Archiwum kategorii: Miłość Boża

Dzieckiem Bożym jestem ja!

Wychodzę na dwór i przyglądam się twarzom.

Widzę smutek, zwątpienie, radość.

Zauważam dziecięce zabawy,

dostrzegam rodziców zatroskanych.

Słyszę śmiechy wesołe

słyszę jak tańczą wokoło.

Widzę młodzież trzymająca się za rękę

Widzę dorosłych w małżeństwie.

Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak ja tęsknie za tym by być na zawsze małym dzieckiem. Niektórzy w moim wieku czekają tylko, aż skończą 18 lat. Jestem inna. Ja bym wolała mieć mniej lat. Trochę jak w Piotrusiu Panu.

Dziś jak byłam na Mszy Św. dla dzieci usiadłam na samym tyle. Miałam parę powodów i w sumie cieszę się, że tam usiadłam. Wokół mnie były najmniejsze dzieci. W wózkach, dopiero zaczynające chodzić i takie, które już trochę mówią. Nie przeszkadzało mi to, że czasami jedno, albo drugie zaczynało płakać.

Na ofiarowaniu pewna mała dziewczynka w wieku ok. 2 lat zaczęła tańczyć do piosenki. Akurat bardzo dobrze to widziałam. Pomyślałam sobie wtedy, że też bym tak chciała. Po prostu zacząć tańczyć ze szczęścia, że tutaj jestem. Nie raz tak mam. Niestety muszę powstrzymywać się do uśmiechu.

Teraz wymagają ode mnie bym umiała być poważna, bym miała kamienną twarz bez wyrazu. Na Mszy bez większego uśmiechu. Przepraszam, ale ja tak nie potrafię. Dlaczego? Ponieważ Msza Św. za bardzo mnie porusza. Nieraz zamykam oczy i wsłuchuję się w słowo, które Bóg na dzisiaj dla mnie przygotował. I wiecie co? Nie mogę się nie śmiać, bo są takie trafne.

Przynosili Mu również dzieci, żeby ich dotknął; lecz uczniowie szorstko zabraniali im tego. A Jezus, widząc to, oburzył się i rzekł do nich: „Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im; do takich bowiem należy królestwo Boże. Zaprawdę, powiadam wam: Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego”. I biorąc je w objęcia, kładł na nie ręce i błogosławił je.                  (Mk 10, 13-16)

Tak jak w „Małym Księciu”. Nie zrobimy, że ponownie staniemy się dziećmi, ale możemy pamiętać jak już dorośniemy, że każdy dorosły był kiedyś dzieckiem. Pamiętajmy o tym!

Dziękuję Ci Ojcze za dzisiejszą Mszę Św. Dziękuję, że mogła porozmawiać z moją siostrą. Dziękuję, że jesteś. Dziękuję, że mogę być dzieckiem. Amen.

Umocniona

Ukazanie się w Prawdzie

Twarzą w twarzą z Jezusem się spotkałam

i mu obiecałam…

Że będzie najważniejszą osobom w moim życiu

oddam mu wszystko, nic nie będzie w ukryciu.

W moim sercu przygotuje mieszkanie

W którym Jezus na zawsze pozostanie.

Gdy patrzyłam na Niego, tak jak teraz na Ciebie

wiedziałam, że czeka na mnie już miejsce w niebie.

    Dokładnie miesiąc temu dnia 04.07.2016r. przyjęliśmy do swojego życia Jezusa, jako Pana i Zbawiciela. Przygotowywaliśmy się do tego wydarzenia przez trzy pierwsze dni oazy. Poznaliśmy  najważniejsze aspekty dzięki, którym łatwiej było nam podjąć tą jakże ważna decyzję w naszym życiu. Bóg nas umiłował miłością odwieczną, odpuścił nam wszystkie grzechy i dał nam przez swą mękę i śmierć zbawienie.

„Gdybym miała określić przyjęcie jednym słowem, byłaby to rozmowa. Odczułam więź, która do niekiedy dla mnie była niezauważalna. Nawet nie jestem pewna czy chciałam, aby istniała. Tak po prostu, mówiłam, że ufam, bo wypadało. Ignorowałam wszystkie małe rzeczy, z których teraz potrafię się cieszyć. Nie dostrzegałam tego, czym obdarowywał mnie Jezus, aż do tego momentu. Pierwszy raz poczułam wewnętrzną siłę, która pchała mnie do nowych rzeczy. Mogłam mu przekazać wszystko, wiedząc, że wysłucha moich słów, niezależnie jakie będą. Zobaczyłam, że to nie jest zwykły monolog i niedługo otrzymam odpowiedź.”

