Archiwum kategorii: Wspólnota-Oaza

DDAK

Rok temu, a dokładnie kiedy trwał Wielki Czwartek natknęłam się na Dzieło Duchowej Adopcji Kapłanów. Nie oszukam Was jeśli powiem, że nazwa tego dzieła była dla mnie bardzo intrygująca. Jak to ja, zaczęłam z zainteresowaniem wczytywać się w treść i sens tego co zawiera ta duchowa adopcja.

Duchowa Adopcja Kapłanów polega na modlitwie za konkretnego kapłana na określony czas. Co było dla mnie uspakajające można określić czas jaki chcesz się modlić i wraz z upływem dni przedłużyć adopcję. Przecież nie każdy potrafi podjąć decyzję na całe życie mając skończone jedynie 17 lat. Modlitwa za kapłana nie jest narzucona. Sam wybierasz formę i po prostu się jej trzymasz. Może to być różaniec, Ojcze Nasz, nowenna, litania itp. Nawet gdy nie masz siły na wielkie modlitwy wystarczy, że powiesz „Boże błogosław tego kapłana.” Możesz modlić się za każdego kapłana i nie musi być jedyny. Ja mam dwóch kapłanów, za których się modlę. Sama osobiście raz w miesiącu przyjmuję za nich komunie i modlę się koronką do Bożego Miłosierdzia. W pozostałe dni różnie odmawiam modlitwy.

Czemu właśnie kapłani? Czemu akurat oni? To proste. Kapłani to jednymi ludzie, którzy mogą nam dawać osobiście Jezusa między innymi pod postacią chleba i wina. To oni udzielają nam Sakramentów. Powiem szczerzę, że kapłani odegrali dużą rolę w moim życiu duchowym. Wiem, że zawdzięczam im nie jedno. Wiem też, że są ludźmi grzesznymi, że upadają, że diabeł jeszcze bardziej ich kusi. Nieraz słuchają krytyki. Dlatego sądzę, że moim zadaniem jest modlenie się za nich. Często myślę, że to jest nic w porównaniu do tego co oni zrobili dla mnie. Naprawdę akurat tym dwóm kapłanom nie mam nawet jak się odwdzięczyć. Jednak modlitwa jest im potrzebna i wiem, że to jest najlepsze co mogę dla nich zrobić. Na jak długo? Nie wiem na razie się modlę.

Warto modlić się za kapłanów. Często ich krytykujemy, wkurzamy się na nich czy oceniamy. Oni też są grzesznikami, popełniają błędy. Nieraz słyszę, że miałam szczęście poznać tych dobrych księży dlatego ich tak bronie. Heh może to dziwne, ale zawsze miałam do nich respekt. I nawet jak poznaję takiego, którego nie lubię po prostu szanuję jego kapłaństwo.

Zbliża się Wielki Czwartek. Warto pomyśleć o tym co oni dla nas robią. A jestem pewna, że robią wiele, bo sama się o tym przekonałam.

https://ddak.wordpress.com/  <- odsyłam do strony, bo lepiej samemu poczytać o co w tym chodzi.

Wspaniała zabawa

Z piątku na sobotę brałam udział w balu karnawałowym zorganizowanym przez moją wspólnotę. Był to już 4 takiego typu bal. Dwa Andrzejkowe i dwa Karnawałowe. Z racji tego, że uwielbiam tańczyć i tym razem nie mogłam przegapić takiej okazji. Co prawda im bliżej tym bardziej byłam zmęczona organizacjom i wszystkim co za tym idzie. Przepraszam tych, którzy musieli tego słuchać. Jestem trochę za bardzo perfekcjonistką.

Gdy powstał pomysł, żeby pierwszy taki bal zorganizować byłam sceptycznie do tego nastawiona. Wydawało mi się, że będzie drętwo i że nikt nie będzie chciał tańczyć. Chociaż nie piję alkoholu to żyłam w przekonaniu, że nie da się zrobić imprezy, w której ludzie będą wychodzić na parkiet i tańczyć bez procentów. Jeszcze mogłam sobie wyobrazić tańczące dziewczyny, ale znając już różne dyskoteki myślałam, że chłopacy będą po prostu podpierać ścianę.

Jaki przeżyłam szok gdy na całym balu ciągle tańczyłam z różnymi chłopakami. Była nas podobna ilość i nawet gdy chciałam zatańczyć z koleżanką byliśmy rozdzielane przez chłopaków. Pozytywnie mnie to zaskoczyło i naprawdę dziękuję za to, że tak się stało. Dlaczego? Od tego momentu po prostu wiedziałam, że najważniejsze jest z kim się bawisz, a nie przy czym.

Choć bale są dwa razy w roku i często blisko siebie nie mogę się doczekać każdego z osobno. Po prostu żeby się wyszaleć i żeby z mojej twarzy nie znikł uśmiech. Tak właśnie się dzieję w mojej wspólnocie. Jesteśmy wszyscy razem i potrafimy się razem bawić. Wystarczy nam parkiet, muzyka, jedzenie i inni ludzie ze wspólnoty.

Obraz może zawierać: 4 osoby, w tym Szymon Mazurkiewicz, Ewa Cylka i Aleksander Tyszyński, uśmiechnięci ludzie, ludzie stoją

Do usłyszenia!

Umocniona

Stadion młodych- Bóg chce się Tobą posłużyć

W tamtym tygodniu miałam weekend wolny i pewnie dlatego nie miałam pomysłu na wpis. Wczoraj jednak byłam na Stadionie Młodych, więc warto coś napisać.

Pierwszy raz pojechałam na Stadion Młodych w Warszawie. Z mojej miejscowości i pobliskich pojechały na to wydarzenie trzy autokary. Zacznę może od tego, że nie planowałam tam być. Wiedziałam, że mam bardzo dużo wyjazdów, a do tego szkoła. Prawda jest też taka, że ja nie potrafię odpuścić takich wyjazdów. Więc po paru dniach zapisów sama zaczęłam namawiać rodziców, abym mogła pojechać. Duch Św. sprawia, że moja dusza garnie się do wszystkich wyjazdów religijnych. Długo jednak musiałam czekać na pozwolenie rodziców. Ciągle ostatnio bywam poza domem. Nie miałam już nadziei, że pojadę. Dodatkowo miałam lekarza i nie byłam pewna czy zdrowie mi pozwoli tam być. W końcu wyszło, że pojechałam.

Traktowałam to jako kolejny wyjazd. Co nowego mogę usłyszeć? Przecież ja większość wiem. Już parę lat się formuję. I tu zostałam zaskoczona. Jezus uświadomił mi, że chce się mną posługiwać. On daje mi łaskę, siłę, aby działać. On posługuje się ludźmi, którzy nie wierzą w swoje siły. „Weź jakiś świętych, ale nie mnie”. Moja bezradność w Jego oczach staje się siłą. Musisz tylko pozwolić mu działać. On chce robić z Tobą rzeczy wielkie, dla Ciebie nieraz niemożliwe.

W sytuacjach, do których totalnie się nie nadaję, mówię Pani Boże pomóż. Nie wszystko wtedy się udaje oczywiście, ale posiadam w sobie spokój ducha. Wiem, że Bóg się mną posłużył, a ja jako człowiek nic innego nie zrobię.

On działa. On chce pokazać Tobą swoją siłę. Jako ludzie jesteśmy bezradni tylko z Jego łaską możemy zdziałać wiele. „Dziękuję to wszystko co mogę ci dać. Dziękować chcę Ja i cały mój świat. Nie pozwól mi Panie nigdy zapomnieć, że Ty jako pierwszy znalazłeś Nas.”~ „Dziękuję” Exodus15

Dziękuję Boże za to wszystko co zrozumiałam.  Proszę pomóż nam być otwarty na Twoje działanie w naszym życiu. Amen.

Chwała Panu!

 

Wilno

W piątek o bardzo wcześniej porze, bo już o 3.30 młodzież diecezji Elbląskiej wyruszyła do naszych sąsiadów- Litwinów by spotkać się z papieżem. Takiej okazji oczywiście nie mogłam przegapić. Pierwszy raz miałam możliwość być w tym państwie i to jeszcze w samej stolicy. W piątek mieliśmy możliwość uczestniczenia w Mszy Św. po Polsku, wejścia na Górę Trzech Krzyży, pomodlenie się w kaplicy Miłosierdzia Bożego oraz odwiedzenie cmentarza Rossy. Wieczorem mniejszą grupką wybraliśmy się na wieżę telewizyjną, z której widzieliśmy całe miasto w światłach. Panorama była piękna. Odpuściliśmy sobie nawet zwiedzanie Starego Miasta. Ten widok wystarczał na wszystko.

