Matka Boska Bolejąca

„Stabat Mater Dolorosa”

Krzyczeli: „Na krzyż! Na krzyż z Nim!”

Mój kochany, umiłowany Syn.

Założyli mu cierniową koronę,

Kazali przejść z krzyżem całą drogę.

Tyle razy potykał się, upadał,

Mało kto mu pomagał.

Pierwszy gwóźdź mu przybili,

Moje serce tym zabili.

Tyle ran na Jego ciele,

Nie przeżyję, mój Aniele!

Jego ciało takie nędzne, kruche…

Oddajcie mi Go! Ja Go utulę.

I umiera… I widzę Jego mękę.

Boże, gdzie ty jesteś?!

Ostatnie słowa wypowiada,

Łza po policzku moim spada.

Właśnie umarł mój syn,

Zbawiciel tego świata.

Jezus poniósł śmierć za każdy nasz grzech. Za ten który już popełniliśmy oraz za ten co popełnimy. Ciężko nam nieraz zrozumieć jaki to był ból, jakie cierpienie. Za każdym razem przeżywając Mękę Pańską nie potrafię sobie tego wyobrazić. Jak czuli się Jego bliscy? Jego najbliższa, kochająca Go Matka. Jego umiłowany apostoł Jan. Piotr który się Go zaparł. Maryja choć wiedziała, że tak być musi, czuła ból, który przeniknął jej serce. Za każdym razem gdy grzeszymy wbijamy gwóźdź w Jego ciało.

Pasterze ludu Bożego

Dziś święto wszystkich kapłanów, służby liturgicznej ołtarza oraz ustanowienie Eucharystii. To dzięki Mszy Św. możemy zbliżyć się najbardziej do Boga. To w niej Bóg dał nam swój największy dar, przyjmowanie Jego ciała. Jednak nie było by Mszy gdyby nie Ci, którzy ją sprawują. Znana nam grupa społeczna, oczywiście mówię o księżach. Nieraz nie doceniamy ich za to co dla nas robią. Oni jednak oddani Bogu dają nam Go w najpiękniejszej postaci.

„Choćby zebrało się tysiąc pastorów i teologów tysiąc doktorów i każdy nie wiem jak się wytężał to nie konsekrują, bo to nie księża.”

Ostatnio byłam na czuwaniu młodzieżowym diecezji elbląskiej, w którym poruszany był temat powołania kapłańskiego. Na początku wydawało mi się to śmieszne, bo było nas sporo kobiet, a jak wiadomo żadna z nas księdzem nie zostanie. Pozytywnie mnie zaskoczyli, tłumacząc nam i uświadamiając jak dużo zawdzięczamy księżą. Księża posługują w konfesjonale, mówią kazania i sprawują Msze Św. To jest to co muszą robić. Jednak bardzo często robią dużo więcej. Prowadzą jakieś grupy (wspólnoty), oddają swój czas i słuchają…

Często jednak zapominamy, że są grzesznikami, tak jak każdy z nas. Potrafimy ich oceniać, zamiast modlić się za nich, chociaż oni się za nas modlą. Droga kapłańska nie jest prosta. O tym jestem przekonana. Jednak zachwyca mnie ta droga. Tyle razy Jezus posyła apostołów, aby zbierali żniwo, byli pasterzami, czynili to co On na pamiątkę tej ostatniej nocy przed Jego pojmaniem.

Każdy kapłan jakiego w życiu poznałam czegoś mnie nauczył. Nawet taki, z którym nie najlepiej się dogaduję. Jedni uczą mnie cierpliwości inni radości. Wszyscy zaś nauczają mnie miłości do Boga Ojca. Właśnie ta miłość sprawiła, że stoją przed nami jako kapłani. Każdy z nich przebywa inną drogę. Służą nam na wzór Jezusa Chrystusa. Każdy nawet jeśli naszym mniemaniem „zniechęcał nas do kościoła” zrobił dla nas coś dobrego. Nasza wiara to nie wiara w grzesznych ludzi, ale w miłosiernego, kochanego Boga. Dlatego gdy ktoś wierzy żadne zniechęcenie nie stoi na przeszkodzie. Za nich wszystkich codziennie powinniśmy się modlić.

