Źle to wygląda…

Pewna kobieta upiekła szarlotkę dla synka. Robiła go cały wieczór by chłopczyk następnego dnia, wracając z wycieczki, był uradowany. Zdawała sobie sprawę, że będzie jej ciężko, ponieważ trudno jej było posługiwać się rękami, które często wyginały się w nienaturalny sposób. Mimo tego, nie poddając się, upiekła ciasto. Znała swoje dziecko i wiedziała, że najbardziej kocha On szarlotkę. Następnego dnia wyjmując je z szafy na górze, zauważyła, że nie wyglądał za pięknie. Bardzo się upaćkał i kobieta widziała, że trudno będzie go ładnie podać i przyrządzić. Zasmuciła się wiedząc, że już tego nie zmieni. Była zła na siebie, że jej się nie udało. Przybył syn jej i rzucił się jej w ramiona. Zauważając na stole ciasto, krzyknął: „Mamo! Szarlotka! Moje ulubione ciasto! Dziękuje!” Pocałował mamę w policzek i zabrał się za pałaszowanie komentując z pełnymi ustami potrwę. Kobieta spojrzała na to i uśmiechnęła się w duchu. Ona patrzyła na swoje dzieło krytycznie, bo źle wyglądało. Jej syn za to patrzył na ten przysmak z miłością i radościom dziecka.

Chciałam zobrazować dwie postawy pisząc taką historyjkę. Mama chłopca zadręczała się ciastem, była na siebie zła, pamiętała o swojej chorobie. Widziała przez krytyczny obraz siebie. Jednak nie poddała się. Nie powiedziała, że tego nie zrobi. Wiedziała, że będzie trudno. I postawa syna. Nie patrzył on na wygląd ciasta, ale na wykonanie. Jak smakowało, że było mamy, jego ulubione. Robione z miłości.

W życiu potrafimy tak często patrzeć na siebie krytycznie. Źle to wygląda… Powtarzamy, gdy coś nie idzie idealnie, tak jak chcemy. Gdy coś, co robione jest z miłości wychodzi gorzej niż byśmy się spodziewali. Dużo ludzi umie patrzeć na nas poprzez nasze zalety. Gdy my nieraz widzimy w sobie tylko zło, tylko wady.

Umocniona

Bóg ma wiele planów

Bóg ma dla nas wiele planów. Choćby plan a, b, c, d nie zadziałał On ma w zanadrzu o wiele więcej. Nie wiem skąd je bierze, ale jestem pewna, że są niesamowite. Stworzone specjalnie dla nas.

Wróciłam wczoraj z rekolekcji z nowymi ciekawymi pomysłami i nie wiedziałam od czego zacząć. Choćbym ułożyła sobie plan, co codziennie będę pisać, nie potrafiłabym tego wypełnić. Więc zaczynam od planu Bożego.

Wiadomo, że najważniejszym planem Bożym dla każdego człowieka jest nasze zbawienie. Ten cel mamy zapisany wszyscy i według planu Bożego kroczymy w tym kierunku. Jednak nieraz podejmujemy inną decyzję, która prowadzi nas w błoto. I co wtedy? Wtedy jest kolejny plan, kolejne wyjście z sytuacji. Wystarczy mu zaufać i przyjąć Jego plan.

Przykład? Odrzuciłam kiedyś plan szkoły muzycznej. Muzyka była zawsze tą pasją, z którą muszę żyć na co dzień. Przynosi mi ona radość, szczęście, wrażliwość i wyobraźnię. Nigdy nie żałowałam mojego dawnego wyboru, że nie zaczęłam szkoły muzycznej. Dopiero na tych rekolekcjach poczułam, że czemu ja nie odważyłam się, nie przekonałam się do tego pomysłu. Plan Boży? Nie chodziłam do szkoły muzycznej, ale nie przestawałam szkolić się. Nie rzuciłam gitary, choć nieraz miałam ochotę i nadal czasami mam. Po latach nauki, czuję się w  niej pewna. Założyłam ze znajomymi młodzieżową diakonie muzyczną. Nadal się ćwiczymy i w ogóle, ale widzę w tym działanie Boga.

Na pierwszy rzut oka plany Boga są przerażające. Takie na jakie nie mamy ochotę się zgodzić. Wolimy własne plany, własne pomysły. Strach przysłania nam piękno. Bóg zna nas najlepiej, dlatego także zna pragnienia naszego serca. Nasz plan może wydawać się złudnym pragnieniem serca. Gdy tak naprawdę jest, bo jest bezpieczniejszy itd.

Jak poznać jaki jest plan Boga dla nas? Stuprocentowej pewności nie będziemy raczej mieli, bo zawsze pojawiają się jakieś wątpliwości. Cuda pokazują nam to. Wystarczy zobaczyć „przypadki” w naszym życiu wskazujące na coś konkretnego. Gdy nadal nie jesteś pewny, pytaj Boga dalej. On jest cierpliwy, da ci znak, o który prosisz. Wystarczy mu zaufać i dać się powieść jego woli.

Umocniona

 

Podejmowanie decyzji

Dlaczego tak jest, że boimy się podejmować decyzje? Może, dlatego że nie chcemy niczego zepsuć. Boimy się skutków, że decyzja okaże się nie odpowiednia, że może stać się coś złego. Wybrać źle i za to odpowiadać.

Wszystko ładne i piękne nigdy nie będzie. Jesteśmy grzesznikami, popełniamy błędy. I to właśnie pierwsze co musimy zrozumieć podejmując jakąś decyzję. Możliwe, że przyniesie jakieś złe skutki, takie których się nie spodziewamy i wolimy o nich nie myśleć. Jednak tak będzie zawsze. Będą lepsze i gorsze wybory. Po drugie powinniśmy poradzić się innych ludzi. Nie bać się porady, ale nie podejmować decyzji tylko dlatego, że ktoś mi coś powiedział. Przemyśleć to, przemilczeć i posłuchać różnych porad. Najlepiej u osób neutralnych lub takich co cię bardzo dobrze znają. Po trzecie modlitwa. Odczytywanie znaków Bożych. Otworzenie się na to, co On nam proponuje. Na samym końcu podjęcie decyzji. Pamiętając, że to jest nasza decyzja. Nasze zdanie, nasze wybranie drogi. Bóg daje wybór, nie prowadzi za rączkę, chcę, abyśmy w wolności wybierali. Nie chce mieć zwierząt w klatce.

Bardzo często rozrysowuję sobie plusy i minusy tej decyzji. Powiem wam szczerze, nie do końca to pomaga. Zależy, jak będziesz szukać tych plusów i minusów.

Po podjęciu już decyzji towarzyszy, przynajmniej mi, uczucie szczęścia i lęku. Raz jedno idzie wyżej, raz drugie. Tak naprawdę dopóki nie zobaczę skutków jakiejś decyzji, mój lęk nie znika. Jednak ostatnio stwierdziłam, że jakbym się nie bała to by znaczyło, że po prostu się tym nie przejmuję. Moja decyzja, więc zrozumiałe, że towarzyszy lęk, który może podsycić ciekawość i wyobraźnie lub pójść w inną stronę.

Czekają mnie teraz ważne decyzję w życiu. Boję się je podejmować chociaż wiem, że Bóg w pewnym momencie mi pomoże. Nie podejmie decyzji, ale pomoże.

Całe życie będziemy podejmować decyzję. Chciałam podzielić się jak można to robić, życząc Wam więcej tych dobrych niż złych wyborów. Chociaż można powiedzieć, że w tych gorszych wyborach znajdzie się coś dobrego.

 

Umocniona

Wstań i idź!

Zbliżają się kolejne wakacje. Każdy z nas ma jakieś plany, a nawet jeśli jeszcze nie, to wie, że się jakieś znajdą. Nigdzie nie trzeba się spieszyć, wstawać rano. Po prostu bajka!