Piękność tego miejsca to jedno. Przyjechaliśmy tam przecież żeby uczestniczyć w spotkaniu młodzieży z papieżem Franciszkiem. Sama przez piątkowy dzień nie myślałam o tym, że zobaczę tak ważną dla katolika osobę. Myślałam sobie, że będzie tak jak na ŚDM tylko na telebimie. Moim wielkim zaskoczeniem było to, że mieliśmy wspaniałe miejsca, a papież przejeżdżał koło każdego sektora. Wystarczyło zobaczyć i choć nie zawsze słyszałam tłumaczenie jego słów, cieszę się, że mogłam uczestniczyć właśnie w tym wydarzeniu. Będąc wspólnotą osób, które znałam cieszyć się z tego, że Jezus daje nam łaskę bycia w tym konkretnym miejscu o zaplanowanym na pewno przez Niego porze.

 

Pielgrzymi szlak

Jak wiadomo dzisiaj jest Uroczystość Zesłania Ducha Świętego, ale już parę razy pisałam o Nim, więc pomyślałam, że tym razem napiszę świadectwo.

Dwa lata temu w mojej parafii pojawił się ksiądz, wtedy neoprezbiter, który każdego napotkanego człowieka namawiał na pielgrzymkę do Częstochowy. Pamiętam, że denerwował mnie tym gadaniem, tak że za każdym razem gdy widziałam go na horyzoncie chciałam wiać. Nie udawało mi się to. Ciągle przywoływał mnie do siebie i mówił że idę z nim na pielgrzymkę, nawet nie znając mojego imienia. Ja i 30 km dziennie, ludzie naprawdę wariują. Z moim śmiechem kończyła się każda taka rozmowa. Zostałam przy swoim. Nigdzie się nie wybieram i tak było, chociaż w głębi duszy zasiał w moim sercu ciekawość. Pielgrzymka ruszyła beze mnie.

Cały kolejny rok szkolny nasłuchałam się jak było wspaniale. Nowy ksiądz stał się znanym duszpasterzem młodzieży i jak na złość co chwilę mówił o pielgrzymim szlaku. Zaczęłam chodzić na moją wspólnotę, w której oczywiście nie opuszczało się tego tematu. To był taki temat tabu. Im więcej o tym słyszałam tym bardziej w moim sercu odzywało się pragnienie pójścia na nią. Dlaczego? Ja tego nadal nie umiem wyjaśnić. Po prostu jakaś siła pchała mnie do tego usilnie. Przegadałam z ludźmi, którzy już byli na pielgrzymce, tyle godzin, że ciężko byłoby to zliczyć. Jednak jak zawsze miałam ultimatum. Na całą, albo w ogóle. Nie dojadę w trakcie, bo się zniechęcę ani nie wrócę wcześniej, bo nie warto. Tak właśnie wtedy rozumowałam. I co? I zostałam animatorką muzyczną na rekolekcjach oazowych, wcześniej byłam na swoich, zrezygnowałam z wyjazdu z rodziną i z sąsiadką dojechałam trzeciego dnia na pielgrzymi szlak. Bóg chciał mi pokazać, że ma dla mnie lepszy scenariusz tylko muszę Mu zaufać.

Ta podróż nie była łatwa, nie była wygodna. Jeśli bym patrzyła tylko na to jak się męczyłam musiałabym powiedzieć, że była koszmarna. Pot, słońce, boląca noga, nie raz zadane pytanie po co ja w ogóle idę? Nigdy nie miałam dobrej relacji z Matką Bożą. Więc czemu szłam? Pielgrzymka pokazała mi jak dużo jest we mnie niedoskonałości, jakie nastawienie mam do własnej osoby, jak nie umiem się pogodzić z własną nieidealnością. Kryzys psychiczny był gorszy niż fizyczny, ale podtrzymywała mnie modlitwa i ludzie. Byłam i nadal jestem pełna podziwu zjednoczenia wspólnotowego mojej grupy i wszystkich ludzi, którzy nas przygarniali. Przecież byliśmy dla nich wszystkich nieznani, ludźmi obcymi, co z tego, że z kościoła. Każdy z nas przecież jest inny, to nie tylko dla nas musiało być stresuje, ale także dla nich.

Dojście do Sanktuarium o własnych siłach z pomocą Bożą jest zdecydowanie inne niż przyjechanie. Łzy płyną, a ty się radujesz i uwielbiasz Boga, ze dał ci siłę dojść. Pokazał mi, że nie potrafię wierzyć w swoje siły nawet wtedy kiedy On nimi kieruje.

Pielgrzymka to wędrówka uświadamiająca mi, że niemożliwe dla mnie, nie jest niemożliwe dla Boga. Był to wielki CUD zbliżający mnie do Matki Bożej. Był to czas refleksji, walki ze zmęczeniem, kontrolowanie własnych postępowań. To wydarzenie było ze mną przez cały ten rok. Siedzi i nie odchodzi. CUD…. Dla mnie jeden z większych i cenniejszych. To był mój czas. Plan Boży Go przewidział. Za to wszystko co przed i w czasie drogi…

Chwała Panu!

 

Amen, jak Maryja

W sercu mojej diecezji, czyli w samym Elblągu tydzień temu przeżyłam kolejne rekolekcje. Choć trwały zaledwie niecałe dwa dni warto było się na nich znaleźć. Niektórzy mogą pomyśleć: „Co może wydarzyć się przez tak krótki czas”? Też trochę się nad tym zastanawiałam… Kadra animatorska postarała się byśmy nie mieli czasu na takie pytania i zapewniła nam zapchany, wymyślny plan. To były intensywne dwa dni.

Pochylaliśmy się nad ważnym wzorem wiary- postacią Maryi. To wzór jej życia sprawił, że przeżywaliśmy trochę inaczej te rekolekcje. Kim była Maryja? Kim powinna być dla nas na co dzień? Maryja czyli ta, która naprawiła czyn Ewy.  Postać ta w Piśmie Świętym nie jest bardzo szczegółowo opisywana. W większości scen gdzie możemy o niej usłyszeć, nie wypowiada żadnego słowa. Odzywa się tylko w Zwiastowaniu, Nawiedzeniu, Narodzinach Jezusa, podczas odnalezienia Jezusa i przy cudzie w Kanie Galiliejskiej. Z tych wydarzeń biblijnych możemy przekonać się doskonale jaka była Maryja. Czyli jaka? Powalająco pokora, bezgranicznie ufająca Bogu, oddana, odważna, posłuszna… Cnoty, którymi powinniśmy w życiu się kierować.

Miałam taki czas, że byłam tylko Chrystocentryczna. To znaczy, że w mojej wierze ważny był tylko Jezus. To dobrze, ale ważna jest też ta, która dała mu życie. Maryja? Nie byłam przy niej blisko. Zaczęło się to zmieniać gdy w tym roku poszłam na pielgrzymkę. Potem na rekolekcjach w październiku dowiedziałam się, że jestem jej cudem, że wymodliła dla mnie życie. Teraz mogłam lepiej pochylić się nad jej postacią.

To były intensywne dni  nie tylko ze względu na poruszaną osobę. Towarzyszyły nam konferencje ks. Krzysztofa Kaoki, wypowiadaliśmy akt oddania Jezusowi, a następnego dnia Maryi. Wszystko działo się w wolności. Zawiązaliśmy wspólnotę z Domowym Kościołem. Przede wszystkim jednak niektórzy z nas przeżyli deuterokatechumenat. Ksiądz biskup pobłogosławił 10 osób na etapie formacji i nową animatorkę. Takie wydarzenie miało miejsce pierwszy raz w naszej Diecezji. Dlatego chciałam, aby osoby, które powiedziały „Amen” Bogu, wypowiedziały się także na moim blogu. Spytałam więc animatorki Marceliny i mojego kolegę Karola.