Mam bardzo dobrą pamięć. Mogę sobie przypomnieć bardzo dużo sytuacji, w których Bóg posyłał mi właśnie księży. Ucząc mnie różnych rzeczy.

„Gdyby zniesiono sakrament święceń, nie mielibyśmy Pana. Któż Go złożył tam, w tabernakulum? Kapłan. Kto przyjął waszą duszę, gdy po raz pierwszy wkroczyła w życie? Kapłan. Kto ją karmi, by dać siłę na wypełnienie jej pielgrzymki? Kapłan. Któż ją przygotuje, by pojawiła się przed Bogiem, obmywając ją po raz ostatni we Krwi Jezusa Chrystusa? Kapłan, zawsze kapłan. A jeśli ta dusza umiera ze względu na grzech, kto ją wskrzesi, kto da jej ciszę i pokój? Znowu kapłan… Po Bogu kapłan jest wszystkim!… On sam pojmie się w pełni dopiero w niebie.” św. Jan Maria Vianney

„Kapłaństwo i Eucharystia. Dwa ściśle powiązane ze sobą sakramenty, bo gdyby nie ksiądz kto niósłby nam Jezusa? A gdyby nie Eucharystia to czym kapłan wyróżniałby się od innych wiernych. Czy mimo tego nierozerwalnego połączenia duchownych z samym Chrystusem zawsze patrzymy na księży z należytym im szacunkiem? Przecież tych ludzi powołuje sam Bóg. Czy nam dane jest podważać jego wybór? Aby docenić kapłaństwo należy zastanowić się kogo widzę patrząc na tego mężczyznę przy ołtarzu.  Czy moja wiara jest na tyle głęboka żeby w tym księdzu zobaczyć szybę, za którą stoi nasz Zbawiciel? Jeśli nie, to może powinienem zarzuty postawić najpierw sobie. Według mnie kapłaństwo to droga dla najodważniejszych. Nieważne jaką ksiądz ma osobowość, wygląd, wady, zalety. Kiedyś powiedział  Bogu tak, a to niełatwe. Wielokrotnie nie chcemy zgodzić się z Nim w małych sprawach,  a co dopiero oddać Mu całe swoje życie. Ot tak po prostu pójść za Nim jak apostołowie.
Każdy pasterz kształtuję zarówno naszą wiarę jak i po części charakter, zaszczepia nowe wartości. Czego szczególnie świadoma jest służba liturgiczna. Jesteśmy dumni ze swoich kapłanów. Zarówno obecnych jak i tych którzy nie pracują już w tej parafii. Często przypominam sobie jak jeden z księży mawiał o nas, że jesteśmy filarami tej parafii, ale przecież każdy filar ma swój początek w fundamentach, które w tym przypadku są  naprawdę mocne. Drodzy księża to Wy jesteście fundamentem tego Kościoła. Jeśli kiedykolwiek Bóg powoła, któregoś z nas by poszedł tą drogą dla odważnych, niech przypomni sobie to co wyniósł z rodzinnej parafii, bo tu ma piękny wzór do naśladowania. Oddanie, pokora, zamiłowanie do Eucharystii i otwartość na dary Ducha Świętego, który wciąż w Was działa. Dziś świętując dzień ustanowienie kapłaństwa chcemy szczególnie podziękować Wam za obecność, poświęcany czas, cierpliwość, a także za to jak obficie dzielicie się z nami łaskami otrzymanymi od Pana. W tym dniu życzymy Wam zdrowia, siły do dalszego działania i wytrwania na tej jakże trudnej, ale i pięknej drodze.”

Te życzenia napisane zostały przez służbę liturgiczną z mojej diecezji. Chciałabym żeby zostały Wam te wszystkie słowa, a kapłanom życzę tego samego co Ci chłopacy.

Chwała Panu!

