Jaką ja mam wiarę?

Czasami wydaje się nam, że wiara to taka prosta czynność. Wierzymy komuś na słowo, wierzymy, że będziemy w domu bezpieczni, wierzymy, że będziemy szczęśliwie żyć itd. Jeśli wierzymy to także mamy nadzieję. Mamy nadzieję, że ktoś mówi prawdę, mamy nadzieję, że dostaniemy potrzebne bezpieczeństwo, mamy nadzieję, że będziemy szczęśliwie żyć itd. Nierozłączne, odchodzące od siebie, wierzymy i mamy nadzieję.

Wiara w Boga jest nieraz bardzo ciężką rzeczą do wyobrażenia. Często mówi się, że Boga nie widzieliśmy dlatego nie wierzymy. Znacznie łatwiej wierzyć jest w coś co możemy zobaczyć gołym okiem, zobaczyć namacalnie, zrozumieć i pojąć. Jednak co to by był za Bóg jeśli umielibyśmy go zrozumieć?… Nawet gdybyśmy urodzili się za czasów Jezusa nie wiadomo ilu z nas by uwierzyło, że jest Synem Bożym. Przecież to trudne do zrozumienia. Pozostaje nam wiara, nadzieja i nierozłączna miłość. Wierzymy, że jest, mamy nadzieję, że jest. Kochamy Go, ale wiemy, że On kocha nas bardziej. Kiedy umrzemy to co zostanie z tych trzech?… Miłość. Nie będziemy musieli wierzyć, bo już będziemy wiedzieć, nie będziemy musieli mieć nadziei, bo już się przekonamy. Jednak miłość zostanie, aby kochać bezgranicznie. Powstanie w nas łaska kochania bezgranicznie. Niepojęte, skomplikowane. To nawet lepiej, że nie wszystko możemy zrozumieć. Zdajmy się na łaskę…

Wróciłam z Oazy Nowego Życia i Elbląskiej Pielgrzymki Pieszej z wiedzą, że moja wiara jest tak słaba, taka malutka. Normalnie, zanim jeszcze w jakąkolwiek trasę wyruszyłam, wiedziałam, że z prawą nogą nie będzie najlepiej, ponieważ taka ona zawsze była niesforna i zawsze coś się z nią dzieje. Gdy szłam na Jasną od 3 dnia bolała mnie prawa noga w kostce. Smarowanie kremem, opaska uciskowa i w drogę. Nie czułam wtedy, aż takiego bólu. Był jednak taki etap, dnia 8, że szliśmy naprawdę szybko i moja kostka przypominała mi o sobie pulsującym bólem. Płacz przez całą drogę i tylko liczenie na to, aby jak najbliżej postój. W głowie słowa, które wylosowałam: „Powstań, ty, który straciłeś nadzieję. Powstań, ty, który cierpisz. Powstań, ponieważ Chrystus objawił ci swoją miłość i przechowuje dla ciebie nieoczekiwaną możliwość realizacji”~ św. Jan Paweł II. Do końca tego dnia musiałam jechać autobusem, a kostka jak bolała, tak bolała. Przyznam się bez bicia, że przestałam wierzyć już medycznym, że to ścięgno. Choć nie znam się na medycynie, stwierdzałam, bałam się tego, że to stłuczona kostka. W tą nogę już nie raz tak miałam. Bałam się tego… Wieczorem przed punktem medycznym podszedł do mnie kolega z mojej grupy i spytał jak się trzymam. To mu odpowiedziałam szczerzę, że boję się o moją kostkę. Jego słowa wtedy zwaliły mnie z nóg: „To się pomódl, to jutro już cię nie będzie bolało.” Powiedział to tak pewnie, a ja pomyślałam sobie, że wierzę w Boga, ale tak się nie stanie nawet jak się pomodlę. Powiedziałam temu chłopakowi tak, na co on, że w takim razie to on się pomodli. Następnego dnia mogłam iść, ale trochę bolało. Dwa dni później nie bolała wcale. Mogłam nawet nie zakładać bandażu elastycznego, a ostatniego dnia, na chrzcie, mogłam nawet biegać. I wtedy zadałam sobie pytanie. Jaką ja mam wiarę?…

Umocniona

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *