Umocnienie mojej wiary

Patrzę przez okno na sypiący biały śnieg i myślę o tym, że jutro są święta. Musicie mi jednak wybaczyć, bo ten wpis nie będzie jeszcze o nich. Nadal trwa Adwent i chcę poruszyć jedną ważną sprawę, która była obecna w moim życiu. Bardzo możliwe, że jutro jeszcze napiszę krótki wpis już na temat świąt.

Dwa lata temu zaczęłam zastanawiać się nad kierownictwem duchowym. Pierwsza wzmianka jaką usłyszałam nie mówiła mi nic konkretnego i w ogóle się nie zastanawiałam nad tym. Nie interesowałam się tym jakoś szczególnie. Do pewnej grudniowej nocy, gdy rozmawiając z moją koleżanką zaczęłam ją wypytywać o jej kierownika. Co to w ogóle jest? Jak to wygląda? Czy to pomaga? Itd. Jestem człowiekiem, który jak się czymś zainteresuje to zaczyna zdobywać na ten temat jak najwięcej informacji. Także przeczytałam dużo stron internetowych, obejrzałam filmy znanych księży i spytałam się oczywiście Boga. Z każdym dniem myślałam o tym coraz intensywniej. Nie lubię podejmować decyzji długo więc minęło naprawdę mało czasu aż byłam gotowa zapytać jednego, konkretnego kapłana. Pamiętam, że mieliśmy wtedy z nim spotkanie o Duchu Św. Wiem, że zadawał pytania, a ja tylko siedziałam i myślałam czy go spytać? Czy się nadaje? Czy będzie to dla mnie dobre? Znałam go dopiero pół roku. W głowie wśród tych pytań pojawił się jeszcze jeden głos, który mówił żebym spytała, bo to co mówi nie może być od niego, tylko od Boga. Pchana jakąś siłą, nieśmiało zapytałam. Myślałam, że dowiem się od razu albo tak, albo nie. W jakim szoku byłam kiedy powiedział mi, że zastanowi się i powie mi na wigilii oazowej. Dokładnie 6 dni niepewności. To był jeden z momentów w moim życiu, w którym modliłam się bardzo żarliwie. Prosząc za wstawiennictwem mojej patronki oraz księdza patrona oto, aby było tak jak Bóg tego chce. I gdy na wigilii usłyszałam „zgadzam się, ale na razie wstępnie” to „spokojnie”  przyjęłam to do serca i jak Maryja zachowałam dla siebie. Żartuje. Skoczyłam od razu powiedzieć koleżance i cieszyłam się jak głupia. „Zgodził się! Zgodził się być moim kierownikiem duchowym! Bez pośpiechu i na razie wstępnie, ale powiedział tak.” (22.12.2016r)

To jest historia jak to się zaczęło. Jak było dalej zostawię już dla siebie. Czemu o tym piszę? Mało kto wie na czym polega kierownictwo i co ono daje. Kierownik duchowy chociaż w moim przypadku był księdzem wcale nie musi nim być. Może nim zostać każdy, ale trzeba patrzeć na to czy żyje Jezusem Chrystusem, czy wzbudza twoje zaufanie i czy dobrze ci się go słucha. W moim przypadku wszystko się zgadzało, choć nawet po tym jak ksiądz nim został miałam czasami wątpliwości. Jak zaczynałam kierownictwo nie wiedziałam jak będzie wyglądać. Wiedziałam, że teoretycznie ma trwać 45 min raz w miesiącu i co było śmieszne najczęściej dokładnie tyle trwało choćby nie wiem ile miała punktów do powiedzenia. Kierownik duchowy to nie spowiednik. Każdy z nas jest pielgrzymem w swoim życiu, a kierownik duchowy to towarzysz podróży. Nie zawsze potrafi pomóc. Nieraz trzeba było się wysilić, odrobić „prace domową”  czy obrazić. Nie wszystko było wyłożone na tacy. Byli ludzie, którzy mnie przestrzegali, ale zawsze mówiłam, że go wymodliłam. I wcale nie miałam na myśli tych 6 dni. Co tam się mówi? Tak naprawdę nic nie musisz mówić. Oczywiście w moim przypadku tak się nie da, więc ja mówiłam to co konkretnie mnie dołowało, cieszyło, sprawiało problem itd. Zawsze przed napisaniem sobie punktów modliłam się myśląc co powiedzieć. Gdy jesteś na kierownictwie także się modlisz, bo to nie jest tylko i wyłącznie wasze spotkanie. To jest spotkanie przede wszystkim spotkanie ty i Bóg, a kierownik jest osobą, która może doradzić, zwrócić uwagę, nie zgodzić się z Tobą czy pocieszyć. Czasami jak na złość milczy. Nie wszyscy go potrzebują. Ja go potrzebowałam na te dwa lata. I nie wątpię w to, że Bóg mi dał taką łaskę. Teraz dam radę już bez niego. A przynajmniej mam taką nadzieję. A co zaufania. To jest bardzo ważne, ale Duch Św. daje ci możliwość gdy już podejmujesz ten krok. Co prawda ja zaczynałam zawsze spotkanie od słynnego „Nie wiem od czego zacząć”, ale zawsze potem jakoś szło. I wiem, że był w tym Bóg.

Wiem, że to może mało się tyczy świąt, a można rzec, że wcale, ale nic na to nie poradzę. Potraktujcie to jako refleksje przed końcem roku 2018. Zdaję sobie sprawę, że te dwa lata były wspaniałym czasem, który przybliżył mnie do Boga. Nie mówię, że tak odzyskałam wiarę, ale na pewno ją umocniłam.

Dziękuję Boże!

            Umocniona

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *