Dobrze, że jesteście

Zacznę od tego, że cieszę się, że jesteście. Cieszę się, że właśnie to czytasz. Raduję się, że po raz kolejny, a może po raz pierwszy czytasz coś co mam zamiar przekazać. Dobrze, że jesteście.

Będąc ostatnio na rekolekcjach bardzo często używaliśmy na koniec ważnego punktu tych kilku słów: „Dobrze, że jesteście.” Może to brzmi banalnie, ale jak mówisz szczerze to wystarczy by na Twojej twarzy zawitał uśmiech. Te słowa mówią wystarczająco dużo. Nie musisz się rozgadywać za co dziękujesz. Nie raz nawet nie umiesz powiedzieć za co drugiej osobie dziękujesz. Więc to zdanie w zupełności wystarczy…

W tych czasach, gdy nastolatkowie, ale nie tylko, nie doceniają własnej wartości te słowa mogą być kluczowe. Za co dziękuję? Za to, że jesteście.

Ręka drugiej osoby daje nam poczucie bezpieczeństwa. Cisza i bycie przy drugiej osobie w zupełności wystarczy.

Jak bowiem w jednym ciele mamy wiele członków, a nie wszystkie członki spełniają tę samą czynność podobnie wszyscy razem tworzymy jedno ciało w Chrystusie, a każdy z osobna jesteśmy nawzajem dla siebie członkami. (Rz 12, 4-5)

Dziękuję Boże za dziś. Dziękuję, że umiem wypowiedzieć te słowa. Dziękuję za wszystkich ludzi postawionych na mojej drodze życia. Amen.

Umocniona

Naładuj baterie

Znaleźć czas dla Boga to nie raz najtrudniejsze co musisz zrobić w zabieganym życiu. A zarezerwować dla niego czas na parę dni na rekolekcje nie raz graniczy się z cudem. Przeważnie mamy co robić w domu, więc po co wyjeżdżać? Przecież Bóg jest wszędzie.

W takim razie po co są rekolekcje? Na czym one w ogóle polegają? Rekolekcje to takie osobiste spotkanie z Bogiem. To czas przeznaczony na odbudowanie lub umocnienie się relacji człowiek i Bóg. Każde rekolekcje chociaż mają inny plan, inny konspekt dążą do tego samego. Do lepszego poznania i zrozumienia Boga, jego woli względem mnie.

Wyjeżdżając na pierwsze rekolekcje miałam opory. (Co prawda byłam wtedy młodsza.) Tym bardziej, że nie lubię nie wiedzieć co mnie czeka. Tak się stało, że pojechałam. I nie żałuję. Teraz boję się czasami przyznać, że jadę na rekolekcje. Bo to pytanie ludzi: „Znowu? Po co ci to? Przecież już byłaś tyle razy” mnie denerwuje. Jednak czemu jeżdżę tak często jak mogę? Ponieważ każde są inne, dają inne doświadczenia, inne nauki.

Porównałam kiedyś rekolekcje do ładowarki. Rekolekcje to taka ładowarka, która ładuję nas, czyli baterię, do pełna. Napełnia nas do 100%. Po rekolekcjach będzie się ona wyczerpywać, ale prosto jest ją na nowo naładować.  Wystarczy Słowo Boże, modlitwa, Msza Św. …

Polecam każdemu takie wyjazdy. Bóg do Ciebie mówi. Nie słyszysz tego?

Dziękuję Boże za te rekolekcję, za każdego uczestnika i animatora. Dziękuję, że mogłam tak spędzić ferie. Dzięki za naładowane baterię. Pomóż mi dobrze wykorzystywać to co do mnie powiedziałeś. Amen.

Umocniona

 

 

Księżniczki

Będąc małą dziewczynką oglądałam bajki z bohaterkami, którymi były księżniczki. Wydaję mi się, że nie tylko ja tak miałam. Kochałam oglądać wszystkie i wyobrażać sobie, że ja też jestem księżniczką. Moje serce zawsze najbardziej należało do Aurory.

I w tym momencie zapragnęłam być księżniczką. Nie było tak, że szukałam pięknych ubrań itd. Chciałam w sercu być po prostu księżniczką. Lecz jak to z czasem, jak zaczęłam dorastać, zapominałam o tym. To marzenie wydawało się dziecinne i nie do spełnienia. Bo jak w normalnym życiu można być księżniczką?

Zapomniałam o tym marzeniu i nie wracałam do niego. Dopiero, nie spodziewając się tego w ogóle, powiedział mi pewien ksiądz na spowiedzi, że jestem księżniczką, bo mój Ojciec to przecież Król Wszechświata. I w tym momencie miałam ochotę się śmiać.  Jednak nie z kpiny, ale z radości. Bo będąc małym dzieckiem szukałam wszystkich sposobów, żeby być tą piękną księżniczką, a ja już wtedy nią byłam.

Teraz będąc nastolatką wiem, że będąc księżniczką, muszę się zachowywać jak ona. Z szacunkiem, z uśmiechem do wszystkich. I wiecie co? Jeszcze bardziej mi to pasuje. Marzenia się spełniają 🙂

Cieszę się, że jestem księżniczką! Cieszę się, że każda z nas nią jest!

Dziękuję Boże, że mogę być księżniczką. Amen.

Umocniona

 

 

Cisza

  Nie na darmo się mówi, że Bóg przychodzi w ciszy. W ciszy serca, w ciszy duszy. Dla osób, które dużo mówią jest to trudne do wykonania. A że taką osobą jestem ja, cisza jest mi najmniej znana.

 Więc dlaczego o niej piszę? W tym tygodniu potrzebowałam rozmawiać z ludźmi, jak i tylko milczeć. Pierwszy raz poczułam taką obecność Boga właśnie gdy milczałam. Pierwszy raz nie zagadywałam Go, ale oddychając tonęłam w ciszy pokoju.

Czemu mówi się, że Bóg przychodzi w ciszy? Przecież jest w każdym napotkanym człowieku, więc wtedy też przychodzi… Racja. Jednak w ciszy jesteś tylko ty i Pan Bóg. Taka randka, spotkanie na osobności. „Zatrzymanie” czasu. Zostawienie rzeczy materialnych, swoich planów, odetchniecie od życia.

Jak w szkole nieraz nauczyciel prosi o cisze. Czemu to robi? Żeby nam zrobić na złość? Nie. Robi to, bo wie, że w ciszy łatwiej się skupić. Poukładać myśli i potem wypowiedzieć je na głos lub zapisać w zeszycie.

Nie uniknie się grzechu w gadulstwie,
kto ostrożny w języku – jest mądry. (Prz 10, 19)

Cisza powinna towarzyszyć nam w życiu. Nie mówię, że nie jest to trudne, ale należy próbować.

„Nic, nie musisz mówić nic
Odpocznij we mnie
Czuj się bezpiecznie”

Dziękuje Ci Boże, że przychodzisz do mnie w ciszy. Dziękuję, że mnie prowadzisz i stawiasz na mojej drodze towarzyszy. Amen.

Umocniona

Zapal się i spalaj

Gaśnie w twoim mieszkaniu światło. Jest ciemny, mroczny zimowy wieczór. Gdzie się rozglądasz widzisz tylko ciemność. Nie masz przy sobie telefonu do zapalenia „latarki” ani nie możesz znaleźć żadnego domownika. Słyszysz tylko jak mówią i rozpoznajesz dzięki temu, gdzie oni się znajdują. Powoli przyzwyczajasz się do ciemności, ale chciałbyś zobaczyć w końcu otaczający cię świat. Nagle ktoś z twojego domu, mieszkania zapala świece, która rozbłyskuje swoimi promieniami na całe pomieszczenie. Uśmiechasz się, bo w końcu widzisz nie tylko ciemność.

Będąc w ciemności boisz się. To zrozumiałe. Słyszysz głosy, które nie zawsze rozpoznajesz. Boisz się zrobić krok, bo nie wiesz czy się nie potkniesz, czy sobie czegoś nie zrobisz. Właśnie tak samo jest w życiu.

Świeca nie jest po to by stała i ładnie wyglądała. Świeca jest po to by świeciła, dawała jasność. Na co komu świeca, która się nie spala? Która nie pomaga, nie prowadzi? Jesteśmy jak świece. Zapalamy się od żywego ognia, nigdy nie ustającego, by rozświetlać drogę swoją jak i innym. Świeca jest po to, aby się spalała. My jesteśmy po to byśmy się „spalali”. Byli święcą dla kogoś, jak i dla siebie.

Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też światła i nie stawia pod korcem ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu.  Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie. (Mt 5, 14-16)

Nieustającym ogniem jest Jezus Chrystus. Jest tym, od którego powinniśmy się zapalać. To On jest lampą prowadzącą nas przez życie.

Dziękuję Ci Boże za światło jakie mi dajesz. Za to, że mogę być twoim uczniem. Polecam Ci wszystkich, którzy potrzebują modlitwy. Amen.

Umocniona

Powiedzieli „tak”

Czytałam ostatnio w Ewangelii Mateusza o powołaniu apostołów Szymona, zwanego Piotrem i Andrzeja. Nigdy nie zastanawiałam się nad tym na co oni się zgodzili, co ich przekonało by pójść za Jezusem. Była to po prostu, jak dla mnie, normalna decyzja jaką podjęli. Uważałam, że po prostu mieli się zgodzić.

Gdy [Jezus] przechodził obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał dwóch braci: Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich: «Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi». Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim. (Mt 4, 19-20)

Inaczej na to spoglądasz, gdy czytasz sobie to powoli. Jakbyś czytał pierwszy raz…. I wtedy zdajesz sobie sprawę, że nie wiadomo czemu oni poszli. Zastanówmy się. Kto z nas poszedłby, gdyby ktoś mu powiedział, że będzie rybakiem ludzi? Przecież oni pracowali, wiedzieli na czym polega ich zawód. Na łowieniu ryb, nie ludzi. I w tym momencie nie dziwne by było jakby popukali się w głowę. Nie znają totalnie jakiegoś człowieka, a on im mówi, żeby rzucili wszystko jeszcze po to by łowić ludzi. Czy to nie wydaje się bardzo dziwne?

A jednak oni poszli. Czemu? Usłyszeli powołanie sercem, duszą. To zdanie musiało ich tak zdziwić, ale i obudzić chęć powiedzenia „tak”. Ta decyzja wpłynęła na ich dalsze życie. O czym wiemy.

Stali się rybakami ludzi, ale jakby powiedzieli „nie”? Żadnego byśmy z nich nie znali. Żaden nie byłby w tym momencie wzorem powiedzenia „tak” na słowo Boga.

My także dostajemy od Boga zadania. Do pewnych rzeczy nas posyła, czeka na naszą odpowiedź. Być może teraz zmagasz się z jakąś trudną sprawą, nie wiesz jaką decyzję podjąć. Patrz na apostołów. Oni stali się rybakami ludzi. A kim będziemy my? Jaką decyzję podejmiemy?…

Najświętszy Boże pomóż nam widzieć i akceptować powołanie przeznaczone nam. Amen.

Umocniona