Archiwum kategorii: Jak postępować

DDAK

Rok temu, a dokładnie kiedy trwał Wielki Czwartek natknęłam się na Dzieło Duchowej Adopcji Kapłanów. Nie oszukam Was jeśli powiem, że nazwa tego dzieła była dla mnie bardzo intrygująca. Jak to ja, zaczęłam z zainteresowaniem wczytywać się w treść i sens tego co zawiera ta duchowa adopcja.

Duchowa Adopcja Kapłanów polega na modlitwie za konkretnego kapłana na określony czas. Co było dla mnie uspakajające można określić czas jaki chcesz się modlić i wraz z upływem dni przedłużyć adopcję. Przecież nie każdy potrafi podjąć decyzję na całe życie mając skończone jedynie 17 lat. Modlitwa za kapłana nie jest narzucona. Sam wybierasz formę i po prostu się jej trzymasz. Może to być różaniec, Ojcze Nasz, nowenna, litania itp. Nawet gdy nie masz siły na wielkie modlitwy wystarczy, że powiesz „Boże błogosław tego kapłana.” Możesz modlić się za każdego kapłana i nie musi być jedyny. Ja mam dwóch kapłanów, za których się modlę. Sama osobiście raz w miesiącu przyjmuję za nich komunie i modlę się koronką do Bożego Miłosierdzia. W pozostałe dni różnie odmawiam modlitwy.

Czemu właśnie kapłani? Czemu akurat oni? To proste. Kapłani to jednymi ludzie, którzy mogą nam dawać osobiście Jezusa między innymi pod postacią chleba i wina. To oni udzielają nam Sakramentów. Powiem szczerzę, że kapłani odegrali dużą rolę w moim życiu duchowym. Wiem, że zawdzięczam im nie jedno. Wiem też, że są ludźmi grzesznymi, że upadają, że diabeł jeszcze bardziej ich kusi. Nieraz słuchają krytyki. Dlatego sądzę, że moim zadaniem jest modlenie się za nich. Często myślę, że to jest nic w porównaniu do tego co oni zrobili dla mnie. Naprawdę akurat tym dwóm kapłanom nie mam nawet jak się odwdzięczyć. Jednak modlitwa jest im potrzebna i wiem, że to jest najlepsze co mogę dla nich zrobić. Na jak długo? Nie wiem na razie się modlę.

Warto modlić się za kapłanów. Często ich krytykujemy, wkurzamy się na nich czy oceniamy. Oni też są grzesznikami, popełniają błędy. Nieraz słyszę, że miałam szczęście poznać tych dobrych księży dlatego ich tak bronie. Heh może to dziwne, ale zawsze miałam do nich respekt. I nawet jak poznaję takiego, którego nie lubię po prostu szanuję jego kapłaństwo.

Zbliża się Wielki Czwartek. Warto pomyśleć o tym co oni dla nas robią. A jestem pewna, że robią wiele, bo sama się o tym przekonałam.

https://ddak.wordpress.com/  <- odsyłam do strony, bo lepiej samemu poczytać o co w tym chodzi.

Konsekwentne postępowanie

Często w naszej wierze stajemy przed różnymi dylematami. W głowie mamy te wszystkie zasady bycia prawdziwym chrześcijaninem, ale nie zawsze umiemy je wprowadzać w życie. Nie potrafimy zaufać temu, co podpowiada nam Duch Św, ale za wszelką cenę próbujemy iść własną drogą. Wiedza niewcielona w życie jest gorsza niż nieświadome popełnianie błędów.

Dajmy jakiś przykład, żeby było jasne. Człowiek zna prawdy wiary. Wie, że trzeba miłować i wybaczać wszystkim ludziom. Z jego sumienia często wydobywa się głos, żeby ową wiedzę wykorzystać. Jest jednak tak trudno mu przyjąć, że ktoś go zranił, że nie potrafi, a nawet nie chce komuś wybaczyć. Mamy wtedy do czynienia z pychą i poczuciem, że wiemy lepiej niż Bóg. Tymczasem powinniśmy jak Jezus wybaczać nie tylko to co dla nas jest łatwe, ale także to co nas mocno dotknęło.