I jak w takim wolnym czasie nie zgubić Pana Boga? Jak się od Niego nie oddalić? Jak nieraz zmuszać się do chodzenia w niedziele do kościoła? Przecież jest tyle innych fajnych rzeczy do robienia.

Przede wszystkim trzeba sobie postawić pytanie: „Co/Kto jest dla mnie najważniejszy?” Co jest pierwsze w piramidzie wartości? Bóg daje łaskę właśnie teraz. Należy z tego skorzystać.

Wakacje mogą być nie tylko wypoczynkiem od szkoły, ale duchowym nakierowaniem własnej wiary. Dużo moich znajomych właśnie tak chce spędzać czas wolny. „Poświęcić” swoje wakacje dla rekolekcji.

„Wstań z kanapy!”- mówił papież Franciszek. „Idź i kochaj!”- głosiły Pola Lednickie. Podsumowując te oba wezwania, słowami XXV elbląskiej pieszej pielgrzymki  na Jasną Górę: „Aby On wzrastał we mnie…” Wszystko dzieje się po to, żeby Bóg wzrastał we mnie. Po to ludzie podejmują trud, znajdują chwilę dla Boga, wstają z kanapy, idą i kochają!

Pewna Oazowa piosenka mówi:

Serce, które usłyszy i przyjmie Słowo Pana,
Serce, które pozwoli, żeby On ocalił je,
Serce, które się nie cofnie przed Miłością, co wyzwala,
Pozna radość, dotknie pełni, odnowi się.
Chrystusowe orędzie, obietnica uczniom dana
Mroki duszy rozjaśnia, daje moc, by dalej iść.
Gdy otwierasz się na łaskę, która płynie ze Spotkania –
Tej radości nikt nie zdoła odebrać ci!

Ref.: Wstań i idź! Pan cię wzywa,
Jego miłość przynagla wciąż.
Tam gdzie ludzkich serc miliony,
Samotnych, pogubionych,
Zabierz radość, którą z Ducha w sobie masz.
Głoś i czyń! Lęk swój odrzuć.
Źródło tryska — zanurz się w Nim.
Nie ustawaj, żyj w nadziei –
Dobro mnożysz, gdy dzielisz je.
Niech świat cały pozna radość, w której trwasz,
Radość przemienionych serc.

2. Ci, co Prawdę przyjęli, chcą jednoczyć się w radości,
Życie zmieniają w misję, jako dar dla braci swych.
Biada nam, jeśli to Słowo zostawimy tylko sobie:
Pan jest blisko! Jego znakiem — chwalebny Krzyż!

Most(Bridge): W każdym miejscu, w każdym czasie, choćbyś musiał iść pod prąd,
Głośno wołaj, że Pan jest wśród nas z łaską swą.

 

Zdobywać szczyty

Minął tydzień od Lednicy. Przez ten tydzień byłam z klasą w górach. Z racji tego, że jestem z nad morza, góry to najlepsza atrakcja na wakacyjne wyjazdy. Te wszystkie krajobrazy były przecudowne. Mogłabym patrzeć na nie godzinami. Patrzeć i podziwiać. Nie da się opisać tego piękna jakie w tych górach ujrzałam. Bóg wiedział czego potrzebuję. Zadbał także o wodę, a dokładnie o rzekę. Jak patrzyłam na krajobraz Pienin przypominał mi się cytat z Biblii: „W ostatnim zaś, najbardziej uroczystym dniu Święta Namiotów, Jezus stojąc zawołał donośnym głosem: Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we Mnie - niech przyjdzie do Mnie i pije! Jak rzekło Pismo: Strumienie wody żywej popłyną z jego wnętrza. A powiedział to o Duchu, którego mieli otrzymać wierzący w Niego; Duch bowiem jeszcze nie był dany, ponieważ Jezus nie został jeszcze uwielbiony. ( J 7,37-39).