Umocniona

 

Wytrzeszcz

Został ostatni tydzień do najbardziej wyczekiwanych przez chrześcijan świąt Wielkiej Nocy. Już od jutra każdy dzień nosi przydomek „Wielki”. Przeżyliśmy już 34 dni postu. Jedni lepiej, drudzy gorzej. Możemy się zadręczać, że coś nam nie wyszło, nie dotrwaliśmy w poście, czy tak szybko zleciał, że nawet nie zauważyliśmy gdzie. Polecam osobiście tego nie robić. Został nam tydzień! Warto dziękować za to co się już udało i spróbować jak najlepiej przeżyć końcówkę postu.

Wytrzeszcz. Dość dziwne słowo, ale bardzo ciekawe. Dokładnie mówi się na to Wyprawa Otwartych Oczu. Przez uczestników rekolekcji oazowych najczęściej nazywany jest jako wytrzeszcz oczu. O co w tym chodzi? To bardzo proste. Wyprawa Otwartych Oczu polega na dopatrywaniu się działania Boga wszędzie gdzie jesteśmy. Szukanie Go w przyrodzie, ciszy, drugim człowieku, trudnych pytaniach… Wszędzie gdzie się znajdujemy. Dlatego nazywamy to zadanie wytrzeszczem, ponieważ wymaga od nas otwarcia szerzej oczu. Na rekolekcjach ten punkt programu jest zawsze na świeżym powietrzu. Chodzi o znalezienie piękna w stworzeniu Boga. „A Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre. I tak upłynął wieczór i poranek – dzień szósty.” (Rdz 1, 31)

Można wymyślać jakieś specjalne zadania. Można wyciągnąć jakiś cytat i spróbować zauważyć go w swoim życiu. Dzięki Wyprawie Otwartych Oczu uczestnicy rekolekcji uczą się zaufania, dbania o przyrodę, pochwały stworzenia czy normalnej nauki kościelnej w formie obrazowej.

Przez ten tydzień mam zamiar jak najlepiej przygotować się do świąt Wielkanocy. Wiem, że pomysł patrzenia na świat oczami szerzej otwartymi mi pomoże. Spróbuj przeżyć ten tydzień jak najlepiej! Radosnym bądź, rozdawaj tą radość, chwal Boga i ufaj. Zachęcam Cię! Może wpadniesz na jakiś ciekawy pomysł na swój własny wytrzeszcz. To może być wszystko. Kiedyś przez całe wakacje wychodziłam z moją młodszą siostrą i rozmawiałam na temat tego co nas dręczyło, ciekawiło czy dziwiło. Sama często słucham śpiewu ptaków i cieszę się, że mam wokół siebie aż taką ciszę. Przyszła wiosna należy z niej skorzystać jak najlepiej.

Chwała Panu!

Umocniona

„Nie poddawaj się!”

„Nie poddawaj się!”

Nie poddawaj się
Gdy coś idzie źle
Gdy porażka znów nie ominie Cię.
Łap za ster
Ster zbawienia
Pokochaj to co robisz
I się nie zmieniaj.
Akceptuj te trudy, narzekania
Cudem jest dzień, który wstaje z rana.
Z miłością Bóg przychodzi znów
W każdy dom, w każdy próg.
Jest wśród życzeń i uśmiechów
Po prostu w każdym człowieku.

Rok za rokiem

Dziś mija dwa lata odkąd założyłam bloga na portalu deon.pl. Nie mogę uwierzyć, że to tak szybko mija. Wydaję mi się, jakbym jeszcze niczego ważnego tutaj nie poruszyła. Z drugiej strony wydaję mi się, że już nie mam tematów do poruszania….

Najczęściej kiedy mam pisać przychodzi refleksja, chwila przerwy od świata, zastanowienie się nad najważniejszym aspektem życia, czyli zbawieniem. Cieszę się, że są osoby, które to czytają. Zawsze mam nadzieję, że cokolwiek Wam to daje. Wierzę, że Bóg powołał mnie do dawania takiego świadectwa. Bardzo często daje mi znaki, że robię zgodnie z jego wolą. Raduję się moje serce gdy czytam każdy komentarz, bo to pokazuję mi działanie Boga w Was.