 

„Minął już tydzień, a ja wciąż pamiętam zdenerwowanie i podekscytowanie osób przed przyjęciem do deuterokatechumenatu, własne przejęcie przed błogosławieństwem animatorskim oraz wielką radość nas wszystkich. Samo nałożenie krzyża działo się przez chwilę. Amen wypowiedziałam w sekundę. Przygotowywałam się do tego długo. Codzienny różaniec o 21:00, intensywny Namiot Spotkania, pytanie się Boga, czy faktycznie mam przyjąć to błogosławieństwo. A tu się okazuje, że coś na co czekałam tak długo dzieje się przez moment… Kiedy wróciłam na miejsce, dotarło do mnie, że krzyż to dopiero początek, a nie zwieńczenie czegoś wielkiego. Początek lepszego słuchania Jego słów, niesienia krzyża, godzenia się na Jego wolę bez sporów z mojej strony. Na świadectwo o łasce, jaką otrzymaliśmy, mamy całe życie. Piękne życie.”- świadectwo animatorki Marceliny.

 

„Przed samym wstąpieniem do deuterokatechumenatu się nie stresowałem. Za to po wywołaniu mnie przed ołtarz czułem dumę i jednocześnie ciężar obowiązku jakiego się podejmuję. Przez pewien czas miałem wrażenie, że jeśli obrzęd będzie trwał dłużej to z oczu pociekną mi łzy. Zapytany przez biskupa o co proszę odpowiedziałem „O światło Ducha Świętego do wypełniania mojego powołania”. Następnie padło pytanie czemu akurat o to proszę. Niedługo matura. Teraz już poważnie trzeba wybrać co dalej, a przede wszystkim jaki jest Boży plan na moje życie. To pytanie szczególnie męczy mnie od roku. Nie chcę się już buntować, lecz przyjąć z pokorą powierzone mi zadanie. Zastanawiając się o co będę prosić postanowiłem prosić o to co aktualnie dla mnie najważniejsze. Zdecydowałem, że ta nowa droga będzie pełna posłuszeństwa, a więc moja odpowiedz na zadane pytanie brzmiała: „bo tylko żyjąc zgodnie z Bożą wolą mogę osiągnąć prawdziwe szczęście”.”- świadectwo Karola.

Umocniona

Rekolekcje, czas dla wszystkich

W dniach 10.-12.11.2017r. odbyły się Niepodległościowe rekolekcje dla młodzieży. Organizatorem była Oaza diecezji elbląskiej. Miejscem przebywania było piękne Matemblewo- Gdańsk, przy sanktuarium Matki Bożej Brzemiennej. 48 uczestników, i 8 wspaniałych animatorów, wraz z księdzem Kajetanem Jakubowskim na czele, przyjechało, aby z Bogiem i innymi ludźmi spędzić swój weekend. Przez ten krótki czas budowali swoją wspólnotę i pogłębiali swój osobisty rozwój duchowy  i patriotyczny.

Wpadłam na pomysł, żeby przeprowadzić wywiad z moimi rówieśnikami, którzy tak jak ja przeżywali te rekolekcje. Choć jedni szybko się zgodzili, a inni dopiero za dłuższą namową, wiem, że warto przeczytać wpis do końca. Michalina, Maciek i Dominik formują się w parafii bł. Doroty w Elblągu. Dziękuję im za wywiad, a was zachęcam do przeczytania tego, co jest świadectwem tych kilku dni.

Dlaczego przyjechałaś na rekolekcje zamiast siedzieć w domu?

Michalina: „Przyjechałam na te rekolekcje dlatego, że byłam już na kilku takich Oazach Modlitwy i poznałam tu wielu wspaniałych ludzi. Na rekolekcjach mogę naprawdę się odnowić duchowo i oderwać od codziennych obowiązków.”

Maciek: „Ja na początku nawet nie wiedziałem, że takie coś istnieje, ale moja kochana oaza, zachęciła mnie, żebym tutaj przyjechał. Opowiedziała mi o tym wydarzeniu i stwierdziłem, że przyjadę. Zobaczę i przekonam się jak to jest, no i się przekonałem. Było bardzo fajnie.”

Co ci daje taki rodzaj odpoczynku?