„- Jezu, gdzie jesteś i dlaczego muszę przechodzić przez te wszystkie trudności!- powtarzałam każdym razem gdy dotykało mnie cierpienie. Zwątpiłam i nie umiałam widzieć Jezusa w innych ludziach. Modlitwa była tylko obowiązkowym odklepaniem słów bez żadnego zastanowienia. Tego dnia wszystko się zmieniło. Ta chwila była wyjątkowa, popatrzyłam na Jezusa i lekko wyciągnęłam ręce by go dotknąć. W mojej pamięci pozostają do dziś słowa ks.Krzysztofa „Oddaj Jezusowi całe serce jako mieszkanie, a nie tylko jeden pokój”. Tego dnia postanowiłam zrobić wielkie porządki w swoim sercu, aby godnie przygotować dom. Dziś widzę Jezusa wszędzie. Jest w ludziach, których spotykam, nawet tych złych. Jest nawet w Tobie, popatrz!”

„Jeśli się zgodzę przyjąć, będą jakieś konsekwencję? Dam radę przeżyć kolejne cierpienia?! O co w tym wszystkim chodzi?!- takie pytania zadawał mi mózg. Bałam się. Całe trzy dni chodziłam jak w śnie. Co zrobić? Jak postąpić? Odpowiedź przyszła przez słowo w czwartym dniu kontemplowania Słowa Bożego (Ap 3, 20). Gdy przeczytałam ten tekst stwierdziłam, że zrobię to. Jednak moje wątpliwości były nadal w sercu. Więc wyszłam z kościoła i chciałam zobaczyć jaki mamy następny punkt. Lecz na korkowej tablicy zobaczyłam pocztówkę z cytatem „Nie bój się, dziecko, Bóg Ci pomoże”. I to była ta odpowiedź! Siedząc i pisząc słowa zawierzenia przelałam wszystko czego już tak dawno pragnęłam. Gdy podeszłam do monstrancji i dotknęłam jej poczułam takie szczęście. Trudno jest to opisać. Chciałam się śmiać i tańczyć. Dałam radę naszczęście się tylko szczerzyć.  Nie umiałam nic powiedzieć. Przyznałam się do Niego lecz wiedziałam, że teraz muszę to robić nacodzień. Nadal jest trudno, ale wiem, że to wydarzenie było oddaniem stera mojego życia, komuś kto mnie lepiej zna, kto chce dla mnie najlepiej.”

Oto stoję u drzwi i kołaczę.
Jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną           (Ap 3,10)

Nie jest to nic przymusowego, a jedynie własna wola. Nie musisz robić tego w kościele. Wystarczy, że powiesz: „Chcę Boże, żebyś był moim Panem Życia i Zbawicielem.” Musisz jednak w to wierzyć.

Czy podejmujesz tą decyzję?

Boże dziękuje Ci, że mogłam się spotkać z koleżankami. Dziękuje, że podjęłam tą decyzje i dałeś mi łaskę mieć Ciebie w sercu. Proszę Cię za ludzi, którzy się zastanawiają nam podjęciem tej decyzji. Spraw, aby nie wahali się dłużej. Amen.

Umocniona i dwie oazowiczki

Pasterzuuu!

Pasterzu! Pasterzu!

Czy przyjdziesz?! Gdzie jesteś?!

Pasterzu! Pasterzu!

Wołam… Czy mnie słyszysz?!

Zatrzymaj się, pasterzu…

Zostań przy mnie… Poprowadź mnie!

Dziecko nie lękaj się

wrócę po Ciebie!

 Podczas rekolekcji mieliśmy pewne zadanie. Polegało ono na tym, że mieliśmy zawiązane oczy, staliśmy na dworze i jedyne co mogliśmy mówić to: „Pasterzu”. Wiedzieliśmy, że pasterzem ma być nasz ksiądz moderator. Wszystko było by prostsze gdyby nie to, że byli także Ci „źli”. Kusili nas animatorzy, byśmy poszli z nimi. Niektórzy szli co  kończyło się jeszcze dalszym położeniem od kościoła. Byłam zabrana przedostatnia. Na początku moje myśli były takie, że im mniej głośno będę wołać tym szybciej mnie pasterz weźmie. Okazało się, że nie koniecznie… Stojąc tak już na pewno paręnaście minut miałam dużo czasu na przemyślenia. Gdy jakiś animator podchodził, nie szłam z nim. Wiedziałam, że nie mogę. Tylko… Pomyślałam, że w życiu bardzo często wybieram tą złą stronę. Idę za nałogami, grzechami, słabościami. I moje wołanie jest ciche, przyciemnione. Potem tylko się dziwie, gdzie Bóg był. A powinnam raczej pytać, gdzie ja pobiegłam, zabłądziłam.

 Jednak! Gdy już Pasterz mnie znalazł, zaczął mnie gdzieś prowadzić. Domyśliłam się, że idziemy do kościoła. Myślałam, że normalnie posadzi mnie w ławce, ale tak nie było. Gdy odwiązałam sobie oczy zobaczyłam Jezusa w monstrancji. I to było takie CUDOWNE przeżycie. Nie da się tego normalnie opisać…

Dzięki temu zadaniu zrozumiałam, że nie jestem cierpliwa w życiu. Kroczę „szybszymi”, gorszymi ścieżkami. Nie koniecznie czekając na Pasterza. Mimo to, kiedy już On mnie odnajduję, przeżywam najpiękniejsze chwile życia.

Nie! Ręka Pana nie jest tak krótka,
żeby nie mogła ocalić,
ani słuch Jego tak przytępiony,
by nie mógł usłyszeć.
Lecz wasze winy wykopały przepaść
między wami a waszym Bogiem;
wasze grzechy zasłoniły Mu oblicze
przed wami tak, iż was nie słucha.  (Iz 59, 1-2)

Jak Ty postąpisz? Będziesz wołać Pasterza, czy będziesz szedł za tymi złymi? Wybór należy do Ciebie…

Dziękuję Boże za niesamowity dzień. Proszę Cię, abym nie dawała się złym pokusom, ale z cierpliwością wołała Ciebie. Amen.

Umocniona

On umiłował Cię miłością odwieczną

Miłość, miłość

Nieznane do końca pojęcie.

Miłość, miłość

zarazem ból, jak i szczęście.

Patrząc na dzisiejszy świat

nic nie warte uczucie…

Jednak! Ja w nie wierzę!

Z dnia na dzień coraz częściej, patrzę w tył

i przypominam sobie ten nieprzewidywalny pył.

 Odkąd pamiętam mówiono mi, że Bóg mnie kocha. Fajnie to słyszeć. Jednak inaczej to słyszeć niż wierzyć. Czemu tak jest, że nie potrafimy uwierzyć, że On nas kocha? Przecież dał Swojego Jednorodzonego Syna by umarł za nasze grzechy. Nadal nas to nie przekonuje? To co trzeba zrobić, żeby w to uwierzyć? Ile osób musi Ci powiedzieć, że On Cię kocha?!

Może masz w sobie teraz pytanie. Jeśli Bóg mnie kocha to czemu coś stało się w moim życiu, że jest źle? Po prostu daje takie sytuację, żeby zobaczyć co zrobisz. Gdzie pójdziesz….

Mówię Ci. Bóg Cię kocha. Ten, który uczynił wszystkie rzeczy z niczego, kocha Ciebie.

Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu,
ta, która kocha syna swego łona?
A nawet, gdyby ona zapomniała,
Ja nie zapomnę o tobie       (Iz 49, 15)

Można wierzyć w Boga, ale nie wierzyć Bogu. Dlatego pytam Cię dziś, teraz. Wierzysz mu? Wierzysz, że On Cię kocha zanim jeszcze się narodziłeś? Wierzysz, że dzięki niemu Twoje grzechy są odpuszczone?… Czy wierzysz, że dzięki ukrzyżowanemu Jezusowi mamy życie wieczne? Zastanów się…

Dziękuję Ci Boże za Twoją miłość. Dziękuję, ze mnie stworzyłeś i dałeś mi moich rodziców. Dziękuję za dzisiejszy wspaniały dzień i namiot spotkania. Proszę spraw by każdy uwierzył, że Ty go kochasz. Proszę Cię także za kolejne dni wakacji i ludzi jadących na światowe dni młodzieży lub na pielgrzymkę. Uwielbiam Cię Panie w dzisiejszej pogodzie!

