Podejmowanie decyzji

Dlaczego tak jest, że boimy się podejmować decyzje? Może, dlatego że nie chcemy niczego zepsuć. Boimy się skutków, że decyzja okaże się nie odpowiednia, że może stać się coś złego. Wybrać źle i za to odpowiadać.

Wszystko ładne i piękne nigdy nie będzie. Jesteśmy grzesznikami, popełniamy błędy. I to właśnie pierwsze co musimy zrozumieć podejmując jakąś decyzję. Możliwe, że przyniesie jakieś złe skutki, takie których się nie spodziewamy i wolimy o nich nie myśleć. Jednak tak będzie zawsze. Będą lepsze i gorsze wybory. Po drugie powinniśmy poradzić się innych ludzi. Nie bać się porady, ale nie podejmować decyzji tylko dlatego, że ktoś mi coś powiedział. Przemyśleć to, przemilczeć i posłuchać różnych porad. Najlepiej u osób neutralnych lub takich co cię bardzo dobrze znają. Po trzecie modlitwa. Odczytywanie znaków Bożych. Otworzenie się na to, co On nam proponuje. Na samym końcu podjęcie decyzji. Pamiętając, że to jest nasza decyzja. Nasze zdanie, nasze wybranie drogi. Bóg daje wybór, nie prowadzi za rączkę, chcę, abyśmy w wolności wybierali. Nie chce mieć zwierząt w klatce.

Bardzo często rozrysowuję sobie plusy i minusy tej decyzji. Powiem wam szczerze, nie do końca to pomaga. Zależy, jak będziesz szukać tych plusów i minusów.

Po podjęciu już decyzji towarzyszy, przynajmniej mi, uczucie szczęścia i lęku. Raz jedno idzie wyżej, raz drugie. Tak naprawdę dopóki nie zobaczę skutków jakiejś decyzji, mój lęk nie znika. Jednak ostatnio stwierdziłam, że jakbym się nie bała to by znaczyło, że po prostu się tym nie przejmuję. Moja decyzja, więc zrozumiałe, że towarzyszy lęk, który może podsycić ciekawość i wyobraźnie lub pójść w inną stronę.

Czekają mnie teraz ważne decyzję w życiu. Boję się je podejmować chociaż wiem, że Bóg w pewnym momencie mi pomoże. Nie podejmie decyzji, ale pomoże.

Całe życie będziemy podejmować decyzję. Chciałam podzielić się jak można to robić, życząc Wam więcej tych dobrych niż złych wyborów. Chociaż można powiedzieć, że w tych gorszych wyborach znajdzie się coś dobrego.

 

Umocniona

Wstań i idź!

Zbliżają się kolejne wakacje. Każdy z nas ma jakieś plany, a nawet jeśli jeszcze nie, to wie, że się jakieś znajdą. Nigdzie nie trzeba się spieszyć, wstawać rano. Po prostu bajka!

I jak w takim wolnym czasie nie zgubić Pana Boga? Jak się od Niego nie oddalić? Jak nieraz zmuszać się do chodzenia w niedziele do kościoła? Przecież jest tyle innych fajnych rzeczy do robienia.

Przede wszystkim trzeba sobie postawić pytanie: „Co/Kto jest dla mnie najważniejszy?” Co jest pierwsze w piramidzie wartości? Bóg daje łaskę właśnie teraz. Należy z tego skorzystać.

Wakacje mogą być nie tylko wypoczynkiem od szkoły, ale duchowym nakierowaniem własnej wiary. Dużo moich znajomych właśnie tak chce spędzać czas wolny. „Poświęcić” swoje wakacje dla rekolekcji.

„Wstań z kanapy!”- mówił papież Franciszek. „Idź i kochaj!”- głosiły Pola Lednickie. Podsumowując te oba wezwania, słowami XXV elbląskiej pieszej pielgrzymki  na Jasną Górę: „Aby On wzrastał we mnie…” Wszystko dzieje się po to, żeby Bóg wzrastał we mnie. Po to ludzie podejmują trud, znajdują chwilę dla Boga, wstają z kanapy, idą i kochają!

Pewna Oazowa piosenka mówi:

Serce, które usłyszy i przyjmie Słowo Pana,
Serce, które pozwoli, żeby On ocalił je,
Serce, które się nie cofnie przed Miłością, co wyzwala,
Pozna radość, dotknie pełni, odnowi się.
Chrystusowe orędzie, obietnica uczniom dana
Mroki duszy rozjaśnia, daje moc, by dalej iść.
Gdy otwierasz się na łaskę, która płynie ze Spotkania –
Tej radości nikt nie zdoła odebrać ci!

Ref.: Wstań i idź! Pan cię wzywa,
Jego miłość przynagla wciąż.
Tam gdzie ludzkich serc miliony,
Samotnych, pogubionych,
Zabierz radość, którą z Ducha w sobie masz.
Głoś i czyń! Lęk swój odrzuć.
Źródło tryska — zanurz się w Nim.
Nie ustawaj, żyj w nadziei –
Dobro mnożysz, gdy dzielisz je.
Niech świat cały pozna radość, w której trwasz,
Radość przemienionych serc.

2. Ci, co Prawdę przyjęli, chcą jednoczyć się w radości,
Życie zmieniają w misję, jako dar dla braci swych.
Biada nam, jeśli to Słowo zostawimy tylko sobie:
Pan jest blisko! Jego znakiem — chwalebny Krzyż!

Most(Bridge): W każdym miejscu, w każdym czasie, choćbyś musiał iść pod prąd,
Głośno wołaj, że Pan jest wśród nas z łaską swą.

 

Zdobywać szczyty

Minął tydzień od Lednicy. Przez ten tydzień byłam z klasą w górach. Z racji tego, że jestem z nad morza, góry to najlepsza atrakcja na wakacyjne wyjazdy. Te wszystkie krajobrazy były przecudowne. Mogłabym patrzeć na nie godzinami. Patrzeć i podziwiać. Nie da się opisać tego piękna jakie w tych górach ujrzałam. Bóg wiedział czego potrzebuję. Zadbał także o wodę, a dokładnie o rzekę. Jak patrzyłam na krajobraz Pienin przypominał mi się cytat z Biblii: „W ostatnim zaś, najbardziej uroczystym dniu Święta Namiotów, Jezus stojąc zawołał donośnym głosem: Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we Mnie - niech przyjdzie do Mnie i pije! Jak rzekło Pismo: Strumienie wody żywej popłyną z jego wnętrza. A powiedział to o Duchu, którego mieli otrzymać wierzący w Niego; Duch bowiem jeszcze nie był dany, ponieważ Jezus nie został jeszcze uwielbiony. ( J 7,37-39).

 

Gdy człowiek wchodzi pod górę z bagażem na plecach, w różnych temperaturach i klimacie przeżywa przynajmniej jakiś niewielki trud. Gdyby nie upartość i chęć zobaczenia co jest na samej górze pewnie powróciłby na pierwszym, ciężkim metrze wspinaczki. Osoba, która pierwszy raz ma okazje wchodzić na wysoką górę przeżywa trud większy, niż ten co robił to nieraz i kocha ten sposób spędzenia czasu. Jednak gdy już po kolejnych dniach wchodzi czuje się coraz lepiej, ale nadal bolą nogi, jest się zmęczonym. Takie wędrowanie po górach można porównać do życia. Wspinamy się po różnych pagórkach, szczytach, górach. Upadamy w błoto, mamy brudne buty, ślizgamy się na mokrym podłożu. Czasami jak jest zbyt stromo przystajemy częściej żeby odetchnąć. Pytamy: „Ile jeszcze?”, gdyż czujemy, że nie damy rady. Jednak! Kiedy już pomarudzimy, ponarzekamy lub pomilczymy idziemy dalej, aż w końcu znajdujemy się na samym szczycie. Wtedy to tylko zostaje czas na podziwianie. Patrzenie ile się przeszło w życiu, ile pokonało trudów. I najważniejsze podziwianie widoków z samej góry, dziękowanie za to, że nareszcie jest się na samym szczycie. Uwielbianie za to! Cieszenie się nie samemu, ale także z innymi.

Warto zdobywać szczyty i nie poddawać się gdy nie idzie tak jak chcemy. Jak wstaniemy, otrzepiemy się i pójdziemy dalej nie zawiedziemy się pięknym krajobrazem.

Duch Święty

Kiedyś poruszałam już temat Ducha Świętego, ale z racji, że dzisiaj zielone świątki chcę do Niego po raz kolejny nawiązać.

Wczoraj, gdy byłam pierwszy raz na Lednicy, czułam, że Duch Święty działa. W związku z tym wydarzeniem zaczął działać już gdy zbieraliśmy ekipę z mojej miejscowości. Udało się zebrać cały duży autobus. Kto by pomyślał… Będąc tam na każdym kroku można było zobaczyć działanie Trójcy Świętej. Sam fakt ile osób przyjechało na Lednice by uwielbić Pana, Zbawiciela swojego życia. To wszystko jest działaniem Ducha Świętego. „Idź i kochaj”. Człowiek, który nie przyjmie Ducha Świętego, nie potrafi iść i nieść Ewangelie, kochać miłością Jezusa.

Odtwórzcie się na Ducha Świętego. Odwagi!

Spoczęła na mnie ręka Pana, i wyprowadził mnie On w duchu na zewnątrz, i postawił mnie pośród doliny. Była ona pełna kości. I polecił mi, abym przeszedł dokoła nich, i oto było ich na obszarze doliny bardzo wiele. Były one zupełnie wyschłe. I rzekł do mnie: Synu człowieczy, czy kości te powrócą znowu do życia? Odpowiedziałem: Panie Boże, Ty to wiesz. Wtedy rzekł On do mnie: Prorokuj nad tymi kośćmi i mów do nich: Wyschłe kości, słuchajcie słowa Pana! Tak mówi Pan Bóg: Oto Ja wam daję ducha po to, abyście się stały żywe. Chcę was otoczyć ścięgnami i sprawić, byście obrosły ciałem, i przybrać was w skórę, i dać wam ducha po to, abyście ożyły i poznały, że Ja jestem Pan. I prorokowałem, jak mi było polecone, a gdym prorokował, oto powstał szum i trzask, i kości jedna po drugiej zbliżały się do siebie. I patrzyłem, a oto powróciły ścięgna i wyrosło ciało, a skóra pokryła je z wierzchu, ale jeszcze nie było w nich ducha. I powiedział On do mnie: Prorokuj do ducha, prorokuj, o synu człowieczy, i mów do ducha: Tak powiada Pan Bóg: Z czterech wiatrów przybądź, duchu, i powiej po tych pobitych, aby ożyli. Wtedy prorokowałem tak, jak mi nakazał, i duch wstąpił w nich, a ożyli i stanęli na nogach – wojsko bardzo, bardzo wielkie. (Ez 37, 1-10)

Umocniona

 

Dlaczego warto się uczyć?

Wczoraj prowadziłam lekcję Wiedzy o Społeczeństwie w mojej klasie. Dostałam od nauczyciela bardzo ciekawy temat: „Dlaczego warto się uczyć?” Temat rzeka. Myśląc nad nim i opracowując w domu nie chciałam żeby ten temat był nudno opracowany. Więc przed zrobieniem prezentacji i poprowadzeniem lekcji sama musiałam zadać sobie to pytanie.

Świat wymaga od nas tego, żeby się uczyć. Najpierw szkoła, potem zawód, który wykonujemy przez większość życia. Musimy się  uczyć. Więc lepiej to polubić. Każdy z nas ma tak, że jak coś lubi to łatwiej to przyswaja. Oczywiście ja też nie wszystkiego się lubię uczyć. Niektórych przedmiotów wręcz nienawidzę.

Robiąc prezentację skupiłam się na większym sensie słowa „nauka”. Przede wszystkim nauka to nie tylko to co ci narzucają w szkole czy pracy. Uczysz się całe życie. I wbrew pozorom nauka wcale nie musi być nudna.

Pierwszymi nauczycielami są rodzice. To oni uczą nas jak chodzić, mówić, jeść czy pić. To oni pierwsi powinni nauczyć nas modlitwy. Małe dzieci często patrzą na dorosłych i ich naśladują. W tym momencie życia, rodzice, to wielkie autorytety.

Mówi się, że podróże kształcą człowieka. Zgadzam się z tym, ale także uczą. Tak samo jak opowieści. Ciekawie opowiedziane historie przez ludzi, którzy byli świadkami jakiegoś wydarzenia. Łatwiej nam jest zapamiętać takie wiadomości niż suche fakty.

Rówieśnicy- Czy oni też nas czegoś uczą? Oczywiście. Odgrywają dużą rolę w naszej „edukacji”. Przyjaźń, wiedza, której nie znajdziesz w żadnej książce. Sam musisz się jej nauczyć.

Uczenie się samego siebie… Każdy z nas jest inny, więc każdy czegoś innego się uczy. Codziennie uczymy się właśnie siebie. Jakie mamy zalety, jakie wady i jak z nimi żyć. Nieraz musimy nauczyć się na własnych błędach by wiedzieć jaką wybrać drogę.

Najważniejsze, dla każdego chrześcijanina jest nauczenie się żyć jak Jezus. Postępować jak On postępował. Uczyć się z jego nauk i wypełniać je w życiu.

Powinniśmy uczyć się dla własnego siebie.

Posiane

„Musimy dbać o swoje posadzone nasiona. Pielęgnować je by nie zaschły. Mimo obumierania ciała nasz duch pozostaje w takiej postaci w jakim Go zostawimy.”

Żyzna gleba, nawóz, dobre nasłonecznienie, podlewanie i zasianie, a potem zbieranie plonów. To w wielkim skrócie robimy by uzyskać coś pożytecznego, coś do zjedzenia. Człowiek napracuję się przy tym nie mało i oczywiste jest, że jest dumny i szczęśliwy jeśli plon okaże się użyteczny. Wiadomo jest, że będąc w sklepie i patrząc na warzywa, czy owoce, szukamy tych najlepiej wyglądających, tych dużych, nie mizernych. Dlatego człowiek, który uprawia ziemie raduje się z dużych plonów, bo wie, że będzie miał zysk.

Tak samo jest z nami. Uprawiamy ziemie, jaką jest nasza dusza. Kiedy ją nawadniamy i dbamy o nią mamy nadzieję, że przyniesie dobry plon. Na co nam się przyda opuszczona, źle uprawiana gleba?  Nie przyniesie ona spodziewanych plonów.

„I mówił im wiele w przypowieściach tymi słowami:
«Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał, niektóre [ziarna] padły na drogę, nadleciały ptaki i wydziobały je. Inne padły na miejsca skaliste, gdzie niewiele miały ziemi; i wnet powschodziły, bo gleba nie była głęboka. Lecz gdy słońce wzeszło, przypaliły się i uschły, bo nie miały korzenia. Inne znowu padły między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je. Inne w końcu padły na ziemię żyzną i plon wydały, jedno stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny.  Kto ma uszy, niechaj słucha!». ” (Mt 13, 3-9)

„Dzisiaj zasieje ziarno nadzieje. Pora już ruszać na cały świat. Nie jedno padnie na żyzną glebę. Trzeba już wstać i pora je siać!”