 

Gdy człowiek wchodzi pod górę z bagażem na plecach, w różnych temperaturach i klimacie przeżywa przynajmniej jakiś niewielki trud. Gdyby nie upartość i chęć zobaczenia co jest na samej górze pewnie powróciłby na pierwszym, ciężkim metrze wspinaczki. Osoba, która pierwszy raz ma okazje wchodzić na wysoką górę przeżywa trud większy, niż ten co robił to nieraz i kocha ten sposób spędzenia czasu. Jednak gdy już po kolejnych dniach wchodzi czuje się coraz lepiej, ale nadal bolą nogi, jest się zmęczonym. Takie wędrowanie po górach można porównać do życia. Wspinamy się po różnych pagórkach, szczytach, górach. Upadamy w błoto, mamy brudne buty, ślizgamy się na mokrym podłożu. Czasami jak jest zbyt stromo przystajemy częściej żeby odetchnąć. Pytamy: „Ile jeszcze?”, gdyż czujemy, że nie damy rady. Jednak! Kiedy już pomarudzimy, ponarzekamy lub pomilczymy idziemy dalej, aż w końcu znajdujemy się na samym szczycie. Wtedy to tylko zostaje czas na podziwianie. Patrzenie ile się przeszło w życiu, ile pokonało trudów. I najważniejsze podziwianie widoków z samej góry, dziękowanie za to, że nareszcie jest się na samym szczycie. Uwielbianie za to! Cieszenie się nie samemu, ale także z innymi.

Warto zdobywać szczyty i nie poddawać się gdy nie idzie tak jak chcemy. Jak wstaniemy, otrzepiemy się i pójdziemy dalej nie zawiedziemy się pięknym krajobrazem.

Duch Święty

Kiedyś poruszałam już temat Ducha Świętego, ale z racji, że dzisiaj zielone świątki chcę do Niego po raz kolejny nawiązać.

Wczoraj, gdy byłam pierwszy raz na Lednicy, czułam, że Duch Święty działa. W związku z tym wydarzeniem zaczął działać już gdy zbieraliśmy ekipę z mojej miejscowości. Udało się zebrać cały duży autobus. Kto by pomyślał… Będąc tam na każdym kroku można było zobaczyć działanie Trójcy Świętej. Sam fakt ile osób przyjechało na Lednice by uwielbić Pana, Zbawiciela swojego życia. To wszystko jest działaniem Ducha Świętego. „Idź i kochaj”. Człowiek, który nie przyjmie Ducha Świętego, nie potrafi iść i nieść Ewangelie, kochać miłością Jezusa.

Odtwórzcie się na Ducha Świętego. Odwagi!

Spoczęła na mnie ręka Pana, i wyprowadził mnie On w duchu na zewnątrz, i postawił mnie pośród doliny. Była ona pełna kości. I polecił mi, abym przeszedł dokoła nich, i oto było ich na obszarze doliny bardzo wiele. Były one zupełnie wyschłe. I rzekł do mnie: Synu człowieczy, czy kości te powrócą znowu do życia? Odpowiedziałem: Panie Boże, Ty to wiesz. Wtedy rzekł On do mnie: Prorokuj nad tymi kośćmi i mów do nich: Wyschłe kości, słuchajcie słowa Pana! Tak mówi Pan Bóg: Oto Ja wam daję ducha po to, abyście się stały żywe. Chcę was otoczyć ścięgnami i sprawić, byście obrosły ciałem, i przybrać was w skórę, i dać wam ducha po to, abyście ożyły i poznały, że Ja jestem Pan. I prorokowałem, jak mi było polecone, a gdym prorokował, oto powstał szum i trzask, i kości jedna po drugiej zbliżały się do siebie. I patrzyłem, a oto powróciły ścięgna i wyrosło ciało, a skóra pokryła je z wierzchu, ale jeszcze nie było w nich ducha. I powiedział On do mnie: Prorokuj do ducha, prorokuj, o synu człowieczy, i mów do ducha: Tak powiada Pan Bóg: Z czterech wiatrów przybądź, duchu, i powiej po tych pobitych, aby ożyli. Wtedy prorokowałem tak, jak mi nakazał, i duch wstąpił w nich, a ożyli i stanęli na nogach – wojsko bardzo, bardzo wielkie. (Ez 37, 1-10)

Umocniona

 

Dlaczego warto się uczyć?

