Archiwum kategorii: Przemyślenia

Nie wiem

Dawno nie pisałam na tym blogu. Wybaczcie mi ostatnio nawet jak mam czas dla siebie wykorzystuję go na chociaż chwilę przerwy. W sumie marnuję go. Brakuję mi też coraz bardziej pomysłu na to co pisać. Co będzie chociaż trochę interesujące?

Ostatnio gubię się sama ze sobą. Każdy ma takie chwilę, w których myśli, że nie da rady, że coś jest nie tak. Dostałam od Boga wiele dobrego. Samo to, że tyle mogę się angażować w oazę, w śpiew, przy okazji nie zaniedbując nauki jest dla mnie niesamowitą łaską. Choć czuję, że chcę odpocząć. Prowadziłam swoją grupę jako animatorka i aktualnie jej nie mam. Bardzo lubiłam to, że mogę im prowadzić spotkania, że mogę jeszcze bardziej służyć. Smutno mi, że ich oddałam mimo posiadania planu, że dam radę i zrobię im cały rok formacji. Niestety napięty grafik tak mi związuje ręce, że gdy dostałam propozycję oddania ich w dobre ręce zrobiłam to.

Mam wrażenie, że wszystkich zawodzę. I tu nie chodzi oto, żebyście teraz mi przyznawali rację czy odwrotnie. Czuję, że moim marudzeniem gadaniem i popełnianiem błędów oddalam od siebie ludzi. Mimo, że gdy staram się mniej mówić i tak najbliżsi się zastanawiają czy coś nie tak. Czy coś się stało? Tak, nie mam radości zmartwychwstałego. Co myślę kiedy nie mówię? Że nie ma sensu nic mówić, bo po co. Co robię gdy wpatruję się w dal, w człowieka, w jeden określony punkt? Myślę o tym co mi nie wyszło, co mi nie wychodzi, albo co mi nie wyjdzie. A że mam wspaniałą pamięć i wyobraźnie potrafię to sobie co do szczegółu przypomnieć lub wyobrazić. Tak funkcjonuje moja podświadomość. Najgorsze jednak zawsze jest w snach…

Tydzień temu pisałam na fb, że nie warto myśleć o jutrze. To jest coś co próbuję wprowadzić w życie. Potrzeba naprawdę dużo czasu żeby to co wiem przeszło w to co myślę i robię. Siła mojej walki słabnie, ale to na inny raz na razie nie umiem wam napisać jak to zmienić albo czemu tak jest.

W czasie pomyślności zapomina się o przykrościach,
a w czasie przykrości nie pamięta się o pomyślności.  (Syr 11, 25)

Spokój

Od paru dni obiecuję sobie, że coś napiszę. „Mam rekolekcję w szkole będę miała dużo czasu”. Tak sobie myślałam, ale okazało się, że byłam w błędzie. Czas leci mi szybko, zdecydowanie za szybko. Ale nie o tym chciałam…

Moje życie to maraton, ale to już nieraz wspominałam. Teraz jednak dzieją się w moim życiu takie rzeczy, o których nie posądziłabym się, że kiedyś będą miały miejsce. Mało tego nawet moi przyjaciele dziwią się co słyszą. Nie mówię, że wszystko co robię jest mądre, bo zdecydowanie nie jest, ale zaczynam być bardziej otwarta na życie. Jeszcze rok temu nie posądziłabym się oto, że kiedyś wsiądę za kierownicę samochodu… Teraz dużymi krokami zbliżam się do egzaminu na prawo jazdy. Nigdy też nie chciałam być animatorem. Dawać a nie brać? O nie! Jak już zostałam muzycznym to trochę nagięłam zasadę i dodałam, że muzyczny to tylko muzyczny. Nic szczególnego. Kto by pomyślał, że teraz prowadzę spotkania własnej grupie? Na pewno nie ja.

Zawsze mnie garnęło do różnych rzeczy, ale strach paraliżował moje decyzje i postawienie kroku na przód. Nawet gdy coś postanowiłam w nocy budziły mnie koszmary i nie wysypiałam się. Tak też na początku było z jazdą samochodem. Mimo, że miałam zaufanie do instruktora i wiedziałam, że jakby co działa mu hamulec itd, nie miałam zaufania do siebie. Na każdym skrzyżowaniu brała mnie panika, że zapomnę o czymś i komuś coś zrobię. I pewnego dnia to ustało…

Mam na to dwa argumenty. Pierwszy to ten obraz, o którym pisałam ostatnio. Natomiast drugi dotyczył mnie samej. Bardzo dużo schudłam, nie chodziłam wyspana, bałam się spać. I powiedziałam dość. Tak nie może wyglądać moje życie gdy zaczynam coś nowego. Nabrałam dystansu, zaufałam Bogu. Powiedziałam Mu nie daję sobie rady, jak Ty w to nie wkroczysz to nie wiem co z tego będzie.

Rezultat? Jestem spokojna. Duch Św. wlał we mnie spokój. Oczywiście bywa jeszcze lęk (np. że mam tyle spr w następnym tyg, potem rekolekcje w Triduum i święta, drugi etap konkursu i gdzieś w tym czasie egzamin z prawa jazdy), ale wierzę, że będzie dobrze. Przynajmniej, że będzie toważyszył mi spokój Boży.

Także ja gnam do obowiązków, życzę wam miłego końca tygodnia 🙂

Umocniona

Obraz

Patrzę w te oczy

Ciemne, brązowe

I wiem, że to jeszcze nie koniec.

Patrzę w te oczy

Wyraziste, wspaniałe

W życiu powodują zamieszanie nie małe.

Poważna twarz cały czas

W mych myślach utrwala się ta twarz.

Kiedy się stresuję lub czegoś boję

pojawia się On w mojej głowie.

Widzę te oczy bacznie obserwujące

Co tym razem najlepszego robię.

Widzę w tych oczach bezpieczeństwo

i czuję się jak małe dziecko.

Widzę ogromną miłość i myślę sobie…

Boże, przecież ja jestem tylko człowiek!

Dostałam ostatnio z okazji moich 18-stych urodzin obraz Jezusa. Jakoś tak nie przejęłam się specjalnie, bo w sumie nie przywiązuję wagi do malowideł. Tym bardziej, że akurat zawsze najmniej interesowała mnie ta dziedzina sztuki. Zawsze wolałam muzykę, teatr czy nawet rzeźbę. Dlatego też miałam w pokoju św. rodzinne, bo mama nie przeżyłaby jakbym nie miała choć jednego obrazu. Nawet kiedyś się zastanawiałam czy nie zmienić go na więcej zdjęć, ale jakoś tak został.

Jednak gdy dostałam obraz na urodziny i polecenie, że mam go powiesić tak abym pierwsze co zobaczyła po wstaniu to właśnie Jezusa. Jak już dostaje polecenie od kogoś kogo darze sympatią to wykonuję je od razu. Czasami bardziej żeby temu komuś nie było smutno. I tak też zrobiłam tym razem.

Wieszając Go na ścianie przypatrzyłam się tym oczom. Nie wiem czemu, ale patrzyłam się w nie dobre parę minut. W końcu poszłam do szkoły. Jednak to spojrzenie chodziło za mną cały dzień. Uspakajało mnie. Ostatnio nie jest to takie łatwe. Tego dnia byłam także drugi raz w Elblągu samochodem jako kierowca. To, że jeżdżę bardzo mnie stresuje, ale tego dnia czułam się pewnie. I szło mi znacznie lepiej niż zawsze. A gdy już późną porą wróciłam do domu nie usiadłam do lekcji tylko patrzyłam się na ten obraz. Nie mogłam oczu oderwać.

Czemu o tym piszę? Mija tydzień, a ja nadal jestem zachwycona. Wspaniale się do niego mówi, wspaniale się milczy i wspaniale się patrzy. To tylko obraz, ale wydaje mi się, że jest taki prawdziwy.

Tak jest!

Jestem cudem Boga. Stworzył mnie On na swój własny obraz i podobieństwo. (Rdz 1, 27) Dał mi życie i wspaniałą rodzinę. (Ps 139, 13-14) Jestem cudem, ponieważ drzemie we mnie potencjał świętego człowieka. (Iz 60, 1) Wszystkie moje drogi ma w swoich rękach, bo stworzył dla mnie cudowny plan. (Iz 43, 13a).  Nie muszę się martwić o jutro. (Mt 6, 34). Każdy mój czyn powinien pomagać drugiemu człowiekowi. Powinnam służyć miłością. (J 13, 34). Moim zadaniem jest świadczyć o Jego potędze. (Syr 42,15). Nie muszę się bać, bo Pan jest ze mną (Ps 118, 6-7). Tchnął w moje usta, swoje Słowa. (Jr 1, 6-9). Czeka na mnie, abym do Niego przyszła. (Ap 3, 20). Żebym powiedziała mu wszystkie swoje troski i bóle (Mt 11, 28). Wystarczy, że wypowiem mu swoją modlitwę, a On mnie wysłucha. (Mt 7, 7-8) Czas Mu zaufać i powierzyć całe swoje Życie w Jego ręce. (Ps 37, 4-6)