Umocniona

Świadectwo… Jak to było

Czuję od paru dni, że chcę coś powiedzieć. Zachęcić młodzież na rekolekcje, które zmieniły bardzo dużo w moim życiu. Więc ten wpis poświęcę świadectwu, opowiedzeniu jak to było.

                Parę lat temu, dokładnie w 2013r. pojechałam na pierwsze moje rekolekcje, które trwały 10 dni. Odbywały się nad morzem i pamiętam, że było fajnie, ale byłam dzieckiem, więc nie przeżywałam ich jakoś szczególnie. Traktowałam to jako zabawę. I moja animatorka może przyznać mi rację, bo odzywałam się tylko na tematy, które w danym momencie nie były ważne. Po prostu wtedy, bałam się jeszcze cokolwiek mówić „mądrego”.  Wspominam je miło i ciepło. Jednak z roku na rok podobało mi się coraz bardziej. W 2014r. pojechałam z innej diecezji, do ludzi których nie znałam. Jestem raczej taka, że wolę wszystkich znać, bo boję się nowych osób. A tam musiałam otworzyć się na ok. 50 nowych ludzi. Niektórzy się dobrze znali, niektórzy byli tak jak ja pierwszy raz wśród nieznajomych twarzy. Po 15 dniach cały ten strach, jak będzie odleciał, jakby go w ogóle nie było. W te wakacje byłam znowu z moją diecezją i na razie widzę najwięcej owoców. Może dlatego, że jestem starsza i więcej rozumiem.

                Każde rekolekcje pokazywały mi co innego. Pomagały odkrywać Boga i funkcjonować wśród ludzi. Po 4 latach jeżdżenia zauważyłam, że dzięki tym wyjazdom nauczyłam się być sobą, tworzyć coś z innymi ludźmi. Kiedyś bałam się mówić co myślę, mówić o Bogu. Wolałam robić z siebie głupka by być śmiesznym. Dzięki oazie także piszę. Umiem zauważać moje zalety, a także wady, które próbuję naprawiać.  

                Poznawanie nowych ludzi na rekolekcjach to zawsze poznawanie nowych przyjaciół. Zdajesz sobie sprawę, że jakkolwiek nie będzie wyglądała twoja droga oni zawsze będą gotowi cię wspomóc. Nie tylko modlitewnie, ale także słowem czy gestem. Poznałam tylu ludzi, z tyloma się związałam. Z niektórymi mam kontakt do dziś. To właśnie oni zachęcali mnie bym pojechała jeszcze raz, bym dała się „zagarnąć”. Już wtedy wiedzieli, że każdemu potrzebny jest taki czas. Teraz ja wiem, że muszę robić co oni wtedy. Zachęcać. Choć po 15 dniach umieliśmy się pokłócić, pokrzyczeć to umieliśmy także sobie wybaczyć. Pewnie każdy się kiedyś męczył, bo widzieliśmy się cały czas. Jednak po tylu dniach płaczemy wręcz żeby nie wyjeżdżać. Nigdy nie zapomnę tych wszystkich świadectw młodzieży, które zawsze podnoszą mnie na duchu. Nie zapomnę podanych rąk pomocy gdy błądziłam, czy zwykłego przytulenia gdy płakałam. Oaza to taka duża rodzina. A za rodziną się tęskni, rodzinę trzeba poznawać.

                Najważniejszy był Bóg. To wśród Niego się poznawaliśmy. To On pomagał nam odkryć naszą wiarę, posługując się kadrą animatorską i każdym innym człowiekiem. Plan zawsze był napięty lecz w każdym można było na inny sposób spotkać Boga. Cisza, którą nie raz szukam w życiu codziennym odnajdywałam właśnie tam. To dzięki wyjazdom i stałej formacji potrafię czytać Pismo Święte. Nie zwlekam ze spowiedzią, bo właśnie na rekolekcjach poczułam miłosierne wybaczenie. Wczoraj była Niedziela Dobrego Pasterza. Owce słuchają Jego głosu. Bóg do mnie dziś mówi: „Dominika, powiedz innym gdzie można Mnie znaleźć.” Jestem pewna, że to mi mówi!

