Wewnętrzny bunt

Ktoś podaje mi rękę na przeprosiny, a ja myślę czy to prawdziwe. Ktoś chwali mnie za coś w czym nie czuję się dobra i zastanawiam się czy ze mnie nie drwi. Ktoś karze mi coś zrobić, a ja czuję, że nie podobałam, że to za dużo. Ktoś mnie uciszy, ale ja nic nie zrobiłam itd. Odzywa się nagle wewnętrzny bunt.

Bunt pojawia się w nas i może zostać uciszony lub wysłuchany. Gdy dzieję się to drugie mogą wyjść nie miłe sytuacje. Kiedy zostaje uciszony często dręczy nas w środku. Jak ktoś mógł się odnieść, że nie smakuje mu moja kawa? Czy ten człowiek ze mnie drwi, ja nie potrafię tańczyć przecież, a on mówi, że wywijam na parkiecie?! Ogólnie emocje są obojętne, ale to my nadajemy im cechę albo negatywną albo pozytywną. Jeśli coś sprawia, że chodzimy poirytowali jest wielkie prawdopodobieństwo, że w końcu wybuchniemy. Nieraz zdarza się to przy małej sprawie, chociaż w głowie mamy większy scenariusz przyczyn obrażenia. Osoby z zewnątrz nie zawsze rozumieją nasze obrażenie.

Osobiście polecam wyjście z pomieszczenia gdzie znajduję się problem i chwilę ciszy z samym sobą. Przeanalizowanie sytuacji i wypowiedzenie wszystkiego Bogu. Może być na głos przecież nikt nam nie broni. Często nasz bunt w głowie brzmi lepiej niż gdy go wypowiadasz. Lepiej, żeby nie wynikały z niego sytuacje, w których nie potrafisz się z kimś pogodzić. Chociaż najlepszym sposobem jest rozmowa. Nic tak nie pomaga na bunt jak po chwili wytchnienia wszystko osobie, która cię zdenerwowała, mówisz. Nawet jeśli ona nic na to nie odpowie.

Musicie wybaczyć, że temat jest jaki jest. Ale to już trzeci post jaki zaczynam i naprawdę nie mam pojęcia czy jest to zrozumiale napisane. Mam nadzieję, że tak. Z Bogiem! 🙂

Umocniona

Posłuszeństwo

  Co może nam pomóc w dojściu do świętości? Przede wszystkim posłuszeństwo na wzór Maryi. Inaczej nazywane pokorą, którą tak trudno osiągnąć.

Czym jest posłuszeństwo? Do czego nas zobowiązuje? Choć często słyszymy słowo „posłuszny” ciężko mi jest je zdefiniować. Moim zdaniem gdy słuchasz rad wyższych od siebie i się do nich dostosowujesz pełniąc je jak najlepiej, wtedy możemy powiedzieć, że jesteśmy posłuszni. Nie ważne czy nam się podoba czy nie słuchamy się rodziców, pracodawców, ludzi, którzy są nad nami. Gdybyśmy nie byli posłuszni źle by nam to wyszło. Dzieci mogłyby zrobić sobie krzywdę, pracownicy mogliby zostać zwolnieni itd.

Jeśli Bóg jest ponad wszystkim, patrząc na to, że jest Bogiem i nas stworzył należy mu się posłuszeństwo. Czy jednak to takie proste? Zdecydowanie nie. Oddać całe życie Jemu gdy tak bardzo trzymasz je w ryzach. Chcesz je kontrolować, a gdy nie idzie tak jak ty chcesz trafia cię szlak. Trudno dziękować za wszystko i być mu posłusznym we wszystkim.

Warto modlić się codziennie o posłuszeństwo w stosunku do Boga. To pierwszy krok do świętości. Należy także być posłusznym ludziom, bo tego naucza nas Jezus Chrystus.

Pozdrawiam Was z drugiego dnia oazy dla dzieci. 🙂

Chwała Panu!

Bracia, siostry

W tym roku jak już większość wie byłam na pielgrzymce 10 dni i wyjechałam 4 dni przed końcem. Moja kochana grupa „Zantyr Sztum” wczoraj doszła do Częstochowy. W tamtym roku byłam pewna, że w tym roku nie pójdę, jednak plany się trochę zmieniły, ale nie żałuję, że właśnie tak się zmieniły.

Spodziewałam się wielu rzeczy i można by powiedzieć, że to był mój błąd, bo tego co się spodziewałam, tego nie było. Muszę jednak przyznać, że Bóg miał dużo lepszy plan dla mnie na tej pielgrzymce. Po raz kolejny, mimo, że mój scenariusz był inny. Jestem Mu za niego wdzięczna, bo jeszcze nigdy nie poczułam takiej miłości braterskiej, pochodzącej od Boga jak w tym roku przez te 10 dni. Oczywiście często czułam miłość drugiego człowieka na różnych rekolekcjach, ale nigdy tak dosadnie.

Jak Wam to wytłumaczyć? Miłość braterska polega na dawaniu siebie nawet wtedy kiedy sam masz kryzys. Uśmiechaniu się gdy bolą Cię nogi, gdy nie masz już siły iść dalej. To chwila, w której wszyscy się uściskają chociaż są cali spoceni. To gesty, których normalnie nie zauważasz. Dostajesz zupę, łyżeczkę, słuchasz piosenek lub żartów innych ludzi. To moment, w którym siostra wpuszcza Cię szybciej do łazienki. Na trasie brat/siostra podaje Ci rękę, bok, gdy Ci już słońce ci za bardzo przygrzało i myślisz o zimnej wodzie w basenie. To wszystko odczuwałam na pielgrzymce. Czułam się tym naprawdę rozwalona na łopatki i nadal jestem. Przed oczami mam tyle sytuacji dzięki, którym zauważałam Jezusa Chrystusa w każdym człowieku. Często tego krzyżowanego, ale ten gest przecież był najwspanialszym darem Boga dla ludzkości.

Dzięki doświadczeniu miłości braci widzę jak bardzo myślenie o innych wpływa nie tylko na mnie, ale na tych o których się myśli. To też mi było dane doświadczyć. Bóg posługuję się nami, aby dotrzeć do innych ludzi.

Przed oczami mam jeszcze jedną scenę, której nie mogę tutaj nie poruszyć. Gdy doszłam do Zduńskiej Woli- czyli mojej szybszej „Jasnej Góry” nie wierzyłam, że to już czas pożegnania. Płakałam w kościele, w którym w tamtym roku po raz kolejny uznawałam Jezusa Chrystusa jako mojego Pana i Zbawiciela. Pytałam Boga czemu poszłam na tą pielgrzymkę, czemu odważyłam się ruszyć jeśli miałam wrócić szybciej. Odpowiedział mi chwilę później, gdy zaczęłam się żegnać. Chodziłam z ławki do ławki i każdego z osobna przytulałam i właśnie wtedy zrozumiałam. Bóg chciał mi pokazać, że Jego miłość jest wszędzie, że zasługuję na nią. Pokazał mi wtedy, że każdy człowiek dla Niego jest najważniejszy. Dobrał nas wszystkich, aby nawzajem się uświęcać. Płakałam i nadal płaczę. Pisząc to, choć wiem, że trudno pewnie z tego mojego pisania coś konkretnego wyciągnąć. Dla mnie ta pielgrzymka była odkryciem na nowo miłości Bożej, bezinteresownej. Dziękuję drodzy pielgrzymi.

Chwała Panu!