Poradnik Ambitnego Człowieka

Poradnik Ambitnego Człowieka:

  1. Ufaj Bogu zawsze i wszędzie.
  2. Nie lękaj się wszystkiego.
  3. Powoli dąż do świętości.
  4. Nie spiesz się! TO JEST PROCES.
  5. Niech Twoje myśli czasami się odprężą.
  6. stawiaj wspólnotę ponad naukę.
  7. czytaj Słowo Życia i rozważaj je.
  8. Jeśli zaczniesz analizować pamiętaj, że Bóg dokonuje NIEMOŻLIWEGO!
  9. Głoś i czyń!
  10. PATRZ-OCENIAJ-DZIAŁAJ
  11. Pamiętaj, że jesteś umiłowanym Dzieckiem Bożym!
  12. Próbuj, aby wady stały się zaletami.
  13. Po prostu RÓB SWOJE.
  14. Bądź otwarta na Ducha Św.
  15. EXODUS- czas wyjść z niewoli
  16. UŚMIECHAJ SIĘ!
  17. Dziel się każdą chwilą z Bogiem.
  18. Walcz jak lwica, aby dobro wygrało w Tobie.

Taki poradnik napisałam sobie ponad rok temu na rekolekcjach oazowych. Nie wracam do niego często choć nieraz powinnam. Pewnie punktów znalazło by się dużo więcej, ale te trafiają akurat do mnie. Pisałam je podczas modlitwy dlatego są bardzo trafne akurat w moim życiu. Nazwa jest taka, ponieważ trochę jestem nad ambitna.

 

Ciekawy tydzień

W tym tygodniu przytrafiały mi się parę nieprzyjemnych wydarzeń. Zgubiłam bluzę i bilet miesięczny (na szczęście go odzyskałam), dostałam wysypki w środku buzi przez co bolało mnie gdy cokolwiek jadłam, wchodziłam w pudła ściany i futryny prawie się przewracając. Nie potrafiłam zmobilizować się do nauki zamiast tego siedziałam w Internecie. Ogólnie to był ciekawy tydzień.

Mimo to nie uważam, że czegoś mnie nauczył.  Po pierwsze ludzie są pomocni. I może myślicie, że odkryłam Amerykę, ale to naprawdę mnie zaskoczyło i uradowało. Zgubienie biletu było dla mnie dramatem. Przecież nie miałam pieniędzy, wiedziałam, że będę musiała płacić za swoje. Chwilę później byłam pocieszona przez nieznajomego przechodnia, dostałam pieniądze na bilet od koleżanki i dostałam smsa, że ktoś znalazł mój bilet. Choć byłam bardzo przemoczona i miałam dość całego dnia wiedziałam, że Bóg był w tej sytuacji. Po drugie zaufaj Bogu i uspokój się. Oj to jest bardzo ciężkie. Nie jestem pesymistą, a jednak ciągle muszę ciągle o czymś myśleć. Na pewno to zrobić? A jak się nie uda? Boże tak ciężko ci zaufać. I w chwili gdy się modle otrzymuje spokój duchowy. „Raz… dwa… trzy… wyluzuj Doma, oddaj Bogu ster” myślę sobie i idę dalej. Choć czasami muszę powtórzyć to sobie parę razy. Po trzecie spójrz na to co było dobre. No właśnie… Najczęściej widzę to co robię źle, co nie idzie według mojego planu. Jakby to co złe przysłaniało mi to co dobre. Jakby dobro było czymś drugorzędnym, a przecież tak nie powinno być.

Także do zobaczenia za tydzień 🙂

Młodość Maryi

Młodość Maryi” w oparciu o objawienia św. mistyczki Katarzyny Emmerich i konferencji ks. Kajetana Jakubowskiego.

W Piśmie Św. nie ma opisu młodości Maryi. Poznajemy ją dopiero gdy Archanioł Gabriel, przybywa by zwiastować jej, że narodzi Mesjasza- Jezusa Chrystusa. Nie dowiadujemy się ile mogła mieć wtedy lat ani jak wcześniej jej życie wyglądało. Przynajmniej nie wiemy tego z kart Pisma Św. Są jednak też inne źródła, które nie są podane jako obowiązkowe do wierzenia. Między innymi takim źródłem są objawienia św. Katarzyny Emmerich. Mistyczne wizje dostrzegają w świecie materialnym rzeczywistość duchową, której my nie dostrzegamy, możemy ją sobie tylko wyobrazić.

