Boże cytaty

Gdy w marcu dostałam na urodziny mały notesik od mojej przyjaciółki zastanawiałam się, jak mogę go użyć. Zawsze te małe zeszyciki zostawały w pudełku i rzadko kiedy były przeze mnie używane. Nie chciałam by było tak tym razem. Wracając do domu otworzyłam go i przeczytałam zapisek, który napisała Gabrysia. Było na nim, abym zapisywała w tym notesie rzeczy, cuda, wszystko co sprawia, że wierzę w ludzi, w świat. Do tego dodała cytat św. Augustyna. Znowu mam robić coś tylko dla siebie? Oj nie… W mojej głowie pojawiał się pomysł.

Jakbym tak zapisywała cytaty, słowa, które sprawiają, że Bóg jest bliżej mnie i rozdawała je ludziom? Wypisywała co jakiś czas, nosiła w tym notesiku i rozdawała, gdy będę miała odwagę?.. Czy to w ogóle jest dobry pomysł? A co jeśli nawet nie będę umiała tego wykonać? Mój strach był przeciwko temu pomysłowi. Muszę uzyskać potwierdzenie od Boga, bo inaczej nie dam rady. Czy Mu się to podoba?… W mojej szkole tydzień później odbywały się rekolekcje wielkopostne z zespołem muzycznym „Testimonium.” Przez pierwszy dzień zaczęli oni nawiązywać do swojej piosenki „Lawina”, zachęcając nas byśmy napisali na kartce co jest naszą lawiną dobra. Co robimy, aby nieść Boga ludziom, których mamy blisko siebie. Zadecydowałam wieczorem, że napisze mój pomysł na kartce. Następnego dnia ze strachu nie potrafiłam wrzucić tej kartki, więc dałam ją mojemu wychowawcy, żeby zrobił to za mnie. Mówiłam sobie w głowie, że jeśli mnie nie wylosują, nie zrobię kroku dalej. I co się wydarzyło? Jak można się domyślić wylosowali moją kartkę. No to trzeba wykonać obietnicę.

Na początku nie wychodziło mi to. Pierwsze kartki były przeze mnie wybierane i zostawiane tak, aby nikt nie zobaczył, że to ja. Dopiero gdy dostałam potwierdzenie od Boga, szło mi coraz lepiej. Nabierając odwagi wyjmowałam pliczek i mówiłam ludziom, żeby wylosowali. Większość pytało co to jest. Tłumaczyłam im mówiąc tylko, że to dla nich-cytat. Niektórzy pytali czy chce mi się tak to robić, czy nie lepiej drukować. Odpowiadałam wtedy, że czuję, że wtedy daje ludziom Boga osobiście. Wypisywanie cytatów nie trwa długo, a przynosi mi szczęście. Jeszcze większe gdy je rozdaje.

Czemu o tym piszę? To jest mój sposób dzielenia się zmartwychwstałym Jezusem. Nie robię tego, aby się pochwalić. Dziś były czytania o tym, żebyśmy trwali w Bogu. Dla mnie ten rodzaj służby, dość dziwny, jest odpowiedzią na wezwanie do działania. Wiem, że bez Ducha Świętego, nie potrafiłabym tego robić. Pewnie nawet bym na to nie wpadła. Nie wiem, jak długo będę to robić, na razie mam zamiar. I za to dziękuję Bogu z całego serca.

Umocniona

Bóg uzdalnia powołanych

Piszesz bloga?

Piszę.

Masz z tego jakiś zysk?

Zależy o jaki zysk Ci chodzi…

Czy dostajesz za to pieniądze?

Oczywiście, że nie. Mało tego, ja nawet nie wiem ile osób to czyta.

To dlaczego to robisz?

To częste pytanie, które słyszę. Po co w ogóle piszę? Nie mam z tego zysku materialnego, więc czemu? Czemu otwieram Worda, bloga, zeszyt i zapisuje w nich swoje przemyślenia, swoje świadectwa, cuda, pouczenia? Przecież dużo osób to robi, więc po co jeszcze mam ja?

Normalne pytania, które nieraz sama sobie zadawałam. Doszłam jednak do ważnego punktu w moim życiu. Nie wszystko co robię, robię dla zysku materialnego. Piszę, bo lubię to robić, bo w jakiś sposób czuję się do tego powołana.

Jeśli robisz coś tylko dla zysku materialnego musisz być nieszczęśliwym. Jeśli nie czujesz powołania do pracy, w której pracujesz musisz być często zdenerwowanym. W wieku szkolnym jesteś przymuszony do wszystkich przedmiotów, do tego by je mieć, wytrzymać je i zdać. Bardzo cieszę się, że to ostatni rok niektórych przedmiotów w moim życiu, bo uczenie się na nie jest wcale przyjemne. Jest to często bardziej zmuszanie niż sama przyjemność.

Dlatego tak ważne w naszym życiu jest powołanie. To do czego jesteśmy stworzeni, jakie mamy predyspozycje, ale też to co nam sprawia przyjemność. Przedmioty, praca, w której się uśmiechamy. Nie sama pensja, ale radość z wykonywanego zawodu, przedsięwzięcia.

Żeby znaleźć własne powołanie należy pytać oraz brać wszystkie możliwości pod uwagę. Zdarza się, że nasze powołanie łączy się ze strachem, lękiem i niepewnością. Czasami jest przez nas odrzucane, właśnie z tych powodów. Może pojawić się w nas samych też myśl, że się do danej czynności nie nadajemy, że jesteśmy za słabi. Bóg natomiast nie powołuje uzdolnionych lecz uzdalnia powołanych. Dobrym przykładem jest tu św. Piotr, rybak i pierwszy papież Stolicy Apostolskiej.

Zaczął się tydzień modlitwy o powołania kapłańskie i zakonne. Warto właśnie w tym czasie otoczyć wszystkich tych wezwanych przez Boga na szczególną Służbę. Umocnijmy ich w tym czasie szczególną modlitwą.

 

Szczęść Boże!

Umocniona

Tytuł mojego życia

Moje życie powinnam nazwać jakimś specjalnym tytułem. Nie pojawiłoby się w nim moje imię, nazwisko, czy ulubione słowo. Nie byłoby żadnych nazw kwiatów, kolorów, ulubionego krajobrazu, ukochanych cytatów czy wymyślnej nazwy poetyckiej. Na pewno znalazło by się w nim słowo strach, Bóg i cel. Właśnie to w życiu mnie mobilizuje. Chociaż pierwsze słowo raczej stopuje mnie w każdej rzeczy, którą mam pragnienie wykonać…

Jesteś osobą wolną. Nie będziemy cię zmuszali.” Tyle razy słyszałam to zdanie, kiedy ktoś nie chciał mnie przekonywać do czegoś co ja pragnęłam, ale czego się bardzo bałam. W tych momentach życia błagałam chociaż o jakieś mniejsze przejmowanie się daną sprawą, o zakończenie jej. Wiele razy słyszałam od Boga, że mam gdzieś iść, coś zrobić, jednak nie zawsze byłam otwarta na Jego polecenia. Moja noga ze strachu nie chciała nieraz robić pierwszego kroku. Zatrzymywałam się w miejscu i chciałam bezpiecznie trwać w czterech ścianach „szczęśliwego życia.” Ale co to za życie, w którym boisz się każdej swojej decyzji?

Bóg. To właśnie Jego poznaję od najmłodszych lat. To Mu próbuję ufać bezgranicznie. Wierzyć, że to co On mi szykuje jest znacznie lepsze od tego co ja chcę mieć. „Ufasz mi?” To zdanie w mojej głowie pojawia się za każdym razem, gdy czegoś się boję. Wypłyniesz na wierzch czy zostaniesz na dnie?

 I cel. Jaki jest mój cel? Zbawienie. Moim celem jest dostąpienie zbawienia. Moim celem jest pomaganie, co prawda bardzo liche, innym ludziom w znalezieniu Boga. Sposobów na to jest mnóstwo, nie należy się jednak bać ich realizować.  

 Mój strach uświadomił mi, że gdyby nie formacja i poznawanie Boga na różne sposoby tkwiłabym daleko na dnie. Mogę jednak stwierdzić, że tylko dzięki łasce Bożej moje życie jest lepsze niż w tamtym roku. Mogę przyznać, że czytanie Pisma Św., spotykanie się w dużej lub mniejszej wspólnocie, przyjmowanie Sakramentów, osobiste kierownictwo duchowe, zbliża mnie do Niego. Nie ja to sprawiam lecz ten, który jest moim Panem i Zbawicielem.

 Dlatego warto się wysilać, warto ruszyć się z domu.  Osobiście zachęcam na Oazy wakacyjne, popytajcie w swoich diecezjach. Jeśli jednak już wiecie, że to nie to spróbujcie innych doświadczeń. Każdy ma swoją drogę wyznaczoną przez Pana. Jeśli jednak nie spróbujesz, nie przekonasz się, czy to aby nie Twoja droga

Chwała Panu!

Córka Światła

A jednak piszę wam o nowym przykazaniu, które prawdziwe jest w Nim i w nas, ponieważ ciemności ustępują, a świeci już prawdziwa światłość. Kto twierdzi, że żyje w światłości, a nienawidzi brata swego, dotąd jeszcze jest w ciemności.  Kto miłuje swego brata, ten trwa w światłości i nie może się potknąć. Kto zaś swojego brata nienawidzi, żyje w ciemności i działa w ciemności, i nie wie, dokąd dąży, ponieważ ciemności dotknęły ślepotą jego oczy.” (1J 2, 8-11)

Przystępując do bierzmowania każdy kandydat wybiera sobie imię. Dokładnie patrona, którego bierze, aby wstawiał się za niego u Boga. Najważniejsze w szukaniu świętego jest patrzenie na życiorys, nie na imię. Bardzo długo zastanawiałam się jakiego wybrać patrona. Kim ma być? Którą wybrać? W końcu przeczytałam o niej w książce. Św. Filomena. Pierwsza moja reakcja? Jakie dziwne imię, nie wezmę jej. Jednak z dnia na dzień coraz bardziej się przekonywałam. Ostatnim potwierdzeniem, że właśnie tą patronkę mam wybrać były wyżej napisane słowa. Czytając je bardzo zapragnęłam żyć w Światłości. Żyć dla Boga, ale przede wszystkim dla drugiego człowieka. Imię Filomena oznacza: „córka Światła.” Tak oto zostałam Dominiką Filomeną, czyli należącą do Pana, córką Światła.

Trwa wiosna, na dworze coraz dłużej świeci słońce. Ludzie jeżdżą na rolkach, deskorolkach, rowerach, biegają czy też spacerują. Z kimś lub w pojedynkę. U każdego z nich widziałam dziś radość. To właśnie światło słońca, które ogrzewa pierwsze dni wiosny, sprawiło, że ludzie wychodzą na dwór. Cieszą się z ciepła i światłości.

No właśnie światło daje ciepło. Stworzone jest by dawać ciepło i cieszyć. Więc czym jest kroczenie w Światłości, a czym w ciemności?

Św. Jan porównuje Światło do Boga. „Bóg jest światłością i nie ma w nim żadnej ciemności.” (1J 1, 5b) Możemy więc wywnioskować, że światłość jest dobra, a ciemność zła. Autor zwraca także uwagę, na najważniejsze przykazanie- przykazanie miłości. Nie możemy powiedzieć, że postępujemy zgodnie z Jego wolą, jeśli nienawidzimy. Obojętnie kogo nienawidzimy, nawet jeśli siebie samego. Każdego człowieka Bóg traktuje indywidualnie i najlepiej.

W ciemności trudno się odnaleźć, trudno się nie potknąć. To zasłona przed oczami, która robi wszystko byśmy nie potrafili widzieć. To pycha, która nie pozwala się nam nawrócić. To ciągłe usprawiedliwianie swoich czynów, to bycie dalej od Boga.

TERAZ! Teraz jest okazja, żeby zmienić zdanie. Żeby prawdziwie wybaczyć. Przestać nienawidzić, zacząć kochać. Życzę Wam i sobie życia w Światłości. Niech Miłosierny Bóg będzie z Wami wszystkimi. Z Bogiem bracie, siostro.

„Należąca do Pana, córka Światła”

-Umocniona

Słońce, miłosierdzie, radość i zmartwychwstanie

Jezus ZMARTWYCHWSTAŁ! Nie, że się obudziłam, ale właśnie w moim życiu zmartwychwstał na nowo! Myślałam, że nie przeżyłam tych świąt, że przeżyłam je za szybko. Jednak przez cały ten tydzień Bóg mówił mi, że Jezus umarł i ZMARTWYCHWSTAŁ właśnie dla mnie. Na odkupienie moich grzechów. W swoim miłosierdziu nie pamięta żadnego mojego grzechu tuż po rozgrzeszeniu usłyszanym w konfesjonale za każdym razem gdy do niego idę. Moja radość była, nadal jest, widzialna z paru kilometrów. Możliwe też, że pogoda tak na mnie działa i to, że za 3 dni przyjmę bierzmowanie.

Czy słowa mogą w ogóle oddać to co czuje człowiek, który zrozumiał jak ważne jest dla niego zmartwychwstanie? Nie. Dlatego ten wpis nie będzie długi.

Muszę wam jednak powiedzieć co zrozumiałam przez ten tydzień, począwszy od Wielkiego tygodnia. Po pierwsze nie masz się czego lękać, bo On jest zawsze z Tobą. Nie zawsze będzie tak jak chcesz, żeby było. Jednak On wie lepiej co jest ci potrzebne. Żeby żyć w świetle musisz nauczyć się kochać bliźnich. Nie ma po co się kłócić gdy wiesz, że nie masz racji. Musisz zauważać dobro, które cię otacza i częściej je chwalić. Przyznać przed samym sobą, że potrzebujesz miłosierdzia i codziennie próbować walczyć z pokusami.

Jak ja kocham wiosnę! Słońcem, gwiazdy, cały ten piękny krajobraz! Życzę Wam wszystkim, żebyście też zauważyli jak w tym roku zmartwychwstał dla was Bóg. Jeśli już wiecie, dzielcie się tym z innymi. Kiedyś napiszę w jaki sposób ja próbuję to robić. Miłego tygodnia! 🙂

Dominika- Umocniona