Konsekwentne postępowanie

Często w naszej wierze stajemy przed różnymi dylematami. W głowie mamy te wszystkie zasady bycia prawdziwym chrześcijaninem, ale nie zawsze umiemy je wprowadzać w życie. Nie potrafimy zaufać temu, co podpowiada nam Duch Św, ale za wszelką cenę próbujemy iść własną drogą. Wiedza niewcielona w życie jest gorsza niż nieświadome popełnianie błędów.

Dajmy jakiś przykład, żeby było jasne. Człowiek zna prawdy wiary. Wie, że trzeba miłować i wybaczać wszystkim ludziom. Z jego sumienia często wydobywa się głos, żeby ową wiedzę wykorzystać. Jest jednak tak trudno mu przyjąć, że ktoś go zranił, że nie potrafi, a nawet nie chce komuś wybaczyć. Mamy wtedy do czynienia z pychą i poczuciem, że wiemy lepiej niż Bóg. Tymczasem powinniśmy jak Jezus wybaczać nie tylko to co dla nas jest łatwe, ale także to co nas mocno dotknęło.

Czy to jest proste? Oczywiście, że nie. Tak naprawdę może czasami zdawać się nam, że już wszystkim wybaczyliśmy. Jednak często gdzieś głęboko w sercu skrywamy urazę, żal do drugiej osoby. Najważniejsze w takim momencie jest przyjąć to i zrozumieć, że trzeba nad tym popracować. Jak? Po prostu prosić Ducha Św. o łaskę pełnego wybaczenia. Za słowami modlitwy Pańskiej: „i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom.”

Gdy już dojdziesz do tego, że naprawdę komuś wybaczyłeś, musisz mu to także pokazać. Najlepiej porozmawiać z taką osobą, a jeżeli nie ma się odwagi to pokazywać przebaczenie poprzez dobre uczynki. Nie można pozostawiać tego tylko dla siebie albo oczekiwać na to, że ta osoba się domyśli.

Umocniona z przyjaciółką

Wspaniała zabawa

Z piątku na sobotę brałam udział w balu karnawałowym zorganizowanym przez moją wspólnotę. Był to już 4 takiego typu bal. Dwa Andrzejkowe i dwa Karnawałowe. Z racji tego, że uwielbiam tańczyć i tym razem nie mogłam przegapić takiej okazji. Co prawda im bliżej tym bardziej byłam zmęczona organizacjom i wszystkim co za tym idzie. Przepraszam tych, którzy musieli tego słuchać. Jestem trochę za bardzo perfekcjonistką.

Gdy powstał pomysł, żeby pierwszy taki bal zorganizować byłam sceptycznie do tego nastawiona. Wydawało mi się, że będzie drętwo i że nikt nie będzie chciał tańczyć. Chociaż nie piję alkoholu to żyłam w przekonaniu, że nie da się zrobić imprezy, w której ludzie będą wychodzić na parkiet i tańczyć bez procentów. Jeszcze mogłam sobie wyobrazić tańczące dziewczyny, ale znając już różne dyskoteki myślałam, że chłopacy będą po prostu podpierać ścianę.

Jaki przeżyłam szok gdy na całym balu ciągle tańczyłam z różnymi chłopakami. Była nas podobna ilość i nawet gdy chciałam zatańczyć z koleżanką byliśmy rozdzielane przez chłopaków. Pozytywnie mnie to zaskoczyło i naprawdę dziękuję za to, że tak się stało. Dlaczego? Od tego momentu po prostu wiedziałam, że najważniejsze jest z kim się bawisz, a nie przy czym.

Choć bale są dwa razy w roku i często blisko siebie nie mogę się doczekać każdego z osobno. Po prostu żeby się wyszaleć i żeby z mojej twarzy nie znikł uśmiech. Tak właśnie się dzieję w mojej wspólnocie. Jesteśmy wszyscy razem i potrafimy się razem bawić. Wystarczy nam parkiet, muzyka, jedzenie i inni ludzie ze wspólnoty.

Obraz może zawierać: 4 osoby, w tym Szymon Mazurkiewicz, Ewa Cylka i Aleksander Tyszyński, uśmiechnięci ludzie, ludzie stoją

Do usłyszenia!

Umocniona

Hierarchia zbawienia

Istnieje coś takiego jak hierarchia zbawienia. Są zawarte w nim trzy punkty. Najpierw troska o swoje zbawienie, potem troska o zbawienie wewnątrz własnej rodziny, a na samym końcu przejmowanie się zbawieniem innych ludzi. Na pierwszy rzut oka można pomyśleć, że to takie egoistyczne. Nie jest tak jednak gdy się nad tym zastanowisz. Najpierw jesteśmy wezwani do dbania o dobro w swoim życiu, o ciągłe nawracanie i dążenie do świętości czyli zbawienia. Gdy się oto już troszczymy powinniśmy zatroszczyć się o naszą najbliższą rodzinę. Na końcu zaś inni ludzie. Dlaczego? Wyobraźmy sobie człowieka. Dajmy na to, że ma już 40 lat i ma własną rodzinę z nastoletnimi dziećmi. Załóżmy, że o swoje zbawienie dba i nawraca ludzi wokół siebie. Jednak w swoim domu nie potrafi przekazać wiary własnym dzieciom i w końcu pozwala im odejść z kościoła mimo, że nie są pełnoletni, a sam wierzy w Boga. Przecież na chrzcie przyrzekał troszczyć się o wiarę swoich dzieci. Czemu więc nawraca innych ludzi jeśli nie troszczy się o tych najbliższych?

Gdy byłam mała denerwowałam się, że musiałam chodzić dwa razy do kościoła i do tego na to samo. W sobotę, ponieważ moi rodzice są w neokatechumenacie i w niedzielę, ponieważ śpiewałam w scholi dziecięcej. Denerwowałam się, ale wiedziałam, że jak się postawię i tak będę musiała iść. I wiem, że dzięki temu, że rodzice mieli twarde argumenty nie zboczyłam z drogi w wieku tych 12 lat.

Ułożyłam kiedyś taką modlitwę:

Tym co dajesz doświadczenie, daj wytchnienie.

Tym co noszą Twe cierpienie, ześlij ukojenie.

Tym co kochać pragną, pomóż łaknąć.

Tym wszystkim proszącym Tobie ufającym.

Powierzam Ci życie przyjaciół, rodziny, moje.

Prowadź nas po ścieżkach prostych

z Tobą rozwalimy wszystkie mosty.

W Twoje ręce Mamo powierzam tych, którzy łakną.

Św. Kajetanie ucz nas jedności.

Św. Krzysztofie bądź z nami w drodze.

Św. Filomeno wstawiaj się za chorymi.

Św. Dominiko pomóż zawalczyć mi niebo.

Amen.

Umocniona

 

Poradnik Ambitnego Człowieka

Poradnik Ambitnego Człowieka:

  1. Ufaj Bogu zawsze i wszędzie.
  2. Nie lękaj się wszystkiego.
  3. Powoli dąż do świętości.
  4. Nie spiesz się! TO JEST PROCES.
  5. Niech Twoje myśli czasami się odprężą.
  6. stawiaj wspólnotę ponad naukę.
  7. czytaj Słowo Życia i rozważaj je.
  8. Jeśli zaczniesz analizować pamiętaj, że Bóg dokonuje NIEMOŻLIWEGO!
  9. Głoś i czyń!
  10. PATRZ-OCENIAJ-DZIAŁAJ
  11. Pamiętaj, że jesteś umiłowanym Dzieckiem Bożym!
  12. Próbuj, aby wady stały się zaletami.
  13. Po prostu RÓB SWOJE.
  14. Bądź otwarta na Ducha Św.
  15. EXODUS- czas wyjść z niewoli
  16. UŚMIECHAJ SIĘ!
  17. Dziel się każdą chwilą z Bogiem.
  18. Walcz jak lwica, aby dobro wygrało w Tobie.

Taki poradnik napisałam sobie ponad rok temu na rekolekcjach oazowych. Nie wracam do niego często choć nieraz powinnam. Pewnie punktów znalazło by się dużo więcej, ale te trafiają akurat do mnie. Pisałam je podczas modlitwy dlatego są bardzo trafne akurat w moim życiu. Nazwa jest taka, ponieważ trochę jestem nad ambitna.

 

Ekratwarze

Hałas, szum, w głowie huk

Mroczną aurę tworzy mur.

Zapatrzeni w jedną stronę

Na oszustwie- życie swoje.

 

Milknie już rozsądku głos

Ekratwarze wciąż, wciąż

Jedna przy drugim zatopiona,

Nie żywa, nie stworzona.

 

Aksamitnie płynąc w świat

Zagubionych przyjdzie czas

Światło pośród cienia mórz

Z ciemności- żywy trup.

 

Dźwięki, tony i wibracje

Zakładnicy stoją w masce.

Cud- przejrzyj na oczy

Znikł w pustej nocy.

 

Duch Św i ogień

Dziś poznajemy Jezusa jako pełnoletniego obywatela żydowskiego. Mając 30 lat przychodzi nad wody Jordanu do swego kuzyna- Jana Chrzciciela, aby się ochrzcić. Przez kolejne trzy lata naucza ludzi o Królestwie Bożym, nawraca, uzdrawia, sprawia cuda. Można więc rzec, że gdy już zaczął głosić Dobrą Nowinę robił to z wielkim zaangażowaniem.

Dużo z nas nie pamięta swojego chrztu. Nie musieliśmy na nie długo czekać ani nie przygotowaliśmy się do niego. Robili to za nas nasi rodzice i rodzice chrzestni. Każdy z nas już na Chrzcie Św. otrzymał Ducha Św. „Jezus także przyjął chrzest. a gdy się modlił, otworzyło się niebo i Duch Święty zstąpił nad Niego” (Łk 3, 21b-22a) Dostaliśmy więc dar, który ma ogromną moc. „Ja was chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. On będzie was chrzcił Duchem Świętym i ogniem.”  (Łk 3, 16) Czyli jeśli dobrze rozumiem gdy przyjmiemy Jezusa jako Zbawiciela będzie nas chrzcił Duchem Św i ogniem. Czemu dodane jest słowo ogień? Wiemy, że ogień to żywioł. Wiemy też, że jest to symbol Ducha Św. Nie jest jednak wymieniony tylko Duch Św, ale także ogień. Sadzę więc, że ogień ma określać jak wielkie może być działanie tego otrzymanego daru. Ogień pali wszystko, może być ogromny jak i mały. Może być płomieniem na świeczce, która zaraz zgaśnie przez wiatr, ale może być też wielkim ogniskiem do którego dokłada się drewno, żeby się nie spaliło. Przyjmując Chrzest Św. dostajemy Ducha Św. jego dary, charyzmaty, potem w kolejnych latach możemy go stłumić lub być na Niego otwartym. Przez poznanie Jezusa Chrystusa.

I co potem? Co z tym wszystkim robić? Jak być pewnym, że już się ten dar docenia? Przez bardzo długi czas mówiłam, że nie mam w sobie Ducha Św. Nie tylko dla tego, że nie miałam bierzmowania, ale dlatego, że nie czułam się odważna. Przed samą sobą dawałam 2 pkt na 10 pkt w kategori „Otwartość na Ducha Św. ” Aż po prostu kiedyś zauważyłam co robię dobrze, a bardziej kierownik duchowy nauczył mnie, że mogę być zadowolona z tego co zrobiłam dobrze. I za każdym razem gdy widzę te sfery w moim życiu, w których nie spodziewałam się, że postąpię odważnie, dobrze wtedy wiem, że to działanie Ducha Św. Nawet nie wierzyłam, że pewne rzeczy potrafię zrobić. Duch Św. sprawia nieraz, że biegnę jak na jakimś maratonie, ale wiem, że mam Go obok siebie i to On daje mi siły. „Wstąp na wysoką górę, zwiastunko dobrej nowiny na Syjonie! Podnieś mocno twój głos, zwiastunko dobrej nowiny w Jeruzalem! Podnieś głos, nie bój się!” (Iz 40, 9)

I gdy to wszystko już napisałam moja dusza domaga się tylko tego żeby na moich ustach brzmiał ten psalm:

Chwal i błogosław, duszo moja, Pana

Błogosław, duszo moja, Pana, *
Boże mój, Panie, Ty jesteś bardzo wielki!
odziany w majestat i piękno, *
światłem okryty jak płaszczem. (…)

Kiedy odbierasz im oddech, marnieją *
i w proch się obracają.
Stwarzasz je, napełniając swym duchem, *
i odnawiasz oblicze ziemi.

