się i dziękuję że jesteście!

Dziękuję Boże, że będę mogła się formować i lepiej Ciebie poznawać. Dziękuję za tych ludzi, którzy wczoraj byli i co będą chodzić na formację Oazy. Amen.

Chwała Panu! 😀

Umocniona

 

Czy plan Boży, jest moim planem?

Gdy patrzę w dal

widzę pole, ciszę, las.

Chmurki pokazują mi kształty

zmieniając w mojej wyobraźni barwy.

Wiatr zwiewa mi włosy

smakuje zapachy nosem.

Jest coś ze mną nie tak.

Jestem tu, a naprawdę tam.

Zacznę może od tego, że ostatnie dni wolnego miałam zaplanowane do końca. Wiedziałam gdzie mam iść, z kim się spotykać, iść do spowiedzi itd. I tak naprawdę nie byłam przygotowana na to, że mi nie wyjdzie. Przynajmniej większość rzeczy.

Już pierwszym zdziwieniem dla mnie było zdążenie prawie  tydzień temu na Msze św. i spowiedź. Tak naprawdę, miałam ją zapisaną w grafiku dopiero na poniedziałek. Nie widziałam, że mój plan by się nie powiódł. W sobotę rano budząc się miałam już kaszel i lekko bolące gardło. Zaczęłam brać pierwsze leki. Byłam jednak nastawiona, że mimo to w niedziele idę na krótką pielgrzymkę do miejscowości położonej blisko mojego miasta. Moje plany wpadły w błoto już wieczorem. Zaczęłam się kaszląc dusić. Krótko, ale dostatecznie bym dostała zakaz wychodzenia na dwór na kolejne dni. Nie wiecie nawet, jak chciałam płakać. Ale co miałam zrobić? Brałam leki i czekałam aż mi przejdzie. I tak powoli dochodziłam do siebie. Co prawda piękna pogoda, a ja musiałam być w domu. Zero kościoła. Zaczęłam za tym tęsknić. Nadal jest nie najlepiej, ale mam nadzieję, że dane mi będzie być w niedziele w kościele.

Czemu o tym piszę? Stwierdziłam, że tak miało być. Mój plan nie mógł się powieść, chociaż potwornie tego chciałam. Zdąża nam się bardzo często, że coś co zaplanujesz nie wyjdzie. I co wtedy robisz? Przeklinasz, to co ci przeszkodziło? Czy przyjmujesz to z pokorą?

Bo myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami, mówi Pan. Bo jak niebiosa górują nad ziemią, tak drogi moje nad waszymi drogami i myśli moje nad myślami waszymi.

Boże ty masz dla mnie lepszy plan. Proszę Cię o zdrowie. Amen.

 Umocniona

Szacunek to podstawa

„Moimi oczami”

Patrzę na świat swoimi oczami

Wiem, że ludzie psują to co kochamy.

Marzenia stają się tylko marzeniami

To przez to, że jesteśmy nie doceniani.

Z każdą minutą, sekundą jest coraz gorzej…

Panie Boże ja już nie mogę!

Patrzę tylko na to co odeszło

i wzdycham nie robiąc już niczego. 

   Oj! Wybrałam trudny temat, ale i tak zachęcam Cię żebyś doszedł do końca. 🙂

Szacunek… Ile razy spotykamy się z tym, że nie potrafimy kogoś szanować? Puszczać starszych ludzi przed sobą, zwalniać krzesło w autobusie, a tak wygodnie się siedziało, z szacunkiem odzywać się do osób starszych, którzy w naszym mniemaniu czasami nie zasługują itd. Można wymieniać dużo takich sytuacji. Jednak, czemu należy szanować innych ludzi? Bo są tacy jak ty, zarazem nie będąc.

Postaw się na innym miejscu. Jak się czujesz, gdy Cię szanują? Sądzę, że bardzo dobrze. Mając szacunek innych ludzi jest nam łatwiej iść do przodu. Dlatego powinniśmy się starać o ten szacunek codziennie. Bo co z tego, że ludzie powinni Cię szanować, jak Ty robisz wszystko, żeby ten szacunek stracić? Nie możemy mówić, że mi się należy szacunek i do innych ludzi odzywać się nieprzyjemnie czy patrzeć na nich z góry. Tak to nie działa! Ludzie jak widzą, że Ty ich szanujesz, tak samo traktują Ciebie. To działa w dwie strony. Gdy ktoś Cię nie szanuje dużo ciężej jest go szanować. Przynajmniej ja tak uważam.

Jest też problem z szacunkiem do siebie. Co jeśli powiem Wam, że bardzo dużo osób nie szanuje się, nie szanuje swojego ciała? Nie zdziwicie się. Ja także mam problem z szacunkiem do siebie, jak i do innych ludzi. Ile razy chciałeś coś sobie zrobić? Pamiętaj, że Bóg Cię stworzył takiego jaki jesteś. Z tymi wadami nad, którymi mamy pracować. Z takimi zaletami, z którymi mamy dzielić się z innymi. Szanuj się, proszę.

Dziękuję Boże, że dałeś mi zrobić wszystko co pożyteczne. Dziękuję, że mogę wyznawać Twoje Imię. Proszę Cię o rozwiązanie jednej sprawy i szacunek do innych ludzi i siebie. Kocham Cię! <3 Amen.

Umocniona

Lektura Życia

Słowo choć bardzo stare

w moim życiu nadal aktualne.

Słowo choć często niezrozumiałe

jest dobrą odpowiedzią na pytania przeze mnie zadawane.

Słowo Boże dla nas właśnie spisane

Daje porady, wskazówki i nieoczekiwane plany.

Do Ciebie mówi Bóg!

Czytaj zawsze kiedy będziesz mógł.

   Od zawsze miałam problem z czytaniem Pisma Świętego. No bo po co? Zawsze uważałam, że znam je bardzo dobrze. Przecież od małego chodziłam do kościoła, znałam bardzo dużo przypowieści i treści. Więc po co się męczyć i czytać od nowa coś co zna się prawie na pamięć?!

BŁĄD! Nie czytać Pisma Świętego to jak mieć przyjaciela z którym się nie rozmawia.  To w ogóle wtedy nie jest przyjaciel… Ile razy spotykam się z twierdzeniem, że Bóg mi nie odpowiada. Przecież On nie mówi! To jak może coś mi powiedzieć? Czy tak nie jest? Słuchaj! Jeśli tak myślisz, to jesteś w błędzie. Owszem nie mówi do ciebie dosłownie, jak człowiek, ale dlaczegoś zostawił swoje słowo w Piśmie Świętym. Dlatego kazał zapisać wszystko co mówił! Byś TY dziś mógł czytać i wiedzieć co Bóg Ci chce powiedzieć.

Jak to zrobić? Jest dużo sposobów. Można otwierać w Internecie na czytaniach z dnia i rozmyślać nad nim. Można także wziąć Pismo Święte i otworzyć na jakiejś stronie i przeczytać także rozważając.

Wskazówki:

  1. Wejście w ciszę
  2. Wzywanie Ducha Świętego
  3. Czytanie Pisma Świętego
  • Pierwszy raz: powoli, ze zrozumieniem przeczytać komentarz oraz dany fragment z Pisma Świętego.
  • Drugi raz: przeczytać dany fragment z Pisma Świętego, zatrzymując się na chwilę na każdym zdaniu.
  • Trzeci raz: powróć do tych zdań, które w szczególny sposób Ciebie poruszyły.

4. Rozmowa z Bogiem „twarzą w twarz, jak z przyjacielem”

Dobra modlitwa wymaga:

  • Odpowiedniego miejsca (wyciszonego, w którym nikt nie będzie przeszkadzał mi w spotkaniu z Bogiem)
  • Odpowiedniego czasu
  • Odpowiedniej postawy ciała (takiej, która nie będzie przeszkadzała, ale pomagała mi w modlitwie, a jednocześnie wyrażała szacunek wobec Boga).

Dobrze jest mieć zeszyt do zapisywania tego co najbardziej Ciebie dotknęło. Ja przepisuje dany fragment, który mnie poruszy, a pod nim piszę co czuję, co mnie dotknęło. Naprawdę fajnie się do tego wraca i pomaga później.

Bóg lubi zaskakiwać! Zachęcam Cię spróbuj minimum 5 min każdego dnia.

Mojżesz zaś wziął namiot i rozbił go za obozem, i nazwał go Namiotem Spotkania. A ktokolwiek chciał się zwrócić do Pana, szedł do Namiotu Spotkania, który był poza obozem. Ile zaś razy Mojżesz szedł do namiotu, cały lud stawał przy wejściu do swych namiotów i patrzał na Mojżesza, aż wszedł do namiotu. Ile zaś razy Mojżesz wszedł do namiotu, zstępował słup obłoku i stawał u wejścia do namiotu, i wtedy [Pan] rozmawiał z Mojżeszem. Cały lud widział, że słup obłoku stawał u wejścia do namiotu. Cały lud stawał i każdy oddawał pokłon u wejścia do swego namiotu. A Pan rozmawiał z Mojżeszem twarzą w twarz, jak się rozmawia z przyjacielem. (Wj 33, 7-11)

Dziękuję, że zechciałeś mnie wysłuchać. Cieszę się, że czytasz te wpisy 🙂 Aż się uśmiechnęłam. Pamiętaj Bóg Cię kocha i czeka na Ciebie!

Dziękuję Boże za to, że zostawiłeś nam swoje słowo. Dziękuję, że codziennie mogę po nie sięgnąć. Choć wiem, że nie robię tego codziennie, proszę Cię byś przezwyciężał moje lenistwo. Bym mogła z Tobą rozmawiać, jak z przyjacielem. Miej w opiece tych co przeżywają teraz jakieś cierpienia. Amen.

Umocniona

 



Ukazanie się w Prawdzie

Twarzą w twarzą z Jezusem się spotkałam

i mu obiecałam…

Że będzie najważniejszą osobom w moim życiu

oddam mu wszystko, nic nie będzie w ukryciu.

W moim sercu przygotuje mieszkanie

W którym Jezus na zawsze pozostanie.

Gdy patrzyłam na Niego, tak jak teraz na Ciebie

wiedziałam, że czeka na mnie już miejsce w niebie.

    Dokładnie miesiąc temu dnia 04.07.2016r. przyjęliśmy do swojego życia Jezusa, jako Pana i Zbawiciela. Przygotowywaliśmy się do tego wydarzenia przez trzy pierwsze dni oazy. Poznaliśmy  najważniejsze aspekty dzięki, którym łatwiej było nam podjąć tą jakże ważna decyzję w naszym życiu. Bóg nas umiłował miłością odwieczną, odpuścił nam wszystkie grzechy i dał nam przez swą mękę i śmierć zbawienie.

„Gdybym miała określić przyjęcie jednym słowem, byłaby to rozmowa. Odczułam więź, która do niekiedy dla mnie była niezauważalna. Nawet nie jestem pewna czy chciałam, aby istniała. Tak po prostu, mówiłam, że ufam, bo wypadało. Ignorowałam wszystkie małe rzeczy, z których teraz potrafię się cieszyć. Nie dostrzegałam tego, czym obdarowywał mnie Jezus, aż do tego momentu. Pierwszy raz poczułam wewnętrzną siłę, która pchała mnie do nowych rzeczy. Mogłam mu przekazać wszystko, wiedząc, że wysłucha moich słów, niezależnie jakie będą. Zobaczyłam, że to nie jest zwykły monolog i niedługo otrzymam odpowiedź.”

„- Jezu, gdzie jesteś i dlaczego muszę przechodzić przez te wszystkie trudności!- powtarzałam każdym razem gdy dotykało mnie cierpienie. Zwątpiłam i nie umiałam widzieć Jezusa w innych ludziach. Modlitwa była tylko obowiązkowym odklepaniem słów bez żadnego zastanowienia. Tego dnia wszystko się zmieniło. Ta chwila była wyjątkowa, popatrzyłam na Jezusa i lekko wyciągnęłam ręce by go dotknąć. W mojej pamięci pozostają do dziś słowa ks.Krzysztofa „Oddaj Jezusowi całe serce jako mieszkanie, a nie tylko jeden pokój”. Tego dnia postanowiłam zrobić wielkie porządki w swoim sercu, aby godnie przygotować dom. Dziś widzę Jezusa wszędzie. Jest w ludziach, których spotykam, nawet tych złych. Jest nawet w Tobie, popatrz!”

