Wiara, a uczucia

Miałam dziś lekcję religii i szczerze powiem, że na taką właśnie lekcję czekałam. Mam takie coś, że mało co mnie interesuje, bo niby wszystko wiem. Nie ciekawiły mnie nigdy inne wiary, więc wkurzałam się też kiedy musiałam o nich słuchać. Jednak dziś poruszony był temat wiary.

Doszliśmy miedzy innymi do tego, że wiara nie równa się z uczuciami. One tylko pomagają przeżyć pewne rzeczy inaczej. Na uczuciach nie da się budować wiary. Nieraz jednak budujemy ją na nich. Ile razy słyszymy argumenty, że nie chodzę do kościoła, bo jest nudno, bo ksiądz zawsze mówi to samo. Błąd! Na każdej Mszy św. dzieje się Wielki Cud. Wystarczy słuchać. Nie przejmuj się jeśli czasami czujesz radość, a innym razem po prostu normalnie przeżywasz Msze Św. Takie sytuacje nie sprawiają, że nasza wiara jest mniejsza.

„Decyzja o pójściu śladami Jezusa nie oznacza, że natychmiast trzeba robić albo coś mówić, ale przede wszystkim kochać Go, być z Nim, przyjąć Go bez zastrzeżeń we własnym życiu” Jan Paweł II

„Uczucie jest ciepłem, w którym przeżywamy poznaną Prawdę, cieszymy się nią i dla niej gotowi jest ponieść różne ofiary”

Uczucia pomagają nam w drodze wiary, ale się z nią nie równają. Bóg dopuszcza do nas sytuacje „bezuczuciowe”. Nawet święci takie przeżywali, więc nie wart się zamartwiać. Pamiętać, że wiara to coś większego niż uczucia. To kochanie Boga zawsze. „Czy ty mnie miłujesz?” Każdego dnia Jezus zadaje Ci takie pytanie. Jak mu odpowiesz?…

Dziękuję za dziś. Jesteś Wielki. Amen!

Umocniona

***

Wsparci tylko na własnych siłach próbujemy iść do przodu. Nieraz przychodzi pytanie, zwątpienie, spojrzenie wstecz… Zatrzymanie się, ale nie zatrzymanie czasu. Odwrócenie głowy w bok i nie słuchanie zakazów. Wsparci o własnych siłach próbujemy iść. Jednak trudno nam. Błądzimy, wpadamy w bagno. Wtedy dopiero zaczynamy wołać. Zaczynamy rozglądać się wokoło. Tylko jakaś sytuacja, która zmieniła nasze decyzje, mogła i nadal może pomagać nam brnąć dalej. Choćby nie wiem jak się trudził człowiek, sam nigdzie nie dojdzie. Może dlatego na świecie nie jesteśmy sami, ale mamy też współbraci. Stworzenia świata na coś nam zostały dane. Na coś został dany nam kościół, władza w świecie, na coś jesteśmy rozumnymi ssakami. 



 

Ciągle powracając…

W naszym życiu są sytuację, w których oddalamy się od Boga. Od Jego nauki, Jego Słowa. Co prawda On jest koło nas, ale my już Go nie zauważamy. Nie patrzymy, nie chcemy nawet widzieć. Jakbyśmy mieli czarną maskę na twarzy w której zauważamy tylko „czarne” rzeczy. Zapominamy o Nim. Opuszczamy Go.

Od Boga możemy się oddalić, ale nie możemy uciec. Musimy pamiętać, że On jest jak sokół, który wszystko widzi.

Jednak co zrobić, jak już się od Niego oddalimy? Przede wszystkim się rozejrzeć 🙂 Zdjąć maskę i małymi krokami zacząć do Niego wracać. Poprzez Msze święte, modlitwę, Pismo Święte… Ludzie odgrywają bardzo dużą role w naszym ciągłym powracaniu… Bo jesteśmy, po to by pomóc innym wejść wyżej. Takie ludzkie schody. Każdy z nas stoi na jakimś stopniu i ta osoba, która wyżej stoi, podając rękę wciąga nas do siebie. I kiedy my upadamy i spadamy na inne stopnie, kolejne osoby mogą pomóc nam wejść wyżej. Pamiętając o tym, że dążymy do tego samego. Do zbawienia i lepszego życia z Bogiem.

Wtedy wszyscy uczniowie opuścili Go i uciekli.       (Mt 26, 56b)

Jeśli nawet ucieknę to wiem, że On przyjmie mnie  z powrotem.  On tylko czeka na to, aż zawrócimy i wybierzemy Jego drogę. Aż w końcu zobaczymy, że znowu go opuściliśmy.

Drogi Boże cóż mówić…. Słowa nie opiszą tego tak dobrze, ale dziękuję Ci za wszystko. Cieszę się, że ciągle na mnie czekasz, kiedy ja Ciebie nie zauważam. Proszę Cię abyśmy umieli do Ciebie powracać. Amen.

Umocniona

Służyć

O pokornej służbie dowiadujemy się już podczas Zwiastowania Najświętszej Marii Pannie. To ona wypowiada te słowa, zgadzając się na zostanie matką Jezusa, a w tym całego świata. „Na to rzekła Maryja: «Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa!» Wtedy odszedł od Niej anioł.” Łk 1, 38

Służba. O co w tym wszystkim chodzi? Sama jeszcze nie dawno nie zdawałam sobie sprawy co to dokładnie jest. Sądzę, że nadal nie umiem jej w pełni wykonywać. Do rzeczy…  Służba to takie dawanie siebie drugiemu człowiekowi. Jest to pomoc, ale bezinteresowna. To nie jest taka służba, która oczekuje czegoś w zamian. To nie jest przymuszana służba, nie mówię o zawodzie służącej. Piszę tu o służbie drugiemu człowiekowi, a przez nich Bogu.

„Pokorna służebnico Pana…” brzmią słowa piosenki poświęconej Maryi. Maryja była i nadal jest wzorem do naśladowania w pokorze i służeniu.

Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Sługa nie jest większy od swego pana ani wysłannik od tego, który go posłał.  Wiedząc to będziecie błogosławieni, gdy według tego będziecie postępować. (J 13, 16)

Musimy zdać sobie sprawę, że za tą służbę, którą wykonujemy nie powinniśmy chcieć owacji na stojąco. Służmy skromnie. Nie żeby każdy zobaczył nas w wypisaną „naklejką na czole” dałem tyle i tyle. Służyłem temu i tamtemu.

Jak dobrze służyć? W dzisiejszym pierwszym czytaniu mamy zapisane wszystkie wskazówki:

To mówi Pan:
Dziel swój chleb z głodnym, wprowadź w dom biednych tułaczy, nagiego, którego ujrzysz, przyodziej i nie odwróć się od współziomków.”        (Iz 58, 7)

Co jest dla mnie najlepszą nagrodą za moje służenie? Uśmiech drugiego człowieka…

Służ i czyń dobrze!

Dziękuję Boże za to, że mogę być sługą. Dziękuję za dzisiejszą niedziele i łaskę, którą mi dajesz. Amen.

Umocniona