Ja go nie znam

Czasami dla wygłupów, mówimy do przyjaciółki, że jej nie znamy. Zdarza się nam też udawać, że nie znamy partnera/ partnerki z którym wybieramy się na miasto. Czasami nie wiadomo dlaczego boimy się pokazać, że kogoś lubimy. Wszystko przez to, że boimy się opinii innych ludzi lub ich gadulstwa.

Zastanawiające, że właśnie takie sytuację sprawiają od razu, że się cofamy. Udajemy, tuszujemy, często kłamiemy lub po prostu uciekamy.

W grupie ludzi wierzących nie boisz się mówić o Bogu. Nie boimy się wykonywać znaku krzyża, śpiewać piosenek religijnych czy po prostu przyznać się, że wierzymy. Łatwo nam jest, bo wiemy, że ci ludzie mają wartości podobne do naszych. Inna sytuacja, gdy widzimy się ze znajomymi, którzy nas znają, a negują kościół. Trudno jest w takich sytuacjach coś powiedzieć, a co dopiero pośpiewać piosenki religijne. Sama czasami łapie się na tym, że omijam ten temat, jakbym się go bała. Jakbym nie znała Boga, kryła się z tym. Przyjąć słowa pogardy, ośmieszenie czy wyśmianie jest znacznie trudniejsze niż aprobatę.

Jan Chrzciciel, którego wspomnienie dzisiaj mamy, jest wzorem odważnego przyznawania się do Jezusa Chrystusa. Swoją posturą i postawą bycia mógł przerażać, a i tak miał słuchaczy. Nawracał, udzielał chrztu i się przyznawał. Robił to przez całe życie, co oczywiście nie wszystkim się podobało. Nie patrzył jednak na to. Wiedział, że ma misje od Boga. Po to się narodził.

Wszystko co otrzymujemy to łaska. Świadome i odważne świadczenie w najgorszych sytuacjach to łaska Boga.

Do każdego więc, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. (Mt 10, 32-33)

Odwagi.

Umocniona

Jaką ja mam wiarę?

Czasami wydaje się nam, że wiara to taka prosta czynność. Wierzymy komuś na słowo, wierzymy, że będziemy w domu bezpieczni, wierzymy, że będziemy szczęśliwie żyć itd. Jeśli wierzymy to także mamy nadzieję. Mamy nadzieję, że ktoś mówi prawdę, mamy nadzieję, że dostaniemy potrzebne bezpieczeństwo, mamy nadzieję, że będziemy szczęśliwie żyć itd. Nierozłączne, odchodzące od siebie, wierzymy i mamy nadzieję.

Wiara w Boga jest nieraz bardzo ciężką rzeczą do wyobrażenia. Często mówi się, że Boga nie widzieliśmy dlatego nie wierzymy. Znacznie łatwiej wierzyć jest w coś co możemy zobaczyć gołym okiem, zobaczyć namacalnie, zrozumieć i pojąć. Jednak co to by był za Bóg jeśli umielibyśmy go zrozumieć?… Nawet gdybyśmy urodzili się za czasów Jezusa nie wiadomo ilu z nas by uwierzyło, że jest Synem Bożym. Przecież to trudne do zrozumienia. Pozostaje nam wiara, nadzieja i nierozłączna miłość. Wierzymy, że jest, mamy nadzieję, że jest. Kochamy Go, ale wiemy, że On kocha nas bardziej. Kiedy umrzemy to co zostanie z tych trzech?… Miłość. Nie będziemy musieli wierzyć, bo już będziemy wiedzieć, nie będziemy musieli mieć nadziei, bo już się przekonamy. Jednak miłość zostanie, aby kochać bezgranicznie. Powstanie w nas łaska kochania bezgranicznie. Niepojęte, skomplikowane. To nawet lepiej, że nie wszystko możemy zrozumieć. Zdajmy się na łaskę…

Wróciłam z Oazy Nowego Życia i Elbląskiej Pielgrzymki Pieszej z wiedzą, że moja wiara jest tak słaba, taka malutka. Normalnie, zanim jeszcze w jakąkolwiek trasę wyruszyłam, wiedziałam, że z prawą nogą nie będzie najlepiej, ponieważ taka ona zawsze była niesforna i zawsze coś się z nią dzieje. Gdy szłam na Jasną od 3 dnia bolała mnie prawa noga w kostce. Smarowanie kremem, opaska uciskowa i w drogę. Nie czułam wtedy, aż takiego bólu. Był jednak taki etap, dnia 8, że szliśmy naprawdę szybko i moja kostka przypominała mi o sobie pulsującym bólem. Płacz przez całą drogę i tylko liczenie na to, aby jak najbliżej postój. W głowie słowa, które wylosowałam: „Powstań, ty, który straciłeś nadzieję. Powstań, ty, który cierpisz. Powstań, ponieważ Chrystus objawił ci swoją miłość i przechowuje dla ciebie nieoczekiwaną możliwość realizacji”~ św. Jan Paweł II. Do końca tego dnia musiałam jechać autobusem, a kostka jak bolała, tak bolała. Przyznam się bez bicia, że przestałam wierzyć już medycznym, że to ścięgno. Choć nie znam się na medycynie, stwierdzałam, bałam się tego, że to stłuczona kostka. W tą nogę już nie raz tak miałam. Bałam się tego… Wieczorem przed punktem medycznym podszedł do mnie kolega z mojej grupy i spytał jak się trzymam. To mu odpowiedziałam szczerzę, że boję się o moją kostkę. Jego słowa wtedy zwaliły mnie z nóg: „To się pomódl, to jutro już cię nie będzie bolało.” Powiedział to tak pewnie, a ja pomyślałam sobie, że wierzę w Boga, ale tak się nie stanie nawet jak się pomodlę. Powiedziałam temu chłopakowi tak, na co on, że w takim razie to on się pomodli. Następnego dnia mogłam iść, ale trochę bolało. Dwa dni później nie bolała wcale. Mogłam nawet nie zakładać bandażu elastycznego, a ostatniego dnia, na chrzcie, mogłam nawet biegać. I wtedy zadałam sobie pytanie. Jaką ja mam wiarę?…

Umocniona

Nie lękaj się!

Gdy tłum został nasycony, zaraz Jezus przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy. Gdy to uczynił, wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić. Wieczór zapadł, a On sam tam przebywał. Łódź zaś była już sporo stadiów oddalona od brzegu, miotana falami, bo wiatr był przeciwny. Lecz o czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze. Uczniowie, zobaczywszy Go kroczącego po jeziorze, zlękli się myśląc, że to zjawa, i ze strachu krzyknęli. Jezus zaraz przemówił do nich: Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się! Na to odezwał się Piotr: Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie! A On rzekł: Przyjdź! Piotr wyszedł z łodzi, i krocząc po wodzie, przyszedł do Jezusa. Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: Panie, ratuj mnie! Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc: Czemu zwątpiłeś, małej wiary? Gdy wsiedli do łodzi, wiatr się uciszył. Ci zaś, którzy byli w łodzi, upadli przed Nim, mówiąc: Prawdziwie jesteś Synem Bożym. (Mt 14,22-33)

W dzisiejszej, dobrze znanej, Ewangelii ukazany jest św. Piotr, który kroczy po wodzie do Jezusa. Dopóki widzi Go i wierzy Mu nie tonie. Dopiero, jak dosięga apostoła strach, lęk wtedy zaczyna się topić. Jezus nie patrzył na to z założonymi rękami. Pomaga mu stanąć z powrotem na nogach. Pytając się dlaczego zwątpił. Właśnie dlaczego?…

Mimo, że wierzę, lęk to jest mój jeden z największych wrogów. Boję się hm… od groma rzeczy. Często przez to nie umiem spać, boli mnie brzuch, mocniej się trzęsę i myślę tylko o tym czego się lękam. Te wakacje miałam już pracowite. Byłam na swoich rekolekcjach, potem jako animatorka muzyczna na kolejnych i wczoraj wróciłam z pieszej pielgrzymki na Jasną Górę. Przed każdym z tych wydarzeń chodziłam jak w zegarku. Jednak najbardziej przejmowałam się pielgrzymkom i animatorowaniem. Obie te rzeczy robiłam pierwszy raz. Lęk nie wygrał ze mną tym razem. Nadal nie mogę uwierzyć, że szłam 11 dni. Doszłam. Gdyby nie to, że Bóg jest Wielki i On mnie do tego powołał dawno bym powiedziała: „Dość”.

Dlaczego wątpiłam? Dlaczego bałam się? Dlaczego apostoł Piotr zaczął tonąć, chociaż wiedział, że Jezus jest koło niego? Dla ludzi, dla nas, nie zrozumiałe jest robić takie rzeczy. Myślimy sobie, że nie damy rady. Niemożliwe jest dla niektórych pójście na pielgrzymkę czy powiedzenie świadectwa swojego życia. Niemożliwy nie raz wydaje nam się Bóg. Jasne, jest Wszechmogący, dlatego przez nas niezrozumiały, ale JEST.

Pielgrzymka dla mnie osobiście była nigdy nie do przejścia. Ja i chodzenie. Nie wiedziałam nawet dlaczego tam idę. Jednak plan Boży w tym był. I już mogę to przyznać. To było takie moje kroczenie po wodzie. Dopóki miałam przed oczami Jezusa wlokłam się, jakoś szłam. Kiedy traciłam Go z oczu, pojawiał się kryzys psychiczny, szło się naprawdę ciężko. Jakby tonęło się w pustce.

„Jezus uzdalnia powołanych, a nie powołuje uzdolnionych”

„I jak Izrael za Mojżeszem udaliśmy się.

Exodus nie będzie czekał, sam nie zrobi się

Booooo

Bóg każdego z nas wyzwala z niewoli Egiptu

On uwolni Cię

NIE LĘKAJ SIĘ!”