„Jeśli się zgodzę przyjąć, będą jakieś konsekwencję? Dam radę przeżyć kolejne cierpienia?! O co w tym wszystkim chodzi?!- takie pytania zadawał mi mózg. Bałam się. Całe trzy dni chodziłam jak w śnie. Co zrobić? Jak postąpić? Odpowiedź przyszła przez słowo w czwartym dniu kontemplowania Słowa Bożego (Ap 3, 20). Gdy przeczytałam ten tekst stwierdziłam, że zrobię to. Jednak moje wątpliwości były nadal w sercu. Więc wyszłam z kościoła i chciałam zobaczyć jaki mamy następny punkt. Lecz na korkowej tablicy zobaczyłam pocztówkę z cytatem „Nie bój się, dziecko, Bóg Ci pomoże”. I to była ta odpowiedź! Siedząc i pisząc słowa zawierzenia przelałam wszystko czego już tak dawno pragnęłam. Gdy podeszłam do monstrancji i dotknęłam jej poczułam takie szczęście. Trudno jest to opisać. Chciałam się śmiać i tańczyć. Dałam radę naszczęście się tylko szczerzyć.  Nie umiałam nic powiedzieć. Przyznałam się do Niego lecz wiedziałam, że teraz muszę to robić nacodzień. Nadal jest trudno, ale wiem, że to wydarzenie było oddaniem stera mojego życia, komuś kto mnie lepiej zna, kto chce dla mnie najlepiej.”

Oto stoję u drzwi i kołaczę.
Jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną           (Ap 3,10)

Nie jest to nic przymusowego, a jedynie własna wola. Nie musisz robić tego w kościele. Wystarczy, że powiesz: „Chcę Boże, żebyś był moim Panem Życia i Zbawicielem.” Musisz jednak w to wierzyć.

Czy podejmujesz tą decyzję?

Boże dziękuje Ci, że mogłam się spotkać z koleżankami. Dziękuje, że podjęłam tą decyzje i dałeś mi łaskę mieć Ciebie w sercu. Proszę Cię za ludzi, którzy się zastanawiają nam podjęciem tej decyzji. Spraw, aby nie wahali się dłużej. Amen.

Umocniona i dwie oazowiczki

Obmyci z grzechu

Gdy byliśmy niewielcy i mali

zostaliśmy obmyci cali.

Rodzice  nas do kościoła przynieśli

W nasze życie Jezusa wnieśli.

Zgładził  w nas grzech pierworodny, Bóg,

który tak bardzo ukochał swój lud.

Sakrament chrztu jest pierwszym sakramentem, który przyjmujemy. Najczęściej jesteśmy nieświadomi tego wydarzenia, bo jesteśmy po prostu mali. Wiemy jednak, że rodzice i rodzice chrzestni przynosząc nas do kościoła obiecali nas  wychować w wierze. Tak naprawdę dzięki nim posiadamy wiarę.

Ostatnio na kazaniu ksiądz przyniósł wielki kamień mówiąc nam, że jest to serce człowieka przed chrztem. Gdy zostajemy obmyci wodą na chrzcie, ono pęka i powstaje źródło wody. Lecz! By serce znowu nie stało się całkowicie kamienne musimy trwać w tym wydarzeniu codziennie. Chrzest nie może być tylko jednorazowym zdarzeniem! Nasze źródło ma nadal bić. „Woda drąży skałę nie siłą, tylko drożnością spadania”.

Dla niektórych ludzi chrzest jest tylko potrzebny po metrykę na sakrament bierzmowania i małżeństwa. Przecież chrzest zapoczątkował wszystko! Zostaliśmy włączeni do kościoła, dostaliśmy ziarenko wiary do podlewania i opiekowania się nim oraz Bóg zgładził w nas grzech pierworodny.

Ja was chrzczę wodą dla nawrócenia; lecz Ten, który idzie za mną, mocniejszy jest ode mnie; ja nie jestem godzien nosić Mu sandałów. On was chrzcić będzie Duchem Świętym i ogniem. (Mt 3, 11)

Dziękuję Boże za dwa dni odpoczynku i za to, że rodzice przynieśli mnie do kościoła by mnie ochrzcić. Amen.

Umocniona

Pasterzuuu!

Pasterzu! Pasterzu!

Czy przyjdziesz?! Gdzie jesteś?!

Pasterzu! Pasterzu!

Wołam… Czy mnie słyszysz?!

Zatrzymaj się, pasterzu…

Zostań przy mnie… Poprowadź mnie!

Dziecko nie lękaj się

wrócę po Ciebie!