Chwała Panu!

Umocniona

Mędrcy ze Wschodu

Jak wszyscy wiedzą dzisiaj jest 06.01 w kościele obchodzone jako Objawienie Pańskie. Wspominamy w tym dniu mędrców ze Wschodu, którzy udali się do Betlejem przywitać nowo narodzone Dziecię. Według tradycji mówi się że było ich trzech: Kacper, Melchior i Baltazar, patrząc na to, że przynieśli dary w postaci złota, kadzidła i mirry.

W moim małym mieście nie wiem po raz który odbył się Orszak Trzech Króli. Nie wiem, który raz, ale wiem, że to mój trzeci. Od trzech lat bowiem jesteśmy zaangażowani z moją wspólnotą w pomoc. Wraz z niektórymi wystawiamy jedną scenkę bitwy dobra ze złem. Jak w poprzednich latach, tak i w tym roku przebrałam się za anioła. Może to przez to, że gdybym była diabłem musiałabym przegrać, a może dlatego, że chociaż raz w ciągu roku mogę być aniołem. 🙂 To w sumie nie ważne. Czuję się naprawdę dziwne gdy idę ulicą miasta z tymi skrzydłami, śpiewam kolędy, a wokół nas (przebranych) osoby z aparatami, którzy robią nam zdjęcia. Jednak najzabawniej jest gdy wystawiamy swoją scenkę i wszyscy udajemy że walczymy, a ludzie się patrzą. Naprawdę uczy mnie to pokory i dystansu do samej siebie. Dziś gdy tak się biłam pomyślałam sobie, że nasi aniołowie stróżowie też za nas walczą. Często mają ciężką robotę. Tak sobie pomyślałam, że warto byłoby im za to podziękować. Wierzę, że pomagają nam w drodze do Boga.

Królowie przybyli do stajenki i oddali pokłon. Wędrowali, aby przywitać władce, króla. Przynieśli ze sobą dary, nie przyszli z pustymi rękoma. Dotarliście już do Betlejem przywitać Jezusa? Mieliście co mu dać, ofiarować?

Życzę Wam i sobie, abyśmy zawsze chcieli przychodzić do Jezusa z tym co dla nas jest najcenniejsze. Byśmy potrafili przyjąć go jako Pana i Zbawiciela naszego życia oddając mu je, aby On nim kierował.

Umocniona

Czy mogę prosić…?

Czy mogę prosić abyście przeczytali ten wpis? Mogę. Czy to zrobicie? Nie mam pojęcia.

Dostałam właśnie wiadomość od koleżanki z zapewnieniem modlitwy za mnie. To jest kolejny znak, który mówi mi, że ten temat blogu jest odpowiedni.

Jadąc ostatnio samochodem pewna osoba została zapytana przez kapłana czy prosi innych o modlitwę. Odpowiedzią było słowo „nie”. Ostatnio zastanowiło mnie to dlaczego tak jest?

Sama pamiętam, że zawsze miałam z tym problem. Dlaczego? Było parę powodów. Pierwszy z nich był taki, że było mi głupio pytać. Kolejny, że to nadużywanie czasu innych osób. Czasami też wstyd, że tego potrzebujesz. Nieraz powstrzymywało mnie to, że ludzie będą pytać o szczegóły. Nie zawsze chcesz się wszystkim tłumaczyć.

Wszystkie te argumenty przeciw proszeniu o modlitwę są nieuzasadnione w praktyce. To, że prosimy, znaczy, że przejmujemy się swoją wiarą, sytuacją życiową, zdrowiem itp. i wierzymy, że tylko Bóg może nam w tym pomóc. Każdy z nas potrzebuje modlitwy nie tylko swojej, ale także innych ludzi. „Wyznawajcie zatem sobie nawzajem grzechy, módlcie się jeden za drugiego, byście odzyskali zdrowie. Wielką moc posiada wytrwała modlitwa sprawiedliwego.” (Jk 5,16) Należy także pamiętać, że prosimy, a nie każemy.  Jeśli proszona osoba się zgadza i to robi nie nadużywamy jej czasu. Szczegółów natomiast nie trzeba objaśniać.  Gdy ktoś zacznie pytać powiedzieć, że nie chcesz o tym mówić, a Bóg wie o co chodzi.

Nie wiem w jakim momencie nauczyłam się prosić o modlitwę. Pamiętam, że musiałam się pogodzić z tym, że jej potrzebuję. Nie oszukujmy się, każdy ją potrzebuje. Ważne też było to, żeby umieć dziękować właśnie za to, że ktoś się za ciebie modli. Przedstawiając tą prośbę w osobistej modlitwie dziękowałam Bogu za tych ludzi, którzy się za mnie pomodlili.

Nie bójmy się prosić! Nie bójmy się także słyszeć, że ktoś się za ciebie modli. Nie bójmy się przedstawiać próśb drugiego człowieka. Nawet sporadyczną modlitwą możemy zdziałać Boże cuda.

Śmieję się często, że mam „czterech podopiecznych modlitewnych”. Każda osoba jest ode mnie starsza, ale wiem, że moja modlitwa jest im potrzebna. Cieszę się, że mogę ich w niej zapewniać.

Umocniona

Umocnienie mojej wiary

Patrzę przez okno na sypiący biały śnieg i myślę o tym, że jutro są święta. Musicie mi jednak wybaczyć, bo ten wpis nie będzie jeszcze o nich. Nadal trwa Adwent i chcę poruszyć jedną ważną sprawę, która była obecna w moim życiu. Bardzo możliwe, że jutro jeszcze napiszę krótki wpis już na temat świąt.

Dwa lata temu zaczęłam zastanawiać się nad kierownictwem duchowym. Pierwsza wzmianka jaką usłyszałam nie mówiła mi nic konkretnego i w ogóle się nie zastanawiałam nad tym. Nie interesowałam się tym jakoś szczególnie. Do pewnej grudniowej nocy, gdy rozmawiając z moją koleżanką zaczęłam ją wypytywać o jej kierownika. Co to w ogóle jest? Jak to wygląda? Czy to pomaga? Itd. Jestem człowiekiem, który jak się czymś zainteresuje to zaczyna zdobywać na ten temat jak najwięcej informacji. Także przeczytałam dużo stron internetowych, obejrzałam filmy znanych księży i spytałam się oczywiście Boga. Z każdym dniem myślałam o tym coraz intensywniej. Nie lubię podejmować decyzji długo więc minęło naprawdę mało czasu aż byłam gotowa zapytać jednego, konkretnego kapłana. Pamiętam, że mieliśmy wtedy z nim spotkanie o Duchu Św. Wiem, że zadawał pytania, a ja tylko siedziałam i myślałam czy go spytać? Czy się nadaje? Czy będzie to dla mnie dobre? Znałam go dopiero pół roku. W głowie wśród tych pytań pojawił się jeszcze jeden głos, który mówił żebym spytała, bo to co mówi nie może być od niego, tylko od Boga. Pchana jakąś siłą, nieśmiało zapytałam. Myślałam, że dowiem się od razu albo tak, albo nie. W jakim szoku byłam kiedy powiedział mi, że zastanowi się i powie mi na wigilii oazowej. Dokładnie 6 dni niepewności. To był jeden z momentów w moim życiu, w którym modliłam się bardzo żarliwie. Prosząc za wstawiennictwem mojej patronki oraz księdza patrona oto, aby było tak jak Bóg tego chce. I gdy na wigilii usłyszałam „zgadzam się, ale na razie wstępnie” to „spokojnie”  przyjęłam to do serca i jak Maryja zachowałam dla siebie. Żartuje. Skoczyłam od razu powiedzieć koleżance i cieszyłam się jak głupia. „Zgodził się! Zgodził się być moim kierownikiem duchowym! Bez pośpiechu i na razie wstępnie, ale powiedział tak.” (22.12.2016r)