Ludzie tamtych czasów bali się śmierci, dla nich śmierć to był Szeol- otchłań. Wyczekiwali Mesjasza, wyczekiwali obietnicy Bożej, że kiedyś przyjdzie na świat, aby ich wyzwolić. To jest dla nas trudne do wyobrażenia, bo to już jest za nami, ale dla nich to był ciągły temat rozmów. Każda kobieta która wiedziała że jest z rodu Dawida, wiedziała też, że jest potencjalną matką Mesjasza. Każda chciała mieć dużo dzieci i chciały, aby te dzieci były dobre. To bardzo wpływało na duchowość tamtych kobiet.

Wśród Żydów był taki ród, który postanowił robić wszystko co możliwe, aby przyspieszyć przyjście Mesjasza. Pojawiło się przekonanie, że Mesjasz przyjdzie wtedy kiedy na ziemi pojawi się takie serce, taka dusza, taki człowiek przez którego Mesjasz będzie mógł przyjść. To przekonanie bardzo mocno istniało u przodków Maryi, którzy przywiązywali wagę do życia duchowego kobiet. Anna i Joachim bardzo pragnęli potomstwa, jednak bardzo długo go nie mieli. Trwając w postach i modlitwie prosili o owoc swojej miłości. W końcu Anna zaszła w ciążę i Maryja została Niepokalanie poczęta. W tej chwili według objawień Katarzyny Emmerich cały wszechświat wyczuł, że zadziało się coś ważnego. Wszystkie ptaki się radowały. Wśród mieszkańców panowało przekonanie, że to wszystko za sprawą Najświętszej Maryi Panny.

Mała Maryja według objawień miała jasne blond włosy i wydobywał się z niej blask, który wszyscy odczuwali. Joachim z Anną wdzięczni za owoc swej miłości oddali 3-letnią Maryję na służbę do świątyni, a dokładnie do wujka Maryi- Zachariasza. Każde dziecko oddane do świątyni miało swoje obowiązki, swoje wyrzeczenia. Maryja chciała brać na siebie dużo więcej, chciała zrównać się z ludźmi najuboższymi. Najcięższym obowiązkiem było czyszczenie skrwawionych szat kapłańskich, które dostawały dziewczynki uboższe. Mimo, że Maryja miała pieniądze od rodziców na utrzymanie chciała z własnej woli wykonywać tę prace. Był to dla niej zaszczyt. Przez 11 lat służyła w świątyni. Wychowywała się w obecności sakralnej. Cały czas opiekowała się nią rodzina. Ludzie uduchowieni mieli przeczucie, że Maryja ma jakiś związek z planem Bożym. Opowiadali o niej między sobą i zastanawiali się czy to ona zostanie matką Mesjasza.

Przenieśmy się do Betlejem, a dokładnie do jednej zamożnej rodziny, z której pochodził Józef. Katarzyna Emmerich opisuje, że sam Józef był bardzo utalentowany, błyskotliwy i bardzo muzykalny. Cały czas chciał się tego wyrzekać i żyć w pokorze, jak najubożsi. W wieku 18 lat Józef uciekł z domu. Zamieszkał wśród biednych i od nich nauczył się plecenia koszów i stolarki. W młodości poznał dwie niewiasty bardzo pobożne, zaprzyjaźnił się z nimi i wspólnie chodzili modlić się do groty. Można więc połączyć miejsca i wyjaśnia nam miejsce narodzin Jezusa. Józef znał Betlejem, bo tam się urodził, wiedział więc gdzie się udać gdy został odrzucony w gospodach.

Nadszedł moment poznania się Maryi i Józefa. Kapłani zajmowali się dobieraniem mężów niewiastą posługującym w świątyni. Zajmowali się śledzeniem drzew genealogicznych szukając odpowiednich mężczyzn. Tak i w przypadku Maryi wezwali do świątyni 400 mężczyzn z rodu Dawida. Stawili się oni w świątyni. Kapłani kazali im złożyć ofiarę i położyć kij z pnia Jessego. Temu, któremu zakwitnie kij zostanie mężem Maryi. Żadnemu nie zakwitła. Zdziwieni kapłani odesłali wszystkich do domu i zaczęli szukać dalej. Znaleźli w końcu w zwojach Józefa i kazali przyprowadzić go do świątyni. Tak samo jak reszta stawił się, złożył ofiarę i jego kij z pnia Jessego zakwitł.  Maryja została wydana Józefowi jako żona w wieku 14 lat. Byli bardzo nie śmiali wobec siebie. Dla Józefa, Maryja była tak piękną, tak czystą kobietą, że aż bał się jej ruszyć. Poszli mieszkać do domu św. Anny czyli Nazaretu. Co potem się działo wiemy z kart Pisma Św.