Czy to jest proste? Oczywiście, że nie. Tak naprawdę może czasami zdawać się nam, że już wszystkim wybaczyliśmy. Jednak często gdzieś głęboko w sercu skrywamy urazę, żal do drugiej osoby. Najważniejsze w takim momencie jest przyjąć to i zrozumieć, że trzeba nad tym popracować. Jak? Po prostu prosić Ducha Św. o łaskę pełnego wybaczenia. Za słowami modlitwy Pańskiej: „i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom.”

Gdy już dojdziesz do tego, że naprawdę komuś wybaczyłeś, musisz mu to także pokazać. Najlepiej porozmawiać z taką osobą, a jeżeli nie ma się odwagi to pokazywać przebaczenie poprzez dobre uczynki. Nie można pozostawiać tego tylko dla siebie albo oczekiwać na to, że ta osoba się domyśli.

Umocniona z przyjaciółką

Hierarchia zbawienia

Istnieje coś takiego jak hierarchia zbawienia. Są zawarte w nim trzy punkty. Najpierw troska o swoje zbawienie, potem troska o zbawienie wewnątrz własnej rodziny, a na samym końcu przejmowanie się zbawieniem innych ludzi. Na pierwszy rzut oka można pomyśleć, że to takie egoistyczne. Nie jest tak jednak gdy się nad tym zastanowisz. Najpierw jesteśmy wezwani do dbania o dobro w swoim życiu, o ciągłe nawracanie i dążenie do świętości czyli zbawienia. Gdy się oto już troszczymy powinniśmy zatroszczyć się o naszą najbliższą rodzinę. Na końcu zaś inni ludzie. Dlaczego? Wyobraźmy sobie człowieka. Dajmy na to, że ma już 40 lat i ma własną rodzinę z nastoletnimi dziećmi. Załóżmy, że o swoje zbawienie dba i nawraca ludzi wokół siebie. Jednak w swoim domu nie potrafi przekazać wiary własnym dzieciom i w końcu pozwala im odejść z kościoła mimo, że nie są pełnoletni, a sam wierzy w Boga. Przecież na chrzcie przyrzekał troszczyć się o wiarę swoich dzieci. Czemu więc nawraca innych ludzi jeśli nie troszczy się o tych najbliższych?

Gdy byłam mała denerwowałam się, że musiałam chodzić dwa razy do kościoła i do tego na to samo. W sobotę, ponieważ moi rodzice są w neokatechumenacie i w niedzielę, ponieważ śpiewałam w scholi dziecięcej. Denerwowałam się, ale wiedziałam, że jak się postawię i tak będę musiała iść. I wiem, że dzięki temu, że rodzice mieli twarde argumenty nie zboczyłam z drogi w wieku tych 12 lat.

Ułożyłam kiedyś taką modlitwę:

Tym co dajesz doświadczenie, daj wytchnienie.

Tym co noszą Twe cierpienie, ześlij ukojenie.

Tym co kochać pragną, pomóż łaknąć.

Tym wszystkim proszącym Tobie ufającym.

Powierzam Ci życie przyjaciół, rodziny, moje.

Prowadź nas po ścieżkach prostych

z Tobą rozwalimy wszystkie mosty.

W Twoje ręce Mamo powierzam tych, którzy łakną.

Św. Kajetanie ucz nas jedności.

Św. Krzysztofie bądź z nami w drodze.

Św. Filomeno wstawiaj się za chorymi.

Św. Dominiko pomóż zawalczyć mi niebo.

Amen.

Umocniona

 

Czy mogę prosić…?

Czy mogę prosić abyście przeczytali ten wpis? Mogę. Czy to zrobicie? Nie mam pojęcia.

Dostałam właśnie wiadomość od koleżanki z zapewnieniem modlitwy za mnie. To jest kolejny znak, który mówi mi, że ten temat blogu jest odpowiedni.

