Obraz

Patrzę w te oczy

Ciemne, brązowe

I wiem, że to jeszcze nie koniec.

Patrzę w te oczy

Wyraziste, wspaniałe

W życiu powodują zamieszanie nie małe.

Poważna twarz cały czas

W mych myślach utrwala się ta twarz.

Kiedy się stresuję lub czegoś boję

pojawia się On w mojej głowie.

Widzę te oczy bacznie obserwujące

Co tym razem najlepszego robię.

Widzę w tych oczach bezpieczeństwo

i czuję się jak małe dziecko.

Widzę ogromną miłość i myślę sobie…

Boże, przecież ja jestem tylko człowiek!

Dostałam ostatnio z okazji moich 18-stych urodzin obraz Jezusa. Jakoś tak nie przejęłam się specjalnie, bo w sumie nie przywiązuję wagi do malowideł. Tym bardziej, że akurat zawsze najmniej interesowała mnie ta dziedzina sztuki. Zawsze wolałam muzykę, teatr czy nawet rzeźbę. Dlatego też miałam w pokoju św. rodzinne, bo mama nie przeżyłaby jakbym nie miała choć jednego obrazu. Nawet kiedyś się zastanawiałam czy nie zmienić go na więcej zdjęć, ale jakoś tak został.

Jednak gdy dostałam obraz na urodziny i polecenie, że mam go powiesić tak abym pierwsze co zobaczyła po wstaniu to właśnie Jezusa. Jak już dostaje polecenie od kogoś kogo darze sympatią to wykonuję je od razu. Czasami bardziej żeby temu komuś nie było smutno. I tak też zrobiłam tym razem.

Wieszając Go na ścianie przypatrzyłam się tym oczom. Nie wiem czemu, ale patrzyłam się w nie dobre parę minut. W końcu poszłam do szkoły. Jednak to spojrzenie chodziło za mną cały dzień. Uspakajało mnie. Ostatnio nie jest to takie łatwe. Tego dnia byłam także drugi raz w Elblągu samochodem jako kierowca. To, że jeżdżę bardzo mnie stresuje, ale tego dnia czułam się pewnie. I szło mi znacznie lepiej niż zawsze. A gdy już późną porą wróciłam do domu nie usiadłam do lekcji tylko patrzyłam się na ten obraz. Nie mogłam oczu oderwać.

Czemu o tym piszę? Mija tydzień, a ja nadal jestem zachwycona. Wspaniale się do niego mówi, wspaniale się milczy i wspaniale się patrzy. To tylko obraz, ale wydaje mi się, że jest taki prawdziwy.

3 lata!

Czas tak szybko leci. Dziś 15 marca czyli mija 3 lata odkąd piszę tutaj wpisy. Jako umocniona. Gdy miałam 15 lat i go zakładałam na pewno nie myślałam o tym jak długo będzie on trwać. Zważywszy na to, że dużo rzeczy szybko mi się nudzi, dziwi mnie to, że jestem już tak długo. Za każdym razem kiedy mija kolejny rok zastanawiam się dlaczego? Szczerze? Dokładnie to nie wiem. Po prostu to robię i sprawia mi to radość.

Bardzo często gdy ludzie pytali mnie o zdanie albo po prostu je wypowiadałam na końcu dodawałam „Ale ja się nie znam. Nawet nie jestem pełnoletnia. Możesz nie brać tego na poważnie”. Trochę podobnie podchodziłam do bloga. Cieszyłam się jak mówiliście, że wam się podoba jakiś wpis, ale i tak gdzieś w głowie mówiłam sobie co możesz im przekazać skoro nie znasz życia. Teraz pojawił się taki problem, że nie mam już wymówki, że nie jestem pełnoletnia, bo od dwóch dni jestem. Czy to coś zmienia? Teoretycznie nie, ale przynajmniej nie mam usprawiedliwienia przed samą sobą.

Te trzy lata w moim życiu były wspaniałe. Nie mogę ich inaczej nazwać. To właśnie w wieku tych 15 lat zaczęła się jakieś zmiany we mnie, która nadal trwa. Są nowi ludzie, nowi przyjaciele, nowy stosunek do rodziny czy po prostu życia.

Także 3 lata! Cieszy mnie to bardzo! Wiem, że to tylko z pomocą Boga 🙂

Umocniona

Wielki Post

Już od środy trwa Wielki Post. Czas, w którym warto mieć jakieś postanowienia, wyrzeczenia. Przyznam się szczerze, że Wielki Post często mi ucieka. Choć na początku zawsze mam chęć przeżycia go jak najlepiej i oczekuję od siebie wielkiego poświęcenia. Jestem bardzo ambitnym człowiekiem, ale też szybko się poddaję. Co roku jednak zadaję sobie zasadnicze pytanie. Co robić żeby przeżyć jak najlepiej ten okres czasu?

-> Post. Czy jest coś nad czym mogę popracować? Coś co nie potrafię opanować? Coś co marnuje mój czas? Czy są pewne uczucia nad którymi warto panować? Co sprawia, że nie mam czasu dla innych? Dlaczego nie potrafię w każdym momencie pomóc? Czy da się wyszkolić jakąś cechę w sobie?

Znam już trochę siebie i wiem co ostatnimi czasy pochłania bezsensu czas. Wiem też co sprawia, że chodzę jak żywy trup lub nie mogę spać po nocach. Nie wszystko wypracuję w tym czasie. Oczywiście, że na pewne rzeczy potrzeba dużo czasu. Nie tylko Wielki Post, ale jest to czas w którym można się nad tym zastanowić i popracować. Przywiązać do tego większą wagę niż codziennie.

-> Modlitwa. Czy w ciągu dnia mam czas dla Boga? Czy potrafię sięgnąć co jakiś czas po Pismo Św? Czy modlę się za siebie? Czy powierzam Bogu tych na których mi zależy i tych z którymi ciężko mi się żyje? Dlaczego się modlę?

Nauczyłam się codziennie modlić przez to, że miałam motywację. Przez to, że komuś obiecałam i chciałam to wykonać. Potem zobowiązałam się do modlenia za pewne osoby codziennie i tak z dnia na dzień nauczyłam się modlić systematycznie. Modlitwa jest wytchnieniem duszy. Nawet gdy nie wiem jak się modlić po prostu milczę. To w zupełności wystarczy.

-> Jałmużna. Czy potrafię się dzielić? Czy umiem poświęcić się i zamiast jakiegoś przysmaku dać coś do puszki, na cel charytatywny? Czy potrafię się tym nie chwalić? Czy to wychodzi z potrzeby serca?

Umocniona