Jesteś jedyny

Bardzo często w życiu porównujemy się do innych ludzi. Chcemy uzyskać to co oni, wyglądać tak jak inni, nie wyróżniać się spośród tłumu. Żeby przypadkiem nie zostać wyśmianym, żeby inni liczyli się z naszym zdaniem. Chcemy być kimś ważnym.

Zrozumiałe, że każdy boi się odrzucenia od własnego środowiska, wyśmiania przez innych ludzi. Czasami przez to żeby być tak jak „każdy” wyprawia się głupie rzeczy. Sama widzę po sobie takie niemądre zachowania.

Każdy jest inny, każdy niepowtarzalny. Nawet przyroda nie jest taka sama. Drzewo nie równa się drzewu. Jaskółka- jaskółce. Krowa- krowie.

Musimy się nieraz zmagać ze strachem, że będąc sobą, mogę nie zostać polubiony. Powiedziałabym, nie przejmujcie się tym. Łatwo mówić, gorzej wprowadzać w życie. Wiem, bo sama mam taki problem.

Bóg stworzył nas takimi, jakimi jesteśmy. Mu się podoba kiedy jesteśmy sobą, kiedy potrafimy być inni od innych. On nas Kocha. Czy to nie najważniejsze? Bóg Cię kocha. I z takim nastawieniem idźmy przez życie. Nie bacząc na wyśmianie, ale na bycie takim, jakim On nas stworzył.

 

 

 

Prawdziwie nie ma Go tu!

Za cierpieniem idzie miłość

Rozglądając się wokoło.

Patrzy, luka i tak puka:

Czy nie pragniesz przyjąć Go?

Z krzyża spojrzenie zatrzymane.

Tylko na nas, tylko dla nas.

Jezus przezwyciężył grzech,

Więc nie zadręczajmy się.

Bądźmy świecą, rozbłyskajmy-

Jezusem zmartwychwstałym.

Alleluja! Jezus żyje!

Niech radość od nas bije!

Skaczcie, tańczcie, wodą się psikajcie

Miłość, którą dostaliście, rozdajcie.

  Po czterdziestodniowym poście nareszcie nadeszło to ważne wydarzenie! Zmartwychwstanie Pana Jezusa! Alleluja! 🙂 Jezus żyje, przezwyciężył śmierć!

W tym roku śpiewałam w Wielki Czwartek i Wielki Piątek w „scholii”. Przyjęłam rolę służby. Nie raz wygodniej jest mi być obserwatorem. Więc zawsze się zastanawiam nad tym czy będąc kimś innym dobrze przeżyję np. Msze. Jednak tym razem patrzyłam na to inaczej. Chciałam by tym moim śpiewem sprawić by drugi człowiek lepiej przeżywał te bardzo ważne wydarzenia. Nic nie tracąc, tylko dzięki Bogu, umiałam służyć i przeżywać duchowo, jak i emocjonalnie te dwa dni.

W Wielki Piątek, gdy Jezus umarł i został już przeniesiony do grobu miałam ochotę płakać. Czułam się jakby On w tym momencie ode mnie odszedł. Jakby już nie był obok mnie. Dopiero siedząc w samochodzie, mój starszy brat poruszył bardzo ciekawy aspekt tego dnia. Zauważył on, że Wielki Piątek to nie jest w cale taki smutny dzień. Przecież Adoracja nie kojarzy się ze smutkiem, ale z miłością. A gdy monstrancja została już postawiona, ksiądz nie czytał: „Jezu jak przykro, że umarłeś.”  Lecz Prosi o pomoc w naszych bólach, trudach, aby Jezus pomógł nam nieść krzyż swojego życia.

No i Wielka Sobota. Od 17 lat jestem podczas niej na czuwaniu całonocnym. Zawsze mi to przeszkadzało, że wracaliśmy do domu o 4, że nie mogłam się wyspać. Do tego następnego dnia byłam zawsze padnięta. Pierwszy raz chciałam zobaczyć jak to wygląda w kościele, będąc z moją wspólnotą. Wiedziałam jednak, że nie mogę opuścić rodziny. Jeszcze nie teraz. Bałam się, że zasnę…. Nic takiego się nie wydarzyło.