Jadąc ostatnio samochodem pewna osoba została zapytana przez kapłana czy prosi innych o modlitwę. Odpowiedzią było słowo „nie”. Ostatnio zastanowiło mnie to dlaczego tak jest?

Sama pamiętam, że zawsze miałam z tym problem. Dlaczego? Było parę powodów. Pierwszy z nich był taki, że było mi głupio pytać. Kolejny, że to nadużywanie czasu innych osób. Czasami też wstyd, że tego potrzebujesz. Nieraz powstrzymywało mnie to, że ludzie będą pytać o szczegóły. Nie zawsze chcesz się wszystkim tłumaczyć.

Wszystkie te argumenty przeciw proszeniu o modlitwę są nieuzasadnione w praktyce. To, że prosimy, znaczy, że przejmujemy się swoją wiarą, sytuacją życiową, zdrowiem itp. i wierzymy, że tylko Bóg może nam w tym pomóc. Każdy z nas potrzebuje modlitwy nie tylko swojej, ale także innych ludzi. „Wyznawajcie zatem sobie nawzajem grzechy, módlcie się jeden za drugiego, byście odzyskali zdrowie. Wielką moc posiada wytrwała modlitwa sprawiedliwego.” (Jk 5,16) Należy także pamiętać, że prosimy, a nie każemy.  Jeśli proszona osoba się zgadza i to robi nie nadużywamy jej czasu. Szczegółów natomiast nie trzeba objaśniać.  Gdy ktoś zacznie pytać powiedzieć, że nie chcesz o tym mówić, a Bóg wie o co chodzi.

Nie wiem w jakim momencie nauczyłam się prosić o modlitwę. Pamiętam, że musiałam się pogodzić z tym, że jej potrzebuję. Nie oszukujmy się, każdy ją potrzebuje. Ważne też było to, żeby umieć dziękować właśnie za to, że ktoś się za ciebie modli. Przedstawiając tą prośbę w osobistej modlitwie dziękowałam Bogu za tych ludzi, którzy się za mnie pomodlili.

Nie bójmy się prosić! Nie bójmy się także słyszeć, że ktoś się za ciebie modli. Nie bójmy się przedstawiać próśb drugiego człowieka. Nawet sporadyczną modlitwą możemy zdziałać Boże cuda.

Śmieję się często, że mam „czterech podopiecznych modlitewnych”. Każda osoba jest ode mnie starsza, ale wiem, że moja modlitwa jest im potrzebna. Cieszę się, że mogę ich w niej zapewniać.

Umocniona

Bądźmy misjonarzami!

Zaczął się tydzień misyjny. Warto pamiętać w swych modlitwach za wszystkich misjonarzy i misjonarki.

Bądźmy misjonarzami! Tak, właśnie misjonarzami. Nie trzeba wyjeżdżać w dalekie kraje. Wystarczy tu na miejscu dawać świadectwo miłości Jezusa Chrystusa! W szkole, pracy czy w rodzinie. To jest bardzo potrzebna i trudna służba.

„Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj!” (Rz 12,21)

Wdzięczność

Dzisiaj rozpoczynając lekcje matematyki dałam nauczycielce spóźniony prezent na Dzień Nauczyciela. Chciałam zrobić to w jak najmniejszym gronie dlatego poczekałam na rozszerzenie gdzie jestem tylko z kolegą. Kubek, który sama zaprojektowałam miał być prezentem wdzięczności za to jakim wspaniałym człowiekiem jest moja nauczycielka. Gdy szłam na lekcje układałam sobie w głowie przemówienie, w której zawarłam wszystkie ważne słowa. Na końcu miało być, że mam nadzieje, że Pani się spodoba kubek, a jak nie to przepraszam. Wchodząc na lekcje zapomniałam słów. Wystarczył gest, bo słów nie umiałam wypowiedzieć.

I tak oto wdzięczność stała się tylko albo aż gestem. Nie wiem czy to skleroza, czy stres, czy po prostu nie umiałam wypowiedzieć za co jestem jej wdzięczna. To samo dzieje się gdy Bóg zsyła mi Swoją łaskę. Dostaję ją i mogę z nią zrobić co chcę. Gdy odrzucam, nie dostrzegam tego co dla mnie przygotował. Gdy przyjmuję i się nią dziele np. poprzez moje talenty podarowuję Mu taki kubek. Czasami nie potrafimy dobrać słów i gest wdzięczności to najlepsze co możemy zrobić w takiej chwili. Zawsze dobrze to wygląda z uśmiechem 😉

Ostatnio bardzo o coś prosiłam. Nigdy jeszcze nie siedziałam przez 30 min i nie mówiłam nic patrząc w tabernakulum. Chłonęłam ciszę i czułam jak powoli opanowuje mnie spokój i zaufanie. Wiedziałam to co się stanie będzie Jego planem. Miałam co prawda nadzieję, że będzie dobrze oto się modliłam, ale przede wszystkim musiałam mu zaufać.

I zaufałam! Teraz jestem Mu wdzięczna, bo to o co prosiłam stało się. Wiem też, że taki jest Jego plan czyli najlepszy jaki mógłby być. Jestem tak bardzo wdzięczna, że nie wiem co ze sobą zrobić, żadne słowa nie oddają teraz mojego stanu więc zaczęłam działać. „Jaki mamy czas? Czas Nowej Ewangelizacji”. No to bierzemy się do roboty. Chrześcijanin nie czeka z założonymi rękami.

Zaczynam parę projektów, aby trochę urozmaicić bloga, ale to w najbliższym czasie. Mogę zdradzić, że aktualnie redaguję konferencje z rekolekcji, które odbyły się w ten weekend, ale trochę tego jest więc nie wiem kiedy się pojawi wpis. Życzę błogosławionego tygodnia!

Umocniona

„Zło dobrem zwyciężaj”

Znowu gdy przychodzi niedziela nie mam pomysłu na pisanie. Siadam przed pustym blogiem i co chwile zapisuje słowa, które nie wiem jaki mają sens.

Ostatnio dużo robię, dużo myślę. Robię mapę tego co powinnam jeszcze zrobić, co kiedy i jak. Organizuję, zarządzam, modlę się, ale się  nie zatrzymuję. Zaczyna się roczny bieg, który czasami wolałabym zmienić na chwile postoju. Nie warto się jednak cofać. Łapię chwilę dla siebie dopiero gdy mój mózg zasypia, a powieki się kleją. Wtedy to już nie ma ciszy, a jest sen.

Czasami warto sobie odpuścić. Chociaż na myśl, że może coś mnie ominąć aż mam ciarki. Nie lubię gdy coś dzieje się beze mnie. Jednak w ciągu dnia powinno się znaleźć czas na wyciszenie, na spojrzenie wgłąb siebie. Pomyślenie nad tym co dzisiaj udało mi się uczynić. Czy moja wiara dzięki dzisiejszemu dniu się powiększyła? Czy może została w tym samym miejscu, a może zrobiliśmy krok w tył? „Zło dobrem zwyciężaj.” I nie bój się iść i widzieć w sobie dobro, bo ono w nas jest. Ważne jest zauważać je codziennie i je powiększać. Jeśli myślisz, że staniesz się w ten sposób pyszałkowaty zacznij za te wszystkie dobra dziękować Bogu. Wtedy Twoja dusza będzie przekonana, że to nie Twoja zasługa, ale łaska dana od Boga. Tak jest w istocie.

Nikomu złem za złe nie odpłacajcie. Starajcie się dobrze czynić wobec wszystkich ludzi! Jeżeli to jest możliwe, o ile to od was zależy, żyjcie w zgodzie ze wszystkimi ludźmi! Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj! (Rz 12, 17-18. 21)

Miłego tygodnia! 🙂

Chwała Panu!

Umocniona

Wewnętrzny bunt

Ktoś podaje mi rękę na przeprosiny, a ja myślę czy to prawdziwe. Ktoś chwali mnie za coś w czym nie czuję się dobra i zastanawiam się czy ze mnie nie drwi. Ktoś karze mi coś zrobić, a ja czuję, że nie podobałam, że to za dużo. Ktoś mnie uciszy, ale ja nic nie zrobiłam itd. Odzywa się nagle wewnętrzny bunt.

