Cudowny zeszyt

Jak sprawić żeby cuda, które nam się trafiają nie umykały nam przed oczami? Jak zobaczyć w normalnym dniu działanie Bożej łaski? Gdzie należy patrzeć, aby widzieć najwięcej? Czy da się zatrzymać to wszystko dla siebie?

Człowiek, który widzi dobro sam zaczyna tak działać. Co robić? Patrzeć i rozglądać się, nie wlepiać ciągle oczu w monitor. Żeby zauważyć te najmniejsze, ale jakże ważne cuda, należy mieć oczy dookoła głowy. Nie wystarczy tylko patrzeć trzeba także ZOBACZYĆ. To znaczy? Spojrzeć na naturalną czynność, rzecz, jakby się patrzyło na nią po raz pierwszy.

Dajmy przykład z życia. Ostatnio bardzo często mam do czynienia z dziećmi. Naprawdę zaskakuje mnie ich zachowanie. Jest takie proste, szczere i śmieszne. Dzisiaj koło okna kręcił się kot. Wszystkie dziewczynki zaczęły wzdychać i robić głośne „oooo” w zachwycie. Dzięki nim inaczej spojrzałam na stworzenie Boże i zrobiło mi się cieplej, gdy patrzyłam z jaką miłością na niego patrzą.

Czy da się zatrzymać to wszystko dla siebie? Pewnie nie do końca. Wiadomo, że nasza pamięć wszystkiego nie zapamięta, a tym bardziej często małych szczegółów. Osobiście polecam zeszyt. W dniu, w którym czujesz, że zdarzył Ci się jakiś cud siadasz i zapisujesz Go. Taki rodzaj zapisków jest skuteczny nie tylko w zapamiętywaniu, ale także w dziękowaniu. To każdego dnia ten zeszyt sprawia, że zastanawiam się nad dobrem jakie otrzymałam od Boga. Nie jest to rodzaj pamiętnika, bo nie ma w nim złych wspomnień. Są tylko te, które powinny we mnie trwać by stawać się lepszym człowiekiem.

Gdy zapisuje cuda mojego życia humor od razu się poprawia. Łatwiej mi też znajdować je w codzienności. Wiadomo, że coś dobrego zawsze zostaje przywitane z uśmiechem. Tym oto sposobem uśmiecham się częściej niż zadręczam niepotrzebnie.

Może warto założyć taki zeszyt? Nie zajmuje to dużo czasu.

Umocniona

Kajdany niewoli

Człowiek jest taką istotą, której jest ciężko przyznać się do swoich porażek. Do tych spraw, które nam nie idą. Niewola, jaką mamy za życia jest jedną z tych stref.

Czym jest niewola? Wyobraźmy sobie człowieka, który ma kajdany na rękach. Bardzo dobrze jest to ukazane w postaci Jakuba Marleya z książki „Opowieść wigilijna” Charlesa Dickensa. Gdy bohater literacki przychodzi do swojego przyjaciela jest cały w łańcuchach tak, że trudno mu się poruszać. Wie jednak, że za życia wykuł sobie je, kółko za kółkiem.

Tak właśnie jest z nami. Będąc w niewoli grzechu, uzależnienia, zakładamy na siebie takie kajdany. Przeszkadzają nam poruszać się i funkcjonować. Jednak jeśli ich nie zauważamy lub je zignorujemy to będą jeszcze większe. Kujemy je  bardziej skutecznie i szybciej.

Pierwszym stopniem do walki z niewolą jest przyznanie się do niej przed samym sobą. Zauważenie jej i stwierdzenie w jakim momencie się znajdujemy. Bardzo mi się podoba obrazowe podejście do tego tematu stosowany w neokatechumenacie. Rysują oni najbardziej nam znaną niewolę ludu wybranego i ich 40 letniej drogi przez pustynie. Znajduje się tam niewola w Egipcie, Morze Czerwone, manna z nieba, bożek, strumień ze skały, góra i Ziemia Obiecana. Z tego co pamiętam, mogłam coś pominąć. Chodzi jednak oto, że człowiek zastanawia się gdzie się znajduje ze swoją niewolą. Czy nadal nie patrzy na ucieczkę z Egiptu czy już stoi przed Morzem Czerwonym błagając żeby przejść.

Masz wolną wole. Jezus Chrystus ma moc cię wyprowadzić! Czy ty w to wierzysz? Wiara czyni cuda! Czy dasz się poprowadzić? Czy już na tyle ci dobrze, że kujesz sobie coraz dłuższy łańcuch?

Ku wolności wyswobodził nas Chrystus. A zatem trwajcie w niej i nie poddawajcie się na nowo pod jarzmo niewoli!  (Gal 5,1)

Umocniona

Determinacja

Prawie wszyscy w nowym roku wybierają sobie jakieś postanowienia, których chcą się trzymać. Każdy od siebie czegoś oczekuję. Coś chce zrobić, żeby w tym roku wziąć w garść pewne sprawy życia. Jednak po pewnym czasie odechciewa nam się. Całe to co roczne ponawiające się decyzje mają w sobie jakiś zawiły proces.

 Czasami myślimy, że nie potrzebujemy postanowień, że ich nie mamy. Nie uda się nam ich wypełnić to po co nad tym w ogóle myśleć. Jednak każdy ma jakieś postanowienia. One są jak myśli, ich się nie da nie mieć. One są myślami determinacji. Chęci jakieś walki z tym co nam się nie udaje, z czego chcemy być lepsi itd. Posiadanie konkretnych postanowień, moim zdaniem, jest bardzo skuteczne w rozwoju człowieka. Może to pomóc nam zauważyć to co chcemy w sobie poprawić. Co nieraz wydaje nam się potrzebne do szczęścia. Pomaga nam to walczyć i nie poddawać się. Warto też wiedzieć co dokładnie sprawia, że wybieram takie, a nie inne postanowienia. Dlaczego np. chcę więcej ćwiczyć, albo więcej czytać książek?…

A Ty masz swoje postanowienia? Wiesz jakie one są?

Umocniona

Coś się kończy, coś zaczyna

Nowy rok w nocy wstał.

Wszyscy cieszmy się,

Że to co było już odeszło,

Że przyszedł nowy dzień.

Wszyscy przygotowują się już do kolejnego przywitania Nowego Roku. Na tablicach i w ustach ludzi słychać ciągle o 2017 roku i zbliżającym się 2018 roku. Co udało się nam zrobić w ciągu tych 12 miesięcy? Co przyniesie kolejny rok? Czy będzie lepszy, owocniejszy? Bardzo dużo wspomnień „starych” czasów i kolejne postanowienia. Każdy już ma swoje plany przeżycia tej nocy.

Choć ja bardziej liczę rok szkolny i mylę się często co było w kalendarzowym, to ten rok (2017) był bardzo owocny. Zaczęłam go z Bogiem i kończę go z Nim. Wydaję mi się, że dzięki temu łatwiej mi się żyło w tym 2017 roku. Cudów było pełno. Najbardziej jednak jestem wdzięczna Bogu za to, że uczył mnie jaka jestem, jak reaguję, kim jestem. Cieszę się, że poznałam nowych ludzi, że z niektórymi pogłębiłam swoją relację.

Coś się kończy, coś zaczyna. Każde spełnione marzenie, każda modlitwa, każda rozmowa z drugim człowiekiem umacniała moją wiarę.

Chciałabym Wam życzyć w nadchodzącym roku, aby zdarzyło się Wam jak najwięcej cudów. Pamiętajcie też, że umacnianie wiary czy poszukiwanie jej  pomaga nie tylko Bóg, ale także drugi człowiek.

„Nie martwcie się więc o jutro, bo jutrzejszy dzień, sam o siebie martwić się będzie. Dość ma dzień każdy swojej biedy.” (Mt 6, 34)

Umocniona

Poświąteczna gorączka

Przedświąteczna gorączka jest nam bardzo dobrze znana. W każdym domu jest w inny sposób wykazywana. W sklepach wiele kupujących i wiele zabawek. W mieszkaniu przygotowywanie potraw, sprzątanie i pakowanie prezentów. To czekanie na przyjście Jezusa mija szybko.

Czym jest poświąteczna gorączka? Chociaż pytanie powinno brzmieć: „Czym powinna być poświąteczna gorączka?”. Przecież po dniach świątecznych i braku gości, czas zdaje się płynąć nie tak szybko. Mówi się święta, święta i po świętach. Poświąteczna gorączka powinna być rozdawaniem miłości otrzymanej. Na co dzień dzienie się z ludźmi nie tylko świątecznym „klimatem”, ale dobrocią serc. Stworzyć tzw. przeze mnie poświąteczną gorączkę. Znacznie inną niż ta przed świętami. Bez stresów, że czegoś się nie zrobiło, bez krzyczenia, gdy coś się nie udało. Po prostu rozdawanie miłości takiej jaką się otrzymało.

Jeśli się zastanawiasz czy otrzymałeś miłość w te święta, to może ci pomogę… W każdym łapanym opłatku, w każdym słowie nawet tym krótkim: „Wesołych Świąt” był obecny Jezus Chrystus. W każdym prezencie, w każdym uśmiechu była Jego miłość. Nawet w słowach troski, czy przy zwykłych rozmowach z najbliższymi. Otrzymałeś miłość? Sądzę, że tak. Spróbuj ją rozdać. Twardo dąż do jedności, miłości i szczerości. Szatan będzie przeszkadzać, ale to Bóg jest tym mocniejszym, niezwyciężonym!

Nie mów sobie, że to niemożliwe. Każdy potrafi rozdawać miłość. Trzeba chcieć, wierzyć i ufać.

„Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia.” (Flp 4, 13)

Ja spróbuję, a ty?

Umocniona

 

Świąteczny czas

Gdy na dworze pada śnieg

W naszych sercach powstaje piec.

Zaczynamy dobierać prezenty,

Dla każdego jesteśmy uprzejmi.

Nie brakuje uśmiechów

Wspomnień, łez, miłości.

Tak jak Jezus narodzony

Życzymy Wam dużo radości.

Niech każdy dzień z rodziną

W te święta będzie spędzony.

Z miłością w cudowny czas

Dostąpcie wszystkich możliwych łask.

Od nas macie najserdeczniejsze życzenia

Składamy je ze całego serca.

 

Drodzy czytelnicy! Chciałabym dziś złożyć Wam życzenia, chociaż do świąt zostało trochę czasu. Życzę Wam zdrowia, szczęścia, uśmiechu na twarzy, Jezusa Nowonarodzonego w Waszym sercu, wigilii w gronie rodziny. Zawsze pamiętajcie, że to w miłości do bliźniego ukazuje się nasz Zbawiciel. Dziękuję Wam, że jesteście, że czytacie i chcecie. Niech Wam Bóg błogosławi!

Jeśli nie zdążyliście posprzątać, jeśli coś się przypaliło, nie przejmujcie się. Ostatnie godziny Adwentu! Jezus przyjdzie, Jezus się narodzi! Nie będzie patrzył na nasze porządki domowe, ale sercowe. Macie przygotowany pokoik dla Niego? 🙂

Szczęść Boże!

Dominika- Umocniona

 

Amen, jak Maryja

W sercu mojej diecezji, czyli w samym Elblągu tydzień temu przeżyłam kolejne rekolekcje. Choć trwały zaledwie niecałe dwa dni warto było się na nich znaleźć. Niektórzy mogą pomyśleć: „Co może wydarzyć się przez tak krótki czas”? Też trochę się nad tym zastanawiałam… Kadra animatorska postarała się byśmy nie mieli czasu na takie pytania i zapewniła nam zapchany, wymyślny plan. To były intensywne dwa dni.

Pochylaliśmy się nad ważnym wzorem wiary- postacią Maryi. To wzór jej życia sprawił, że przeżywaliśmy trochę inaczej te rekolekcje. Kim była Maryja? Kim powinna być dla nas na co dzień? Maryja czyli ta, która naprawiła czyn Ewy.  Postać ta w Piśmie Świętym nie jest bardzo szczegółowo opisywana. W większości scen gdzie możemy o niej usłyszeć, nie wypowiada żadnego słowa. Odzywa się tylko w Zwiastowaniu, Nawiedzeniu, Narodzinach Jezusa, podczas odnalezienia Jezusa i przy cudzie w Kanie Galiliejskiej. Z tych wydarzeń biblijnych możemy przekonać się doskonale jaka była Maryja. Czyli jaka? Powalająco pokora, bezgranicznie ufająca Bogu, oddana, odważna, posłuszna… Cnoty, którymi powinniśmy w życiu się kierować.

Miałam taki czas, że byłam tylko Chrystocentryczna. To znaczy, że w mojej wierze ważny był tylko Jezus. To dobrze, ale ważna jest też ta, która dała mu życie. Maryja? Nie byłam przy niej blisko. Zaczęło się to zmieniać gdy w tym roku poszłam na pielgrzymkę. Potem na rekolekcjach w październiku dowiedziałam się, że jestem jej cudem, że wymodliła dla mnie życie. Teraz mogłam lepiej pochylić się nad jej postacią.

To były intensywne dni  nie tylko ze względu na poruszaną osobę. Towarzyszyły nam konferencje ks. Krzysztofa Kaoki, wypowiadaliśmy akt oddania Jezusowi, a następnego dnia Maryi. Wszystko działo się w wolności. Zawiązaliśmy wspólnotę z Domowym Kościołem. Przede wszystkim jednak niektórzy z nas przeżyli deuterokatechumenat. Ksiądz biskup pobłogosławił 10 osób na etapie formacji i nową animatorkę. Takie wydarzenie miało miejsce pierwszy raz w naszej Diecezji. Dlatego chciałam, aby osoby, które powiedziały „Amen” Bogu, wypowiedziały się także na moim blogu. Spytałam więc animatorki Marceliny i mojego kolegę Karola.

 

„Minął już tydzień, a ja wciąż pamiętam zdenerwowanie i podekscytowanie osób przed przyjęciem do deuterokatechumenatu, własne przejęcie przed błogosławieństwem animatorskim oraz wielką radość nas wszystkich. Samo nałożenie krzyża działo się przez chwilę. Amen wypowiedziałam w sekundę. Przygotowywałam się do tego długo. Codzienny różaniec o 21:00, intensywny Namiot Spotkania, pytanie się Boga, czy faktycznie mam przyjąć to błogosławieństwo. A tu się okazuje, że coś na co czekałam tak długo dzieje się przez moment… Kiedy wróciłam na miejsce, dotarło do mnie, że krzyż to dopiero początek, a nie zwieńczenie czegoś wielkiego. Początek lepszego słuchania Jego słów, niesienia krzyża, godzenia się na Jego wolę bez sporów z mojej strony. Na świadectwo o łasce, jaką otrzymaliśmy, mamy całe życie. Piękne życie.”- świadectwo animatorki Marceliny.

 

„Przed samym wstąpieniem do deuterokatechumenatu się nie stresowałem. Za to po wywołaniu mnie przed ołtarz czułem dumę i jednocześnie ciężar obowiązku jakiego się podejmuję. Przez pewien czas miałem wrażenie, że jeśli obrzęd będzie trwał dłużej to z oczu pociekną mi łzy. Zapytany przez biskupa o co proszę odpowiedziałem „O światło Ducha Świętego do wypełniania mojego powołania”. Następnie padło pytanie czemu akurat o to proszę. Niedługo matura. Teraz już poważnie trzeba wybrać co dalej, a przede wszystkim jaki jest Boży plan na moje życie. To pytanie szczególnie męczy mnie od roku. Nie chcę się już buntować, lecz przyjąć z pokorą powierzone mi zadanie. Zastanawiając się o co będę prosić postanowiłem prosić o to co aktualnie dla mnie najważniejsze. Zdecydowałem, że ta nowa droga będzie pełna posłuszeństwa, a więc moja odpowiedz na zadane pytanie brzmiała: „bo tylko żyjąc zgodnie z Bożą wolą mogę osiągnąć prawdziwe szczęście”.”- świadectwo Karola.

Umocniona

Czas oczekiwań

Kolejny Adwent się zaczął. Jednak czy będzie jakiś inny? Czy stanie się naszym szczerym przygotowaniem do przyjścia Jezusa? Czy będzie przez nas traktowany jak normalne dni, które lecą szybko, zanim zdążymy się obejrzeć, już ich nie będzie? Jak sprawić, żeby najkrótszy Adwent nie przeleciał nam przed nosem?

Sama próbuję sobie na te pytania odpowiedzieć. Najlepszą wskazówką na to jak przeżyć ten czas jest oczywiście Pismo Święte.

(Mk 13,33-37)
Jezus powiedział do swoich uczniów: Uważajcie, czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy czas ten nadejdzie. Bo rzecz ma się podobnie jak z człowiekiem, który udał się w podróż. Zostawił swój dom, powierzył swoim sługom staranie o wszystko, każdemu wyznaczył zajęcie, a odźwiernemu przykazał, żeby czuwał. Czuwajcie więc, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie: z wieczora czy o północy, czy o pianiu kogutów, czy rankiem. By niespodzianie przyszedłszy, nie zastał was śpiących. Lecz co wam mówię, mówię wszystkim: Czuwajcie!

W dzisiejszej Ewangelii Jezus wręcz nakazuje nam czuwać. Czekać na kolejne przyjście Zbawiciela. Co należy w adwencie zrobić? Wysprzątać mieszkanie, czyli nasze serca z grzechów. Najlepszym sposobem, aby to zrobić jest pójście do Sakramentu Pokuty i Pojednania (spowiedzi). Znaleźć swoje wyznaczone zajęcie. Może to być pomoc w domu, podarowanie komuś czegoś co potrzebuje, poświęcenie swoich pieniędzy zamiast na cukierka to np. dla biednych itd. Każdy powinien coś takiego sobie znaleźć. Praca wymaga poświęcenia, ale patrząc na efekty, osiągnięte cele, stajemy się szczęśliwsi. Zróbmy to samo z uczynkami. Nie musimy tego nazywać postanowieniami. Sprawmy by to co robimy dawało komuś i nam szczęście. Na końcu bądźmy jak odźwierni. Czuwajmy, bo nie znamy godziny. Módlmy się, dziękując za to co otrzymaliśmy. Niech Jezus w te święta nie zastanie nas zaślepionymi chciwością, zazdrością czy innym grzechem. Pozwólmy mu działać, nie śpijmy! Im więcej człowiek się musi utrudzić tym więcej potem zauważa owoców. I czytajmy Pismo Święte. To w Nim zawarte są wskazówki, Słowa Boga. Chwilę poświęćmy na ten właśnie rodzaj modlitwy.

Umocniona

Jesteś potrzebny

Po co żyjemy? Czemu chorujemy? Czemu mieszkamy tam gdzie mieszkamy? Czemu nie wszystko idzie po naszej myśli? Czemu czasami dostajemy coś na co nie zasługujemy? Czemu czasami spotykamy się z odtrąceniem albo miłością ze strony drugiego? Czemu czujemy się czasami niepotrzebni, a czasami wykorzystywani?….

To są pytanie na który każdy powinien się zastanowić. Nie zadręczać się nimi, ale spytać się siebie. Zatrzymać je na chwilę i zobaczyć jak odpowiadam na te pytania.

Każdy jest potrzebny. Czasami czujemy, że to nieprawda. Po co ja jestem tutaj potrzebny? Co ja mam zrobić? Jaka jest moja droga, jakie moje powołanie? Nie umiem odpowiedzieć na te pytania za was. Na te pytania odpowiada tylko Bóg i to każdemu z osobna. Jednak…

Moim zdaniem każdy potrzebny jest przede wszystkim do dawania miłości i do czynienia dobra. Zbliżają się święta, w niedziele zaczyna się adwent. Warto w tym czasie nie tylko dziękować, ale także dawać siebie. Co to za życie bez miłości?

Zawsze gdy wyobrażam sobie święta w mojej głowie nie może zabraknąć nikogo z moich bliskich. To potrzeba siebie nawzajem sprawia, że Boże Narodzenie jest cudowne.

We wspólnocie jest coś takiego jak dzielenie się obowiązkami. Ty bierzesz to, ty tamto itd. Jednak każdy z nas najbardziej potrzebuje siebie nawzajem. Wspólnota nie powstaje w pojedynkę. Spotykamy się w świetle Jezusa, który jest pośród nas i w nas.

Jesteś potrzebny! Uwierz! 🙂

Dziękuję

Za to, że żyje

Za to, że jestem!

Dziękuję ci Tato,

dziękuję tak bardzo!

Za ciężkie chwile

i bólu łzy.

W każdej znalazłeś się Ty!

Często w naszej osobistej modlitwie potrafimy wymienić wiele próśb, a tak mało wymawiamy podziękowań. Sama łapię się na tym, że gdy za coś dziękuję nie przywiązuje do tego wagi. Jednak gdy proszę o coś bardzo ważnego potrafię co chwilę przypominać o tym Bogu.

Dlaczego tak się dzieję, że tak mało dziękujemy? Moim zdaniem ma to związek z przyzwyczajeniem się do pewnych norm. Do tego, że mamy co jeść, co pić, w co się ubierać. Każdy codziennie ma za co dziękować i za co chwalić Boga. Wystarczy wytężyć wzrok.

Nie mówię, że proszenie jest złe. Owszem warto jest prosić, ale warto też dziękować za to co się ma. Ile razy gdy o coś prosimy i to dostajemy, zapominamy kto nam to dał?

Dziękować powinniśmy także za to co nam się nie podoba. Ufając, że Bóg miał taki plan. Dziękowanie za wszystko sprawia, że inaczej podchodzimy do życia, do pewnych spraw w naszym życiu trudnych. Nasze myślenie zmienia się i zakłada, że Bóg dopuścił, więc było mi to potrzebne do zbawienia.

To jest bardzo trudne. Nie stanie się to od tak. Nawet gdy będzie na początku dobrze szło, potem może zacząć się psuć. To jest proces. Wysiłek, który warto podejmować.

Umocniona