Pycha

„Jakie pyszne ciasto!” z zachwytem i pełną buzią powiedziała dziewczynka do swojej mamy. Mama uśmiechnęła się tylko, pogłaskała ją po włosach i podeszła do okna.

Oczywiście nie mam na myśli tej pyszności. Ten krótki tekst miał być tylko lekką refleksją nawiązującą do wcześniejszego wpisu, czyli bezinteresowności.

Przechodzę już do rzeczy. W środę zaczął się Wielki Post. Oczywiście mamy trzy najważniejsze filary przygotowania do Wielkanocy: post, modlitwa i jałmużna. Jest to także czas zastanawiania się nad życiem i grzechami. Dlatego więc zaczynam od pychy. Czym jest pycha? Jest to grzech. Prościej wyjaśnić się nie da. Zagłębiając się bardziej, pycha jest źródłem każdego grzechu. Jest ogniwem, który rozpala w nas tą grzeszną stronę. Pycha to przecenianie własnej wartości, swoich zasług, tego co możemy zrobić.

Jeszcze niedawno byłam przekonana, że nie jestem pyszna. Nie chodzę przecież i nie zadzieram nosa. Nie chcę robić niczego dla siebie. W jakim błędzie żyłam… Popełniając jakikolwiek grzech myślę tylko o sobie. O tym co jest dla mnie w danym momencie ważne.

Kłamie? Bo boi się skutków. Przechwala się? Chce zostać zauważony. Na mnie patrz, to Ja. Ja, Ja, Ja…  Gdzie w tym wszystkim jest Jezus? Gdzie Go schowaliśmy? Szukając własnych przyjemności gubimy rachubę.

Coś co jest pyszne, bardzo nam się podoba. Tak samo jak jakieś jedzenie. Grzech nam smakuje przez chwile, bo jest „nasz”, z naszej woli, naszej pychy, naszego egoizmu. Pycha to odwrotność bezinteresowności.

Umocniona

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *