Bracia, siostry

W tym roku jak już większość wie byłam na pielgrzymce 10 dni i wyjechałam 4 dni przed końcem. Moja kochana grupa „Zantyr Sztum” wczoraj doszła do Częstochowy. W tamtym roku byłam pewna, że w tym roku nie pójdę, jednak plany się trochę zmieniły, ale nie żałuję, że właśnie tak się zmieniły.

Spodziewałam się wielu rzeczy i można by powiedzieć, że to był mój błąd, bo tego co się spodziewałam, tego nie było. Muszę jednak przyznać, że Bóg miał dużo lepszy plan dla mnie na tej pielgrzymce. Po raz kolejny, mimo, że mój scenariusz był inny. Jestem Mu za niego wdzięczna, bo jeszcze nigdy nie poczułam takiej miłości braterskiej, pochodzącej od Boga jak w tym roku przez te 10 dni. Oczywiście często czułam miłość drugiego człowieka na różnych rekolekcjach, ale nigdy tak dosadnie.

Jak Wam to wytłumaczyć? Miłość braterska polega na dawaniu siebie nawet wtedy kiedy sam masz kryzys. Uśmiechaniu się gdy bolą Cię nogi, gdy nie masz już siły iść dalej. To chwila, w której wszyscy się uściskają chociaż są cali spoceni. To gesty, których normalnie nie zauważasz. Dostajesz zupę, łyżeczkę, słuchasz piosenek lub żartów innych ludzi. To moment, w którym siostra wpuszcza Cię szybciej do łazienki. Na trasie brat/siostra podaje Ci rękę, bok, gdy Ci już słońce ci za bardzo przygrzało i myślisz o zimnej wodzie w basenie. To wszystko odczuwałam na pielgrzymce. Czułam się tym naprawdę rozwalona na łopatki i nadal jestem. Przed oczami mam tyle sytuacji dzięki, którym zauważałam Jezusa Chrystusa w każdym człowieku. Często tego krzyżowanego, ale ten gest przecież był najwspanialszym darem Boga dla ludzkości.

Dzięki doświadczeniu miłości braci widzę jak bardzo myślenie o innych wpływa nie tylko na mnie, ale na tych o których się myśli. To też mi było dane doświadczyć. Bóg posługuję się nami, aby dotrzeć do innych ludzi.

Przed oczami mam jeszcze jedną scenę, której nie mogę tutaj nie poruszyć. Gdy doszłam do Zduńskiej Woli- czyli mojej szybszej „Jasnej Góry” nie wierzyłam, że to już czas pożegnania. Płakałam w kościele, w którym w tamtym roku po raz kolejny uznawałam Jezusa Chrystusa jako mojego Pana i Zbawiciela. Pytałam Boga czemu poszłam na tą pielgrzymkę, czemu odważyłam się ruszyć jeśli miałam wrócić szybciej. Odpowiedział mi chwilę później, gdy zaczęłam się żegnać. Chodziłam z ławki do ławki i każdego z osobna przytulałam i właśnie wtedy zrozumiałam. Bóg chciał mi pokazać, że Jego miłość jest wszędzie, że zasługuję na nią. Pokazał mi wtedy, że każdy człowiek dla Niego jest najważniejszy. Dobrał nas wszystkich, aby nawzajem się uświęcać. Płakałam i nadal płaczę. Pisząc to, choć wiem, że trudno pewnie z tego mojego pisania coś konkretnego wyciągnąć. Dla mnie ta pielgrzymka była odkryciem na nowo miłości Bożej, bezinteresownej. Dziękuję drodzy pielgrzymi.

Chwała Panu!

 

2 komentarze do “Bracia, siostry”

  1. Porażka jest przykra, ale w tym przypadku nie jest to klęska.
    Na przyszły rok spróbuj dołączyć do krótszej pielgrzymki (poniżej 10 dni – 300km), albo dojedź do swojej lokalnej i dołącz po drodze.
    Pozdrawiam.

    1. To nie była poraźka ani klęska 😉 szło mi się dużo lepiej niż w tamtym roku. Po prostu miałam plany wtedy kiedy oni dochodzili do Częstochowy 🙂 Ale mam nadzieję że kiedyś mi się uda na całą iść, bo to wspaniałe doświadczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *