Konkurs religijny

Niepokalanów kolejne miejsce na mapie, które mogę oznaczyć jako odwiedzone 😍👣. Jednak nie miejsce było tam najważniejsze, ale to kto tam był i co się tam działo❗ XXIII Ogólnopolski Konkurs Wiedzy Biblijnej, na którym miałam możliwość być i reprezentować taką małą diecezje jaką jest diecezja elbląska 😎. 123 uczestników zmierzyło się z testem na temat księgi Wyjścia i listu do Rzymian 🤔. Miesiace, dni uczenia i przypominania sobie tych wszystkich treści to nie taka prosta rzecz🧐.
To tylko piękne wprowadzenie do tego co naprawdę mnie urzekło w tym konkursie… Pismo Św dla mnie zawsze było ważną sprawą, tym bardziej odkąd zaczęłam praktykować Namiot Spotkania ⛺. Uczenie się jednak wszystkiego, każdego przypisu, czytanie i zapamiętywanie komentarzy, długości szat itp? Nigdy w życiu 😅. I dlatego takim zdziwieniem moim było że dotarłam aż do etapu ogólnopolskiego 😲.
Byłam nawet trochę zła, bo wiedziałam że trzeba będzie się uczyć dalej 🙄. Zmieniłam zdanie, gdy pojechałam na pierwsze warsztaty do Częstochowy, a teraz te dwa dni w Niepokalanowie 😍. Stamtąd nie chcę się wyjeżdżać. Czemu? Bo poznajesz nowych ludzi i rywalizacja nie wygląda jak „wyścig szczurów” (zaczerpnięte od jednego z uczestników 😅), ale jak jedna wielka rodzina 👨‍👩‍👧‍👦. Nie koloryzuję w tym momencie 😆
Tytuł Finalisty otrzymałam i cieszę się że Bóg dał mi to doświadczenie 🙏💖. Dziękuję też wszystkim, których tam poznałam, bo ten konkurs nie byłby taki wspaniały gdyby nie wy 😁😉. I dziękuję też tym co się pomodlili za nas 😘. Bóg zapłać! 👋

Przeziębienie i wnioski

Od tygodnia jestem przeziębiona. Od wtorku w południe jestem w domu i nigdzie nie wychodzę. Niby samo przeziębienie, a jak na złość nie chce mi przejść. Ostatnio marudziłam na to, że ciągle coś mam i ciągle coś robię, wyjeżdżam itd. Cofam to, naprawdę.

Miałam plany, miałam obowiązki, ale doprowadziłam się do takiego stanu przeziębienia, że nie mogłam nic zrobić. Maturę próbną (u nas w szkole piszemy co roku) napisałam tylko z matematyki. Na spacer? Nie mogę, bo się doprawię. Pogadać z kimś? Nie, bo nie mam swojego głosu. Pograć na gitarze? A po co jeśli nie mogę śpiewać? Oprawa muzyczna na komunii i na Mszy niedzielnej? Pomarzyć można. Czuwanie dla młodzieży diecezji elbląskiej w Malborku? Pozdrawiam, nie było szans na pojawienie się.

Jutro jadę do Częstochowy na warsztaty biblijne, bo dostałam się do Ogólnopolskiego Konkursu Wiedzy Biblijnej. Nie wiem jakim cudem, ale to dawna historia. Pogoda nie sprzyja i po prostu modlę się, żebym nie była chora jeszcze bardziej. Nie umiem jednak odpuścić. W domu dostaje kota, tęsknie za głosem i widokiem ludzi. Po niecałym tygodniu? Tak. Zdecydowanie. Nie lubię nic nie robić.

Ufaj i bądź pokorna. Tego próbuję się nauczyć. Nie idzie mi jakoś ostatnimi czasy dobrze. Jadę jutro, niech Maryja ma nas w opiece.

Nie wiem

Dawno nie pisałam na tym blogu. Wybaczcie mi ostatnio nawet jak mam czas dla siebie wykorzystuję go na chociaż chwilę przerwy. W sumie marnuję go. Brakuję mi też coraz bardziej pomysłu na to co pisać. Co będzie chociaż trochę interesujące?

Ostatnio gubię się sama ze sobą. Każdy ma takie chwilę, w których myśli, że nie da rady, że coś jest nie tak. Dostałam od Boga wiele dobrego. Samo to, że tyle mogę się angażować w oazę, w śpiew, przy okazji nie zaniedbując nauki jest dla mnie niesamowitą łaską. Choć czuję, że chcę odpocząć. Prowadziłam swoją grupę jako animatorka i aktualnie jej nie mam. Bardzo lubiłam to, że mogę im prowadzić spotkania, że mogę jeszcze bardziej służyć. Smutno mi, że ich oddałam mimo posiadania planu, że dam radę i zrobię im cały rok formacji. Niestety napięty grafik tak mi związuje ręce, że gdy dostałam propozycję oddania ich w dobre ręce zrobiłam to.

Mam wrażenie, że wszystkich zawodzę. I tu nie chodzi oto, żebyście teraz mi przyznawali rację czy odwrotnie. Czuję, że moim marudzeniem gadaniem i popełnianiem błędów oddalam od siebie ludzi. Mimo, że gdy staram się mniej mówić i tak najbliżsi się zastanawiają czy coś nie tak. Czy coś się stało? Tak, nie mam radości zmartwychwstałego. Co myślę kiedy nie mówię? Że nie ma sensu nic mówić, bo po co. Co robię gdy wpatruję się w dal, w człowieka, w jeden określony punkt? Myślę o tym co mi nie wyszło, co mi nie wychodzi, albo co mi nie wyjdzie. A że mam wspaniałą pamięć i wyobraźnie potrafię to sobie co do szczegółu przypomnieć lub wyobrazić. Tak funkcjonuje moja podświadomość. Najgorsze jednak zawsze jest w snach…

Tydzień temu pisałam na fb, że nie warto myśleć o jutrze. To jest coś co próbuję wprowadzić w życie. Potrzeba naprawdę dużo czasu żeby to co wiem przeszło w to co myślę i robię. Siła mojej walki słabnie, ale to na inny raz na razie nie umiem wam napisać jak to zmienić albo czemu tak jest.

W czasie pomyślności zapomina się o przykrościach,
a w czasie przykrości nie pamięta się o pomyślności.  (Syr 11, 25)

Jezus żyje!

Oskarżyli Go niesprawiedliwie

Oskarżyli i na krzyżu powiesili.

Chcieli by umarł, by nie nauczał.

On jednak zmartwychwstał i nadal poucza.

Dla każdego z nas żyjących,

Nic samemu nie mogących.

Sprawił dla nas życie wieczne

Możemy czuć się już bezpiecznie.

Niech zmartwychwstały Jezus będzie z Wami

I otacza Was swymi łaskami.

Jezus zmartwychwstał! Prawdziwie zmartwychwstał! Nie ma Go już w grobie! On żyje! Radujmy się! 🙂 <3

DDAK

Rok temu, a dokładnie kiedy trwał Wielki Czwartek natknęłam się na Dzieło Duchowej Adopcji Kapłanów. Nie oszukam Was jeśli powiem, że nazwa tego dzieła była dla mnie bardzo intrygująca. Jak to ja, zaczęłam z zainteresowaniem wczytywać się w treść i sens tego co zawiera ta duchowa adopcja.

Duchowa Adopcja Kapłanów polega na modlitwie za konkretnego kapłana na określony czas. Co było dla mnie uspakajające można określić czas jaki chcesz się modlić i wraz z upływem dni przedłużyć adopcję. Przecież nie każdy potrafi podjąć decyzję na całe życie mając skończone jedynie 17 lat. Modlitwa za kapłana nie jest narzucona. Sam wybierasz formę i po prostu się jej trzymasz. Może to być różaniec, Ojcze Nasz, nowenna, litania itp. Nawet gdy nie masz siły na wielkie modlitwy wystarczy, że powiesz „Boże błogosław tego kapłana.” Możesz modlić się za każdego kapłana i nie musi być jedyny. Ja mam dwóch kapłanów, za których się modlę. Sama osobiście raz w miesiącu przyjmuję za nich komunie i modlę się koronką do Bożego Miłosierdzia. W pozostałe dni różnie odmawiam modlitwy.

Czemu właśnie kapłani? Czemu akurat oni? To proste. Kapłani to jednymi ludzie, którzy mogą nam dawać osobiście Jezusa między innymi pod postacią chleba i wina. To oni udzielają nam Sakramentów. Powiem szczerzę, że kapłani odegrali dużą rolę w moim życiu duchowym. Wiem, że zawdzięczam im nie jedno. Wiem też, że są ludźmi grzesznymi, że upadają, że diabeł jeszcze bardziej ich kusi. Nieraz słuchają krytyki. Dlatego sądzę, że moim zadaniem jest modlenie się za nich. Często myślę, że to jest nic w porównaniu do tego co oni zrobili dla mnie. Naprawdę akurat tym dwóm kapłanom nie mam nawet jak się odwdzięczyć. Jednak modlitwa jest im potrzebna i wiem, że to jest najlepsze co mogę dla nich zrobić. Na jak długo? Nie wiem na razie się modlę.

Warto modlić się za kapłanów. Często ich krytykujemy, wkurzamy się na nich czy oceniamy. Oni też są grzesznikami, popełniają błędy. Nieraz słyszę, że miałam szczęście poznać tych dobrych księży dlatego ich tak bronie. Heh może to dziwne, ale zawsze miałam do nich respekt. I nawet jak poznaję takiego, którego nie lubię po prostu szanuję jego kapłaństwo.

Zbliża się Wielki Czwartek. Warto pomyśleć o tym co oni dla nas robią. A jestem pewna, że robią wiele, bo sama się o tym przekonałam.

https://ddak.wordpress.com/  <- odsyłam do strony, bo lepiej samemu poczytać o co w tym chodzi.

Spokój

Od paru dni obiecuję sobie, że coś napiszę. „Mam rekolekcję w szkole będę miała dużo czasu”. Tak sobie myślałam, ale okazało się, że byłam w błędzie. Czas leci mi szybko, zdecydowanie za szybko. Ale nie o tym chciałam…

Moje życie to maraton, ale to już nieraz wspominałam. Teraz jednak dzieją się w moim życiu takie rzeczy, o których nie posądziłabym się, że kiedyś będą miały miejsce. Mało tego nawet moi przyjaciele dziwią się co słyszą. Nie mówię, że wszystko co robię jest mądre, bo zdecydowanie nie jest, ale zaczynam być bardziej otwarta na życie. Jeszcze rok temu nie posądziłabym się oto, że kiedyś wsiądę za kierownicę samochodu… Teraz dużymi krokami zbliżam się do egzaminu na prawo jazdy. Nigdy też nie chciałam być animatorem. Dawać a nie brać? O nie! Jak już zostałam muzycznym to trochę nagięłam zasadę i dodałam, że muzyczny to tylko muzyczny. Nic szczególnego. Kto by pomyślał, że teraz prowadzę spotkania własnej grupie? Na pewno nie ja.

Zawsze mnie garnęło do różnych rzeczy, ale strach paraliżował moje decyzje i postawienie kroku na przód. Nawet gdy coś postanowiłam w nocy budziły mnie koszmary i nie wysypiałam się. Tak też na początku było z jazdą samochodem. Mimo, że miałam zaufanie do instruktora i wiedziałam, że jakby co działa mu hamulec itd, nie miałam zaufania do siebie. Na każdym skrzyżowaniu brała mnie panika, że zapomnę o czymś i komuś coś zrobię. I pewnego dnia to ustało…

Mam na to dwa argumenty. Pierwszy to ten obraz, o którym pisałam ostatnio. Natomiast drugi dotyczył mnie samej. Bardzo dużo schudłam, nie chodziłam wyspana, bałam się spać. I powiedziałam dość. Tak nie może wyglądać moje życie gdy zaczynam coś nowego. Nabrałam dystansu, zaufałam Bogu. Powiedziałam Mu nie daję sobie rady, jak Ty w to nie wkroczysz to nie wiem co z tego będzie.