To jest historia jak to się zaczęło. Jak było dalej zostawię już dla siebie. Czemu o tym piszę? Mało kto wie na czym polega kierownictwo i co ono daje. Kierownik duchowy chociaż w moim przypadku był księdzem wcale nie musi nim być. Może nim zostać każdy, ale trzeba patrzeć na to czy żyje Jezusem Chrystusem, czy wzbudza twoje zaufanie i czy dobrze ci się go słucha. W moim przypadku wszystko się zgadzało, choć nawet po tym jak ksiądz nim został miałam czasami wątpliwości. Jak zaczynałam kierownictwo nie wiedziałam jak będzie wyglądać. Wiedziałam, że teoretycznie ma trwać 45 min raz w miesiącu i co było śmieszne najczęściej dokładnie tyle trwało choćby nie wiem ile miała punktów do powiedzenia. Kierownik duchowy to nie spowiednik. Każdy z nas jest pielgrzymem w swoim życiu, a kierownik duchowy to towarzysz podróży. Nie zawsze potrafi pomóc. Nieraz trzeba było się wysilić, odrobić „prace domową”  czy obrazić. Nie wszystko było wyłożone na tacy. Byli ludzie, którzy mnie przestrzegali, ale zawsze mówiłam, że go wymodliłam. I wcale nie miałam na myśli tych 6 dni. Co tam się mówi? Tak naprawdę nic nie musisz mówić. Oczywiście w moim przypadku tak się nie da, więc ja mówiłam to co konkretnie mnie dołowało, cieszyło, sprawiało problem itd. Zawsze przed napisaniem sobie punktów modliłam się myśląc co powiedzieć. Gdy jesteś na kierownictwie także się modlisz, bo to nie jest tylko i wyłącznie wasze spotkanie. To jest spotkanie przede wszystkim spotkanie ty i Bóg, a kierownik jest osobą, która może doradzić, zwrócić uwagę, nie zgodzić się z Tobą czy pocieszyć. Czasami jak na złość milczy. Nie wszyscy go potrzebują. Ja go potrzebowałam na te dwa lata. I nie wątpię w to, że Bóg mi dał taką łaskę. Teraz dam radę już bez niego. A przynajmniej mam taką nadzieję. A co zaufania. To jest bardzo ważne, ale Duch Św. daje ci możliwość gdy już podejmujesz ten krok. Co prawda ja zaczynałam zawsze spotkanie od słynnego „Nie wiem od czego zacząć”, ale zawsze potem jakoś szło. I wiem, że był w tym Bóg.

Wiem, że to może mało się tyczy świąt, a można rzec, że wcale, ale nic na to nie poradzę. Potraktujcie to jako refleksje przed końcem roku 2018. Zdaję sobie sprawę, że te dwa lata były wspaniałym czasem, który przybliżył mnie do Boga. Nie mówię, że tak odzyskałam wiarę, ale na pewno ją umocniłam.

Dziękuję Boże!

            Umocniona

 

Radujcie się!

Trzecia Niedziela Adwentu. Niedziela radości. Czy taka była? Oczywiście, że tak chociaż diabeł chciał mi w tym przeszkodzić.

„Bracia: Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się! Niech wasza łagodność będzie znana wszystkim ludziom: Pan jest blisko! O nic się już zbytnio nie troskajcie, ale w każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem. A pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł, będzie strzegł waszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie.” (Flp 4, 4-7)

Dzisiejsze drugie czytanie jest jednym z moich ulubionych cytatów Pisma Św. Te słowa po prostu mówią wszystko. Radujmy się! Radujmy się z tego co mamy, co dostaliśmy. Wiem, że nie raz jest ciężko. Wiem, że przejmujemy się ważnymi sprawami, a czasami też tymi błahymi. Nie mamy zbytnio się troszczyć, ale modlić się i dziękować. Pan jest blisko!

Za tydzień już święta Bożego Narodzenia. Czas pozamiatać w naszym sercu te zakamarki, które jeszcze są w kurzu. Niech będzie przygotowane mieszkanie dla Jezusa. Radujmy się!

Postanowiłam sobie, że przez ten tydzień będę miała na twarzy uśmiech. Może to nie jest jakaś nowość, ale wydaje mi się, że to będzie najlepszy lek na wszystkie moje marudzenia.