Wczoraj prowadziłam lekcję Wiedzy o Społeczeństwie w mojej klasie. Dostałam od nauczyciela bardzo ciekawy temat: „Dlaczego warto się uczyć?” Temat rzeka. Myśląc nad nim i opracowując w domu nie chciałam żeby ten temat był nudno opracowany. Więc przed zrobieniem prezentacji i poprowadzeniem lekcji sama musiałam zadać sobie to pytanie.

Świat wymaga od nas tego, żeby się uczyć. Najpierw szkoła, potem zawód, który wykonujemy przez większość życia. Musimy się  uczyć. Więc lepiej to polubić. Każdy z nas ma tak, że jak coś lubi to łatwiej to przyswaja. Oczywiście ja też nie wszystkiego się lubię uczyć. Niektórych przedmiotów wręcz nienawidzę.

Robiąc prezentację skupiłam się na większym sensie słowa „nauka”. Przede wszystkim nauka to nie tylko to co ci narzucają w szkole czy pracy. Uczysz się całe życie. I wbrew pozorom nauka wcale nie musi być nudna.

Pierwszymi nauczycielami są rodzice. To oni uczą nas jak chodzić, mówić, jeść czy pić. To oni pierwsi powinni nauczyć nas modlitwy. Małe dzieci często patrzą na dorosłych i ich naśladują. W tym momencie życia, rodzice, to wielkie autorytety.

Mówi się, że podróże kształcą człowieka. Zgadzam się z tym, ale także uczą. Tak samo jak opowieści. Ciekawie opowiedziane historie przez ludzi, którzy byli świadkami jakiegoś wydarzenia. Łatwiej nam jest zapamiętać takie wiadomości niż suche fakty.

Rówieśnicy- Czy oni też nas czegoś uczą? Oczywiście. Odgrywają dużą rolę w naszej „edukacji”. Przyjaźń, wiedza, której nie znajdziesz w żadnej książce. Sam musisz się jej nauczyć.

Uczenie się samego siebie… Każdy z nas jest inny, więc każdy czegoś innego się uczy. Codziennie uczymy się właśnie siebie. Jakie mamy zalety, jakie wady i jak z nimi żyć. Nieraz musimy nauczyć się na własnych błędach by wiedzieć jaką wybrać drogę.

Najważniejsze, dla każdego chrześcijanina jest nauczenie się żyć jak Jezus. Postępować jak On postępował. Uczyć się z jego nauk i wypełniać je w życiu.

Powinniśmy uczyć się dla własnego siebie.

Posiane

„Musimy dbać o swoje posadzone nasiona. Pielęgnować je by nie zaschły. Mimo obumierania ciała nasz duch pozostaje w takiej postaci w jakim Go zostawimy.”

Żyzna gleba, nawóz, dobre nasłonecznienie, podlewanie i zasianie, a potem zbieranie plonów. To w wielkim skrócie robimy by uzyskać coś pożytecznego, coś do zjedzenia. Człowiek napracuję się przy tym nie mało i oczywiste jest, że jest dumny i szczęśliwy jeśli plon okaże się użyteczny. Wiadomo jest, że będąc w sklepie i patrząc na warzywa, czy owoce, szukamy tych najlepiej wyglądających, tych dużych, nie mizernych. Dlatego człowiek, który uprawia ziemie raduje się z dużych plonów, bo wie, że będzie miał zysk.