 Podczas rekolekcji mieliśmy pewne zadanie. Polegało ono na tym, że mieliśmy zawiązane oczy, staliśmy na dworze i jedyne co mogliśmy mówić to: „Pasterzu”. Wiedzieliśmy, że pasterzem ma być nasz ksiądz moderator. Wszystko było by prostsze gdyby nie to, że byli także Ci „źli”. Kusili nas animatorzy, byśmy poszli z nimi. Niektórzy szli co  kończyło się jeszcze dalszym położeniem od kościoła. Byłam zabrana przedostatnia. Na początku moje myśli były takie, że im mniej głośno będę wołać tym szybciej mnie pasterz weźmie. Okazało się, że nie koniecznie… Stojąc tak już na pewno paręnaście minut miałam dużo czasu na przemyślenia. Gdy jakiś animator podchodził, nie szłam z nim. Wiedziałam, że nie mogę. Tylko… Pomyślałam, że w życiu bardzo często wybieram tą złą stronę. Idę za nałogami, grzechami, słabościami. I moje wołanie jest ciche, przyciemnione. Potem tylko się dziwie, gdzie Bóg był. A powinnam raczej pytać, gdzie ja pobiegłam, zabłądziłam.

 Jednak! Gdy już Pasterz mnie znalazł, zaczął mnie gdzieś prowadzić. Domyśliłam się, że idziemy do kościoła. Myślałam, że normalnie posadzi mnie w ławce, ale tak nie było. Gdy odwiązałam sobie oczy zobaczyłam Jezusa w monstrancji. I to było takie CUDOWNE przeżycie. Nie da się tego normalnie opisać…

Dzięki temu zadaniu zrozumiałam, że nie jestem cierpliwa w życiu. Kroczę „szybszymi”, gorszymi ścieżkami. Nie koniecznie czekając na Pasterza. Mimo to, kiedy już On mnie odnajduję, przeżywam najpiękniejsze chwile życia.

Nie! Ręka Pana nie jest tak krótka,
żeby nie mogła ocalić,
ani słuch Jego tak przytępiony,
by nie mógł usłyszeć.
Lecz wasze winy wykopały przepaść
między wami a waszym Bogiem;
wasze grzechy zasłoniły Mu oblicze
przed wami tak, iż was nie słucha.  (Iz 59, 1-2)

Jak Ty postąpisz? Będziesz wołać Pasterza, czy będziesz szedł za tymi złymi? Wybór należy do Ciebie…

Dziękuję Boże za niesamowity dzień. Proszę Cię, abym nie dawała się złym pokusom, ale z cierpliwością wołała Ciebie. Amen.

Umocniona

Lenistwo

Nie wiem, czy mnie znacie czy nie...

Ale Ja jestem zwykły leń.

Gdy jedna noga chce wstać

druga nie chce jej słuchać, od tak!

Chodzenie to nie dla mnie!

Nie nadaję się...

Lenistwo. Jakże znana mi czynność. Moja mama wręcz mówi, że ja bym tylko na łóżku leżała i nic nie robiła. Ma rację. Chyba każdy wie co to lenistwo… Kiedyś spotkałam się z takim stwierdzeniem, że są dwa typy misiów: „nie chcę mi się” i „nudzi mi się”. To ja te dwa misie bardzo przywiązałam do siebie i trudno mi je puścić.

Dlaczego taki temat? Otóż na dworze jest jesień. Dosłownie i w przenośni. Każdemu się chcę spać, a w szczególności leniwcom. Do tego nie mam za bardzo co robić. Wiecie, wakacje… Jak mam jakieś wyjazdy jest fajnie, ale w domu nie wiem co robić.

Lenistwo… Dziś z pomocą Boga udało mi się trochę je przezwyciężyć. Poszłam do kościoła, a tak bardzo mi się nie chciało. Chciałam odpuścić, przecież chodziłam codziennie w ostatnim czasie. Mimo to poszłam. Jak to się stało? Nie było burzy, a miałam intencję. Cieszę się, że byłam. Bóg działa nawet w takich rzeczach.

Jak się pozbyć lenistwa?… Tak się w ogóle da?! Nie wiem. Ja nigdy go nie pokonałam całego. Jednak wiem co pomaga mi choć trochę mniej się leniwić. Napięty grafik. Jakieś wykorzystanie czasu. Dlatego różne znajduję sobie zajęcia.

Boże, dziękuję Ci za dzisiejszą Mszę Świętą i za ludzi, których tam spotkałam. Uwielbiam Cię Panie w każdym uśmiechu, które dziś zobaczyłam. Proszę Cię za każdą kolejną nudę. Proszę Cię bym umiała dobrze wykorzystać czas dany mi przez Ciebie. Amen.