                Kończąc… Chciałabym Was zachęcić, bo naprawdę warto. Dzięki tym rekolekcją zrozumiałam bardzo dużo. Tak naprawdę nie da się tego opowiedzieć. To trzeba przeżyć. Jest MEGA. Nic innego nie umiem powiedzieć.     

 

Tydzień Biblijny

Czytanie Pisma Świętego… Kiedyś już o tym pisałam, ale z racji tego, że od dziś jest Tydzień Biblijny w kościele, chciałabym do tego nawiązać.

Czytanie Pisma Świętego to po prostu rozmawianie z Panem Bogiem. Czytanie tego co On zapisał dla każdego z nas. Wskazówki na życie z Bogiem i odpowiedzi na nasze pytania. Naprawdę czytając Pismo Święte znajdziesz odpowiedź. Tylko należy wcześniej pomodlić się do Ducha Świętego.

Oczywiście nie zawsze jest tak, że od razu zrozumiemy. Czasami potrzeba godziny, a czasami nawet paru dni. Jednak warto jest zagłębiać się w nią. Poznawać i studiować to, co Bóg dla nas zostawił.

W naszej parafii, przez moją wspólnotę, rozprowadzane były sigle listu do Galatów i jeden z Psalmów. Chodziło nam oto by zachęcić ludzi do sięgnięcia Pisma Świętego właśnie dzisiaj. Niektórzy brali, niektórzy nie. Nie wiem, czy ci co wzięli, sięgnął po Biblię, ale mam nadzieję, że tak.

Dlaczego tak  trudno nam sięgnąć po Biblie? Przekonać się by czytać Pismo Święte codziennie?

Trudno nam, bo nieraz ciężko jest zrozumieć dany tekst. Trudno, ponieważ nie chce nam się, dostajemy lenia. Trudno, gdyż mamy za mało czasu. Ciągle za czymś gonimy.

A Bóg chce byśmy zatrzymali się na chwile i mieli także czas dla Niego. Żeby z Nim porozmawiać i przeczytać tekst, który ma coś nam pokazać, uświadomić. Czy w napiętym grafiku tak trudno znaleźć czas dla Boga?…

Słowo Boże
Stanie się dla mnie światłem życia, jeśli będę podejmował stały wysiłek zachowania go, pójścia za Nim i czynienia Go słowem życia; dlatego chcę karmić się Nim jak najczęściej szczególnie poprzez osobiste i wspólne z braćmi studiowanie Pisma Świętego.”  Piąty Drogowskaz Nowego Człowieka

Zachęcam do czytania Biblii codziennie 😉

Dziękuję Boże za Twoje słowo. Amen.

Umocniona

 

Jesteś jedyny

Bardzo często w życiu porównujemy się do innych ludzi. Chcemy uzyskać to co oni, wyglądać tak jak inni, nie wyróżniać się spośród tłumu. Żeby przypadkiem nie zostać wyśmianym, żeby inni liczyli się z naszym zdaniem. Chcemy być kimś ważnym.

Zrozumiałe, że każdy boi się odrzucenia od własnego środowiska, wyśmiania przez innych ludzi. Czasami przez to żeby być tak jak „każdy” wyprawia się głupie rzeczy. Sama widzę po sobie takie niemądre zachowania.

Każdy jest inny, każdy niepowtarzalny. Nawet przyroda nie jest taka sama. Drzewo nie równa się drzewu. Jaskółka- jaskółce. Krowa- krowie.

Musimy się nieraz zmagać ze strachem, że będąc sobą, mogę nie zostać polubiony. Powiedziałabym, nie przejmujcie się tym. Łatwo mówić, gorzej wprowadzać w życie. Wiem, bo sama mam taki problem.

Bóg stworzył nas takimi, jakimi jesteśmy. Mu się podoba kiedy jesteśmy sobą, kiedy potrafimy być inni od innych. On nas Kocha. Czy to nie najważniejsze? Bóg Cię kocha. I z takim nastawieniem idźmy przez życie. Nie bacząc na wyśmianie, ale na bycie takim, jakim On nas stworzył.

 

 

 

Prawdziwie nie ma Go tu!

Za cierpieniem idzie miłość

Rozglądając się wokoło.

Patrzy, luka i tak puka:

Czy nie pragniesz przyjąć Go?

Z krzyża spojrzenie zatrzymane.

Tylko na nas, tylko dla nas.

Jezus przezwyciężył grzech,

Więc nie zadręczajmy się.

Bądźmy świecą, rozbłyskajmy-

Jezusem zmartwychwstałym.

Alleluja! Jezus żyje!

Niech radość od nas bije!

Skaczcie, tańczcie, wodą się psikajcie

Miłość, którą dostaliście, rozdajcie.

  Po czterdziestodniowym poście nareszcie nadeszło to ważne wydarzenie! Zmartwychwstanie Pana Jezusa! Alleluja! 🙂 Jezus żyje, przezwyciężył śmierć!

W tym roku śpiewałam w Wielki Czwartek i Wielki Piątek w „scholii”. Przyjęłam rolę służby. Nie raz wygodniej jest mi być obserwatorem. Więc zawsze się zastanawiam nad tym czy będąc kimś innym dobrze przeżyję np. Msze. Jednak tym razem patrzyłam na to inaczej. Chciałam by tym moim śpiewem sprawić by drugi człowiek lepiej przeżywał te bardzo ważne wydarzenia. Nic nie tracąc, tylko dzięki Bogu, umiałam służyć i przeżywać duchowo, jak i emocjonalnie te dwa dni.

W Wielki Piątek, gdy Jezus umarł i został już przeniesiony do grobu miałam ochotę płakać. Czułam się jakby On w tym momencie ode mnie odszedł. Jakby już nie był obok mnie. Dopiero siedząc w samochodzie, mój starszy brat poruszył bardzo ciekawy aspekt tego dnia. Zauważył on, że Wielki Piątek to nie jest w cale taki smutny dzień. Przecież Adoracja nie kojarzy się ze smutkiem, ale z miłością. A gdy monstrancja została już postawiona, ksiądz nie czytał: „Jezu jak przykro, że umarłeś.”  Lecz Prosi o pomoc w naszych bólach, trudach, aby Jezus pomógł nam nieść krzyż swojego życia.

No i Wielka Sobota. Od 17 lat jestem podczas niej na czuwaniu całonocnym. Zawsze mi to przeszkadzało, że wracaliśmy do domu o 4, że nie mogłam się wyspać. Do tego następnego dnia byłam zawsze padnięta. Pierwszy raz chciałam zobaczyć jak to wygląda w kościele, będąc z moją wspólnotą. Wiedziałam jednak, że nie mogę opuścić rodziny. Jeszcze nie teraz. Bałam się, że zasnę…. Nic takiego się nie wydarzyło.

Mało tego poczułam, że Jezus NAPRAWDĘ ZMARTWYCHWSTAŁ. W każdej sytuacji mojego życia był i jest. W chwilach trudnych, w tych chwilach w których się poddaje, w tych chwilach których z mojej twarzy nie znika uśmiech. Dziś dosięga mnie taka radość, że nie czuję w ogóle zmęczenia. To On chciał tak działać. Mimo, że ja miałam inny plan. Chciałam być gdzie indziej.

„Idźcie i głoście”. Głoście, że On zmartwychwstał. Przezwyciężył grzech z miłości do nas! Alleluja! Jezus żyje! I to właśnie chcę wam przekazać. On naprawdę ŻYJE!

Życzę Wam wszystkim udanych świąt i by zmartwychwstały Jezus przemieniał wasze serca codziennie. Idźcie i głoście!

Chwała Panu! 😀

Umocniona