Umocniona

 

 

Przebaczenie

Młody człowiek czy stary

wie, że bez przebaczania nie ma wiary.

Posługując się wskazówkami Jezusa

nie zapomnijmy, że przebaczanie to nie taka prosta sztuka.

Czy jesteś zraniony?

Czy jesteś zły?

Ktoś Cię zranił, spowodował łzy?

Przebacz i idź.

    Przebaczenie… Bardzo trudny temat dla niektórych ludzi. Ktoś Cię zranił, boli Cię w sercu ta sytuacja, to zrozumiałe, że nie umiesz mu przebaczyć. No bo jak on MÓGŁ? Prawda? Jesteśmy tak zapatrzeni w siebie, że potrafimy żywić urazę do kogoś przez lata. Tylko pomyśl… Po co Ci to? Jeśli obmyślisz zemstę będzie Ci z tym dobrze?! Nie wierzę, że nie będziesz miał wyrzutów sumienia. Będzie Cię to dręczyło nocami i dniami.

    Znasz swoje grzechy i błędy. Bóg je także zna. Każdy grzech jest kolejną raną zadaną w Jego ciało. Mimo to przy każdej spowiedzi odpuszcza Ci te błędy, te grzechy. Wie, że jesteśmy tylko ludźmi i taka nasza natura. To czemu my mamy się na kogoś gniewać, nie przebaczyć mu błędów?

    Nie mówię, że to jest proste. Trzeba się oto modlić na pewno dużo. O łaskę przebaczania. By nie mieć żadnego urazu w sercu trzeba naprawdę DUŻO łaski.

   Jeśli Cię to nadal nie przekonało do przebaczenia dawnych lub świeżych krzywd swoim bliźnim powiem inaczej. Co się stanie jeśli ty pojawisz się w takiej sytuacji? Co mam na myśli? Jeśli Ty kiedyś popełnisz błąd, obrazisz kogoś, przezwiesz itd. To jak będziesz się czuł jeśli ta osoba Ci nie przebaczy? Dobrze?… Zostawiam to twojemu sumieniu. Zastanów się nad tym, proszę.

Odpuść przewinę bliźniemu, a wówczas, gdy błagać będziesz, zostaną ci odpuszczone grzechy. Gdy człowiek żywi złość przeciw drugiemu,
jakże u Pana szukać będzie uzdrowienia? Nie ma on miłosierdzia nad człowiekiem do siebie podobnym, jakże błagać będzie o odpuszczenie swoich własnych grzechów? Sam będąc ciałem trwa w nienawiści,
któż więc odpokutuje za jego przewinienia? Pamiętaj na ostatnie rzeczy i przestań nienawidzić; – na rozkład ciała, na śmierć, i trzymaj się przykazań! Pamiętaj na przykazania i nie miej w nienawiści bliźniego, – na przymierze Najwyższego, i daruj obrazę!    (Syr 28, 2-7)

Mam sama taki problem długiej urazy chowanej w sercu. Próbuję ją pokonać z pomocą Boga. Jeszcze jedno! Możliwe, że nie możesz wybaczyć sobie grzechów, błędów. Jeśli spowiadałeś się i dostałeś rozgrzeszenie to Bóg Ci już wybaczył. Masz już to wybaczone przez Niego, więc wybacz sobie też.

Przebaczenie dajesz mi. Choć wieczorem bywa płacz to poranek budzi się radosnym świętowaniem.

Dziękuję Ci Boże za dzisiejszy dzień. Za to, że miałeś mnie w opiece. Dziękuję Ci, że przebaczasz mi moje grzechy przy każdej spowiedzi. Proszę Cię za pewną trudną sytuację bliskiej mi osoby i za moją urazę noszoną w sercu. Proszę Cię, żebyśmy umieli przebaczać drugiemu człowiekowi tak jak Ty nam. Amen.

Umocniona

Anioł Stróż

Nie ważne czy deszcz czy pogodny dzień.

Anioł Stróż zawsze ratuje Cię.

Nie ważne czy koszmar czy grzech

On nadal obok Ciebie jest.

 Co mnie natchnęło na napisanie na taki temat? Odpowiedź jest prosta-koszmarna noc. Gdy byłam mała i mieszkałam jeszcze w starym pokoju pewien obraz pomagał mi przed każdą nocą. Musicie wiedzieć, że nieraz boję się zasnąć, bo często mam koszmary, które na długo zapamiętuje. Zawsze kiedy miałam się kłaść spać patrzyłam na ten obraz. Był na nim wielki anioł, który pilnował dwójkę przytulonych do siebie dzieci. Chłopca i dziewczynkę. Szły przez zepsuty most. Ten rysunek zawsze mnie uspakajał. Wiedziałam, że mogę spać spokojnie. Nawet jak obudziłam się z koszmaru to przywoływałam w wyobraźni ten obraz. Dziś zrobiłam to samo. I pomogło.

To właśnie ten. Może nie najpiękniejszy, ale ważny dla mnie. Dla mojego serca.

  Chyba każdy zna modlitwę „Aniele Boży stróżu mój…” Ostatnio odmawiając ją posyłam mojego Anioła Stróża do osoby, która tego potrzebuje. Czasami jednak zostawiam go sobie, gdy wiem, że mam jakiś problem do rozwiązania. Czy to działa? Oczywiście. Na początku podchodziłam do tego z wahaniem. Po pewnej sytuacji, której nie będę tu przytaczać wiem, że to działa. Co należy zrobić? Wystarczy po odmówieniu formułki powiedzieć: „Chcę żebyś był dziś z…” Jest jednak jedno ale! Jak wiemy każdy z nas ma jednego Anioła Stróża. Więc też nie może się rozdwoić. Posyłamy go w danym dniu tylko do jednej osoby.

Dziękuję Ci Boże za dzisiejszy dzień. Za mojego Anioła Stróża i moją siostrę. Dziękuję, że mogłam być świadkiem tego pięknego wydarzenia. Amen.

Umocniona

Niedziela, Niedziela, Niedziela!

 Zawsze przed moimi wpisem układam wiersz, ale teraz mi jakoś nie wychodzi, więc przejdę do sedna sprawy.

Dzisiaj jest niedziela! Trochę wiążąca się z moim imieniem, bo Dominika to wyraz pochodzący od określenia niedzieli. Ten dzień jest najważniejszy w całym tygodniu. Niedziela to Dzień Pański. Dzień, w którym odpoczywamy i idziemy się spotkać z Jezusem zmartwychwstałym do kościoła. Każda niedziela jest pamiątką zmartwychwstania Jezusa. Tyle, że chyba wszyscy o tym wiedzą.

 Na dzisiejszej mszy siedziałam z bananem na twarzy. Zamknęłam oczy na komunii, a jak otworzyłam to właśnie skończyli rozdawać komunie.  I wiecie co powiem? Dziś cały dzień się śmieje i nie mogę przestać. Nawet moja siostra przyszła do mojego pokoju żebym się uspokoiła, bo aż się śmiałam i krztusiłam.

 Siedzę przed laptopem, piszę i nie mogę się przestać śmiać. Ta radość mnie wypełnia. Wspominam jakieś stare śmieszne sytuacje i przestać nie mogę. Moja siostra, aż nazywa mnie śmieszkiem.

Pamiętaj abyś dzień święty święcił! Niedziela! Niedziela! Niedziela! Optymizm na całego. Życzę wszystkim udanej niedzieli i całego następnego tygodnia! 😀

Dziękuję Boże za ten dzien. Za tą Niedziele! Za to, że nie mogę się przestać śmiać i nie wiem o co chodzi. Dziękuję Ci za wszystko!

Chwała Panu 😀

Umocniona (Dominika)

Spowiedź

Dziękuję Ci Panie za Twoje zmartwychwstanie!

Dzięki Ci Panie za dzisiejsze pojednanie.

Dzięki Ci Panie za księdza, Twojego sługę.

Dzięki Ci Panie za tę niezmierną ulgę.

Dziękuję Ci Boże za wczorajsze rozmowy

i za Ducha Świętego podczas mojej „przemowy”.