Michalina: „Odnowę Duchową, mnóstwo energii i siły na kolejne miesiące, tygodnie normalnego życia. Mogę też poznawać nowe aspekty wiary, nowe miejsca w mojej duszy, które nie zostały do końca odkryte. Za każdym razem, mogę odkrywać coś zupełnie innego i poznawać bardziej siebie.”

Maciek: „Na rekolekcje oazowe pojechałem pierwszy raz. Oaza Modlitwy rozwinęła mnie duchowo i to dosyć mocno. Były konferencje oraz czuwanie. To pogłębiło moją wiarę i w jakiś sposób mnie rozwinęło.”

Co byście powiedzieli, aby zachęcić innych na takie rekolekcje?

Michalina: „Jeśli chcecie spędzić jak najlepiej czas, w jak najlepszym towarzystwie i ubogacić oraz polepszyć swoje życie, stać się bardziej szczęśliwym, spełnionym człowiekiem, to jak najbardziej polecam! Nawet się nie zastanawiajcie!”

Maciek: „Trudne pytanie, ale na pewno jeśli chcecie się rozwinąć, pogłębić swoją wiarę to na pewno warto tu przyjechać.”

Dominik: „Można tu poznać wspaniałych, wartościowych ludzi, pić z nimi herbatę, jeść ciastka, dzielić się naszymi przemyśleniami, tym co mamy w środku. Możemy więc nawzajem umacniać się w wierze oraz spędzić bardzo miło czas.”

Maciek: „Rekolekcje pokazują też nam, że nie jesteśmy sami. Wiele młodych ludzi wierzy, tak jak my. Pokrzepia to naszą wiarę i jest to super!.”

Formacja

Żeby zostać znanym sportowcem nie wystarczy brać udziału w zawodach sportowych. Zanim jakikolwiek zawodnik wybierze się na większe przedsięwzięcie, ćwiczy określoną ilość czasu. Ma ułożony odpowiedni plan do swoich możliwości. Jeśli chce osiągnąć sukces, nie może tylko wystartować. Wie, że najpierw czeka go ciężka praca fizyczna. Musi nieraz wyrzekać się niezdrowego jedzenia i pilnować się z porami spożywania posiłków. Na pewno nieraz jest mu trudno, ale wie jaki skutek przynosi poświęcenie i ciągła praca nad sobą. Patrzy w przyszłość, myśląc o wysokich wynikach, jakie może osiągnąć. Nie wie kiedy to się stanie, ale mając nadzieję ćwiczy.

Dlaczego piszę o sportowcach? W życiu duchowym także jesteśmy takimi sportowcami. Każdy z nas bierze udział w trudnym, ale pięknym maratonie nazywanym życiem. W tym także nie powinniśmy tylko wystartować i biec bez żadnego przygotowania. Na trasie może nas spotkać wszystko. Śnieg, deszcz, wichura, ulewa, gorące słońce… Jak w takim momentach człowiek „nieprzygotowany” ma się nie poddać? Usiąść na drodze, zaprzeczyć swojej duszy. Taki stan może się znaleźć w nas jeśli nie pielęgnujemy miłości do Boga, jeśli nie podejmujemy żadnego trudu.

Dziś kończą się wakacje. Wiele wspólnot zaczyna od nowa swoją formację. Co to jest formacja? Proces stopniowego doskonalenia się osoby, powołanej do świętości i doskonałości. Każda wspólnota ma inną formację. Tak jak każdy sportowiec ma inny plan ćwiczenia, tak człowiek, który poszukuje formacji dla siebie, odnajduje się w różnych wspólnotach. Odnowa w Duchu Świętym, Krąg Biblijny, Ruch Światło-Życie (oaza), Domowy Kościół, Neokatechumenat itd. Bóg wyznacza każdemu inną ścieżkę. Dlaczego warto w ogóle wchodzić do jakiejś wspólnoty? Człowiek poprzez trud odnajduje drogę do Boga. Dzięki innym ludziom w wspólnocie uczy się miłości do bliźniego i uczy się zauważać w nich Jezusa Chrystusa. Przede wszystkim dąży do Królestwa Bożego- mety. Najcięższa pogoda, najstraszliwsza dziura nie będą przeszkodą, gdy nie jest się samemu. Gdy ma się Boga i ludzi, którzy pomagają się do Niego zbliżyć.

Czasami potrzebujemy takich towarzyszy w wędrówce życia…. Chociażby przez modlitwę. Jezus wziął 12 uczniów, wiedział, że jakby byli w pojedynkę nic by nie zdziałali. Dopiero gdy dostali Ducha i byli w grupie, umieli głosić „na dachach”.

„Wtedy Jezus rzekł do swoich uczniów: «Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę? Albowiem Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego razem z aniołami swoimi, i wtedy odda każdemu według jego postępowania. Zaprawdę, powiadam wam: Niektórzy z tych, co tu stoją, nie zaznają śmierci, aż ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w królestwie swoim»” (Mt 17, 24-28)

Dziękuję Ci Boże, że mam stałą formację w parafii. Dziękuję, że poprzez wspólnotę mogę Ciebie lepiej poznawać. Amen.

Umocniona

Wstań i idź!

Zbliżają się kolejne wakacje. Każdy z nas ma jakieś plany, a nawet jeśli jeszcze nie, to wie, że się jakieś znajdą. Nigdzie nie trzeba się spieszyć, wstawać rano. Po prostu bajka!

I jak w takim wolnym czasie nie zgubić Pana Boga? Jak się od Niego nie oddalić? Jak nieraz zmuszać się do chodzenia w niedziele do kościoła? Przecież jest tyle innych fajnych rzeczy do robienia.

Przede wszystkim trzeba sobie postawić pytanie: „Co/Kto jest dla mnie najważniejszy?” Co jest pierwsze w piramidzie wartości? Bóg daje łaskę właśnie teraz. Należy z tego skorzystać.

Wakacje mogą być nie tylko wypoczynkiem od szkoły, ale duchowym nakierowaniem własnej wiary. Dużo moich znajomych właśnie tak chce spędzać czas wolny. „Poświęcić” swoje wakacje dla rekolekcji.

„Wstań z kanapy!”- mówił papież Franciszek. „Idź i kochaj!”- głosiły Pola Lednickie. Podsumowując te oba wezwania, słowami XXV elbląskiej pieszej pielgrzymki  na Jasną Górę: „Aby On wzrastał we mnie…” Wszystko dzieje się po to, żeby Bóg wzrastał we mnie. Po to ludzie podejmują trud, znajdują chwilę dla Boga, wstają z kanapy, idą i kochają!

Pewna Oazowa piosenka mówi:

Serce, które usłyszy i przyjmie Słowo Pana,
Serce, które pozwoli, żeby On ocalił je,
Serce, które się nie cofnie przed Miłością, co wyzwala,
Pozna radość, dotknie pełni, odnowi się.
Chrystusowe orędzie, obietnica uczniom dana
Mroki duszy rozjaśnia, daje moc, by dalej iść.
Gdy otwierasz się na łaskę, która płynie ze Spotkania –
Tej radości nikt nie zdoła odebrać ci!

Ref.: Wstań i idź! Pan cię wzywa,
Jego miłość przynagla wciąż.
Tam gdzie ludzkich serc miliony,
Samotnych, pogubionych,
Zabierz radość, którą z Ducha w sobie masz.
Głoś i czyń! Lęk swój odrzuć.
Źródło tryska — zanurz się w Nim.
Nie ustawaj, żyj w nadziei –
Dobro mnożysz, gdy dzielisz je.
Niech świat cały pozna radość, w której trwasz,
Radość przemienionych serc.

2. Ci, co Prawdę przyjęli, chcą jednoczyć się w radości,
Życie zmieniają w misję, jako dar dla braci swych.
Biada nam, jeśli to Słowo zostawimy tylko sobie:
Pan jest blisko! Jego znakiem — chwalebny Krzyż!

Most(Bridge): W każdym miejscu, w każdym czasie, choćbyś musiał iść pod prąd,
Głośno wołaj, że Pan jest wśród nas z łaską swą.

 

Świadectwo… Jak to było

Czuję od paru dni, że chcę coś powiedzieć. Zachęcić młodzież na rekolekcje, które zmieniły bardzo dużo w moim życiu. Więc ten wpis poświęcę świadectwu, opowiedzeniu jak to było.

