„Wierzysz w siebie?”

W moim mieście jutro odbędzie się koncert charytatywny. Organizowany jest przez moją wspólnotę parafialną. Będzie śpiewała na nim scholka dziecięca, w której kiedyś byłam oraz diakonia muzyczna do której aktualnie należę. Wczoraj przed próbą nie wierzyłam, że ten koncert nam wyjdzie. Nie wierzyłam, że może się udać. Chciałam odpuścić. Nie wierzyłam w siebie. Dopiero po próbie moje wątpliwości zmieniły się w optymizm i radość, że będzie możliwość śpiewania dla innych.

Dlaczego często nie umiemy w siebie wierzyć? Nieraz nie umiemy się docenić, czasami się przeceniamy. Ma to związek z wiarą. Gdy wierzymy Bogu, wierzymy, że On nam we wszystkim pomoże. Mamy dziecięcą wiarę i ufność.

Pozytywny obraz siebie to cecha, której życzę każdemu. To spojrzenie w lustro i zauważanie w sobie tych dobrych i tych złych cech. To zdolność pewnego człowieka. Osoby, która wie co musi poprawić, a o co dbać w szczególności. To dziękowanie gdy jest się chwalonym i chwalenie talentem Boga. Wszystko to jest potrzebne do wiary. W moc Bożą, która jest w nas za Jego sprawą.

Stanięcie w prawdzie nie jest egoizmem. Każdy w czymś jest dobry i wiedząc o tym możemy wykorzystać to dobrze. Dzieląc się z innym, wierząc w siebie i chwaląc za to Boga.

Więc, więcej wiary w siebie!

Lepszy jest ten, który pracuje, a opływa we wszystko,
niż ten, co przechadza się poważany, a nie ma chleba.
Synu, ze skromnością dbaj o cześć dla swej osoby
i oceniaj siebie w sposób należyty. (Syr 10, 27-28)

Ciągłe nawracanie

Nawracanie czyli przemiana duchowa. Całe życie jest ciągłym nawracaniem. Wybieraniem między dobrem, a złem i naprawienie tych złych.

Mój młodszy brat, jak to dziecko w jego wieku, ma bardzo dużo zabawek. Porozrzucane są one nieraz po całym domu. Przez co narażane są na zdeptanie. Po przypadkowym zepsuciu jakiejś zabawki towarzyszy nam strach, który spowodowany jest wiedzą o tym jak zareaguje właściciel. Dziecko, które zobaczy swoją własność w naruszonym stanie zacznie płakać i pójdzie do dorosłego, żeby on mógł coś na to poradzić. Rodzic w tym momencie robi wszystko co w jego mocy, ale jeśli się nie udaje to idzie kupić nowe. Dziecko przestanie płakać, gdy zobaczy swoją zabawkę, w takim samym stanie, jak przed wypadkiem.

Nawracanie siebie to takie zmienianie wadliwej zabawki na nową. Oczywiście my to nie zabawki, więc u nas trudniej jest z naprawą. Spowiedź święta daje nam nową kartę, „czystą zabawkę”. Jednak ważne jest w tym trwać. Bóg, wszyscy świeci i anioły radują się przy każdym naszym nawróceniu. Cieszą się gdy znajdujemy dobrą drogę.

Dzisiaj dzień zaczął się wielką mgłą. Słabo co było widać. Szłam na przystanek autobusowy trochę z pamięci, a trochę z parzenia na zarysy otaczającego mnie świata, które co rano mijam. Co jakiś czas przejeżdżał samochód, który wprowadzał w tą mgłę, trochę światła. Idąc tak „na ślepo” zrozumiałam, że moja wędrówka przez życie wygląda podobnie. Nie wiem co mnie spotka w przyszłości jest to za mgłą. Zarysy, które kojarzę to sytuacje typowe takie jak przyjaźń, rodzina czy wspólnota. W tym marszu pojawiają się światła. Moje dokładnie jedno. Jezus Chrystus, który cały czas chcę mi coś pokazać. Nawracając się włączam „długie światła” i idę dalej.

Jak byś się czuł?

„Tak jak zapowiedziała o godzinie 1330  przyszła do mnie nie kto inny, a Angelika.

-Widzę, że nasza gwiazda miała za mało sławy i się pochorowała.- wycedziła na powitanie.

-Co?- spytałam zdziwiona i dotknięta.

-Jeszcze się głupio pyta. Jak to co? Sławna chcesz być i tyle. Dlatego, symulujesz chorobę  i od razu dostajesz role w filmie.

Czy ona serio tak myśli? Czy wszyscy w szkole tak myślą?

-Leżysz tu sobie i nie chodzisz do szkoły, a i tak dostajesz to co chcesz. A my? Uczymy się, aby nas wybrali, a nie jak ty!

Łzy leciały już mi po policzkach.

-Jak ty możesz?!- wrzasnęłam- Nie znasz mnie i osądzasz!

-Tak, a teraz sobie płacz. Nikt cię nie lubi słyszysz?! Nikt! Jesteś samolubną gwiazdą i tyle.

Tego było za wiele. Usiadłam na łóżku trzymając się za klatkę piersiową. Ból serca, ale inny ból. Ten był innego rodzaju. Jakby ktoś kroił mi serce na milion kawałeczków.

-Wyjdź!- krzyknął inny głos. Głos Kacpra.

-Ale…- teraz się zrobiła nieśmiała jak myszka.

-Powiedziałem wyjdź!-krzyknął ostrzegawczo.

Wybiegła. Sekundę później Kacper był koło mnie

-Wszystko dobrze?- zapytał.

Przytuliłam się do niego płacząc mocno.

-Chcę płakać, a powinnam się śmiać. Powinnam pokazywać, że jestem silna, pokazywać uśmiech na swojej twarzy, aby innym robiło się lżej na sercu. Ale Kacper ja już nie potrafię to mnie przerasta. Dlaczego ona się ze mnie śmieję?! Co ja jej zrobiłam?!

Stałam cała roztrzęsiona w jego ramionach. On bynajmniej nie myślał o mnie źle. Co on w ogóle we mnie widział?

-Jestem do niczego.- kontynuowałam wypowiedź cała już mokra od łez.- W ogóle nie powinieneś się ze mną za dawać. Co ty we mnie widzisz? Przecież jestem do niczego. (…)”

 

Tą opowieścią chcę zilustrować ocenianie. W dzisiejszym świecie często klepiemy słowa bez zastanowienia, z zazdrości. Nie potrafimy pogratulować, powiedzieć czegoś miłego tylko wykrzyczeć coś co nam się nie udało. Czy jednak warto? Julką z opowiadania mógł być każdy. Osoba bardziej wrażliwa weźmie każde nasze słowo do siebie. Będzie czuć się beznadziejnie, nic nie warta. Jak byś się czuł gdyby ktoś zaczął ci wyrzucać nawet Ciebie nie znając? Czy czułbyś się wtedy komfortowo?….