  Chcę zacząć od tego, że dziękuję wszystkim, którzy się za mnie wczoraj pomodlili. Jestem tak szczęśliwa, że mogę na was liczyć i, że mam siłę dzięki temu się pojednać. Dziękuję także za wasze wczorajsze miłe słowa, które napisaliście mi osobiście, i za każdą rozmowę, którą wczoraj odbyłam.

  Spowiedź. Dla nie których bardzo trudna rzecz. Spowiedź jest ważna. Dzięki niej czujemy się lżejsi i szczęśliwsi. Jak byłam mniejsza spowiedź była dla mnie punktem, którym musiałam wykonać co miesiąc i tyle. Teraz spowiedź jest źródłem dzięki, którym czuję się lepiej. Naprawdę! Nie kłamię! Zawsze jak podchodzę do konfesjonału jestem zestresowana, nie raz muszę zamknąć oczy kiedy już się spowiadam, bo aż tak mnie trzęsie. Tyle, że odchodząc od niego od razu mi lżej. Jaka to radość jest jak idziesz do komunii i wiesz, że Chrystus znowu Ci przebaczył! Przed spowiedzią, jak już wiem, że muszę iść, bo to czuję to chodzę przygnębiona. Dusi mnie w środku coś nie ogarniętego. Jak mam grzechy boję się nawet spać, bo mnie nawiedzają sny.  Jak już jestem uwolniona to najlepiej bym skakała po kościele.

  Ale z czego się spowiadać? Kiedy należy chodzić do spowiedzi? Do jakiego księdza chodzić? Jak wiemy grzechy dzielą się na lekkie i ciężkie. Zawsze zastanawiałam się jakie są różnice, kiedy robię ciężki, a kiedy lekki. Dopiero niedawno się dowiedziałam. Grzechy lekkie to takie, który każdy człowiek popełnia bez zastanowienia się. Za to jeśli się zastanawiasz nad tym czy np. skłamać komuś, a potem to zrobisz to już jest grzech ciężki. Każdy ma sumienie i kierując się nim powinien spowiadać się. Ja akurat jestem wybredna jeśli chodzi o księdza, ale to każdy ma inaczej. Oaza naciska na to, żeby mieć jednego spowiednika. Z jednej strony chciałabym mieć jednego, ale wiem, że nie potrafiłabym o to żadnego zapytać.

Dziękuję Ci Boże za pojednanie i za księdza, który mnie spowiadał. Dziękuję, że wziąłeś  to brzemię. Prowadź mnie i pomóż wybierać dobre rzeczy.

Dominika (Umocniona)

Przyjaciel najważniejszą osobą życia

Przyjaciel jest tarczą

Przyjaciel jest mieczem

Który wysłucha nawet gdy jest Ci bardzo źle.

Przyjaciel powie Ci zawsze prawdę

Przyjaciel o Tobie dużo wie.

Rozpoznaje kiedy uśmiechasz lub poddajesz się.

  Nie mogę oczekiwać od mojego przyjaciela na ziemi, że będzie zawsze najlepszy dla mnie. Bo ja sama taka być nie potrafię. Popełniam błędy i inni też je popełniają. Mam swoich przyjaciół na, których mi zależy. Co nie znaczy, że ich nie ranie, nie kłócę się z nimi. Chyba każdy z moich przyjaciół ma mnie kiedyś dość, ale i tak zostają.  Przyjaciele są dla mnie oparciem. Jestem przejęta każdą naszą kłótnią. Nie raz ranie, mówię coś czego nie chciałam, czasami wybaczają, czasami nie.

  Ale jest Przyjaciel, który zawsze mi wybacza. Nawet kiedy ja się od niego odwrócę. On zna moje wszystkie tajemnice. On zna całą mnie, nawet rzeczy, o których ja sama nie mam pojęcia. Jest najlepszym obserwatorem. Kiedy mi źle on tylko czeka, aż mu to powiem. Zna mnie, a ja próbuję odkryć jego. Daje mi tu przyjaciół na ziemi, aby oni sprawiali bym była szczęśliwa, uśmiechnięta.

   Dziękuję, że dałeś mi moich przyjaciół na, których mogę polegać. Dziękuje, że to Ty jesteś moim Przyjacielem.

Przyjaciela mam co pociesza mnie, gdy o jego ramie oprę się. W nim nadzieję mam, uleciał strach On najbliżej jest, zawsze troszczy się.

Chwała Panu!

Umocniona 😀