Tak samo jest z nami. Uprawiamy ziemie, jaką jest nasza dusza. Kiedy ją nawadniamy i dbamy o nią mamy nadzieję, że przyniesie dobry plon. Na co nam się przyda opuszczona, źle uprawiana gleba?  Nie przyniesie ona spodziewanych plonów.

„I mówił im wiele w przypowieściach tymi słowami:
«Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał, niektóre [ziarna] padły na drogę, nadleciały ptaki i wydziobały je. Inne padły na miejsca skaliste, gdzie niewiele miały ziemi; i wnet powschodziły, bo gleba nie była głęboka. Lecz gdy słońce wzeszło, przypaliły się i uschły, bo nie miały korzenia. Inne znowu padły między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je. Inne w końcu padły na ziemię żyzną i plon wydały, jedno stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny.  Kto ma uszy, niechaj słucha!». ” (Mt 13, 3-9)

„Dzisiaj zasieje ziarno nadzieje. Pora już ruszać na cały świat. Nie jedno padnie na żyzną glebę. Trzeba już wstać i pora je siać!”

Umocniona

Świadectwo… Jak to było

Czuję od paru dni, że chcę coś powiedzieć. Zachęcić młodzież na rekolekcje, które zmieniły bardzo dużo w moim życiu. Więc ten wpis poświęcę świadectwu, opowiedzeniu jak to było.

                Parę lat temu, dokładnie w 2013r. pojechałam na pierwsze moje rekolekcje, które trwały 10 dni. Odbywały się nad morzem i pamiętam, że było fajnie, ale byłam dzieckiem, więc nie przeżywałam ich jakoś szczególnie. Traktowałam to jako zabawę. I moja animatorka może przyznać mi rację, bo odzywałam się tylko na tematy, które w danym momencie nie były ważne. Po prostu wtedy, bałam się jeszcze cokolwiek mówić „mądrego”.  Wspominam je miło i ciepło. Jednak z roku na rok podobało mi się coraz bardziej. W 2014r. pojechałam z innej diecezji, do ludzi których nie znałam. Jestem raczej taka, że wolę wszystkich znać, bo boję się nowych osób. A tam musiałam otworzyć się na ok. 50 nowych ludzi. Niektórzy się dobrze znali, niektórzy byli tak jak ja pierwszy raz wśród nieznajomych twarzy. Po 15 dniach cały ten strach, jak będzie odleciał, jakby go w ogóle nie było. W te wakacje byłam znowu z moją diecezją i na razie widzę najwięcej owoców. Może dlatego, że jestem starsza i więcej rozumiem.

                Każde rekolekcje pokazywały mi co innego. Pomagały odkrywać Boga i funkcjonować wśród ludzi. Po 4 latach jeżdżenia zauważyłam, że dzięki tym wyjazdom nauczyłam się być sobą, tworzyć coś z innymi ludźmi. Kiedyś bałam się mówić co myślę, mówić o Bogu. Wolałam robić z siebie głupka by być śmiesznym. Dzięki oazie także piszę. Umiem zauważać moje zalety, a także wady, które próbuję naprawiać.  

                Poznawanie nowych ludzi na rekolekcjach to zawsze poznawanie nowych przyjaciół. Zdajesz sobie sprawę, że jakkolwiek nie będzie wyglądała twoja droga oni zawsze będą gotowi cię wspomóc. Nie tylko modlitewnie, ale także słowem czy gestem. Poznałam tylu ludzi, z tyloma się związałam. Z niektórymi mam kontakt do dziś. To właśnie oni zachęcali mnie bym pojechała jeszcze raz, bym dała się „zagarnąć”. Już wtedy wiedzieli, że każdemu potrzebny jest taki czas. Teraz ja wiem, że muszę robić co oni wtedy. Zachęcać. Choć po 15 dniach umieliśmy się pokłócić, pokrzyczeć to umieliśmy także sobie wybaczyć. Pewnie każdy się kiedyś męczył, bo widzieliśmy się cały czas. Jednak po tylu dniach płaczemy wręcz żeby nie wyjeżdżać. Nigdy nie zapomnę tych wszystkich świadectw młodzieży, które zawsze podnoszą mnie na duchu. Nie zapomnę podanych rąk pomocy gdy błądziłam, czy zwykłego przytulenia gdy płakałam. Oaza to taka duża rodzina. A za rodziną się tęskni, rodzinę trzeba poznawać.

