Archiwum kategorii: Wielki Post i Wielkanoc

Jezus żyje!

Oskarżyli Go niesprawiedliwie

Oskarżyli i na krzyżu powiesili.

Chcieli by umarł, by nie nauczał.

On jednak zmartwychwstał i nadal poucza.

Dla każdego z nas żyjących,

Nic samemu nie mogących.

Sprawił dla nas życie wieczne

Możemy czuć się już bezpiecznie.

Niech zmartwychwstały Jezus będzie z Wami

I otacza Was swymi łaskami.

Jezus zmartwychwstał! Prawdziwie zmartwychwstał! Nie ma Go już w grobie! On żyje! Radujmy się! 🙂 <3

Wielki Post

Już od środy trwa Wielki Post. Czas, w którym warto mieć jakieś postanowienia, wyrzeczenia. Przyznam się szczerze, że Wielki Post często mi ucieka. Choć na początku zawsze mam chęć przeżycia go jak najlepiej i oczekuję od siebie wielkiego poświęcenia. Jestem bardzo ambitnym człowiekiem, ale też szybko się poddaję. Co roku jednak zadaję sobie zasadnicze pytanie. Co robić żeby przeżyć jak najlepiej ten okres czasu?

-> Post. Czy jest coś nad czym mogę popracować? Coś co nie potrafię opanować? Coś co marnuje mój czas? Czy są pewne uczucia nad którymi warto panować? Co sprawia, że nie mam czasu dla innych? Dlaczego nie potrafię w każdym momencie pomóc? Czy da się wyszkolić jakąś cechę w sobie?

Znam już trochę siebie i wiem co ostatnimi czasy pochłania bezsensu czas. Wiem też co sprawia, że chodzę jak żywy trup lub nie mogę spać po nocach. Nie wszystko wypracuję w tym czasie. Oczywiście, że na pewne rzeczy potrzeba dużo czasu. Nie tylko Wielki Post, ale jest to czas w którym można się nad tym zastanowić i popracować. Przywiązać do tego większą wagę niż codziennie.

-> Modlitwa. Czy w ciągu dnia mam czas dla Boga? Czy potrafię sięgnąć co jakiś czas po Pismo Św? Czy modlę się za siebie? Czy powierzam Bogu tych na których mi zależy i tych z którymi ciężko mi się żyje? Dlaczego się modlę?

Nauczyłam się codziennie modlić przez to, że miałam motywację. Przez to, że komuś obiecałam i chciałam to wykonać. Potem zobowiązałam się do modlenia za pewne osoby codziennie i tak z dnia na dzień nauczyłam się modlić systematycznie. Modlitwa jest wytchnieniem duszy. Nawet gdy nie wiem jak się modlić po prostu milczę. To w zupełności wystarczy.

-> Jałmużna. Czy potrafię się dzielić? Czy umiem poświęcić się i zamiast jakiegoś przysmaku dać coś do puszki, na cel charytatywny? Czy potrafię się tym nie chwalić? Czy to wychodzi z potrzeby serca?

Umocniona

 

Słońce, miłosierdzie, radość i zmartwychwstanie

Jezus ZMARTWYCHWSTAŁ! Nie, że się obudziłam, ale właśnie w moim życiu zmartwychwstał na nowo! Myślałam, że nie przeżyłam tych świąt, że przeżyłam je za szybko. Jednak przez cały ten tydzień Bóg mówił mi, że Jezus umarł i ZMARTWYCHWSTAŁ właśnie dla mnie. Na odkupienie moich grzechów. W swoim miłosierdziu nie pamięta żadnego mojego grzechu tuż po rozgrzeszeniu usłyszanym w konfesjonale za każdym razem gdy do niego idę. Moja radość była, nadal jest, widzialna z paru kilometrów. Możliwe też, że pogoda tak na mnie działa i to, że za 3 dni przyjmę bierzmowanie.

Czy słowa mogą w ogóle oddać to co czuje człowiek, który zrozumiał jak ważne jest dla niego zmartwychwstanie? Nie. Dlatego ten wpis nie będzie długi.

Muszę wam jednak powiedzieć co zrozumiałam przez ten tydzień, począwszy od Wielkiego tygodnia. Po pierwsze nie masz się czego lękać, bo On jest zawsze z Tobą. Nie zawsze będzie tak jak chcesz, żeby było. Jednak On wie lepiej co jest ci potrzebne. Żeby żyć w świetle musisz nauczyć się kochać bliźnich. Nie ma po co się kłócić gdy wiesz, że nie masz racji. Musisz zauważać dobro, które cię otacza i częściej je chwalić. Przyznać przed samym sobą, że potrzebujesz miłosierdzia i codziennie próbować walczyć z pokusami.

Jak ja kocham wiosnę! Słońcem, gwiazdy, cały ten piękny krajobraz! Życzę Wam wszystkim, żebyście też zauważyli jak w tym roku zmartwychwstał dla was Bóg. Jeśli już wiecie, dzielcie się tym z innymi. Kiedyś napiszę w jaki sposób ja próbuję to robić. Miłego tygodnia! 🙂

Dominika- Umocniona

Matka Boska Bolejąca

„Stabat Mater Dolorosa”

Krzyczeli: „Na krzyż! Na krzyż z Nim!”

Mój kochany, umiłowany Syn.

Założyli mu cierniową koronę,

Kazali przejść z krzyżem całą drogę.

Tyle razy potykał się, upadał,

Mało kto mu pomagał.

Pierwszy gwóźdź mu przybili,

Moje serce tym zabili.

Tyle ran na Jego ciele,

Nie przeżyję, mój Aniele!

Jego ciało takie nędzne, kruche…

Oddajcie mi Go! Ja Go utulę.

I umiera… I widzę Jego mękę.

Boże, gdzie ty jesteś?!

Ostatnie słowa wypowiada,

Łza po policzku moim spada.

Właśnie umarł mój syn,

Zbawiciel tego świata.

Jezus poniósł śmierć za każdy nasz grzech. Za ten który już popełniliśmy oraz za ten co popełnimy. Ciężko nam nieraz zrozumieć jaki to był ból, jakie cierpienie. Za każdym razem przeżywając Mękę Pańską nie potrafię sobie tego wyobrazić. Jak czuli się Jego bliscy? Jego najbliższa, kochająca Go Matka. Jego umiłowany apostoł Jan. Piotr który się Go zaparł. Maryja choć wiedziała, że tak być musi, czuła ból, który przeniknął jej serce. Za każdym razem gdy grzeszymy wbijamy gwóźdź w Jego ciało.

Pasterze ludu Bożego

Dziś święto wszystkich kapłanów, służby liturgicznej ołtarza oraz ustanowienie Eucharystii. To dzięki Mszy Św. możemy zbliżyć się najbardziej do Boga. To w niej Bóg dał nam swój największy dar, przyjmowanie Jego ciała. Jednak nie było by Mszy gdyby nie Ci, którzy ją sprawują. Znana nam grupa społeczna, oczywiście mówię o księżach. Nieraz nie doceniamy ich za to co dla nas robią. Oni jednak oddani Bogu dają nam Go w najpiękniejszej postaci.

„Choćby zebrało się tysiąc pastorów i teologów tysiąc doktorów i każdy nie wiem jak się wytężał to nie konsekrują, bo to nie księża.”

Ostatnio byłam na czuwaniu młodzieżowym diecezji elbląskiej, w którym poruszany był temat powołania kapłańskiego. Na początku wydawało mi się to śmieszne, bo było nas sporo kobiet, a jak wiadomo żadna z nas księdzem nie zostanie. Pozytywnie mnie zaskoczyli, tłumacząc nam i uświadamiając jak dużo zawdzięczamy księżą. Księża posługują w konfesjonale, mówią kazania i sprawują Msze Św. To jest to co muszą robić. Jednak bardzo często robią dużo więcej. Prowadzą jakieś grupy (wspólnoty), oddają swój czas i słuchają…

Często jednak zapominamy, że są grzesznikami, tak jak każdy z nas. Potrafimy ich oceniać, zamiast modlić się za nich, chociaż oni się za nas modlą. Droga kapłańska nie jest prosta. O tym jestem przekonana. Jednak zachwyca mnie ta droga. Tyle razy Jezus posyła apostołów, aby zbierali żniwo, byli pasterzami, czynili to co On na pamiątkę tej ostatniej nocy przed Jego pojmaniem.