Osobiście sama nie wiedziałam co mam o tym myśleć gdy tego słuchałam. Wydaje się to wielkim science-fiction więc co można z tego wyciągnąć nawet jeśli w to nie uwierzysz? Postawę. Maryja i Józef robili wszystko by być jak najbliżej Boga, mieć jak najczystsze serce. Być jak ludzie, którzy oczekują na przyjście Mesjasza z niecierpliwością. Stać się jak kobiety, które chciały być matkami Jezusa i dbały o dobro w swojej rodzinie i w sobie. Wiem to nie jest proste, ale warto się nad tym zastanowić i podjąć próbę. Najważniejsze w życiu jest dążenie do zbawienia.

Chwała Panu!

Umocniona

Przed szkołą

Dziś kończą się moje ulubione dwa miesiące w roku. Naprawdę nie wiem jak to jest, że ten czas tak szybko ucieka. Wydawało mi się, że te wakacje będą takie nudne, że będę tylko leżeć i lenić się. Na szczęście miałam aktywny wypoczynek i jestem gotowa iść dalej.

Od paru lat, gdy kończę wakacje dostaję nowy „bagaż” do przepracowania w roku szkolnym. Zauważam jakieś wady i zalety, o których wcześniej nie miałam pojęcia. I nad pierwszym i drugim zaczynam pracować właśnie w roku szkolnym formując się we wspólnocie, ale także działając samotnie z pomocą nielicznych osób.

Kiedyś byłoby mi bardzo smutno, że we wrześniu idę do szkoły. Kolejna klasa, która na swój sposób przerażała. Twierdziłam od razu, że nie podołam. To będzie klapa.  Jednak odkąd w parafii angażuję się w oazę moje życie nabiera tempa.

Mam w sobie duchowy spokój. Nie często go posiadam chociaż ostatnio zdarza się to coraz częściej.  Jestem typem osoby przejmującej się własną wiedzą, ocenami, zadaniami, które będę musiała wykonywać. Dlatego zawsze przed rozpoczęciem roku w mojej głowie tworzy się pytanie czy dam radę. W tym roku czuję, że to jak będzie nie zależy do końca ode mnie. Chcę cieszyć się tym rokiem szkolnym. Tym, że mogę poszerzać wiedzę, może w przyszłości bezużyteczną, ale teraz przydatną. Odpadły mi przedmioty, których nigdy nie lubiłam- to już jest wspaniałe.

Napisałam dziś modlitwę, którą chcę się z Wami podzielić:

„Jezu spraw, aby to czego się nauczę doprowadzało mnie do świętości. Proszę Cię bym potrafiła być sługom każdego człowieka. Pragnę rozwijać moje talenty, które bez Twojej łaski są niczym. Błogosław tym, którzy dziś będą mnie uczyć. Naucz mnie słuchać ich słów i wypełniać Twoją wolę każdego dnia. Amen.”

 

Idźcie i głoście

„Jezus przywołał do siebie Dwunastu i zaczął rozsyłać ich po dwóch. Dał im też władzę nad duchami nieczystymi. I przykazał im, żeby nic z sobą nie brali na drogę prócz laski: ani chleba, ani torby, ani pieniędzy w trzosie. „Ale idźcie obuci w sandały i nie wdziewajcie dwóch sukien”. I mówił do nich: „Gdy do jakiego domu wejdziecie, zostańcie tam, aż stamtąd wyjdziecie. Jeśli w jakim miejscu was nie przyjmą i nie będą was słuchać, wychodząc stamtąd strząśnijcie proch z nóg waszych na świadectwo dla nich”. Oni więc wyszli i wzywali do nawrócenia. Wyrzucali też wiele złych duchów oraz wielu chorych namaszczali olejem i uzdrawiali.” (Mk 6,7-13)