Gdy słyszę słowo „Umocniona” uśmiecham się szerzej i wznoszę oczy ku niebu. Tam zawsze znajduję ukojenie, umocnienie w wierze. Te słowo jest takim wypełnieniem Boga w moim życiu.

Mimo, że dopiero od dwóch dni mam 17 lat czuję, że mogę coś przekazać światu. Co to jest? Sama nie do końca umiem powiedzieć.

„Pan Bóg Mnie obdarzył językiem wymownym, bym umiał przyjść z pomocą strudzonemu, przez słowo krzepiące. Każdego rana pobudza me ucho,
bym słuchał jak uczniowie. Pan Bóg otworzył Mi ucho, a Ja się nie oparłem
ani się cofnąłem.” (Iz 5, 4-5)

Umocniona

 

„Zazdrość cieniem sławy”

„Invidia gloriae umbra est”

Zazdroszczę znów

Wchodzę w gnój.

Kolejna łza, kolejny bezdech

I znów emocjonalna śmierć.

Jestem zdrowa

Fizycznie nieskazitelna

Psychicznie umieram.

Tak wygląda moja męka.

Prawda boli

Prawda rozwala

Milknę ja

Mój mózg nawala.

Mamy dwa rodzaje zazdrości, zdrową i chorobliwą. Na czym one polegają? Pierwsza objawia się wtedy kiedy widzimy, że ktoś jest od nas lepszy i chwalimy go za to. Mówimy, że zazdrościmy mu np. jak gra na pianinie, bo sami byśmy tak nie potrafili. Zdrowa zazdrość nie jest zła. Ona tak naprawdę uświadamia nas, że ktoś może być lepszy, a my możemy się cieszyć z jego sukcesów wraz z nim. Jest jednak ta druga zazdrość. Ta która sprawia, że życzymy komuś źle. Zazdrościmy na tyle, że wolelibyśmy, aby tego talentu, rzeczy, nie miał. Obgadujemy za placami, denerwujemy się wewnątrz . Modlimy się by się mu nie powiodło i cieszymy się kiedy popełni błąd, straci rzeczy i okaże się, że jesteśmy lepsi. Czasami ma to jeszcze gorsze skutki.

Sama zazdrość może chodzić za nami co chwile. Trochę wiąże się to z własnym niedocenianiem, albo pysznością. Jak ktoś może być lepszy ode mnie? Przecież jestem wspaniały, tyle ćwiczyłam… Niech Bóg mi da taki talent jak jemu. Czemu ja takiego nie dostałam? Już bardziej beznadziejnego nie umiałeś mnie stworzyć.

„Jest zaś rzeczą wiadomą, jakie uczynki rodzą się z ciała: nierząd, nieczystość, wyuzdanie, uprawianie bałwochwalstwa, czary, nienawiść, spór, zawiść, wzburzenie, niewłaściwa pogoń za zaszczytami, niezgoda, rozłamy,  zazdrość, pijaństwo, hulanki i tym podobne. Co do nich zapowiadam wam, jak to już zapowiedziałem: ci, którzy się takich rzeczy dopuszczają, królestwa Bożego nie odziedziczą.  Owocem zaś ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność,  łagodność, opanowanie. Przeciw takim [cnotom] nie ma Prawa. A ci, którzy należą do Chrystusa Jezusa, ukrzyżowali ciało swoje z jego namiętnościami i pożądaniami. Mając życie od Ducha, do Ducha się też stosujmy.  Nie szukajmy próżnej chwały, jedni drugich drażniąc i wzajemnie sobie zazdroszcząc.” (Gal 5, 19-26)

Moim sposobem na zazdrość jest powtarzanie sobie, że mam wszystko co potrzebuję. Im bardziej wierzysz w siebie i w to, że Bóg obdarzył Cię wszystkim co jest Ci teraz potrzebne, tym łatwiej jest nie zazdrościć. Sama się o tym przekuję.

Umocniona