                Parę lat temu, dokładnie w 2013r. pojechałam na pierwsze moje rekolekcje, które trwały 10 dni. Odbywały się nad morzem i pamiętam, że było fajnie, ale byłam dzieckiem, więc nie przeżywałam ich jakoś szczególnie. Traktowałam to jako zabawę. I moja animatorka może przyznać mi rację, bo odzywałam się tylko na tematy, które w danym momencie nie były ważne. Po prostu wtedy, bałam się jeszcze cokolwiek mówić „mądrego”.  Wspominam je miło i ciepło. Jednak z roku na rok podobało mi się coraz bardziej. W 2014r. pojechałam z innej diecezji, do ludzi których nie znałam. Jestem raczej taka, że wolę wszystkich znać, bo boję się nowych osób. A tam musiałam otworzyć się na ok. 50 nowych ludzi. Niektórzy się dobrze znali, niektórzy byli tak jak ja pierwszy raz wśród nieznajomych twarzy. Po 15 dniach cały ten strach, jak będzie odleciał, jakby go w ogóle nie było. W te wakacje byłam znowu z moją diecezją i na razie widzę najwięcej owoców. Może dlatego, że jestem starsza i więcej rozumiem.

                Każde rekolekcje pokazywały mi co innego. Pomagały odkrywać Boga i funkcjonować wśród ludzi. Po 4 latach jeżdżenia zauważyłam, że dzięki tym wyjazdom nauczyłam się być sobą, tworzyć coś z innymi ludźmi. Kiedyś bałam się mówić co myślę, mówić o Bogu. Wolałam robić z siebie głupka by być śmiesznym. Dzięki oazie także piszę. Umiem zauważać moje zalety, a także wady, które próbuję naprawiać.  

                Poznawanie nowych ludzi na rekolekcjach to zawsze poznawanie nowych przyjaciół. Zdajesz sobie sprawę, że jakkolwiek nie będzie wyglądała twoja droga oni zawsze będą gotowi cię wspomóc. Nie tylko modlitewnie, ale także słowem czy gestem. Poznałam tylu ludzi, z tyloma się związałam. Z niektórymi mam kontakt do dziś. To właśnie oni zachęcali mnie bym pojechała jeszcze raz, bym dała się „zagarnąć”. Już wtedy wiedzieli, że każdemu potrzebny jest taki czas. Teraz ja wiem, że muszę robić co oni wtedy. Zachęcać. Choć po 15 dniach umieliśmy się pokłócić, pokrzyczeć to umieliśmy także sobie wybaczyć. Pewnie każdy się kiedyś męczył, bo widzieliśmy się cały czas. Jednak po tylu dniach płaczemy wręcz żeby nie wyjeżdżać. Nigdy nie zapomnę tych wszystkich świadectw młodzieży, które zawsze podnoszą mnie na duchu. Nie zapomnę podanych rąk pomocy gdy błądziłam, czy zwykłego przytulenia gdy płakałam. Oaza to taka duża rodzina. A za rodziną się tęskni, rodzinę trzeba poznawać.

                Najważniejszy był Bóg. To wśród Niego się poznawaliśmy. To On pomagał nam odkryć naszą wiarę, posługując się kadrą animatorską i każdym innym człowiekiem. Plan zawsze był napięty lecz w każdym można było na inny sposób spotkać Boga. Cisza, którą nie raz szukam w życiu codziennym odnajdywałam właśnie tam. To dzięki wyjazdom i stałej formacji potrafię czytać Pismo Święte. Nie zwlekam ze spowiedzią, bo właśnie na rekolekcjach poczułam miłosierne wybaczenie. Wczoraj była Niedziela Dobrego Pasterza. Owce słuchają Jego głosu. Bóg do mnie dziś mówi: „Dominika, powiedz innym gdzie można Mnie znaleźć.” Jestem pewna, że to mi mówi!

                Kończąc… Chciałabym Was zachęcić, bo naprawdę warto. Dzięki tym rekolekcją zrozumiałam bardzo dużo. Tak naprawdę nie da się tego opowiedzieć. To trzeba przeżyć. Jest MEGA. Nic innego nie umiem powiedzieć.