Miałam możliwość w swoim życiu chodzić po dwóch do ludzi. Za każdym razem byłam przerażona. Ludzie z mojego środowiska wiedzą, że wierzę, ale iść do ludzi nie znanych i mówić o Jezusie? Oj nie. Nigdzie się nie ruszam, przecież co ja będę mówić. Jestem osobą wygadaną, można rzec, że zawsze mam coś do powiedzenia. A w tych momentach przeżywałam paraliż. „Wykaż swoją gotowość, pokaż że wierzysz”- taka myśl pojawiała się na samym początku. Przygotuj się i idź. To jak rzucanie na głęboką wodę. Gdy jednak już idziesz nie masz motywacji pokaż na co cię stać, ale Boże pomóż sama nie dam rady. Duchu Św. prowadź każdą rozmowę jak chcesz, jestem twoim narzędziem. Tak też było. Niektórzy nie zatrzymywali się w cale, niektórzy nie wpuścili do domu, nie otworzyli drzwi, a niektórzy przyjęli nas z otwartością. Każde jednak posłanie do ludzi pokazywało mi moje powołanie do głoszenia oraz moją ludzką bezsilność.

Po dwóch latach ciągłej, gruntownej formacji mogę powiedzieć, że miałam więcej misji głoszenia Jezusa niż te trzy razy na rekolekcjach. Za każdym razem wiedziałam, że nie ja przemawiam tylko robi to Duch Św. Zaskakiwał mnie spokojem, cierpliwością, otwartą dłonią, słowami oraz tym, że potrafiłam słuchać. Dzięki temu, że Bóg daje mi łaskę nawracania siebie mogę pomagać też tym, którzy są od Niego trochę dalej, albo aktualnie wątpią. Najpierw trzeba zacząć od siebie, żeby pomagać innym. Nadal się uczę, formuję, poznaję Pismo Św. Zdaję sobie sprawę, że gdybym tego nie robiła daleko byłabym od Boga i od innych ludzi. Wiem, że to jest łaska i dziękuję Bogu za to, że z niej korzystam.

Mówienie musi zgadzać się z naszymi czynami. Najlepszym sposobem głoszenia jest dawanie świadectwa życia. Żeby nasze słowa zgadzały się z tym jak postępujemy. Życzę tego Wam i sobie.

Dziękuję Boże za to, że mogę Ciebie głosić. Daj nam łaskę postępowania jak dzieci światłości i pomóż nam czynem potwierdzać nasze słowo o Tobie. Amen. 

Patrz-Oceniaj-Działaj!

Patrz -> oceniaj -> działaj. Musisz zniszczyć, zmiażdżyć diabła z pomocą Boga. Jesteś lwicą. Uwierz, że potrafisz zawalczyć o dobro innych i swoje. Stawiasz pierwszy krok, kolejny, a potem to już lawina. Nie da się jej zatrzymać. Kamyczek po kamyczku. Krok, po kroku.

Żeby zrozumieć swoje zachowanie, swoje postępowanie najpierw musisz się sobie przyjrzeć. Zanurkować w swój głąb i zobaczyć to co należało by zmienić. Potem oceń co zrobić żeby to zreperować. Potem działaj! Spróbuj to naprawić i wierz, że jesteś Lwem! Potrafisz z łaską Bożą zawalczyć o wszystko. Wszystko powoli i po trochu. Dobro jest w każdym z nas należy o nie walczyć. Przecież lawina zaczyna się od małych kamyczków, a potem nikt nie może tego zatrzymać.

Czasami zdarzają się pokusy od złego mówiące o nas nieprawdę. Sama nie zawsze wiem czy myślę o mnie prawdziwie. Jednak chodzi oto, żeby prosząc o Światłość stanąć w Prawdzie przed samym sobą. Mi ostatnio bardzo pomógł jeden dzień milczenia. Nie zdarza mi się prawie nigdy milczeć, ale wtedy miałam problem z gardłem i chciałam go oszczędzić. Nie żałuję, bo stanęłam w Prawdzie. Ogromną pomocą do tego, żeby to wszystko poukładać jest też mój kierownik duchowy. Nie znaczy to, że każdy takiego ma, ale jak znasz osobę, która żyje Jezusem, a ufasz jej to zawsze może ocenić to bardziej obiektywnie.

Zaczęły się wakacje. Nie będę pewnie pisała co tydzień, bo mam trochę wyjazdów. Jeśli w mojej głowie pojawią się jakieś pomysły lub owoce wydarzeń w moim życiu napiszę o nich. Pamiętajcie, żeby w czasie odpoczynku nie zapomnieć o Bogu. O codziennej modlitwie, niedzielnej Mszy Św. Odpoczynek jest dobry, ale nie odpoczynek od Pana Boga. Proszę Was o modlitwie i życzę wspaniałego wypoczynku.