Umocniona

On umiłował Cię miłością odwieczną

Miłość, miłość

Nieznane do końca pojęcie.

Miłość, miłość

zarazem ból, jak i szczęście.

Patrząc na dzisiejszy świat

nic nie warte uczucie…

Jednak! Ja w nie wierzę!

Z dnia na dzień coraz częściej, patrzę w tył

i przypominam sobie ten nieprzewidywalny pył.

 Odkąd pamiętam mówiono mi, że Bóg mnie kocha. Fajnie to słyszeć. Jednak inaczej to słyszeć niż wierzyć. Czemu tak jest, że nie potrafimy uwierzyć, że On nas kocha? Przecież dał Swojego Jednorodzonego Syna by umarł za nasze grzechy. Nadal nas to nie przekonuje? To co trzeba zrobić, żeby w to uwierzyć? Ile osób musi Ci powiedzieć, że On Cię kocha?!

Może masz w sobie teraz pytanie. Jeśli Bóg mnie kocha to czemu coś stało się w moim życiu, że jest źle? Po prostu daje takie sytuację, żeby zobaczyć co zrobisz. Gdzie pójdziesz….

Mówię Ci. Bóg Cię kocha. Ten, który uczynił wszystkie rzeczy z niczego, kocha Ciebie.

Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu,
ta, która kocha syna swego łona?
A nawet, gdyby ona zapomniała,
Ja nie zapomnę o tobie       (Iz 49, 15)

Można wierzyć w Boga, ale nie wierzyć Bogu. Dlatego pytam Cię dziś, teraz. Wierzysz mu? Wierzysz, że On Cię kocha zanim jeszcze się narodziłeś? Wierzysz, że dzięki niemu Twoje grzechy są odpuszczone?… Czy wierzysz, że dzięki ukrzyżowanemu Jezusowi mamy życie wieczne? Zastanów się…

Dziękuję Ci Boże za Twoją miłość. Dziękuję, ze mnie stworzyłeś i dałeś mi moich rodziców. Dziękuję za dzisiejszy wspaniały dzień i namiot spotkania. Proszę spraw by każdy uwierzył, że Ty go kochasz. Proszę Cię także za kolejne dni wakacji i ludzi jadących na światowe dni młodzieży lub na pielgrzymkę. Uwielbiam Cię Panie w dzisiejszej pogodzie!

Umocniona

 

 

To co dobre szybko się kończy, ale owoce trwają nadal…

W Mątowach Wielkich, każdego dnia poznawałam nowy świat.

Nowych ludzi, nowe racje i fantazje.

Choć się bałam i lękałam

teraz wiem, że za bardzo się przejmowałam.

Było poważnie i radośnie

Czasem smutno, a raz znośnie.

Jezusa przyjęłam na poważnie…

Wiem, że tego potrzebowałam strasznie.

Błąkałam się i szukałam,

a on był ze mną od zawsze.

I choć te dni odpoczynku się skończyły

I choć smutno mi w serduszku…

Wiem, że to zostanie w mózgu.

Skończyłam właśnie swoje rekolekcję oazowe wakacyjne. Co przeżyłam? Co do mnie trafiło? Jak było? Powiem Wam było fantastycznie. Wszystko było zaplanowane jak dla mnie. Jakby każdy animator i moderator wiedzieli co mówić, aby mi pomóc w moich problemach. Jakby czytali mi w myślach i znali odpowiedź na każde moje pytanie. To co do mnie trafiło i co zrozumiałam będę dodawać w każdym nowym wpisie.

Niestety skończyły się… Jest mi teraz smutno, ale wiem, że to wszystko we mnie zostanie. Owoce zostaną, zobaczymy jak będę je pielęgnować.

Chciałabym podziękować wszystkim uczestnikom za to, że wytrzymali ze mną i zostali do końca rekolekcji mimo chęci wyjazdu. Dziękuję mojej grupie i każdemu animatorowi i moderatorowi z osobna. Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy… te dni były wspaniałe.

Dziękuję Boże za te rekolekcję i odpoczynek tak bardzo mi potrzebny. Dziękuję Ci za tych ludzi z którymi tam byłam i proszę Cię pomagaj im w ich problemach. Amen.

Umocniona