Mało tego poczułam, że Jezus NAPRAWDĘ ZMARTWYCHWSTAŁ. W każdej sytuacji mojego życia był i jest. W chwilach trudnych, w tych chwilach w których się poddaje, w tych chwilach których z mojej twarzy nie znika uśmiech. Dziś dosięga mnie taka radość, że nie czuję w ogóle zmęczenia. To On chciał tak działać. Mimo, że ja miałam inny plan. Chciałam być gdzie indziej.

„Idźcie i głoście”. Głoście, że On zmartwychwstał. Przezwyciężył grzech z miłości do nas! Alleluja! Jezus żyje! I to właśnie chcę wam przekazać. On naprawdę ŻYJE!

Życzę Wam wszystkim udanych świąt i by zmartwychwstały Jezus przemieniał wasze serca codziennie. Idźcie i głoście!

Chwała Panu! 😀

Umocniona

We wszystkim widzieć Boga

Trwają ostatnie dni Wielkiego Postu. Więc warto jeszcze na chwilę się zatrzymać i pomyśleć nad swoim życiem. Nad tym jak pewne rzeczy dostrzegamy, jak myślimy, czy wierzymy w zbawienie itd.

Cierpienie. Dla każdego to słowo oznacza co innego; inny wymiar cierpienia. Wyróżniamy dwa rodzaje cierpień: cierpienie fizyczne i cierpienie duchowe. Z każdym możemy napotkać się codziennie. Np. możemy cierpieć z powodu utraty ważnej osoby, ale możemy też cierpieć z powodu jakiegoś kalectwa…

Dlaczego cierpienie najczęściej kojarzy nam się negatywnie? Czemu właśnie zapisujemy to uczucie, jako uczucie złe, przykre? A cierpienie jest po to byśmy wydobyli z siebie więcej, abyśmy potrafili przeżyć doświadczenia innych, abyśmy przez ból stali się mądrzejsi.

Według książki „elementarz ks. Twardowskiego” można wyróżnić trzy postawy w stosunku do cierpienia, które teraz przytoczę, gdyż uważam, że są bardzo trafne.

  1. Buntu. Boże jak mogłeś mi to uczynić? Patrz teraz płaczę, boli mnie. Naprawdę tego chciałeś?
  2. Rezygnacji. No cóż, siła wyższa, muszę się z tym pogodzić. „Trudno na coś trzeba umrzeć”.
  3. Cierpliwości. Nie rozumiem cierpienia, ale staram się zrozumieć, że Pan Bóg czegoś ode mnie chce, oczekuje. „Amen”- zgadzam się na wszystko, na każde cierpienie.

Jezus Chrystus okazał swoją miłość do nas poprzez krzyż. Poprzez nieludzkie cierpienie. Umierając za każdy nasz grzech. Powiedział „Amen”, chociaż przeżywał ogromną trwogę.

Dziękuję Boże za moje cierpienia. Dziękuję za ostatnie dni Postu. Proszę Cię pomóż nam przyjmować postawę cierpliwości. Amen.

Umocniona

 

Codzienne przytulanie

W szkole, w której aktualnie jestem trzeci rok, organizowane są trzydniowe rekolekcje Wielkopostne. W tych dniach nie mamy lekcji, ale bazujemy na Piśmie Świętym, Adoracjach oraz homilii rekolekcjonisty. Przeżywamy rekolekcję nie tylko słuchając, ale też się udzielając. Czy jako animator czy jako uczestnik. Uważam, że to bardzo dobry pomysł 🙂 Wracając do tematu…

Codzienne przytulania… Podczas dzisiejszej homilii księdza rekolekcjonisty usłyszałam bardzo ciekawe słowa. Mianowicie, że do życia potrzebne nam cztery przytulenia dziennie, a do zdrowego i szczęśliwego życia dwanaście. Jak dla mnie norma jest większa, ale to stwierdzenie pokazało, jak bardzo potrzebujemy oznaki miłości.

W moim wieku mało kto się nie przytula. Na same przywitanie czy pożegnanie. W ten sposób pokazujemy, że fajnie jest znowu daną osobę widzieć. Czasami potrzebujemy dłuższego przytulania, gdy jesteśmy smutni lub potrzebujemy miłości. Czasami po prostu minimalna sekunda, ale ten gest sprawia, że się uśmiechamy.

Wiadomo jest, że nie potrafimy przytulić każdego. Dziwne by było jakbyśmy do jakiegoś nieznanego podchodzili na ulicy i go przytulali. Ten gest jest przeznaczony dla tzw. „wybranych”.

Mam takie szczęście, że w mojej wspólnocie, do której należę zawsze gdy się widzimy lecimy się przytulać. Pamiętam jakie to było dziwne, jak na początku nie znałam ludzi, a oni mnie przytulali. Było to miłe, ale bardzo dziwne.

Jezus także nas przytula. Jak możemy się przytulić do Jezusa? Przyjmując np. Ciało i Krew. My mogliśmy przytulić się do Niego podchodząc do krzyża i powierzając mu swoje cierpienia lub po prostu się modląc. Przytulał nas wszystkich, czekał na nas. Jego ramiona są zawsze otwarte.

Czy stać cię na to by przytulić inną osobę? Pokazać, że ją lubisz? Że jest Ci potrzebna? Czy wiesz, że Bóg Cię przytula? Czy czujesz to?

Dziękuję Boże za pierwszy dzień rekolekcji. Za to, że mogę je przeżywać i po raz kolejny naładowywać baterie. Amen.

Umocniona

Szukałam słów…

Ile razy zdaje mi się, że Bóg do mnie nie mówi? Że o mnie zapomniał? Że stał się dla mnie mniej ważny? Ile rzeczy przysłoniło mi Boga w ostatnim czasie?

Dużo pytań. Różne odpowiedzi. W zależności od człowieka. Jeszcze do wczoraj, czekałam na jakieś słowa od Boga. Chyba czekałam na to, aż On w końcu przemówi, tak jak w objawieniach. Może trochę za bardzo pochłonęła mnie nauka Fatimy. Nie wiem… Wiem, że czułam się jakbym traciła z Nim więź. Traciła przyjaciela.

Wiedzcie, że Pan mi okazuje cudownie swą łaskę,
Pan mnie wysłuchuje, ilekroć Go wzywam.
Wlałeś w moje serce więcej radości
niż w czasie obfitego plonu pszenicy i młodego wina.  (Ps 4, 4.8)

Czułam się jakby mi nie odpowiadał. Przeszkadzało mi, że nic mnie nie „dotykało”. Że „nie słuchał” mnie. Tak naprawdę cały czas coś do mnie mówił. Rozmawiał ze mną poprzez ciszę, którą szukałam. Poprzez ludzi, z którymi się widziałam. Zaskakiwał mnie i robi to nadal.

Szukałam słów Jego, a nie patrzyłam wokoło. Nie wyłaniałam głowy spośród swoich spraw. Zanurzałam się w wodzie, zatykałam uszy, ale moja buzia miała cały czas coś do mówienia. Bałam się ciszy. Bałam się „osamotnienia”.

A On mówi do mnie w każdym uśmiechu, w każdej łzie wzruszenia, w każdej odpowiedzi „dzień dobry” czy „do widzenia.” On mówi przez pola, przez słońce, przez każde cierpienie, przez zwątpienie. I przez ludzi, których potrzebowałam, jak plastra na krwawiącą ranę. Rozejrzyj się…

Czy przyglądam się wokoło? Czy jestem zabiegany? Czy potrafię być dla innego człowieka? Czy pokazuję swoją postawą Boga?

Trudne, ale nikt nie obiecywał, że będzie łatwo 😉

Dziękuję Boże za to, że do mnie mówisz. Pomóż nam widzieć Twoje dzieła codziennie. Amen.

Umocniona

Minął rok

„Pisanie”

Czemu piszę?

Bo lubię.

Wystarczy chwila i to co mnie uszczęśliwia

Na kartce znika.

Co daje mi pisanie?

Wytchnienie, moje oddanie.

Kocham, kocham pisać

To mnie ucisza.

Literka po literce

Tak powstają słowa najpiękniejsze.

Od dużej litery do kropki

Zdania w szyku ułożone.

Czytasz później i snujesz, wędrujesz po moim życiu.

Wyobrażając sobie do woli

Najpiękniejsze wersje własnej historii.

Nie wierzę, że dziś właśnie mija rok od napisania pierwszego wpisu na tym blogu („Umocniona w Panu”). Jak ten czas szybko leci. Pamiętam jakby to było wczoraj… Najpierw zastanawiałam się czy w ogóle zacząć pisać. Na co to komu? Przecież i tak nikt nie będzie czytać. Przecież ja mam za mało czasu. Do pisania namawiała mnie skutecznie, koleżanka, której jestem teraz bardzo wdzięczna. Jednak najpierw mówiłam: „Nie. Panie Boże po co?” Ale zastanawiając się nad tym podczas krótkich rekolekcji doszłam do wniosku, że założę bloga, jeśli Bóg będzie tak chciał. Tylko potrzebowałam znaku, więc powiedziałam Mu, że jak będę miała stały dostęp do komputera albo laptopa to zacznę pisać na blogu. Nie spodziewałam się tak szybkiej odpowiedzi od Boga, bo już tego samego dnia dostałam od Niego jednoznaczną „wiadomość”. On spełnił mój warunek, więc ja wiedziałam, że muszę wywiązać się za swoją część obietnicy. No i tak oto powstał blog „Umocniona.” Pierwszy wpis było mi strasznie trudno zamieścić w Internecie (na Facebook), ponieważ bardzo się bałam reakcji czytających. A jeśli będą się śmiali? Żartowali ze mnie? Ja nie jestem na to gotowa! Jednak Duch Św. coraz bardziej działał i zrobiłam to. Naprawdę byłam zaskoczona. Wy, czytelnicy, przyjęliście mnie otwarcie. Chociaż czasami były żarty, wiedziałam, że tak musi być.

Chciałabym dziś Wam podziękować. Za to, że czytacie tego bloga. I w sumie nie wiem ile Was jest, ale wiem, że zawsze będzie dla kogo pisać. 🙂 Czy to będzie jedna, czy paręnaście osób. Na początku tylko wyczekiwałam na jakieś komentarze, ale teraz moja cierpliwość jest ćwiczona, bo rzadko się pojawiają. Jednak mi to już nie przeszkadza. Nie wiem czy poprawiłam się z pisania, ale będę pisała dalej. Dziękuję, że jesteście <3

Zastanawiam się… Może pomożecie mi z racji, że dzisiaj mija rok i powiedzie co wolicie czytać? W jakiej wersji? Może jakiś pomysł na dalsze pisanie? Jakaś porada? 🙂

Dziękuję Boże, że mogę pisać i Ciebie głosić. Amen.

Umocniona

Znowu wiosna!

Astronomiczna wiosna co prawda się jeszcze nie zaczęła, ale pogoda wskazuje na to, że coraz bliżej nam do niej. Już nie nosimy ciężkich butów na śnieg i zimowych kurtek ochraniających nas przed mrozem. Za dnia uśmiecha się do nas słońce i dłużej trwa dzień :). Widać wkoło, że kwiaty rosną, kwitną pąki. Można spotkać więcej ludzi, wracając do domu, którzy już nie spieszą się tylko spacerują. Rezygnujemy z bliższych przystanków lub pojazdów, a zamiast tego idziemy na spacer. I wtedy możemy podziwiać to, co zostawił nam na ziemi Bóg. Mój uśmiech robi się coraz większy gdy nie marzną mi ręce i nareszcie mogę powoli z refleksją wracać do domu. Warto jest się nad tym wszystkim zastanowić. Nad tym co danego dnia Bóg mi pokazał, czego mnie nauczył. A może gdy będziesz czuł się samotny wyśle pojedynczego ptaszka, który da ci koncert?… I nie ważne ile masz roboty w domu nareszcie możesz powiedzieć: „Dość! Idę na spacer!”

Kochany Boże dziękuję za to, że zbliża się wiosna. Dziękuję, że mogę podziwiać Twoje stworzenia. Amen.

Umocniona

„Mnie zaś nie zawsze macie”

Na to Jezus powiedział: «Zostaw ją! Przechowała to, aby [Mnie namaścić] na dzień mojego pogrzebu. Bo ubogich zawsze macie u siebie, ale Mnie nie zawsze macie».