Każdy kapłan jakiego w życiu poznałam czegoś mnie nauczył. Nawet taki, z którym nie najlepiej się dogaduję. Jedni uczą mnie cierpliwości inni radości. Wszyscy zaś nauczają mnie miłości do Boga Ojca. Właśnie ta miłość sprawiła, że stoją przed nami jako kapłani. Każdy z nich przebywa inną drogę. Służą nam na wzór Jezusa Chrystusa. Każdy nawet jeśli naszym mniemaniem „zniechęcał nas do kościoła” zrobił dla nas coś dobrego. Nasza wiara to nie wiara w grzesznych ludzi, ale w miłosiernego, kochanego Boga. Dlatego gdy ktoś wierzy żadne zniechęcenie nie stoi na przeszkodzie. Za nich wszystkich codziennie powinniśmy się modlić.

Mam bardzo dobrą pamięć. Mogę sobie przypomnieć bardzo dużo sytuacji, w których Bóg posyłał mi właśnie księży. Ucząc mnie różnych rzeczy.

„Gdyby zniesiono sakrament święceń, nie mielibyśmy Pana. Któż Go złożył tam, w tabernakulum? Kapłan. Kto przyjął waszą duszę, gdy po raz pierwszy wkroczyła w życie? Kapłan. Kto ją karmi, by dać siłę na wypełnienie jej pielgrzymki? Kapłan. Któż ją przygotuje, by pojawiła się przed Bogiem, obmywając ją po raz ostatni we Krwi Jezusa Chrystusa? Kapłan, zawsze kapłan. A jeśli ta dusza umiera ze względu na grzech, kto ją wskrzesi, kto da jej ciszę i pokój? Znowu kapłan… Po Bogu kapłan jest wszystkim!… On sam pojmie się w pełni dopiero w niebie.” św. Jan Maria Vianney

„Kapłaństwo i Eucharystia. Dwa ściśle powiązane ze sobą sakramenty, bo gdyby nie ksiądz kto niósłby nam Jezusa? A gdyby nie Eucharystia to czym kapłan wyróżniałby się od innych wiernych. Czy mimo tego nierozerwalnego połączenia duchownych z samym Chrystusem zawsze patrzymy na księży z należytym im szacunkiem? Przecież tych ludzi powołuje sam Bóg. Czy nam dane jest podważać jego wybór? Aby docenić kapłaństwo należy zastanowić się kogo widzę patrząc na tego mężczyznę przy ołtarzu.  Czy moja wiara jest na tyle głęboka żeby w tym księdzu zobaczyć szybę, za którą stoi nasz Zbawiciel? Jeśli nie, to może powinienem zarzuty postawić najpierw sobie. Według mnie kapłaństwo to droga dla najodważniejszych. Nieważne jaką ksiądz ma osobowość, wygląd, wady, zalety. Kiedyś powiedział  Bogu tak, a to niełatwe. Wielokrotnie nie chcemy zgodzić się z Nim w małych sprawach,  a co dopiero oddać Mu całe swoje życie. Ot tak po prostu pójść za Nim jak apostołowie.
Każdy pasterz kształtuję zarówno naszą wiarę jak i po części charakter, zaszczepia nowe wartości. Czego szczególnie świadoma jest służba liturgiczna. Jesteśmy dumni ze swoich kapłanów. Zarówno obecnych jak i tych którzy nie pracują już w tej parafii. Często przypominam sobie jak jeden z księży mawiał o nas, że jesteśmy filarami tej parafii, ale przecież każdy filar ma swój początek w fundamentach, które w tym przypadku są  naprawdę mocne. Drodzy księża to Wy jesteście fundamentem tego Kościoła. Jeśli kiedykolwiek Bóg powoła, któregoś z nas by poszedł tą drogą dla odważnych, niech przypomni sobie to co wyniósł z rodzinnej parafii, bo tu ma piękny wzór do naśladowania. Oddanie, pokora, zamiłowanie do Eucharystii i otwartość na dary Ducha Świętego, który wciąż w Was działa. Dziś świętując dzień ustanowienie kapłaństwa chcemy szczególnie podziękować Wam za obecność, poświęcany czas, cierpliwość, a także za to jak obficie dzielicie się z nami łaskami otrzymanymi od Pana. W tym dniu życzymy Wam zdrowia, siły do dalszego działania i wytrwania na tej jakże trudnej, ale i pięknej drodze.”

Te życzenia napisane zostały przez służbę liturgiczną z mojej diecezji. Chciałabym żeby zostały Wam te wszystkie słowa, a kapłanom życzę tego samego co Ci chłopacy.

Chwała Panu!

Umocniona

 

Wytrzeszcz

Został ostatni tydzień do najbardziej wyczekiwanych przez chrześcijan świąt Wielkiej Nocy. Już od jutra każdy dzień nosi przydomek „Wielki”. Przeżyliśmy już 34 dni postu. Jedni lepiej, drudzy gorzej. Możemy się zadręczać, że coś nam nie wyszło, nie dotrwaliśmy w poście, czy tak szybko zleciał, że nawet nie zauważyliśmy gdzie. Polecam osobiście tego nie robić. Został nam tydzień! Warto dziękować za to co się już udało i spróbować jak najlepiej przeżyć końcówkę postu.

Wytrzeszcz. Dość dziwne słowo, ale bardzo ciekawe. Dokładnie mówi się na to Wyprawa Otwartych Oczu. Przez uczestników rekolekcji oazowych najczęściej nazywany jest jako wytrzeszcz oczu. O co w tym chodzi? To bardzo proste. Wyprawa Otwartych Oczu polega na dopatrywaniu się działania Boga wszędzie gdzie jesteśmy. Szukanie Go w przyrodzie, ciszy, drugim człowieku, trudnych pytaniach… Wszędzie gdzie się znajdujemy. Dlatego nazywamy to zadanie wytrzeszczem, ponieważ wymaga od nas otwarcia szerzej oczu. Na rekolekcjach ten punkt programu jest zawsze na świeżym powietrzu. Chodzi o znalezienie piękna w stworzeniu Boga. „A Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre. I tak upłynął wieczór i poranek – dzień szósty.” (Rdz 1, 31)

Można wymyślać jakieś specjalne zadania. Można wyciągnąć jakiś cytat i spróbować zauważyć go w swoim życiu. Dzięki Wyprawie Otwartych Oczu uczestnicy rekolekcji uczą się zaufania, dbania o przyrodę, pochwały stworzenia czy normalnej nauki kościelnej w formie obrazowej.

Przez ten tydzień mam zamiar jak najlepiej przygotować się do świąt Wielkanocy. Wiem, że pomysł patrzenia na świat oczami szerzej otwartymi mi pomoże. Spróbuj przeżyć ten tydzień jak najlepiej! Radosnym bądź, rozdawaj tą radość, chwal Boga i ufaj. Zachęcam Cię! Może wpadniesz na jakiś ciekawy pomysł na swój własny wytrzeszcz. To może być wszystko. Kiedyś przez całe wakacje wychodziłam z moją młodszą siostrą i rozmawiałam na temat tego co nas dręczyło, ciekawiło czy dziwiło. Sama często słucham śpiewu ptaków i cieszę się, że mam wokół siebie aż taką ciszę. Przyszła wiosna należy z niej skorzystać jak najlepiej.

Chwała Panu!

Umocniona

„Zazdrość cieniem sławy”

„Invidia gloriae umbra est”

Zazdroszczę znów

Wchodzę w gnój.

Kolejna łza, kolejny bezdech

I znów emocjonalna śmierć.

Jestem zdrowa

Fizycznie nieskazitelna

Psychicznie umieram.

Tak wygląda moja męka.

Prawda boli

Prawda rozwala

Milknę ja

Mój mózg nawala.

Mamy dwa rodzaje zazdrości, zdrową i chorobliwą. Na czym one polegają? Pierwsza objawia się wtedy kiedy widzimy, że ktoś jest od nas lepszy i chwalimy go za to. Mówimy, że zazdrościmy mu np. jak gra na pianinie, bo sami byśmy tak nie potrafili. Zdrowa zazdrość nie jest zła. Ona tak naprawdę uświadamia nas, że ktoś może być lepszy, a my możemy się cieszyć z jego sukcesów wraz z nim. Jest jednak ta druga zazdrość. Ta która sprawia, że życzymy komuś źle. Zazdrościmy na tyle, że wolelibyśmy, aby tego talentu, rzeczy, nie miał. Obgadujemy za placami, denerwujemy się wewnątrz . Modlimy się by się mu nie powiodło i cieszymy się kiedy popełni błąd, straci rzeczy i okaże się, że jesteśmy lepsi. Czasami ma to jeszcze gorsze skutki.

