Dlaczego warto się uczyć?

Wczoraj prowadziłam lekcję Wiedzy o Społeczeństwie w mojej klasie. Dostałam od nauczyciela bardzo ciekawy temat: „Dlaczego warto się uczyć?” Temat rzeka. Myśląc nad nim i opracowując w domu nie chciałam żeby ten temat był nudno opracowany. Więc przed zrobieniem prezentacji i poprowadzeniem lekcji sama musiałam zadać sobie to pytanie.

Świat wymaga od nas tego, żeby się uczyć. Najpierw szkoła, potem zawód, który wykonujemy przez większość życia. Musimy się  uczyć. Więc lepiej to polubić. Każdy z nas ma tak, że jak coś lubi to łatwiej to przyswaja. Oczywiście ja też nie wszystkiego się lubię uczyć. Niektórych przedmiotów wręcz nienawidzę.

Robiąc prezentację skupiłam się na większym sensie słowa „nauka”. Przede wszystkim nauka to nie tylko to co ci narzucają w szkole czy pracy. Uczysz się całe życie. I wbrew pozorom nauka wcale nie musi być nudna.

Pierwszymi nauczycielami są rodzice. To oni uczą nas jak chodzić, mówić, jeść czy pić. To oni pierwsi powinni nauczyć nas modlitwy. Małe dzieci często patrzą na dorosłych i ich naśladują. W tym momencie życia, rodzice, to wielkie autorytety.

Mówi się, że podróże kształcą człowieka. Zgadzam się z tym, ale także uczą. Tak samo jak opowieści. Ciekawie opowiedziane historie przez ludzi, którzy byli świadkami jakiegoś wydarzenia. Łatwiej nam jest zapamiętać takie wiadomości niż suche fakty.

Rówieśnicy- Czy oni też nas czegoś uczą? Oczywiście. Odgrywają dużą rolę w naszej „edukacji”. Przyjaźń, wiedza, której nie znajdziesz w żadnej książce. Sam musisz się jej nauczyć.

Uczenie się samego siebie… Każdy z nas jest inny, więc każdy czegoś innego się uczy. Codziennie uczymy się właśnie siebie. Jakie mamy zalety, jakie wady i jak z nimi żyć. Nieraz musimy nauczyć się na własnych błędach by wiedzieć jaką wybrać drogę.

Najważniejsze, dla każdego chrześcijanina jest nauczenie się żyć jak Jezus. Postępować jak On postępował. Uczyć się z jego nauk i wypełniać je w życiu.

Powinniśmy uczyć się dla własnego siebie.

Posiane

„Musimy dbać o swoje posadzone nasiona. Pielęgnować je by nie zaschły. Mimo obumierania ciała nasz duch pozostaje w takiej postaci w jakim Go zostawimy.”

Żyzna gleba, nawóz, dobre nasłonecznienie, podlewanie i zasianie, a potem zbieranie plonów. To w wielkim skrócie robimy by uzyskać coś pożytecznego, coś do zjedzenia. Człowiek napracuję się przy tym nie mało i oczywiste jest, że jest dumny i szczęśliwy jeśli plon okaże się użyteczny. Wiadomo jest, że będąc w sklepie i patrząc na warzywa, czy owoce, szukamy tych najlepiej wyglądających, tych dużych, nie mizernych. Dlatego człowiek, który uprawia ziemie raduje się z dużych plonów, bo wie, że będzie miał zysk.

Tak samo jest z nami. Uprawiamy ziemie, jaką jest nasza dusza. Kiedy ją nawadniamy i dbamy o nią mamy nadzieję, że przyniesie dobry plon. Na co nam się przyda opuszczona, źle uprawiana gleba?  Nie przyniesie ona spodziewanych plonów.

„I mówił im wiele w przypowieściach tymi słowami:
«Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał, niektóre [ziarna] padły na drogę, nadleciały ptaki i wydziobały je. Inne padły na miejsca skaliste, gdzie niewiele miały ziemi; i wnet powschodziły, bo gleba nie była głęboka. Lecz gdy słońce wzeszło, przypaliły się i uschły, bo nie miały korzenia. Inne znowu padły między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je. Inne w końcu padły na ziemię żyzną i plon wydały, jedno stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny.  Kto ma uszy, niechaj słucha!». ” (Mt 13, 3-9)

„Dzisiaj zasieje ziarno nadzieje. Pora już ruszać na cały świat. Nie jedno padnie na żyzną glebę. Trzeba już wstać i pora je siać!”

Umocniona

Świadectwo… Jak to było

Czuję od paru dni, że chcę coś powiedzieć. Zachęcić młodzież na rekolekcje, które zmieniły bardzo dużo w moim życiu. Więc ten wpis poświęcę świadectwu, opowiedzeniu jak to było.

                Parę lat temu, dokładnie w 2013r. pojechałam na pierwsze moje rekolekcje, które trwały 10 dni. Odbywały się nad morzem i pamiętam, że było fajnie, ale byłam dzieckiem, więc nie przeżywałam ich jakoś szczególnie. Traktowałam to jako zabawę. I moja animatorka może przyznać mi rację, bo odzywałam się tylko na tematy, które w danym momencie nie były ważne. Po prostu wtedy, bałam się jeszcze cokolwiek mówić „mądrego”.  Wspominam je miło i ciepło. Jednak z roku na rok podobało mi się coraz bardziej. W 2014r. pojechałam z innej diecezji, do ludzi których nie znałam. Jestem raczej taka, że wolę wszystkich znać, bo boję się nowych osób. A tam musiałam otworzyć się na ok. 50 nowych ludzi. Niektórzy się dobrze znali, niektórzy byli tak jak ja pierwszy raz wśród nieznajomych twarzy. Po 15 dniach cały ten strach, jak będzie odleciał, jakby go w ogóle nie było. W te wakacje byłam znowu z moją diecezją i na razie widzę najwięcej owoców. Może dlatego, że jestem starsza i więcej rozumiem.

                Każde rekolekcje pokazywały mi co innego. Pomagały odkrywać Boga i funkcjonować wśród ludzi. Po 4 latach jeżdżenia zauważyłam, że dzięki tym wyjazdom nauczyłam się być sobą, tworzyć coś z innymi ludźmi. Kiedyś bałam się mówić co myślę, mówić o Bogu. Wolałam robić z siebie głupka by być śmiesznym. Dzięki oazie także piszę. Umiem zauważać moje zalety, a także wady, które próbuję naprawiać.  

                Poznawanie nowych ludzi na rekolekcjach to zawsze poznawanie nowych przyjaciół. Zdajesz sobie sprawę, że jakkolwiek nie będzie wyglądała twoja droga oni zawsze będą gotowi cię wspomóc. Nie tylko modlitewnie, ale także słowem czy gestem. Poznałam tylu ludzi, z tyloma się związałam. Z niektórymi mam kontakt do dziś. To właśnie oni zachęcali mnie bym pojechała jeszcze raz, bym dała się „zagarnąć”. Już wtedy wiedzieli, że każdemu potrzebny jest taki czas. Teraz ja wiem, że muszę robić co oni wtedy. Zachęcać. Choć po 15 dniach umieliśmy się pokłócić, pokrzyczeć to umieliśmy także sobie wybaczyć. Pewnie każdy się kiedyś męczył, bo widzieliśmy się cały czas. Jednak po tylu dniach płaczemy wręcz żeby nie wyjeżdżać. Nigdy nie zapomnę tych wszystkich świadectw młodzieży, które zawsze podnoszą mnie na duchu. Nie zapomnę podanych rąk pomocy gdy błądziłam, czy zwykłego przytulenia gdy płakałam. Oaza to taka duża rodzina. A za rodziną się tęskni, rodzinę trzeba poznawać.

                Najważniejszy był Bóg. To wśród Niego się poznawaliśmy. To On pomagał nam odkryć naszą wiarę, posługując się kadrą animatorską i każdym innym człowiekiem. Plan zawsze był napięty lecz w każdym można było na inny sposób spotkać Boga. Cisza, którą nie raz szukam w życiu codziennym odnajdywałam właśnie tam. To dzięki wyjazdom i stałej formacji potrafię czytać Pismo Święte. Nie zwlekam ze spowiedzią, bo właśnie na rekolekcjach poczułam miłosierne wybaczenie. Wczoraj była Niedziela Dobrego Pasterza. Owce słuchają Jego głosu. Bóg do mnie dziś mówi: „Dominika, powiedz innym gdzie można Mnie znaleźć.” Jestem pewna, że to mi mówi!

                Kończąc… Chciałabym Was zachęcić, bo naprawdę warto. Dzięki tym rekolekcją zrozumiałam bardzo dużo. Tak naprawdę nie da się tego opowiedzieć. To trzeba przeżyć. Jest MEGA. Nic innego nie umiem powiedzieć.