Bunt pojawia się w nas i może zostać uciszony lub wysłuchany. Gdy dzieję się to drugie mogą wyjść nie miłe sytuacje. Kiedy zostaje uciszony często dręczy nas w środku. Jak ktoś mógł się odnieść, że nie smakuje mu moja kawa? Czy ten człowiek ze mnie drwi, ja nie potrafię tańczyć przecież, a on mówi, że wywijam na parkiecie?! Ogólnie emocje są obojętne, ale to my nadajemy im cechę albo negatywną albo pozytywną. Jeśli coś sprawia, że chodzimy poirytowali jest wielkie prawdopodobieństwo, że w końcu wybuchniemy. Nieraz zdarza się to przy małej sprawie, chociaż w głowie mamy większy scenariusz przyczyn obrażenia. Osoby z zewnątrz nie zawsze rozumieją nasze obrażenie.

Osobiście polecam wyjście z pomieszczenia gdzie znajduję się problem i chwilę ciszy z samym sobą. Przeanalizowanie sytuacji i wypowiedzenie wszystkiego Bogu. Może być na głos przecież nikt nam nie broni. Często nasz bunt w głowie brzmi lepiej niż gdy go wypowiadasz. Lepiej, żeby nie wynikały z niego sytuacje, w których nie potrafisz się z kimś pogodzić. Chociaż najlepszym sposobem jest rozmowa. Nic tak nie pomaga na bunt jak po chwili wytchnienia wszystko osobie, która cię zdenerwowała, mówisz. Nawet jeśli ona nic na to nie odpowie.

Musicie wybaczyć, że temat jest jaki jest. Ale to już trzeci post jaki zaczynam i naprawdę nie mam pojęcia czy jest to zrozumiale napisane. Mam nadzieję, że tak. Z Bogiem! 🙂

Umocniona

Wzrost duszy

Ostatni tydzień szkoły, a ja i mój młodszy brat leżymy w domu chorzy. W pierwszą noc gdy nie czułam się najlepiej usłyszałam Pawełka, który krzyczał do mamy z rozpaczy. Okazało się, że przypomniało mu się, że się nie pomodlił. Mama chciała go przekonać, że się nic nie stało. On jednak z płaczem powiedział „nie” i zaczął chlipiąc odmawiać „Ojcze nasz” i „Aniele Boży.” Dla niego nie było ważne to, że była prawie północ. To nie pierwszy raz kiedy mój pięcioletni brat uświadamia mi jak modlitwa jest ważna.

Modlitwa to rozmowa z Bogiem. To czas, w którym mówisz mu wszystko. Ten czas nigdy nie jest zmarnowany.

Ostatnio nie potrafiłam się skupić na modlitwie. Zastanawiałam się po co to robię. Adoptowałam duchowo kolejne osoby, odmawiałam Nowennę Pompejańską, czytałam Pismo Św. i zastanawiałam się jak długo wytrzymam. Wydawało mi się to takie męczące. Codziennie poświęcać tyle czas Bogu i nie wiedzieć co z tego miałam. Problem mój był taki, że brałam bardzo dużo na siebie i nie myślałam o wzroście mojej duszy ku Bogu, a o własnej satysfakcji. Ja nie dam rady? To było jak wyzwanie, a nie jak szczera rozmowa z Przyjacielem.

Na szczęście jednak zrozumiałam, że to nie oto chodzi w modlitwie. Nie chodzi o wywyższanie się, stawianie sobie progów czy bycia nad ambitnym. To, że działają na mnie rozproszenia znaczy tylko tyle, że zły działa bym tego nie robiła. Moja dusza nie będzie miała wzrostu, jeśli nie będzie zwracała się do Boga. Gdy wypowiadam kolejne słowa modlitwy na końcu dodaję, żeby działa się Jego wola. Oczywiście, że bywam zła, że nie idzie tak jak jak chcę, ale ufam, że taki był Jego plan. Tym bardziej jeśli modliłam się żeby tak było.