Jak podchodzę do śmierci Jezusa? Czy post jest prawdziwym wyrzeczeniem, czy tylko przykrywką? Pokazaniem, że poszczę. Spójrzcie wszyscy! „Umartwiam się”. Jak cenie sobie miłość do Boga? Czy jestem oczekujący, czy niecierpliwy? Co się dzieje gdy mam zły dzień, gdy wątpię? Gdy Go w swoim życiu nie zauważam? Proszę o pomoc, czy jeszcze bardziej wchodzę w zło? Jak długo wołam? Do skutku czy krótko, niesłyszalnie? Dostaliśmy od Boga łaskę poznania Jego, nie zaprzepaśćmy Tego. Nie odkładajmy Tego na potem. Kto wie, może to ostatnia sytuacja, szansa? Nie odkładaj Tego na potem. Żyj teraz!

Dziękuję Ci Boże za moje życie. Proszę Cię, abyśmy jak najlepiej przeżyli ten post i przygotowali się na Twoje przyjście. Amen.

Umocniona

Bezpośrednio

Jesteśmy dziwnymi ludźmi. Przynajmniej sądzę, że ja jestem dziwnym człowiekiem. Nieraz nie wiem co chcę, nie wiem w którą stronę iść. Jaki kierunek obrać… Gdzie zawrócić? Chcę wiedzieć co o mnie ludzie myślą, a sama nie umiem ludziom powiedzieć co mi w nich intryguje, co mnie denerwuje, co zastanawia. Nie umiem się wysławiać by ktoś mnie zrozumiał. Czuję się czasami jak piąte koło u wozu….

I jak zmienić teraz swoje nastawienie, myślenie? Jak zrobić by cokolwiek w swoim życiu naprawić, jak nawet nie wierzysz, że się coś zmieni? I tu się pojawia problem. Bo musisz uwierzyć. Przede wszystkim uwierzyć. Potem wszystko idzie lepiej.

Bezpośredni. Ostatnio taka próbuję być, bezpośrednia. Wychodzi mi? Nie do końca, ale jak już się udaję to mi lżej. Jakbym zrzuciła ciężki worek z barków.

Dziękuję za dziś. Było niesamowicie.

Umocniona

 

Wiara, a uczucia

Miałam dziś lekcję religii i szczerze powiem, że na taką właśnie lekcję czekałam. Mam takie coś, że mało co mnie interesuje, bo niby wszystko wiem. Nie ciekawiły mnie nigdy inne wiary, więc wkurzałam się też kiedy musiałam o nich słuchać. Jednak dziś poruszony był temat wiary.

Doszliśmy miedzy innymi do tego, że wiara nie równa się z uczuciami. One tylko pomagają przeżyć pewne rzeczy inaczej. Na uczuciach nie da się budować wiary. Nieraz jednak budujemy ją na nich. Ile razy słyszymy argumenty, że nie chodzę do kościoła, bo jest nudno, bo ksiądz zawsze mówi to samo. Błąd! Na każdej Mszy św. dzieje się Wielki Cud. Wystarczy słuchać. Nie przejmuj się jeśli czasami czujesz radość, a innym razem po prostu normalnie przeżywasz Msze Św. Takie sytuacje nie sprawiają, że nasza wiara jest mniejsza.

„Decyzja o pójściu śladami Jezusa nie oznacza, że natychmiast trzeba robić albo coś mówić, ale przede wszystkim kochać Go, być z Nim, przyjąć Go bez zastrzeżeń we własnym życiu” Jan Paweł II

„Uczucie jest ciepłem, w którym przeżywamy poznaną Prawdę, cieszymy się nią i dla niej gotowi jest ponieść różne ofiary”

Uczucia pomagają nam w drodze wiary, ale się z nią nie równają. Bóg dopuszcza do nas sytuacje „bezuczuciowe”. Nawet święci takie przeżywali, więc nie wart się zamartwiać. Pamiętać, że wiara to coś większego niż uczucia. To kochanie Boga zawsze. „Czy ty mnie miłujesz?” Każdego dnia Jezus zadaje Ci takie pytanie. Jak mu odpowiesz?…

Dziękuję za dziś. Jesteś Wielki. Amen!

Umocniona