Rezultat? Jestem spokojna. Duch Św. wlał we mnie spokój. Oczywiście bywa jeszcze lęk (np. że mam tyle spr w następnym tyg, potem rekolekcje w Triduum i święta, drugi etap konkursu i gdzieś w tym czasie egzamin z prawa jazdy), ale wierzę, że będzie dobrze. Przynajmniej, że będzie toważyszył mi spokój Boży.

Także ja gnam do obowiązków, życzę wam miłego końca tygodnia 🙂

Umocniona

Obraz

Patrzę w te oczy

Ciemne, brązowe

I wiem, że to jeszcze nie koniec.

Patrzę w te oczy

Wyraziste, wspaniałe

W życiu powodują zamieszanie nie małe.

Poważna twarz cały czas

W mych myślach utrwala się ta twarz.

Kiedy się stresuję lub czegoś boję

pojawia się On w mojej głowie.

Widzę te oczy bacznie obserwujące

Co tym razem najlepszego robię.

Widzę w tych oczach bezpieczeństwo

i czuję się jak małe dziecko.

Widzę ogromną miłość i myślę sobie…

Boże, przecież ja jestem tylko człowiek!

Dostałam ostatnio z okazji moich 18-stych urodzin obraz Jezusa. Jakoś tak nie przejęłam się specjalnie, bo w sumie nie przywiązuję wagi do malowideł. Tym bardziej, że akurat zawsze najmniej interesowała mnie ta dziedzina sztuki. Zawsze wolałam muzykę, teatr czy nawet rzeźbę. Dlatego też miałam w pokoju św. rodzinne, bo mama nie przeżyłaby jakbym nie miała choć jednego obrazu. Nawet kiedyś się zastanawiałam czy nie zmienić go na więcej zdjęć, ale jakoś tak został.

Jednak gdy dostałam obraz na urodziny i polecenie, że mam go powiesić tak abym pierwsze co zobaczyła po wstaniu to właśnie Jezusa. Jak już dostaje polecenie od kogoś kogo darze sympatią to wykonuję je od razu. Czasami bardziej żeby temu komuś nie było smutno. I tak też zrobiłam tym razem.

Wieszając Go na ścianie przypatrzyłam się tym oczom. Nie wiem czemu, ale patrzyłam się w nie dobre parę minut. W końcu poszłam do szkoły. Jednak to spojrzenie chodziło za mną cały dzień. Uspakajało mnie. Ostatnio nie jest to takie łatwe. Tego dnia byłam także drugi raz w Elblągu samochodem jako kierowca. To, że jeżdżę bardzo mnie stresuje, ale tego dnia czułam się pewnie. I szło mi znacznie lepiej niż zawsze. A gdy już późną porą wróciłam do domu nie usiadłam do lekcji tylko patrzyłam się na ten obraz. Nie mogłam oczu oderwać.

Czemu o tym piszę? Mija tydzień, a ja nadal jestem zachwycona. Wspaniale się do niego mówi, wspaniale się milczy i wspaniale się patrzy. To tylko obraz, ale wydaje mi się, że jest taki prawdziwy.

3 lata!

Czas tak szybko leci. Dziś 15 marca czyli mija 3 lata odkąd piszę tutaj wpisy. Jako umocniona. Gdy miałam 15 lat i go zakładałam na pewno nie myślałam o tym jak długo będzie on trwać. Zważywszy na to, że dużo rzeczy szybko mi się nudzi, dziwi mnie to, że jestem już tak długo. Za każdym razem kiedy mija kolejny rok zastanawiam się dlaczego? Szczerze? Dokładnie to nie wiem. Po prostu to robię i sprawia mi to radość.

Bardzo często gdy ludzie pytali mnie o zdanie albo po prostu je wypowiadałam na końcu dodawałam „Ale ja się nie znam. Nawet nie jestem pełnoletnia. Możesz nie brać tego na poważnie”. Trochę podobnie podchodziłam do bloga. Cieszyłam się jak mówiliście, że wam się podoba jakiś wpis, ale i tak gdzieś w głowie mówiłam sobie co możesz im przekazać skoro nie znasz życia. Teraz pojawił się taki problem, że nie mam już wymówki, że nie jestem pełnoletnia, bo od dwóch dni jestem. Czy to coś zmienia? Teoretycznie nie, ale przynajmniej nie mam usprawiedliwienia przed samą sobą.

Te trzy lata w moim życiu były wspaniałe. Nie mogę ich inaczej nazwać. To właśnie w wieku tych 15 lat zaczęła się jakieś zmiany we mnie, która nadal trwa. Są nowi ludzie, nowi przyjaciele, nowy stosunek do rodziny czy po prostu życia.

Także 3 lata! Cieszy mnie to bardzo! Wiem, że to tylko z pomocą Boga 🙂

Umocniona

Wielki Post

Już od środy trwa Wielki Post. Czas, w którym warto mieć jakieś postanowienia, wyrzeczenia. Przyznam się szczerze, że Wielki Post często mi ucieka. Choć na początku zawsze mam chęć przeżycia go jak najlepiej i oczekuję od siebie wielkiego poświęcenia. Jestem bardzo ambitnym człowiekiem, ale też szybko się poddaję. Co roku jednak zadaję sobie zasadnicze pytanie. Co robić żeby przeżyć jak najlepiej ten okres czasu?

-> Post. Czy jest coś nad czym mogę popracować? Coś co nie potrafię opanować? Coś co marnuje mój czas? Czy są pewne uczucia nad którymi warto panować? Co sprawia, że nie mam czasu dla innych? Dlaczego nie potrafię w każdym momencie pomóc? Czy da się wyszkolić jakąś cechę w sobie?

Znam już trochę siebie i wiem co ostatnimi czasy pochłania bezsensu czas. Wiem też co sprawia, że chodzę jak żywy trup lub nie mogę spać po nocach. Nie wszystko wypracuję w tym czasie. Oczywiście, że na pewne rzeczy potrzeba dużo czasu. Nie tylko Wielki Post, ale jest to czas w którym można się nad tym zastanowić i popracować. Przywiązać do tego większą wagę niż codziennie.

-> Modlitwa. Czy w ciągu dnia mam czas dla Boga? Czy potrafię sięgnąć co jakiś czas po Pismo Św? Czy modlę się za siebie? Czy powierzam Bogu tych na których mi zależy i tych z którymi ciężko mi się żyje? Dlaczego się modlę?

Nauczyłam się codziennie modlić przez to, że miałam motywację. Przez to, że komuś obiecałam i chciałam to wykonać. Potem zobowiązałam się do modlenia za pewne osoby codziennie i tak z dnia na dzień nauczyłam się modlić systematycznie. Modlitwa jest wytchnieniem duszy. Nawet gdy nie wiem jak się modlić po prostu milczę. To w zupełności wystarczy.

-> Jałmużna. Czy potrafię się dzielić? Czy umiem poświęcić się i zamiast jakiegoś przysmaku dać coś do puszki, na cel charytatywny? Czy potrafię się tym nie chwalić? Czy to wychodzi z potrzeby serca?

Umocniona

 

Tak jest!

Jestem cudem Boga. Stworzył mnie On na swój własny obraz i podobieństwo. (Rdz 1, 27) Dał mi życie i wspaniałą rodzinę. (Ps 139, 13-14) Jestem cudem, ponieważ drzemie we mnie potencjał świętego człowieka. (Iz 60, 1) Wszystkie moje drogi ma w swoich rękach, bo stworzył dla mnie cudowny plan. (Iz 43, 13a).  Nie muszę się martwić o jutro. (Mt 6, 34). Każdy mój czyn powinien pomagać drugiemu człowiekowi. Powinnam służyć miłością. (J 13, 34). Moim zadaniem jest świadczyć o Jego potędze. (Syr 42,15). Nie muszę się bać, bo Pan jest ze mną (Ps 118, 6-7). Tchnął w moje usta, swoje Słowa. (Jr 1, 6-9). Czeka na mnie, abym do Niego przyszła. (Ap 3, 20). Żebym powiedziała mu wszystkie swoje troski i bóle (Mt 11, 28). Wystarczy, że wypowiem mu swoją modlitwę, a On mnie wysłucha. (Mt 7, 7-8) Czas Mu zaufać i powierzyć całe swoje Życie w Jego ręce. (Ps 37, 4-6)