Ważna w modlitwie jest cisza. Wśród zgiełku świata i ciągłych hałasów nie potrafimy się skupić na istocie modlitwy. Na tym do kogo się zwracamy. Warto znaleźć sobie taki czas i miejsce, które pozwolą na chwilę wytchnienia i porozmawiania z Bogiem.

„Modlicie się, a nie otrzymujecie, bo się źle modlicie, starając się jedynie o zaspokojenie swych żądz.” (Jk 4,3)

Mogę już powiedzieć, że mam wakacje. Czyli bardzo dużo czasu. Zawsze gdy mam za dużo czasu zapominam o modlitwie. Odkładam ją na później, a potem jest za późno. Wiem, że to dość śmieszne. Mam nadzieję, że w te wakacje będę potrafiła postawić modlitwę ponad wszystko co nieważne.

Chwała Panu!

Umocniona

 

Moc młodzieży, po prostu „JESTEM”

Właśnie wróciłam z rekolekcji weekendowych, które odbyły się w Pasłęku. Tak się zastanawiałam przez te trzy dni o czym mogłabym napisać. Co tak naprawdę mnie tym razem zachwyciło? Czym zaskoczył mnie Pan Bóg?…

 To dość dziwne, ale Bóg przez te dni nie używał słów animatorów, abym potrafiła się Nim na nowo zachwycić. Nie posługiwał się świadectwami żeby na mnie „wpłynąć”. Robił to po prostu poprzez ludzi. Ich obecności, uśmiechu, radości. W momentach kiedy nie potrafiłam sama sobie poradzić przyjeżdżali goście od razu sprawiając, że uśmiech wracał na swoje miejsce. Na moją twarz.

 Zakochałam się w naszym śpiewie dla Niego, w naszych szczerych odpowiedziach na Mszy Św. Zaczęłam podziwiać, że tak duża grupka młodzieży wierzy w Boga, ufa Mu i chce pogłębiać relacje z Nim. Prawda, każdy z nas wątpi, traci swój „żywioł”, nieraz swój uśmiech… Jednak to właśnie nas, Bóg powołał byśmy tam coś przeżyli. Każdy na swój własny sposób.

 Jesteśmy mocni. Młodzież jest mocna, jest naszą przyszłością. My nią jesteśmy. „Duch wieje kędy chce.” Niedługo odbędzie się kolejny zjazd młodzieży na Polach Lednickich. Po raz drugi będę miała możliwość uczestniczyć w tym wydarzeniu. Od nas z parafii zbierają się dwa autobusy. Jeden człowiek namówiony, potem kolejny, on namawia znajomych i taki sznurek. Od tygodnia są zapisy, a ja mam wielkie oczy gdy coraz większa robi się nasza lista. Właśnie dlaczego? Dlaczego ludzie chcą tam jeździć?

 „Dowiedziałam się o Lednicy od siostry i jak usłyszałam słowa: Bóg, Ludzie, Taniec, to stwierdziłam: to dla mnie! A wiec pojechałam i się po prostu zakochałam! Atmosfera tam panująca, przebywanie ze znajomymi chwaląc Boga! To jest to! I jeszcze te tance lednickie, wszystko składa się na super wyjazd i niezapomniane przeżycia.”- świadectwo Ani.

 Wszystko sprowadza nas do tego, że gdy człowiek widzi większe zaangażowanie sam chętniej się angażuje. Odpowiada twierdząco na zaproszenie i nie żałuje. Radość jest oznaką obecności Boga.

 Nie byłeś na Lednicy? A może się zastanawiasz? Poszukaj w swojej parafii i jedź! Nic nie tracisz jadąc nam. Przekonasz się czy Ci to coś da, czy było warto. Siedząc bezczynnie nie wiesz co straciłeś. Bóg Cię woła, nie bój się. Po prostu bądź. Ja JESTEM.

Umocniona