Sama zazdrość może chodzić za nami co chwile. Trochę wiąże się to z własnym niedocenianiem, albo pysznością. Jak ktoś może być lepszy ode mnie? Przecież jestem wspaniały, tyle ćwiczyłam… Niech Bóg mi da taki talent jak jemu. Czemu ja takiego nie dostałam? Już bardziej beznadziejnego nie umiałeś mnie stworzyć.

„Jest zaś rzeczą wiadomą, jakie uczynki rodzą się z ciała: nierząd, nieczystość, wyuzdanie, uprawianie bałwochwalstwa, czary, nienawiść, spór, zawiść, wzburzenie, niewłaściwa pogoń za zaszczytami, niezgoda, rozłamy,  zazdrość, pijaństwo, hulanki i tym podobne. Co do nich zapowiadam wam, jak to już zapowiedziałem: ci, którzy się takich rzeczy dopuszczają, królestwa Bożego nie odziedziczą.  Owocem zaś ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność,  łagodność, opanowanie. Przeciw takim [cnotom] nie ma Prawa. A ci, którzy należą do Chrystusa Jezusa, ukrzyżowali ciało swoje z jego namiętnościami i pożądaniami. Mając życie od Ducha, do Ducha się też stosujmy.  Nie szukajmy próżnej chwały, jedni drugich drażniąc i wzajemnie sobie zazdroszcząc.” (Gal 5, 19-26)

Moim sposobem na zazdrość jest powtarzanie sobie, że mam wszystko co potrzebuję. Im bardziej wierzysz w siebie i w to, że Bóg obdarzył Cię wszystkim co jest Ci teraz potrzebne, tym łatwiej jest nie zazdrościć. Sama się o tym przekuję.

Umocniona

Nieczystość

Czym jest nieczystość? Jest to coś odwrotnie czystego. Synonim czystości. Czysta jest biel, trochę pobrudzona nie jest już czysta. Dlatego alby komunijne są w kolorze białym, jako znak czystości przed światem, przed Bogiem.

Kiedy mamy nieczyste myśli nie szanujemy siebie i drugiego człowieka. Myśląc w swoich pragnieniach o ludziach sprawiamy, że stają się oni tylko rzeczami. Nie dążymy ich żadnym uczuciem, żadną miłością, tylko pragniemy. W tym momencie odzywa się w nas zwierzęca natura, która nie myśli moralnie. W tym momencie myślimy tylko o naszym pragnieniu, które możemy ostudzić. Nie musimy brnąć dalej.

„Nie rozumiecie, że wszystko, co wchodzi do ust, do żołądka idzie i wydala się na zewnątrz. Lecz to, co z ust wychodzi, pochodzi z serca, i to czyni człowieka nieczystym. Z serca bowiem pochodzą złe myśli, zabójstwa, cudzołóstwa, czyny nierządne, kradzieże, fałszywe świadectwa, przekleństwa.  To właśnie czyni człowieka nieczystym. To zaś, że się je nie umytymi rękami, nie czyni człowieka nieczystym». ” (Mt 15,17-20)

„Szatan ożenił się z Bezbożnością i miał z nią kilka córek, które powydawał za mąż za ludzi z różnych stanów. Pychę wydał za szlachcica. Skąpstwo, za mieszczanina, a Oszustwo – za kupca. Zazdrość zaś dostała się urzędnikowi. Natomiast najbardziej ulubionej córki o imieniu Nieczystość nie wydał za mąż. Nakazał jej tylko uprawiać nierząd ze wszystkimi, aby jak najwięcej ludzi chwycić w swoje sidła.” (niedziela.pl)

Dzisiejszy świat zachęca do nieczystości seksualnej. Prawie w każdym filmie, w niektórych reklamach, Internecie itp. pokazywane jest człowiekowi, że bardzo ważne w życiu jest zaspokojenie swoich potrzeb. Człowiek pragnie swoją pustkę czymś zapełnić, zabijając w sobie szacunek dla innych ludzi. Zamienia jedną osobę, na drugą. „Rzecz zdobytą, zastępuję nową.”

„Czyż nie wiecie, że ciało wasze jest przybytkiem Ducha Świętego, który w was jest, a którego macie od Boga, i że już nie należycie do samych siebie?” (1Kor 6, 19)

W Jego miłości potrafimy uporządkować siebie i swoje pragnienia.

Umocniona

 

Chciwość

„Mając natomiast żywność i odzienie, i dach nad głową, bądźmy z tego zadowoleni!  A ci, którzy chcą się bogacić, wpadają w pokusę i w zasadzkę oraz w liczne nierozumne i szkodliwe pożądania. One to pogrążają ludzi w zgubę i zatracenie.  Albowiem korzeniem wszelkiego zła jest chciwość pieniędzy. Za nimi to uganiając się, niektórzy zabłąkali się z dala od wiary i siebie samych przeszyli wielu boleściami. ” 1 Tm 6, 8-10

Chciwość najczęściej kojarzy się nam z pieniędzmi. Jednak wszystko za czym ubiegamy natrętnie (rzeczy materialne) mogą sprawić, że popadniemy w ten grzech. W dzisiejszym świecie wręcz można powiedzieć, że jest to propagowane. Im więcej masz dla siebie, tym lepiej- tak można zrozumieć niejedne reklamy. Czy to znaczy, że nie można mieć dużo pieniędzy, jakiegoś bogactwa? Oczywiście, że nie. Można być przecież bogatym i hojnym.

Liczymy, przeliczamy, kalkulujemy i nie oddajemy. Podzielić się z kimś jedzeniem? Moje. Pożyczyć pieniądze? Oddać na jakąś akcje? Moje. Ja zapracowałam, ja trzymam. Nic nie oddaje! Nie! Idźcie sobie. I tak wkoło.

Jałmużna. Mówi wam to coś? Mi od razu nasuwa się myśl o kobiecie z Nowego Testamentu, która nie miała prawie nic, a to prawie nic oddała. Sama zawsze zastanawiałam się jak ona to zrobiła. Myślę, że ci co mniej mają potrafią się dzielić, bo zaznali co to znaczy nie mieć.

Nadszedł nareszcie czas na dzielenie się! Nie czekaj! Jest wiele potrzebujących. Chciwość nie jest wcale fajna. Na co ci się przyda gromadzenie jak nie znamy dnia i godziny naszego odejścia? Wszystko jest Jezusa. On wszystko nam dał, a może w każdym momencie nam odebrać.

Umocniona

Pycha

„Jakie pyszne ciasto!” z zachwytem i pełną buzią powiedziała dziewczynka do swojej mamy. Mama uśmiechnęła się tylko, pogłaskała ją po włosach i podeszła do okna.

Oczywiście nie mam na myśli tej pyszności. Ten krótki tekst miał być tylko lekką refleksją nawiązującą do wcześniejszego wpisu, czyli bezinteresowności.

Przechodzę już do rzeczy. W środę zaczął się Wielki Post. Oczywiście mamy trzy najważniejsze filary przygotowania do Wielkanocy: post, modlitwa i jałmużna. Jest to także czas zastanawiania się nad życiem i grzechami. Dlatego więc zaczynam od pychy. Czym jest pycha? Jest to grzech. Prościej wyjaśnić się nie da. Zagłębiając się bardziej, pycha jest źródłem każdego grzechu. Jest ogniwem, który rozpala w nas tą grzeszną stronę. Pycha to przecenianie własnej wartości, swoich zasług, tego co możemy zrobić.

Jeszcze niedawno byłam przekonana, że nie jestem pyszna. Nie chodzę przecież i nie zadzieram nosa. Nie chcę robić niczego dla siebie. W jakim błędzie żyłam… Popełniając jakikolwiek grzech myślę tylko o sobie. O tym co jest dla mnie w danym momencie ważne.

Kłamie? Bo boi się skutków. Przechwala się? Chce zostać zauważony. Na mnie patrz, to Ja. Ja, Ja, Ja…  Gdzie w tym wszystkim jest Jezus? Gdzie Go schowaliśmy? Szukając własnych przyjemności gubimy rachubę.

Coś co jest pyszne, bardzo nam się podoba. Tak samo jak jakieś jedzenie. Grzech nam smakuje przez chwile, bo jest „nasz”, z naszej woli, naszej pychy, naszego egoizmu. Pycha to odwrotność bezinteresowności.

Umocniona