                Najważniejszy był Bóg. To wśród Niego się poznawaliśmy. To On pomagał nam odkryć naszą wiarę, posługując się kadrą animatorską i każdym innym człowiekiem. Plan zawsze był napięty lecz w każdym można było na inny sposób spotkać Boga. Cisza, którą nie raz szukam w życiu codziennym odnajdywałam właśnie tam. To dzięki wyjazdom i stałej formacji potrafię czytać Pismo Święte. Nie zwlekam ze spowiedzią, bo właśnie na rekolekcjach poczułam miłosierne wybaczenie. Wczoraj była Niedziela Dobrego Pasterza. Owce słuchają Jego głosu. Bóg do mnie dziś mówi: „Dominika, powiedz innym gdzie można Mnie znaleźć.” Jestem pewna, że to mi mówi!

                Kończąc… Chciałabym Was zachęcić, bo naprawdę warto. Dzięki tym rekolekcją zrozumiałam bardzo dużo. Tak naprawdę nie da się tego opowiedzieć. To trzeba przeżyć. Jest MEGA. Nic innego nie umiem powiedzieć.     

 

Tydzień Biblijny

Czytanie Pisma Świętego… Kiedyś już o tym pisałam, ale z racji tego, że od dziś jest Tydzień Biblijny w kościele, chciałabym do tego nawiązać.

Czytanie Pisma Świętego to po prostu rozmawianie z Panem Bogiem. Czytanie tego co On zapisał dla każdego z nas. Wskazówki na życie z Bogiem i odpowiedzi na nasze pytania. Naprawdę czytając Pismo Święte znajdziesz odpowiedź. Tylko należy wcześniej pomodlić się do Ducha Świętego.

Oczywiście nie zawsze jest tak, że od razu zrozumiemy. Czasami potrzeba godziny, a czasami nawet paru dni. Jednak warto jest zagłębiać się w nią. Poznawać i studiować to, co Bóg dla nas zostawił.

W naszej parafii, przez moją wspólnotę, rozprowadzane były sigle listu do Galatów i jeden z Psalmów. Chodziło nam oto by zachęcić ludzi do sięgnięcia Pisma Świętego właśnie dzisiaj. Niektórzy brali, niektórzy nie. Nie wiem, czy ci co wzięli, sięgnął po Biblię, ale mam nadzieję, że tak.

Dlaczego tak  trudno nam sięgnąć po Biblie? Przekonać się by czytać Pismo Święte codziennie?

Trudno nam, bo nieraz ciężko jest zrozumieć dany tekst. Trudno, ponieważ nie chce nam się, dostajemy lenia. Trudno, gdyż mamy za mało czasu. Ciągle za czymś gonimy.

A Bóg chce byśmy zatrzymali się na chwile i mieli także czas dla Niego. Żeby z Nim porozmawiać i przeczytać tekst, który ma coś nam pokazać, uświadomić. Czy w napiętym grafiku tak trudno znaleźć czas dla Boga?…

Słowo Boże
Stanie się dla mnie światłem życia, jeśli będę podejmował stały wysiłek zachowania go, pójścia za Nim i czynienia Go słowem życia; dlatego chcę karmić się Nim jak najczęściej szczególnie poprzez osobiste i wspólne z braćmi studiowanie Pisma Świętego.”  Piąty Drogowskaz Nowego Człowieka

Zachęcam do czytania Biblii codziennie 😉

Dziękuję Boże za Twoje słowo. Amen.

Umocniona